Andre Norton
wit 2250
wit 2250 jest pierwszym utworem Andre Norton (waciwie Alice Mary Norton, ur. 1912) prezentowanym oficjalnie polskiemu czytelnikowi. Ta bardzo popularna w USA pisarka SF i fantasy, jest autork ponad stu ksiek (poza fantastyk pisuje powieci szpiegowskie, historyczne i gotyckie) dla dzieci, modziey i dorosych. Wikszo jej powieci SF z reguy dzieje si w Galaktyce, opanowanej przez ras ludzk, i cho nie tworz one historii przyszoci, s wspania kronik poznawania obcych wiatw i ich tajemnic, rozmaitych cywilizacji, przewanie w konwencji space opery.
"wit 2250" jest powieciowym debiutem Andre Norton. Ukaza si on w samym rodku ery zimnej wojny. Jego akcja toczy si kilkaset lat po wojnie atomowej, a bohaterem jest mody chopak, mutant o zapdach reformatorskich, ktry nie znajdujc zrozumienia wrd swoich najbliszych, wyrusza na niebezpieczn wdrwk przez opustoszae tereny dawnych Stanw Zjednoczonych.
Rozdzia 1
Nocny zodziej
Gsta, nocna mga nadal spowijaa wiksz cz Eyrie niczym nieprzejrzysta zasona. Zebra jzykiem ros z warg, lecz nadal pozostawa nieruchomy. Mia ju za sob wiele dugich, wypenionych czerni godzin czuwania, lecz nic nie wskazywao na to, aby w najbliszym czasie zamierza szuka schronienia.
Znalaz si tu, na wierzchoku pknitej skay, grujcej nad siedzib jego plemienia, powodowany palc zoci i trwa w tym miejscu, z sercem niespokojnie miotajcym si w piersi. Spiczasty podbrdek, mocny i pokryty ostr szczecin zarostu, opar na zabrudzonej doni, prbujc rozpozna budynki, ktrych prostokty majaczyy w dole.
Przed sob mia Dom Gwiezdny. Na widok grubo ciosanych kamiennych cian wargi cisny mu si w wsk szpar, z ktrej dobiegao ciche warczenie. Zosta jednym z Gwiadzistych, szanowanych przez cae plemi, majcych za cel gromadzenie i pomnaanie wiedzy, odkrywanie nowych szlakw oraz badanie nieznanych terenw, od dawna ju byo najwikszym marzeniem Forsa z Klanu Pumy. Nie potrafi wyobrazi sobie innego zajcia. Jeszcze wczoraj, zanim zapono Ognisko Rady, y nadziej, e przyznaj mu prawo wejcia do Domu. Jake by dziecinny i gupi, wierzc w tak moliwo, podczas gdy wszystko dookoa wiadczyo o czym zupenie przeciwnym. Przez pi lat pomijano go starannie przy wyborze modziey, tak jakby nie istnia. Dlaczeg wic za szstym razem jego zalety miayby znale uznanie w oczach czonkw Rady?
Opar gow. Szczki bezwiednie zacisny si, zastygajc w grymasie oznaczajcym upr. To bya jego ostatnia szansa. Za rok bowiem przekroczy wiek, pozwalajcy mu ubiega si o przyjcie do nowicjatu. A teraz, gdy pominito go zeszej nocy...
Moe gdyby ojciec powrci z ostatniej wyprawy, gdyby on sam nie nosi tak wyranego pitna... Zacisn palce na gstych wosach, szarpic a do blu, jakby zamierza wyrwa je ze skry. Wosy byy najgorsze! Mogli zapomnie o jego zdolnoci do widzenia w nocy, czy o niezwykle czuym suchu. Przesta si przecie tym chwali, gdy tylko poj, jak niebezpiecznie byo rni si od innych. Nie potrafi jednak ukry koloru swych krtko ostrzyonych wosw. Sta si on jego przeklestwem od chwili, w ktrej ojciec przynis go od Eyrie. Ludzie dokoa mieli wosy brzowe, czarne lub, w najgorszym przypadku, w kolorze spowiaej na socu pszenicy. Jego
- Forsa, byy srebrzystobiae, ju z daleka mwice kademu, e ich waciciel jest mutantem, innym ni reszta spoecznoci Klanu. Mutant! Mutant!
Od ponad dwustu lat, od pamitnych czarnych dni Chaosu jakie nadeszy po Wielkim Wybuchu - owym piekle atomowej wojny - okrzyk taki wystarcza, aby skaza kogo bez cienia litoci. Tak silny bowiem by strach, instynktowny strach caej rasy przed kadym, kto wyrnia si wygldem lub niezwykymi waciwociami. Wrd ludzi kryy straszne opowieci o tym, co robiono z mutantami, nieszczsnymi istotami urodzonymi w pierwszych latach po Wybuchu. Niektre plemiona podjy wwczas drastyczne kroki w trosce o utrzymanie czystoci linii rodu ludzkiego, a raczej tego, co z niego pozostao.
Tutaj, w Eyrie, z dala od ogniska zarazy panujcej w zbombardowanych sektorach, mutacja bya prawie nieznana, lecz on, Fors, mia domieszk skaonej krwi z Rwnin i o fakcie tym - jak daleko siga pamici wstecz
- nigdy nie pozwolono mu zapomnie.
Dopki y ojciec, sprawy nie wyglday tak le. Co prawda, inne dzieci przeladoway go i czsto dochodzio do bjek, lecz obecno ojca i zaufanie jakim go otacza, sprawiy, e nie odczuwa zbyt bolenie owych szykan ze strony rwienikw... A wieczorem po zamkniciu bram osady, nadchodziy dugie godziny spdzane na nauce pisania i czytania, posugiwania si map i zachowania na szlakach, tak w grach, jak i na rwninach. Przecie nawet wrd Gwiadzistych ojciec by najlepszym nauczycielem. Langdon nawet przez chwil nie wtpi, e pewnego dnia jego jedyny syn zasidzie razem z nim w Domu Gwiazdy.
Nawet wwczas, gdy ojciec nie wrci z wyprawy na Niziny, Fors spokojnie oczekiwa przyszoci. Zgodnie z wymogami Prawa, wasnorcznie sporzdzi bro: lecy teraz obok niego uk, krtki ostry miecz i szeroki myliwski n. Pozna szlaki i zdoby Lur - wielkiego, przydatnego w owach kota - wypeniajc tym samym wszystkie warunki konieczne do wyboru. Przez pi lat z rzdu przybywa do Ognia z coraz mniejsz nadziej i za kadym razem traktowano go jak powietrze. Teraz ju by za stary, by prbowa raz jeszcze.
Jutro - nie, ju dzisiaj - bdzie musia odoy bro i zastosowa si do polece Rady. Wspaniaomylnie pozwol mu y i pracowa na jednej 'z ukrytych w grotach farm hydroponicznych. Jako mutant nie mg przecie liczy na wicej.
Koniec z nauk, egnajcie marzenia o latach opdzonych na przebywaniu nizin, zaszczytnej staroci nauczyciela i stranika Wiedzy - Gwiadzistego badacza terenw, ktre Wielki Wybuch zamieni we wrogi dla czowieka wiat. Nie bdzie szuka starych miast, gdzie dawno zapomniana Wiedza moe zosta ponownie odkryta i przeniesiona do Eyrie, ani te znaczy na mapie drg i szlakw, ktre pomog wydoby z mroku wiato. Nie potrafi i nie chcia z tego zrezygnowa. Wiedzia ju, e nie nagnie si do woli Rady.
Z ciemnoci nadbieg niski, pytajcy pomruk. W zamyleniu odpowiedzia
przyzwalajco. Od grupy ska oderwa si smuky cie i bezszelestnie stpajc na ugitych apach skrada si ku niemu, szorujc po mchu mikkim futrem brzucha. Poczu trcenie potnej apy, grubej niemal jak jego rami. Wycign rk, aby podrapa za spiczastymi uszami kota. Lura niecierpliwia si. Jej rozszerzone nozdrza chony rozliczne, wabice zapachy nocnego lasu. Rka na gowie powstrzymywaa j, lecz posuszestwo przychodzio z trudem i demonstracyjnie okazywaa swe niezadowolenie.
Lura kochaa wolno. Zgodnie ze zwyczajem swego gatunku robia tylko to. na co sama si zdecydowaa. By taki dumny, gdy dwa lata temu najpikniejszy kociak z ostatniego miotu Kandy upodoba sobie jego towarzystwo. Pewnego dnia sam Jari zwrci na to uwag. Rozbudzio to nadziej Forsa, jednak na prno. Jedyn korzyci bya wanie Lura. Potar policzkiem o futro wzniesionego ku sobie ba. Z gbi gardzieli ponownie nadeszo ciche pytanie. Wiedziaa, e jest nieszczliwy.
Nic nie zapowiadao wschodu soca. Nad ysym szczytem Wielkiej Gowy gromadziy si czarne chmury, powikszajc jeszcze ciemno przedwitu. Zanosio si na burz, wic ludzie w osadzie na pewno pozostali w swych domach. Mga zamienia si w mawk i Lur zacz zoci upr Forsa, ktry nie wiadomo dlaczego nie chcia schroni si pod dachem.
Lecz gdyby teraz wszed do ktregokolwiek z budynkw w Eyrie, oznaczaoby to przegran - rezygnacj z ycia, do jakiego by stworzony, pogodzenie si ze miechem i drwin, z ju na zawsze przypit etykiet haniebnej poraki, z pitnem mutanta. A do tego za nic w wiecie nie mg dopuci. Po prostu nie mg.
Gdyby tak Langdon mg wczoraj stan przed Rad... Langdon. Posta ojca ywo rysowaa si w jego pamici: wysoka, silna sylwetka, miao wzniesiona gowa, jasne, ruchliwe, cigle szukajce oczy nad wskimi uszami i ostro zarysowana linia szczki. Wosy miay ciemny, bezpieczny kolor. To swej nieznanej, pochodzcej z Rwnin matce zawdzicza Fors zbyt jasny odcie wosw, spychajcy go na ubocze spoecznoci.
Torba Langdona z przymocowan do paska odznak Gwiazdy, wisiaa teraz w sali pamici Domu Gwiazdy. Znaleziono j obok okaleczonego ciaa na miejscu ostatniej bitwy. Walka z Bestiami rzadko koczya si zwycistwem ludzi z gr.
Zosta zabity w trakcie poszukiwa zaginionego miasta. Prawdopodobnie nie byo "niebieskie", nadal niedostpne dla ludzi i gdyby rzeczywicie okazao si wolne od promieniowania, mona by je byo zupi ku wikszej chwale Eyrie. Setki razy Fors zastanawia si, czy dotyczca postrzpionego kawaka mapy teoria ojca bya prawdziwa. Czy gdzie na pnocy, na brzegu duego jeziora, oczekujc na beztroskiego miaka, leao bezpieczne miasto.
- Bezpieczne miasto - powtrzy gono ostatnie sowa, zaciskajc z ca si do na futrze Lury. Warkna ostrzegawczo na tak zuchwao, lecz Fors zdawa si tego nie sysze.
Jak byo naprawd? Zapragn pozna odpowied. Pi lat temu nie podjby pewnie takiej prby. Moliwe, e nie koczce si oczekiwanie
i cige rozczarowania w ostatecznym rachunku wyszy mu na dobre, gdy teraz by gotowy i dobrze zdawa sobie z tego spraw. Czu swoj si i potrafi j wykorzysta. Posiada Wiedz i wytrenowany umys. Chcia dziaa.
W dole nie zapalio si jeszcze adne wiato. Kbice si chmury przeduyy mrok nocy, lecz czasu pozostao niewiele. Musia si spieszy. Midzy skaami ukry uk, wypeniony strzaami koczan i miecz. Lura pooya si obok i zastyga w oczekiwaniu, godzc si z jego milczcym poleceniem.
Skradajc si wzdu krtej, wiodcej do Eyrie drogi, dotar na tyy Domu Gwiazdy. ka penicych sub Gwiadzistych rozmieszczone byy od frontu. Przed sob mia magazyn. Szczcie umiechno si wreszcie do Forsa, gdy obmacujc drzwi, przekona si, e cika zasuwa nie jest zamknita i tylko czciowo spoczywa w gniedzie... Nie by tym szczeglnie zaskoczony, gdy nigdy nie sysza, aby ktokolwiek nieproszony omieli si nawiedzi to miejsce.
Pezajc bezszelestnie niczym Lura, pokona wysoki prg i oto sta, lekko dyszc i rozgldajc si po mrocznym wntrzu. Zwykemu mieszkacowi Eyrie pomieszczenie wydaoby si wypenione nieprzeniknion czerni, lecz dla Forsa ciemno bya czynnikiem sprzyjajcym. Widzia dugi st i awy, z atwoci dostrzeg rzd wiszcych na odlegej cianie workw stanowicych cel jego wyprawy. Bezbdnie rozpozna torb ojca. Przecie tyle razy pomaga w jej pakowaniu. cign worek z haka i natychmiast odpi przymocowany do rzemienia lnicy kawaek metalu.
O ile do rzeczy ojca mg zgasza jakie pretensje, to do Gwiazdy nie mia adnego prawa. Usta wykrzywi mu grymas goryczy, gdy przed znikniciem w szaroci przewitu, pooy odznak na brzegu drugiego stou.
Teraz, gdy torba zwisaa mu z ramienia, miao wszed do skadu i z trzymanych tam zapasw wybra sobie lekki koc, manierk i torb ziarna. Wrci na wzgrze, wydoby bro ze schowka i z Lura u boku wyruszy w drog. Po raz pierwszy szed nie w stron ciasnych grskich dolin, gdzie dotychczas zawsze polowa, lecz ku tajemniczym, zakazanym Rwninom. Chd wywoany raczej podnieceniem, ni podmuchami porannego wiatru wywoa gsi skrk, lecz pewnym krokiem zblia si do cieki, odkrytej przez Langdona ponad dziesi lat temu. Jak dotychczas nie bya strzeona przez aden posterunek stray zewntrznej. Ludzie zgromadzeni przy wieczornych ogniskach, czsto rozmawiali o lecych w dole Rwninach, dziwnym wiecie, ktry odczuwa na sobie potg Wielkiego Wybuchu i zamieni si w zdradzieck puapk dla kadego nie znajcego drogi czowieka. Nic dziwnego, e w cigu ostatnich dwudziestu lat Gwiadzistym udao si oznaczy zaledwie cztery miasta, w tym jedno "niebieskie", ktrego naleao si wystrzega.
Znali zwyczaje dawnych czasw, lecz Langdon zawsze podkrela, e nikt nie jest w stanie stwierdzi, jak bardzo przekazywane informacje zostay przekrcone i znieksztacone przez czas. Skd mogli wiedzie, czy nadal byli t sam ras, co ludzie yjcy przed Wybuchem. Choroba popromienna,
ktra w dwa lata po wojnie zmniejszya liczb mieszkacw Eyrie o ponad poow, moga wpyn take i na przysze pokolenia. Przecie bezksztatne Bestie prawdopodobnie miay rwnie ludzki rodowd, cho tym, ktrzy je widzieli, trudno byo uwierzy. Trzymay si jednak wyranie starych miast najbardziej dotknitych skutkami wybuchu.
Mieszkacy Eyrie posiadali starodawne zapisy, pozwalajce wnioskowa, e ich przodkami bya maa grupa uczonych i technikw, prowadzcych w odosobnieniu jakie tajne badania. W pewnym momencie cakowicie odseparowali si od wiata, ktry zgin, zanim zdyli nawiza z nim jakikolwiek kontakt. Wiedzieli jeszcze o zamieszkujcych rozlege prerie mieszkacach Rwnin. W jaki sposb i oni przetrwali, a teraz wdrowali w kilku grupach, rwnie nie znajc plagi Bestii.
Mogli by jeszcze inni.
Nie wiadomo, kto rozpocz wojn. Fors widzia kiedy star ksik, zawierajc strzpki wiadomoci odebranych przez rejestratory w cigu strasznego dnia zagady. Niestety, by to tylko aosny bekot umierajcego wiata, tragiczny i bezuyteczny.
W grach wszyscy wiedzieli o ostatniej wojnie. Chocia nieustannie zabiegali o utrzymanie przy yciu umiejtnoci i wiedzy przodkw, to coraz wikszy by krg rzeczy, ktrych nie rozumieli. Mieli stare, pokryte kolorowymi plamami, starannie opisane mapy, lecz oznaczone rowym, zielonym, niebieskim i tym kolorem obszary nie opary si spywajcej z nieba nawale ognia i mierci. Raz na zawsze zostay one starte z powierzchni ziemi, a dzisiaj nieliczni ludzie wychodzili niemiao z bezpiecznych zaktkw i wdrujc przez Nieznane gromadzili okruchy wiedzy, yjc nadziej, e ktrego dnia uda si uoy z nich histori.
Fors wiedzia, e o jak mil od szlaku, ktrym si posuwa, przebiega odcinek dawnej drogi. Zachowujc ostrono, mona byo wdrowa ni na pnoc przez cay dzie. Kiedy czsto oglda rne przedmioty, ktre ojciec i jego towarzysze przynosili z wypraw, sam jednak nigdy nie widzia ani Nizin, ani drogi. Przypieszy kroku, nie czujc cigle padajcego deszczu. Cieknce strugi wdzieray si w kady zakamarek ciaa, marnie chronionego przez przesiknity jak gbka, lepicy si koc... Lura zacza szybciej przebiera apami, by za nim nady, i cho gono protestowaa przy kadym skoku, to nie przejawiaa chci powrotu. Entuzjazm i podniecenie, pozwalajce mu zapomnie o niewygodach i biec dalej, udzieliy si rwnie wraliwej psychice wielkiego kota. Przedzierali si przez zarola w napiciu, niespokojnie wodzc wzrokiem i badajc kady podejrzany sygna.
Gdy dotar do drogi, poczu si niemal rozczarowany tym, co zobaczy. Kiedy musiaa to by gadka nawierzchnia, lecz czas i rozprzestrzeniajca si stopniowo bujna rolinno, w poczeniu z brakiem jakiegokolwiek ruchu, zrobiy swoje. Jak okiem sign, wierzchnia warstwa bya spkana i porad-lona przez rozpezajce si w poszukiwaniu wody korzenie. W przeszoci ludzie poruszali si tdy zamknici w specjalnych maszynach. Fors wiedzia o tym, bo oglda kiedy ksik z obrazkami, przedstawiajcymi takie urzdzenia. Niestety, ich produkcja bya teraz niemoliwa. Co prawda, mieszkacom Eyrie po wielu wysikach udao si wydoby sporo danych, dotyczcych samochodw, jednak okazao si, e do ich wytworzenia potrzeba mnstwo nieosigalnych materiaw i z pomysu budowy trzeba byo zrezygnowa. Pozostay stare ksiki z obrazkami.
Lurze droga nie podobaa si. Nieufnie trcia ap oderwany kawaek nawierzchni, obwchaa, po czym wrcia na pobocze. Fors jednak miao wstpi na drog przodkw, cho atwiej byoby i przez las. Czu, jak z kadym krokiem wzbiera w nim poczucie potgi i siy. Pod skr butw mia dzieo mdrzejszych i potniejszych od siebie, a przecie byli jedn ras. Wsplnota ta dodawaa otuchy, zobowizujc rwnoczenie do odzyskania zaginionej wielkoci.
- Ho, Lura!
Syszc triumfalny okrzyk, kot przystan, zwracajc ku niemu ciemnobrzow gow, po czym miaukn aonie, jakby dajc do zrozumienia, e uwaa wypraw w tak nieprzyjemny dzie za jakie nieporozumienie.
Lura bya naprawd pikna. Samopoczucie Forsa poprawiao si, ilekro na ni spoglda. Od chwili, gdy rozsta si ze schodzc z gr ciek, poczu si naprawd wolny i po raz pierwszy w yciu nie martwi go kolor wosw, ani te myl, e jest gorszy od innych czonkw Klanu. Pamita wszystkie nauki ojca, a w koyszcym si na ramieniu worku ukry najwikszy jego sekret. Mia wasnorcznie zrobiony uk, tak mocny, e aden z jego rwienikw nie by w stanie go napi. Miecz by ostry i wywaony tak, e pasowa tylko do jego doni. Przed nim lea rozlegy wiat Rwnin, a u boku mia wymarzonego towarzysza podry.
Lura bez reszty pochonita bya lizaniem mokrego futra, lecz w pewnym momencie Fors uchwyci w jej wzroku bysk emocji, czy moe myli. Nikt w Eyrie nie zdawa sobie nawet sprawy z tego, w jakim stopniu wielkie koty potrafiy porozumiewa si z ludmi, ktrych uznay godnych swego towarzystwa. Kiedy rol towarzysza czowieka spenia pies - Fors czyta o tym - lecz choroba popromienna okazaa si tu zabjcza i gatunek ten zgin w Eyrie na zawsze.
To samo promieniowanie zmienio ras kotw. Mae zwierzta domowe, obdarzone ogromn niezalenoci, zaczy wydawa na wiat wikszych, silniejszych potomkw o bystrym umyle. Krzyujc si z dzikimi kotami ze skaonych Rwnin, wyday na wiat nieznan przedtem mutacj. O nogi Forsa ocierao si stworzenie wielkoci pumy z czasw przed wybuchem. Miao ciemnokremowe, gste futro przechodzce na gowie, apach i ogonie w kolor czekolady - barwy odziedziczone po Siamese, pierwszym kocie przywiezionym kiedy w gry przez on jednego z badaczy. Oczy miay odcie prawdziwego klejnotu, skrzc si gbokim, wpadajcym w szafir bkitem. Pod tym z pozoru niegronym wygldem, kry si jednak doskonay myliwy, uzbrojony w ostre, zakrzywione pazury i mocne ky.
Wanie odezwa si w niej instynkt owcy, gdy przystana obok pachetka wilgotnej ziemi, gdzie racice jelenia pozostawiy wyrany gboki lad. Trop by wiey. Badajc go. Fors widzia okruchy gleby, odrywajce si od krawdzi i opadajce na dno odciskw. Rzecz bya godna zastanowienia. Przydaoby si powikszy zapasy ywnoci, a miso jelenia byo wymienite. Nie musia tego mwi Lurze, znaa ju jego decyzj i natychmiast podja trop. Ruszy za ni bezszelestnie krokiem, jakiego nauczy si tak dawno, e w pamici nie pozostao najmniejsze wspomnienie pobieranych w lesie lekcji. lady biegy prostopadle do starej drogi, przecinajc postrzpion cian, pod ktr pitrzy si stos zaronitej zielskiem ziemi, ze sterczcymi tu i wdzie kawakami cegie. ciekajca z gazi i lici woda zmoczya go, przylepiajc skrznie do ng i spywajc do butw.
W miar biegu Fors by coraz bardziej zdumiony. Tropy mwiy wyranie, e zwierz ogarno miertelne przeraenie, lecz cho wyta wzrok, nigdzie nie mg dostrzec ladw przeladowcy. Nie czu jednak lku. Nigdy przecie nie spotka istoty ywej, czowieka czy zwierzcia, ktra oparaby si jego kutym stal strzaom ani te nie zawaha si, stajc naprzeciw niej z krtkim mieczem w rku. Midzy ludmi z gr a nieustannie wdrujcymi mieszkacami Rwnin panowa rozejm. Gwiadzistym czsto zdarzao si zamieszka na jaki czas w skrzanych namiotach koczownikw i wymienia wiadomoci z tymi wiecznymi pielgrzymami. Nawet jego ojciec wzi sobie spord nich on. Wszyscy natomiast prowadzili bezpardonow walk z kryjcymi si w ruinach miast Bestiami. Stworzenia te nigdy nie oddalay si jednak od swych ciemnych, cuchncych nor w rozbitych budynkach i spotkania z nimi na otwartej przestrzeni mona byo si nie obawia. Dlatego te z beztrosk poda za Lur.
Trop urwa si nagle na brzegu maego jaru. Dziesi stp niej, wezbrana deszczem woda strumienia pienia si wok zielonych, omszaych ska. Rozcignita wzdu krawdzi parowu Lura przypada do ziemi, gotujc si do skoku. Fors cofn si za krzak i przyklkn. Wiedzia, e w tym zajciu lepiej byo jej nie przeszkadza.
Gdy dostrzeg nerwowe drenie koniuszka brzowego ogona, spojrza na paski bok kota, oczekujc na krtki dreszcz - sygna do ataku... Zamiast tego, ogon nagle zjey si, a barki przygarbiy, jakby kto naoy cugle na napite ju do skoku minie. Do Forsa docieray odczuwalne przez Lur uczucia zmieszania, wstrtu, a wreszcie - strach...
Nieraz udowodni, e mia najlepsze w Eyrie oczy, lecz wszystko, co zauway, to poruszenie zaroli w grze strumienia, jakby co si przez nie przepychao. Dwik wody tumi wszelkie odgosy i cho wyta wzrok, nie dostrzeg niczego wicej. Przyczyna niepokoju zwierzcia znikna.
Lura pooya uszy po sobie, a jej oczy zmieniy si w dwie ponce zoci szparki. Pod t mask jednak Fors uchwyci inne uczucie - czajcy si, paniczny lk. Wielki kot przey co niezwykego, naleao wic zachowa ostrono. Podniecony wychyli si poza krawd parowu. Cho nieznane stworzenie odeszo, postanowi zbada lady, jakie mogo po sobie pozostawi.
Zielone gazy na brzegu byy gadkie i liskie, tak e dwukrotnie musia chwyta si zaroli, aby nie wpa do wody. Pezajc, pokona ostatni odcinek drogi i oto znalaz si na skraju poruszajcych si przed chwil zaroli. Przed nim, wypeniajc gliniaste zagbienie, czerwienia spora kaua. Ciecz bya gsta, lecz deszcz zaczyna ju j rozmywa. Podnis do ust ociekajcy czerwieni palec. Krew. Prawdopodobnie ciganego przez nich jelenia.
Tu obok widnia trop pozostawiony przez tajemniczego myliwego. lad odcinity by gboko w mokrej glinie, jakby co balansowao przez chwil pod ciarem zdobyczy. Byo zbyt widno, aby mg mie kopoty z jego odczytaniem. Zna go przecie dobrze. To, co oglda, byo odbiciem bosej, ludzkiej stopy.
Nie mg to by nikt z Eyrie, ani z Rwnin. Stopa bya wska i miaa sta szeroko od pity do palcw, jakby jej posiadacz by paskostopy. Palce miay cienkie koci i byy bardzo dugie. W ich przedueniu leay bruzdy - lady nie paznokci, ale czego, co musiao by prawdziwymi pazurami. Fors poczu, jak je mu si wosy. To byo niezdrowe- takie sowo przyszo mu na myl, gdy wpatrywa si w odcisk. By zadowolony, e nie zobaczy tamtej istoty, cho w gbi duszy wstydzi si tego uczucia.
Nadesza Lura. apczywie rzucia si na krew, chepczc j z gonym mlaskaniem. Dopiero po chwili zbliya si do odkrytego tropu i natychmiast zareagowaa z gwatownoci, ktra zdumiaa Forsa. Stulone uszy pasko przylgny do gowy, a spomidzy wykrzywionych, drgajcych nerwowo warg, wydobyo si ciche, pene nienawici warczenie. Fors byskawicznie napi uk, niespokojnie wypatrujc celu. Po raz pierwszy tego dnia ogarn go chd. Trzs si cay, stojc w strugach deszczu, spity, gotowy do odparcia ataku. Nic si jednak nie wydarzyo.
Zachowujc ostrono, wdrapali si na poprzednie miejsce. Lura nie zdradzaa ochoty na pocig za nieznanym myliwym i Fors nie prbowa nawet jej do tego namwi. Otaczajcy ich dziki wiat by domem Lury i ycie obojga zaleao od instynktu wielkiego kota. Jeli nie miaa ochoty nadstawia skry w pogoni, naleao zaakceptowa jej wybr.
Wrcili na drog. Teraz jednak Fors wykorzysta cay swj kunszt, aby zatrze pozostawione lady - przezorno podejmowana zazwyczaj tylko w pobliu zniszczonych miast, gdzie na kadym kroku czaia si jeszcze mier, gotowa pochon nieostrone ofiary. Przestao pada, lecz niebo w dalszym cigu przesaniaa gruba warstwa nisko wiszcych chmur.
Okoo poudnia ustrzeli tustego ptaka, wyposzonego przez Lur z gstych zaroli. Przystanli wic na popas i posilili si, dzielc sprawiedliwie surowe miso kuraka.
Zapad wczesny, szary od kbicych si chmur zmierzch, gdy osignli wzgrze grujce nad przyleg do drogi, wymar osad.
Rozdzia 2
Spotkania z przeszoci
Nawet w czasach przed Wybuchem, gdy ttnio tu ycie, miejscowo nie bya ani dua, ani adna. Dla Forsa jednak, ktry dotychczas widzia jedynie zabudowania Eye, wydawaa si czym zdumiewajcym, a nawet troch strasznym. Wok siebie mia niepodzielnie panujc dzik rolinno, ktrej korzenie, stale kruszce mury, zamieniay domy w pokryte grubym kouchem zieleni, bezadne sterty gruzu. Wznoszcy si na brzegu przecinajcej osad rzeki wa, stanowi jedyn pozostao po istniejcym dawniej mocie.
Fors nie spieszy si z zejciem. Przysiad na kamieniu, patrzy i zastanawia si. Byo bowiem co odpychajcego w widocznej w dole dzikiej gmatwaninie. Nad obejmujc ruiny nieck wieczorny wiatr rozsnuwa przykry zapach nawigej zgnilizny. Zbyt dugo miejscem tym waday wiatry, burze i dzikie zwierzta.
Na poboczu drogi dostrzeg stert zardzewiaego metalu. Domyli si, e byy to pozostaoci samochodu, maszyny, jakiej ludzie uywali kiedy do transportu. Musia by ju wwczas stary, gdy przed samym Wybuchem powszechnie uywano innego typu, zasilanego silnikiem atomowym. Gwiadzistym czasami udawao si napotka niemal nienaruszone egzemplarze takich pojazdw. Wymin wrak i trzymajc si przetartej drogi zacz schodzi w stron osiedla. Lura sza obok z wysoko podniesion gow. Szeroko rozwarte nozdrza co chwila owiy niesione wiatrem zapachy. Weszli w kipice yciem zarola. Z wysokiej trawy poderwaa si do lotu przepirka. Gdzie z boku skrzekliwie odezwa si baant. Na ciemnym tle zieleni poyskiway czyst biel krlicze ogonki. W pltaninie gazi kryy si zbrojne w zakrzywione kolce kwiaty, tworzc razem z obejmujcym wszystko niezliczonymi ptlami dzikim winem zapor nie do przebycia. Niespodziewanie przez chmury przedar si promie zachodzcego soca, zalewajc purpur mroczny krajobraz. Jakby na dany sygna, z trawy odezway si owady. Burza skoczya si.
Wydostali si na otwart przestrze, ze wszystkich stron ograniczon ruinami budynkw. Usyszeli odgos ciekncej wody, wic Fors, orientujc si wedug dwiku, zacz torowa przejcie wrd bujnej rolinnoci i po niedugim czasie stanli nad wykonanym ludzk rk zbiornikiem, do ktrego cienkim strumykiem spywaa woda. Wiedzia, e na Rwninach wod naleao traktowa ostronie. Jednak czysta, chodna struga kusia, zwaszcza, gdy pomyla o zatchej cieczy, cay dzie bulgoczcej w wiszcej u pasa manierce. Lura nie wahaa si, chepczc beztrosko i potrzsajc od czasu do czasu gow, aby strci zbierajce si na kocach wsw krople. Widzc to, zanurzy w kocu do i ugasi pragnienie. rdeko leao u podna dziwacznego skupiska ska, ktre by moe uoono kiedy, aby udaway jaskini. Wewntrz znalaz grub warstw naniesionych wiatrem suchych lici. Niedawna burza nie zmoczya ich, wic mogli si tu schroni. Miejsce wydawao si bezpieczne. Oczywicie nigdy nie naleao spa w starych domach. Wielu ludzi przypacio yciem sw nieostrono. Tutaj jednak kto ju mieszka przed nimi - wrd listowia bielay koci wiadczce o dziaalnoci czworononego owcy.
Fors oczyci jaskini i wyszed na poszukiwanie drewna na opa. Byo mokro, ale w zaamaniach ska odkry sporo suchych gazi, dziki czemu szybko zgromadzi kilka narczy chrustu. Na otwartych Rwninach ogie mg by zarwno przyjacielem, jak i wrogiem. Beztrosko rozniecone na stepie ognisko mogo rozpta ocean pomieni, ktre rozszerzajc si na wiele mil, pochaniay wszystko na swojej drodze. Czsto zdarzao si, e wrogie plemiona wypadek taki natychmiast uznaway za zdrad. Dlatego te Forsa ogarno wahanie, gdy z krzesiwem i hubk w doniach pochyli si nad maym stosem drewna. Przecie by jeszcze tajemniczy myliwy i jeli czai si teraz w labiryncie osady...
Oboje z Lur byli jednak przemoczeni i zzibnici, a nocleg w chodzie by najlepsz okazj, by si przezibi. Poza tym, cho mg co prawda w razie potrzeby ywi si surowym misem, to pieczyste smakowao mu o wiele lepiej. Ostatni argument przeway, lecz nawet wtedy gdy pojawi si niky pomyk, trwa przez chwil przyczajony, gotowy rozrzuci ponce gownie. Uspokoi si na widok podchodzcego do ognia kota. Wiedzia, e Lura nie zachowywaaby si tak beztrosko, gdyby grozio im jakie niebezpieczestwo. Miaa przecie bez porwnania lepszy wzrok i wch.
Pniej, zamierajc w bezruchu przy rdeku, ustrzeli trzy krliki. Dwa z nich otrzymaa Lura, trzeciego oprawi i upiek dla siebie. Zachodzce soce byo czerwone i wszystkie oznaki wryy dobr pogod na nadchodzcy dzie. Poliza palce, spuka je wod, po czym wytar pkiem trawy. Nastpnie, po raz pierwszy w tym dniu, otworzy skradziony przed witem worek. Zna jego zawarto, poczu jednak wzruszenie na widok wizki starych, kruchych papierw, zapenionych starannie od gry do dom maym, rwnym pismem ojca. To ju tyle lat... Ucieszony, zanuci cicho, gdy dostrzeg strzpek bezcennej wedug Langdona mapy - miaa ona przedstawia lece gdzie na pnocy miasto, bezpieczne i wystarczajco due, aby przynie Eyrie bogaty up.
Nieatwo byo odczyta tajne pismo ojca. Sporzdzone zostao na wasny uytek i Fors mg tylko domyla si znaczenia takich wskazwek jak, "zakrt rzeki na zachd od nieuytkw", "na pnocny wschd od duego lasu" i caej reszty. Upywajcy czas star lub pozmienia oznaczenia, tak, e posugujc si star map, mimo wytonej uwagi, mona byo zej z trasy. Pochylony nad skrawkiem, ktry przyczyni si do mierci ojca, zacz uwiadamia sobie ogrom stojcego przed nim zadania. Nie zna nawet wszystkich szlakw, jakie w cigu dugich lat utorowali Gwiadzici, co najwyej sysza o niektrych. A jeli si zgubi...
Zacisn palce na cennym zawinitku. Zej ze szlaku. Przepa na Rwninach.
Poczu dotyk mikkiego futra. Okrga gowa trcia go w ebra. Lura uchwycia nage ukucie strachu i na swj sposb staraa si temu zaradzi. Fors powoli odetchn. Wilgotne powietrze nizin pozbawione byo ostrego aromatu grskiego oowietrza. By wolny i by czowiekiem. Powrt do Eyrie oznaczaby przyznanie si do poraki. C, jeli zgubi si wrd stepu? Czeka na niego rozlegy kraj. Mg przecie i, a do chwili, gdy dotrze do sonej wody. lecej zgodnie z ustnym przekazem tradycji na skraju wiata. Caa ta kraina czekaa na zbadanie.
Sign w gb trzymanego na kolanach worka. Oprcz notatek i strzpka mapy, tak jak si spodziewa, znalaz kompas, mae drewniane pudeko owkw, paczk bandaa i ma na rany, dwa mae skalpele i topornie sporzdzony notatnik - dziennik Gwiadzistego. Ku swemu wielkiemu rozczarowaniu przekona si, e jego stronice zapeniay gwnie odlegoci. Pod wpywem nagego impulsu, na jednej z czystych kartek umieci opis swojej dotychczasowej podroy i narysowa dziwny odcisk stopy. Gdy skoczy, zapakowa wszystko ponownie.
Lura rozcigna si na posaniu z lici. Fors pooy si przy niej, przykrywajc kocem. Dochodzia pnoc. Poprawi ponce gazie, tak, aby sterczce na zewntrz koce mogy by pochonite przez ogie. Kot zaj si czyszczeniem ap, wgryzajc si starannie w przestrzenie midzy pazurami. Towarzyszce temu mikkie mruczenie dziaao usypiajco. Czu, jak zaczynaj ciy mu powieki. Otoczy Lur ramieniem i w odpowiedzi zosta natychmiast polizany. Szorstki dotyk jzyka by ostatni rzecz, jak udao mu si zapamita.
Rano obudzi ich piskliwy krzyk ptakw. Cae stado wirowao w pobliu, gono wyraajc swe niezadowolenie z obecnoci wdrowcw. Fors przetar oczy i troch nieprzytomnie spojrza na szary wiat wok.
Przy wejciu do jaskini, nie zwracajc najmniejszej uwagi na rozwrzesz-czonych natrtw, siedziaa Lura. Ziewaa i patrzya na niego z wyran niecierpliwoci. Podnis si z lea i chcc wykpa si w sadzawce, cign wilgotn odzie. Byo zimno, wic wkrtce zacz dre, co widzc Lura odsuna si na bezpieczn odlego. Zniecierpliwione ptaki zbiy si w czarn chmur i znikny wrd ska. Fors ubra si, sznurujc dokadnie pozbawiony rkaww kaftan i starannie zapinajc buty i pas.
Dowiadczony badacz nie traciby czasu na ogldanie pozostaoci miasta. Ju dawno cokolwiek cennego mogo si tu znajdowa, zostao zupione lub samo ulego zniszczeniu. Byo to jednak pierwsze miasto Forsa, dlatego te nie mg odej bez, choby powierzchownych, ogldzin. Obszed w koo niewielki plac. Tylko jeden budynek ocala na tyle, e mona byo wej do rodka. Kamienne ciany znikny pod bujnie rosncym bluszczem i mchem, a okna czerniay pustymi, pozbawionymi szyb otworami. Powoli zblia si do porosych wysok traw schodw, prowadzcych ku szerokim drzwiom wejciowym. Pod nogami szeleciy usche licie, a po chwili wyposzone stado konikw polnych, ktre rozprysy si na wszystkie strony. W drzwiach Lura trcia ap jaki przedmiot, ktry poturla si w gb zakurzonego wntrza. Po kilku krokach Fors przystan przy zawieszonej w przedsionku tablicy. Mimowolnie palce dotkny wyobienia liter.
- Narodowy Bank w Glentown.
Przeczyta gono napis, a sowa powrciy echem, odbijajc si od stojcego pod cian pustej hali rzdu budek.
- Narodowy Bank - powtrzy.
Co to jest bank? Domyla si niejasno, e by to rodzaj skadu. Wymare miasto zapewne nazywao si Glentown.
Lura ponownie dopada swojej okrgej zabawki, biegajc za ni po spkanej posadzce. W pewnym momencie kula uderzya w podstaw znajdujcej si najbliej Forsa budki i zatrzymaa si. Z na wp rozbitej czaszki patrzyy oskarycielsko okrge oczodoy. Schyli si i podnis pusty czerep, po czym pooy go na pokrytej grub warstw kurzu kamiennej pce. Przypadkowo poruszone, zebrane w stos monety rozsypay si we wszystkich kierunkach, wirujc i podskakujc z wesoym, metalicznym brzkiem.
Pomieszczenie byo tego pene. Poyskujce krki zalegay rzdy cigncych si z tyu boksw pek. Zaczerpn gar i cisn na podog, ciekaw zachowania Lury. Monety byy bezuyteczne i nie miay adnej wartoci. Kawaek dobrej, nierdzewnej stali, stanowi cenny, godny zabrania nabytek. To byy tylko mieci. Panujce wok ciemnoci zaczy go denerwowa i cho prbowa myle o rnych rzeczach, to nie mg pozby si wraenia, e czuje na sobie czyj wzrok. Pomyla o lecej na pce czaszce, zawoa Lur i skierowa si ku wyjciu.
Na zewntrz wszystko przesiknite byo wilgoci. W powietrzu unosi si lekki zapach dawnego rozkadu, zmieszany ze wie woni butwiejcego drewna i rolin. Ze zmarszczonym nosem ruszy w kierunku rzeki, pokonujc zalegajce ulic sterty gruzu. Jeli chcia podrowa prosto do zaznaczonego na mapie ojca celu, musia w jaki sposb pokona rzek. Sam nie miaby kopotu z przepyniciem ciemnobrzowej od unoszcej si zawiesiny, wezbranej po niedawnej burzy wody, jednak Lura nigdy nie daaby si skoni do kpieli. Pozostawienie kota na brzegu rwnie nie wchodzio w rachub. Fors ruszy wzdu wody w kierunku wschodnim. Tratwa wydaa mu si najlepszym rozwizaniem. Musiaby jednak opuci ruiny, zanim zdoa znale odpowiedni ilo drewna, poza tym drania go strata czasu.
Dzie by pogodny; soce pio si ku grze, rzucajc na wod wietlne plamki. Odwracajc gow, nadal mg zobaczy wzniesienia pogrza, a za nimi spowite bkitn mgiek gry, ktre opuci przed dob. Cho widok by pikny, obejrza si tylko raz, ca uwag skupiajc na rzece.
P-godziny pniej dokona odkrycia, ktre zaoszczdzio mu dugiej, morderczej pracy. Na ostrym zakrcie wysoka, wiosenna woda wypukaa w skarpie wskie zagbienie, zapeniajc je nastpnie naniesionym drzewem. Byy tu wielkie kody jak i delikatne, wyblake na socu gazki, pkajce pod naciskiem palca. Rola Forsa ograniczaa si do wydobycia i wyboru odpowiednich kawakw.
Przed poudniem tratwa bya gotowa. Z pewnoci prymitywna i nie nadajca si do duszych podry, zapewniaa jednak w miar bezpieczn przepraw. Lura nie krya, e zdawanie si na tak niepewny rodek podry uwaa za przejaw gupoty, lecz gdy Fors nie chcia pozosta na bezpiecznym brzegu, wesza na pokad, ostronie stawiajc apy, zanim przeniosa na nie ciar ciaa. Dokadnie na rodku tratwy przysiada jednak i zamara, nie skarc si duej, w penym napicia oczekiwaniu. Nie potrafia powstrzyma niepewnego fuknicia na widok Forsa, mocno napierajcego na drg i odpychajcego platform na gbok wod.
Dziwny pojazd przejawia tendencj do obracania si wok wasnej osi, naleao wic temu przeciwdziaa. W pewnym momencie drg uwiz w mulistym brzegu, niemal wrzucajc Forsa do rzeki. Gdy jednak obolaym ramieniem star zalewajcy oczy i parzcy usta sony pot i spojrza przed siebie, przekona si, e znoszcy ich w d rzeki prd rwnoczenie popycha tratw w stron drugiego brzegu. Na ten widok ze wzmoon energi zacisn donie na wypolerowanej przez wiatr i soce erdzi.
Odbijajce si od wody promienie soneczne ogrzeway dodatkowo, jakby nie dosy byo potokw aru lejcego si z nieba. Zrobio si gorco i poczuli silne pragnienie. Lura zacza cicho miaucze. W miar upywajcego czasu oswoia si jednak z nowym sposobem podrowania na tyle, e moga z zaciekawieniem oglda ryby atakujce unoszce si na powierzchni owady. W pewnej chwili minli skupisko poamanych, butwiejcych desek. Musiaa to by pozostao dawnej odzi. Dwukrotnie przemknli pomidzy wystajcymi z wody szcztkami filarw nie istniejcego mostu. Przed Wybuchem teren ten by gsto zaludniony. Fors usiowa wyobrazi sobie wiat ttnicy yciem miast, z drogami penymi samochodw i koyszcymi si na wodzie szybkimi odziami. Poniewa prd unosi ich w podanym kierunku, nie naleao mu zbytnio na szybkim dotarciu do przeciwlegego brzegu. Gdy jednak fragment popiesznie kleconej tratwy oderwa si i rozpocz samodzielny ywot, poj, i taka beztroska grozi powanym niebezpieczestwem. Mocniej nacisn na drg, aby wyrwa si z obj nurtu i osign upragniony brzeg. Jak na zo pynli wanie wzdu wysokiej, stromej skarpy, uniemoliwiajcej podjcie prby zatrzymania si. Zaniepokojony Fors wypatrywa zatoczki lub piaszczystej mielizny, zapewniajcej bezpieczne ldowanie.
Ucieszy si, gdy po jakim czasie dostrzeg utworzone przez obsunity grunt pytkie wcicie brzegu. Z oderwanego pata ziemi sterczay ukonie dwa drzewa, przegradzajc czciowo koryto. Po opaconym pcheami na doniach i blem plecw wysiku, udao mu si skierowa tratw na gazie. Pod wpywem uderzenia platforma zakoysaa si, podpory jednak wytrzymay i wszystko znieruchomiao. Lura nie czekaa. Jednym potnym susem znalaza si na solidnym podou grubego pnia. Fors schwyci torb i natychmiast uda si w jej lady. Popiech by jak najbardziej wskazany, gdy tratwa rozpada si na kilka czci, ktre silny prd porwa i bezadnie wirujce, unis w dal.
Po krtkiej, lecz mczcej, wspinaczce w rozmikej na deszczu, tustej glinie brzegu, ponownie znaleli si na otwartym stepie. W wysokiej trawie rozrzucone byy rozlege, ciemne plamy zakurzonych zaroli. By to gszcz modych drzewek, powoli zarastajcych bruzdy dawno nie oranych pl. Na tych ziemiach dzika przyroda nie zwyciya jeszcze cakowicie, gdy stulecia upraw, w odwieczny cykl sieww i zbiorw, pozostawiy swe gbokie pitno, stajc na drodze si natury.
Lura przypomniaa o sobie krtkim mrukniciem, wyranie dajc do zrozumienia, e od ostatniego posiku mino bardzo duo czasu i najwysza pora pomyle o jedzeniu. Nie czekajc na pozwolenie, ruszya w poprzek rysujcego si niewyran lini starego pola. Poruszya si z wrodzon gracj, a z napicia drgajcych pod futrem mini ciaa mona byo wyczyta cel podchodw. Spod ap umykay jej kuropatwy, wok roio si od krlikw. Gardzia jednak tak skromn zdobycz i skradaa si dalej, z Forsem pozostajcym o p pola w tyle, w kierunku wzgrka zwieczonego gst kp drzew.
W poowie stoku przystana, koniuszek ogona zacz dre z podniecenia a z pomidzy zbw raz po raz wysuwa si czubek rowego jzyka. Po chwili przypada do ziemi i ukryta w wysokiej trawie bezszelestnie, ze zdumiewajc lekkoci, pezaa ku czerniejcym na tle nieba, rozoystym drzewom. Fors odskoczy w bok i ukry si za najbliszym pniem. Byy to owy Lury i nie naleao jej przeszkadza.
Popatrzy na falujce wok trawy. Przewaay rne gatunki zdziczaych zb, jeszcze nie dojrzaych z formujcymi si na szczytach odyg niewielkimi kosami. Po bkitnym niebie leniwie suny biae oboczki i tylko leca u jego stp ga, uamana przez wczorajsz wichur, wiadczya o niedawno zakoczonej burzy.
Z zadumy podobnej do psnu wyrwa go chrapliwy ryk, a tu po nim rozlego si gone kwilenie - bojowy okrzyk Lury. Z ukiem w doni. Fors zacz biec w gr zbocza, kierujc si w stron zgieku. Nawyk myliwego nakazywa jednak ostrono, stara si wic pozosta niewidoczny, o ile pozwalao na to uksztatowanie terenu. Dziki temu udao mu si umkn wkroczenia w sam rodek zacitej walki.
Tym razem zdobycz bya naprawd dua. Widzia sylwetk kota, pochylon nad rozcignitym na ziemi czerwono-brzowym ciaem jakiego zwierzcia. Z boku niezgrabnymi susami pdzio ku nim ogromne stworzenie. Zauway gr wiate na byszczcym futrze, gdy Lura odskoczya, w ostatniej chwili unikajc wciekej szary. Dzika krowa! A Lura zabia jej cielaka.
Gdy tylko to poj, natychmiast wystrzeli. Strzaa wbia si gboko w bok krowy, wywoujc przecigy ryk. Zwierz przystano, wodzc dokoa mtnym wzrokiem i potrzsajc zbrojnym w potne rogi bem. Po chwili ruszyo chwiejnym krokiem w stron cielaka. Z szeroko rozwartych nozdrzy buchna szkaratna piana. Krowa pada na kolana, po czym powoli przewrcia si na bok i znieruchomiaa. Z gstej kpy wysokiej trawy wyoni si okrgy eb Lury, ktra szybko oceniwszy sytuacj, powrcia do swej ofiary. Fors porzuci swe ukrycie wrd drzew i zbliy si do lecego zwierzcia. Najchtniej powtrzyby pomruk Lury. Strzaa uderzya dokadnie tam, gdzie chcia j posa.
al byo marnowa tyle misa. Mona by nim byo wyywi trzy rodziny w Eyrie w przecigu tygodnia. Trci krow butem i z ociganiem zabra si za dzielenie cielska.
Mg oczywicie prbowa wysuszy zdobycz, lecz nie by pewien, czy mu si to uda, a poza tym i tak nie potrafiby zabra wszystkiego ze sob. Zadowoli si wic przygotowaniem zapasw na kilka najbliszych dni, podczas gdy Lura po sutym posiku ucia sobie drzemk, budzc si od czasu do czasu, aby odpdzi obsiadajce j dokuczliwe muchy.
Rozoyli si noclegiem o dwa pola dalej, w zaomie starej ciany. Miejsce byo bezpieczne, gdy otaczajce ich zwaliska kamieni w razie potrzeby daway schronienie i zapewniay skuteczn obron. Mimo to nie spali dobrze. Pozostawione w tyle wiee miso przycigao nowych wczgw. Dwa razy budziy ich wrzaski dzikich krewniakw Lury, a o brzasku rozlego si dziwne szczekanie, ktrego obeznany z lasem Fors nie potrafi rozpozna, natomiast Lura, syszc je, prychna z wciekoci i zjeya sier na grzbiecie.
By wczesny ranek, gdy Fors ruszy w drog, przecinajc rozlege pola wzdu linii wyznaczonej przez kompas Langdona. Tym razem postanowi nie traci czasu na zacieranie ladw i zachowanie szczeglnej ostronoci, gdy sdzi, e na tak rozlegych, paskich terenach nie kryje si adne niebezpieczestwo. Skd bray si wszystkie te opowieci o gronych Rwninach? Oczywicie, naleao trzyma si z dala od "niebieskich" plam, gdzie promieniowanie nioso mier nawet po tylu latach. Postrach siay rwnie Bestie - przecie to wanie one zabiy ojca, lecz odkd tylko Gwiadzici wyruszali na swe wyprawy, wiadomo byo, e te koszmarne istoty trzymay si starych miast i w otwartym terenie mona byo si ich nie obawia. Wygldao na to, e cignce si dokoa pola byy tak bezpieczne dla czowieka, jak otaczajce Eyrie lasy.
Pokona lekkie wzniesienie i oczom jego ukaza si zapierajcy dech w piersiach widok. Przed sob mia drog. Bya to jednak droga niezwyka, oszaamiajca wprost swym ogromem. Spkane pasmo betonu byo kilka razy szersze od kadej z drg, jakie dotychczas mia okazj oglda. Mwic cilej, byy to dwie biegnce obok siebie wstgi betonu, z rozdzielajcym je wskim pachetkiem ziemi porodku; dwie bliniacze drogi, czce przeciwlege horyzonty.
Jakie dwadziecia jardw przed nim szosa bya zapchana kbowiskiem rdzewiejcego metalu. Od pobocza do pobocza cign si zator z rozbitych maszyn. Fors podchodzi powoli, jakby zastanawiajc si nad kadym krokiem, gdy w ogromnych stosach elastwa krya si jaka groba. Nie potrafiby tego jasno sformuowa. Chocia doskonale wiedzia, e miejsce to zastygo w bezruchu ju kilkaset lat temu, to jednak nie mg si pozby mtnego uczucia strachu, paraliujcego i przytaczajcego sw nieokre-lonoci. Spod ng pierzchay mu czerwone wierszcze. Wrd lecych na jezdni okruchw betonu przemkna mysz.
Zacz wymija rozlege zomowisko. W chwili miertelnego uderzenia, maszyny poruszay si rzdem. Atak by niespodziewany i tak potny, e pojazdy powpaday na siebie, a sia bezwadu zgniota je i spitrzya w wysokie, poskrcane nawisy. Niektre stay samotnie na uboczu, jak gdyby umierajcym kierowcom udao si zahamowa, zanim stracili wiadomo. Wrd zgniecionego elastwa prbowa uchwyci jakie ksztaty i porwna je z ogldanymi kiedy w starych ksikach fotografiami. Tak, to z pewnoci musia by "czog" - ruchoma forteca Przodkw. Jego lufa w dalszym cigu wyzywajco mierzya w niebo. Dwa, cztery, pi - przed sob mia jeszcze wicej i szybko zrezygnowa z rachunkw.
Kolumna wrakw zalegaa zapomniane pole bitwy na przestrzeni mili. Fors przedziera si wzdu, przez porastajce pobocze, sigajce piersi zarola. Odczuwa dziwn niech przed zblieniem si do martwych maszyn. Jaki gos wewntrz nie pozwala rwnie dotkn rozsypanych dokoa rdzawych kawakw metalu. Gdzieniegdzie wida byo samochody napdza^ ne silnikiem atomowym. Na pierwszy rzut oka wydaway si sprawne, w rzeczywistoci jednak byy martwe. Przeraliwie martwe, jak wszystko wok Forsa. Poczu nagle przeraajc pewno zagady, ktr grozio przebywanie w pobliu sterty rdzawych szcztkw. wiadomo niebezpieczestwa bya tym straszniejsza, e nic jej nie uzasadniao. Nigdzie nie byo kraterw, jakie powinny pozosta w przypadku uycia bomb. Fores wiedzia o tym z opowiada. Przed sob mia tylko maszyny i ludzi, jak gdyby unicestwienie spyno z wiatrem lub mg.
Armaty i ludzie. By moe cignli, aby odeprze Najedcw. Zbir przechowywanych w Eyrie, przechwyconych z nasuchu radiowego wiadomoci, kilkakrotnie wspomina o spadajcych z nieba Najedcach - strasznym wrogu poruszajcym si ze "zdumiewajc prdkoci. To, co si tu zdarzyo, musiao mie jaki zwizek z agresorem. Dlaczego jednak zwycizcy nie podporzdkowali sobie tej ziemi? Odpowied na to pytanie prawdopodobnie nigdy nie bdzie znana.
Fors dotar do koca stojcej w miertelnym pogotowiu kolumny. W dalszym cigu trzyma si jednak pobocza. Do chwili, gdy agodne wzniesienie terenu przesonio stare pobojowisko. Dopiero wtedy omieli si ponownie wstpi na drog Przodkw.
Rozdzia 3
Ciemnoskry owca
P mili dalej szosa krya si w cieniu lasu. Widok ten ucieszy Forsa. Otwarte pola byy obce dla czowieka wychowanego w grach. Jego domem byo gste poszycie lasu.
Usiowa przypomnie sobie wielk map wiszc na cianie w Domu Gwiazdy. Za kadym razem, gdy z wyprawy powraca jaki badacz, pojawia si na niej nowy znak.
Pnocna trasa, ktr si teraz posuwa, przecinaa wski skrawek terytorium, znajdujcego si pod lun kontrol zamieszkujcych Rwniny Koczownikw. Ci ostatni mieli konie. Bezuyteczne w grach, lecz niezbdne w tym kraju wielkich odlegoci. Gdyby mia tak teraz oswojonego konia...
Owiao go chodne powietrze lasu i podobnie jak Lura poczu si jak w domu. Poruszali si szybko, najmniejszym dwikiem nie zdradzajc swej obecnoci. Lekki podmuch wiatru przynis nieoczekiwanie wyczuwalny zapach. Dym.
Fors rozumia si z Lur bez sw. Przez dug chwil staa nieruchomo, wcigajc w rozwarte nozdrza powietrze, potem obrcia si i popeza w kierunku dwch brzzek. Wiatr zmieni kierunek i smuka zapachu urwaa si, lecz teraz pojawia si jeszcze inna wo. Zbliali si do wody i to stojcej, gdy w innym razie musieliby sysze plusk rzeki.
W gstej cianie listowia ciemniaa spora przerwa. Lura przypada do skalistego podoa, tylko nieznacznie rnicego si barw od jej kremowego futra i wpeza w zarola. Naladujc kota, Fors ukry si za najbliszym kamieniem. Nie zwaajc na wbijajce si w okcie i kolana ostre krawdzie grubego wiru, szybko czoga si naprzd.
Zatrzymali si na skraju wystpu skalnego, sigajcego ponad powierzchni rdlenego jeziorka. Wskim korytarzem wypywa z niego strumie. W pobliskim obnieniu terenu rozszerza si, opywajc dwie wysepki, z ktrych blisza czya si z ldem acuchem sterczcych z wody kamieni. Na brzegu, przy poncym ogniu, krztaa si jaka posta.
Nie ulegao wtpliwoci, e obcy nie pochodzi z gr. Jego potne, obnaone do pasa muskularne ciao, powlekaa brzowa skra, znacznie ciemniejsza od wszystkiego, co dotychczas Fors widzia w Eyrie. Okrg gow pokryway czarne, mocno skrcone wosy. Twarz miaa wyranie zaznaczone rysy; szczeglnie widoczne byy paskie koci policzkowe, otoczone grubymi wargami usta, i due, zapatrzone w dal, oczy. Cay przyodziewek nieznajomego ogranicza si do czego w rodzaju spdnicy, podtrzymywanej przez szeroki pas, z ktrego zwisaa ozdobiona dugimi frdzlami pochwa myliwskiego noa. Sam n, dugi na osiemnacie cali, poyskiwa niebiesko. Nieznajomy pochonity by czyszczeniem wieo zowionej ryby.
W zasigu rki mia wbite w ziemi trzy wcznie o krtkich drzewcach. Na wierzchoku jednej z nich powiewa gruby koc z czerwonej weny. Z rozpalonego na paskim kamieniu ognia unosi si dym, trudno jednak byo wywnioskowa, czy obcy zatrzyma si tylko na czas posiku, czy te obozowa na wysepce.
W trakcie pracy rybak pomaga sobie piosenk. Przysuchujc si niskiej, monotonnej melodii, Fors poczu, e ulega jej dziwnemu urokowi, a po grzbiecie przechodz go dreszcze. Nie by to chyba Koczownik, a tym bardziej Bestia. Ludzie, ktrzy przeyli spotkanie z ni, malowali cakiem inny obraz, do ktrego zupenie nie pasowaa inteligentna, mia twarz i oddawanie si, z wyranym upodobaniem domowym, gospodarskim zajciom.
Ciemnoskry przybysz musia pochodzi z innego plemienia. Fors opar podbrdek na zoonych ramionach, prbujc z zachowania i wyposaenia obcego wyczyta, czym w si trudni na stae.
Brak ubrania oznacza, e by przyzwyczajony do cieplejszego klimatu, gdy tutaj taki strj mona byo nosi tylko do nadejcia jesiennych deszczy. Obok wbitej w ziemi wczni Fors z niepokojem dostrzeg lecy w trawie uk i koczan... uk by znacznie krtszy ni or Forsa i wyglda na zrobiony nie z drewna, a z jakiej ciemnej, odbijajcej wiato substancji.
Przybysz musia pochodzi z kraju, gdzie jego rasa widocznie panowaa niepodzielnie i nie musiaa si niczego ba, gdy obozowa w odsonitym miejscu i piewa podczas sporzdzania posiku, jakby nie zdawa sobie sprawy, e przyciga uwag. A jednak wybra wysp, gdzie atwiej mg odeprze ewentualny atak.
Skoczy czyci ryb, nabi j na zaostrzon ga i umieci nad ogniem, po czym ponownie zarzuci zaopatrzon w przynt link. Fors przekn lin. Czowiek na wyspie growa o dobre cztery, pi cali nad najwyszym spord mieszkacw Eye, przy czym strzecha sterczcych wosw nie stanowia wicej ni dwa cale tej rnicy. Gdy tak sta, nadal nucc, domi sprawnie wybierajc link, by uosobieniem siy i potgi, zdolnej nastraszy nawet Besti.
Wok rozszed si zapach pieczonej ryby. Lura mrukna cicho i Fors zawaha si. Czy powinien pozdrowi ciemnoskrego owc, uczyni gest pokoju, sprbowa zaprzyjani si, czy te...
Rozstrzygnicie nadeszo samo. Wiszc nad jeziorem pen spokoju cisz rozdar krtki okrzyk. Rybak skoczy tak szybko, e Fors mimowolnie otworzy usta. Wcznie, uk, koc i upieczona ryba znikny razem z wacicielem. Jeszcze przez chwil dray krzaki, a potem wszystko si uspokoio. Na opustoszaej kamienistej play dogasao ognisko.
Wiatr przynis drugi krzyk, tym razem zmieszany z odgosem ttnicych
22
kopyt i na brzegu pojawio si stado koni. Byy to przewanie klacze, kada z maym rebiciem, biegncym u jego boku. Pilnowao ich dwch jedcw, nisko pochylonych w siodach, gdy tylko w ten sposb mogli unikn zwieszajcych si w d gazi drzew. Wgonili klacze w wod i czekali, a ugasz pragnienie.
Fors niemal zapomnia o nieznajomym. Konie. Tyle razy widzia je na fotografiach. Te jednak byy ywe. Odwieczn tsknot jego rasy byo zdobycie choby jednego konia. Myl o tym wywoaa napicie mini, jakby ju siedzia na gadkim grzbiecie.
Jeden z jedcw zeskoczy na ziemi i wyciera nogi swego wierzchowca wyrwan z brzegu kp trawy. Niewtpliwie by to Koczownik. Jego sznurowany na piersi kaftan bez rkaww by niemal taki sam, jak ubir Forsa. Natomiast wygadzone do poysku przez niezliczone godziny jazdy spodnie, zrobione byy ze skry. Sigajce ramion wosy podtrzymywane przez szerok opask z wymalowanymi godami rodu i plemienia wiadczyy o tym, e urodzi si wolny. Stanowica w rkach jedca straszliw bro, duga wcznia zwisaa z uchwytu przy siodle. Ponadto do pasa mia przytroczony zakrzywiony miecz, bdcy symbolem jego Ludu.
Po raz drugi togo dnia Fors zacz zastanawia si, czy powinien podj rokowania. Jednak take tym razem odpowied nadesza bardzo szybko. Spomidzy drzew wyonia si druga para jedcw, znacznie starszych i bardziej dostojnych. Jeden z nich by wodzem Koczownikw, o czym wiadczya lnica na podtrzymujcej wosy opasce metalowa odznaka. Natomiast drugi...
Ciao Forsa drgno, jakby raone strza. Lura, chwytajc jego konsternacj wydaa jeden ze swych bezdwicznych pomrukw. Tym drugim by Jarl. Lecz przecie Jari by zarazem Wodzem Gwiadzistych i tym samym nie mia prawa wdrowa przez Rwniny. Na czas penienia funkcji Wodza, a wic przynajmniej na dwa lata, musia zrezygnowa z wypraw badawczych. Jego obowizkiem byo pozostawa w Eyrie i wyznacza zadania innym Gwiadzistym. A jednak by tutaj, jecha u boku wodza Koczownikw, jak jaki pocztkujcy badacz. Co przywiodo go na Rwniny, wbrew prawom i zwyczajom?
Fors zadra. Odpowied moga by tylko jedna. Nigdy przedtem nie naruszono witoci Domu Gwiazdy. To jego zbrodnia cigna Jarla z gr. A jeli go schwytaj, jaka moe by kara za tak zuchwa kradzie? Nie mia pojcia, lecz wyobrania podsuwaa mu ponure i przeraajce wizje. Na razie musia pozostawa na miejscu i modli si, aby go nie odkryto.
Na szczcie wikszo koni ugasia ju pragnienie i zwierzta zaczy odchodzi od jeziora. Fors odprowadza je tsknym wzrokiem. Gdyby mia wierzchowca, byby daleko, zanim Jarl dowiedziaby si o jego obecnoci. Zbyt dobrze zna umiejtnoci Wodza, aby wtpi w to, e potrafi w cigu dnia przeby jego drog.
Gdy jeden z pasterzy dosiad rumaka, drugi pogania ostatnie klacze. Jarl i wdz nadal jednak siedzieli zajci rozmow, od czasu do czasu spogldajc chodno w stron jeziora. Fors w milczeniu znosi bolesne ukszenia towarzyszcych stadu much. Jednak Lura warczaa cicho, wyranie okazujc ch zmiany otoczenia. Chopak zwleka z odejciem, a do chwili, gdy wiatr zmieni kierunek i zapach kota dotar do stojcego w dole stada.
W cigu sekundy zwierzta ogarna panika. Przeraone klacze, niespokojne o los rebit, ray przenikliwie. Przez chwil krciy si bezadnie na brzegu, tratujc nerwowo ziemi, po czym runy midzy jedcw, chcc jak najszybciej opuci niebezpieczne miejsce. Popoch zupenie zaskoczy pastuchw. Jednego z nich stado porwao ze sob i teraz wyta wszystkie siy, aby odzyska wadz nad swym wierzchowcem. Drugi bezradnie poda ladem rozszalaych zwierzt.
ciskajc w rku lanc, wdz Koczownikw pomkn za nimi. Na miejscu pozosta tylko Jarl. Przez dug chwil przez szparki zwonych oczu obserwowa przeciwlegy brzeg. Fors przyklei si do skay i surowym gestem nakaza Lurze postpi tak samo. Na szczcie od Jarla oddzielao ich jezioro, dziki czemu Wd Gwiadzistych na razie nie wypatrzy swych ofiar. Trudno jednak byo przewidzie, jak dobrym wzrokiem by obdarzony.
Wstrzymujc oddech, kot i chopak odpezli w ty. Jarl nadal sta, w napiciu wpatrujc si w zarola. Po chwili stracili go z oczu, a zaraz potem rozleg si ttent kopyt odjedajcego konia. Fors bieg swym dugim wiczonym przez lata lenych wdrwek krokiem. Kierowa si na pnoc, aby jak najdalej od obozu Koczownikw, ktry musia lee gdzie na drugim brzegu. Potrzebowa konia, lecz pragnienie to nie byo na tyle silne, aby ryzykowa jakie dziaanie pod nosem Jarla. Fors darzy tego czowieka szczerym szacunkiem i podziwia jego umiejtnoci.
Biegnc zastanawia si, co zrobi myliwy z wyspy i czy on rwnie oddala si od obozu. Z zazdroci pomyla o zowionej przez tamtego rybie. Poczu gd, wic z zabranej racji wycign gar praonego ziarna i kilka paskw suszonego misa. Nie przerywajc marszu posila si, oddajc resztki Lurze, ktra pochona je jednym ruchem potnych szczk. Zerwane z mijanych krzakw, na wp dojrzae jagody, posuyy za co w rodzaju sosu, lecz wewntrz nadal pozostawao uczucie prnoci, powikszajce si w miar jak wyduay si cienie popoudnia.
Kierowali si wzdu wypywajcego z jeziora strumienia, wkrtce jednak przerzedzajce si drzewa i coraz liczniejsze, porose traw i krzakami polanki, pozwoliy domyla si bliskiego skraju lasu. Fors przystan i zacz myle. Las by jego domem, zna wszystkie kryjce si w nim niebezpieczestwa, wiedzia jak zatrze swoje lady i zdoby ywno. Z drugiej strony, w terenie otwartym, wrd uprawnych niegdy p, mona byo lepiej wykorzysta czas i przeby duszy dystans przed zapadniciem cakowitych ciemnoci. Polujcy na Rwninach ludzie'poruszali si konno, wic atwo byo spostrzec jakkolwiek pogo. Wreszcie, step pokryway gsto rozrzucone kpy drzew i zaroli, dajce w razie potrzeby dobre schronienie. Postanowi opuci las.
Ubarwione na brzowo stworzenie o bystrych, otoczonych czarn sierci oczach, przygldao mu si krytycznie ze sterty kamieni. Znikno jednak natychmiast, gdy tylko z wysokiej trawy wyoni si eb Lury. Bya to jedyna ywa istota, jak udao mu si spotka, zanim dotarli do butwiejcych resztek starej farmy. Omijajc przearte grzybem betki, cudem tylko uniknli upadku do na wp odsonitej piwnicy. Uskakujc w ostatniej chwili z umykajcego mu spod ng pata darni, Fors krzykn, a w odpowiedzi usysza odgos, od ktrego zrobio mu si gorco, a do powdrowaa w kierunku miecza. Obrci si dokoa z broni w rku. Z gstych zaroli wyoni si, umazany ziemi i luzem, rowy ryj, z byszczcymi poniej, gronie wygldajcymi kami. Fors odrzuci worek i uk, po czym zgity, zamar w oczekiwaniu na najstraszniejszy ze wszystkich atakw - szar dzikiej wini.
Tak jak si spodziewa, dzik uderzy z niepohamowan wciekoci, mierzc kami w nogi. Zada szybkie pchnicie, lecz winia uchylia si, tak, e cho na gowie i karku pojawia si ociekajca krwi czerwona szrama, zwierz nie odnioso wikszego uszczerbku. Odyniec chrzkn gono. Odpowiedziay mu liczne gosy. Fors poczu, e zasycha mu w gardle. Mia przed sob ca watah dzikw.
Za jego plecami znajdowaa si sterta tworzcych kiedy cian maego budynku zmurszaych belek. Byy liskie i pochylay si niebezpiecznie w stron piwnicy. Gdyby na nie wskoczy, mgby wyldowa w ciemnym dole.
Z zaroli dolecia kwik zoci i blu. Odyniec potrzsn zbrojnym w szable bem i zala si pian. Osadzone w upstrzonym czarno-biaymi atami pysku oczy byy czerwone ze zoci. Od strony watahy usyszeli jeszcze jeden kwik. Tym razem jednak towarzyszyo mu gone warczenie. Fors z ulg wypuci powietrze. Lura trzymaa w szachu reszt stada. Pozostawa jeszcze stary przewodnik. By przebiegy, a jego skr znaczyy liczne blizny i ysiny, wiadczce o zwycistwach w dotychczasowych walkach. Zawsze wygrywa, by wic pewien siebie i oto jeszcze raz ruszy.
Fors uskoczy w lewo, a gdy tylko niebezpieczestwo mino, ci szerokim ukiem. Miecz trafi w wyszczerzony szatasko pysk dzika, odrbujc ucho i gaszc ponce czerwieni oko. Zwierz wstrzsno bem, rozbryzgujc wok kropejki krwi. Towarzyszyo temu wywoane blem i zoci sapanie. Pod wpywem blu dzik wyzby si dotychczasowej przebiegoci. Wiedzia teraz tylko jedno - za wszelk cen dopa podskakujcej przed nim postaci i wyrwa z niej ycie.
Gdy Fors spostrzeg, e potny kark napina si, zrobi krok w ty, szukajc pozwalajcego na swobodny manewr twardego podoa. Ruch ten omal nie kosztowa go ycia, gdy pita uwizia midzy deskami, tkwic tam mocno, niczym w imadle. Dzik skoczy po raz trzeci w kierunku szarpicego si chopca. W ostatniej chwili sprbowa jeszcze raz oswobodzi stop, jednak sia rozpdu pozbawia go rwnowagi, tak e run do przodu, niemal wprost na grzbiet rozwcieczonego odyca. Nog targn przeszywajcy, palcy bl, za nozdrza wypeni mu cuchncy odr. Pchn z furi i poczu, jak stal uderza w ko, po czym pogra si gboko, a po gard. Tryskajca z rany krew splamia Forsa. liskie od posoki donie nie byy w stanie trzyma duej rkojeci miecza i przy kolejnym wierzgniciu spady na zlepione, z rzadka porastajce boki wini kaki. Chwiejnym krokiem zwierz dowloko si do sonecznej polanki i ciko upado na bok. Spomidzy potnych opatek sterczaa ku niebu gownia miecza. Wstrzs, wywoany zetkniciem z ziemi, spowodowa dotkliwy bl. Fors skrci si z blu z wykrzywion cierpieniem twarz, usiujc rozerwa materia spodni wok paskudnie wygldajcej, obficie krwawicej rany, przebiegajcej nieco powyej kolana lewej nogi.
Z zaroli wyonia si Lura. Utrzymane zazwyczaj w pedantycznej czystoci futro znaczyy liczne plamy. Nie przejmowaa si tym jednak, wyranie okazujc zadowolenie. Podesza do dzika i z cichym warkniciem trcia go zbrojn w pazury ap.
Chopak wydoby wreszcie stop z obejmujcych j zmurszaych desek starego stou. Z trudem doczoga si do podrnego worka i wydoby jego zawarto. Potrzebowa wody, jednak z odszukaniem rda mg spokojnie zda si na Lur. Najgorzej bdzie tam doj. Moliwe, e bdzie musia pozosta na miejscu przez dzie lub dwa.
Lura szybko odnalaza niewielkie rdeko na tyach farmy. Dotar do niego po morderczym, opaconym straszliwym blem wysiku. Rozpali ognisko z suchych gazi, po czym zawiesi nad nim paski garnuszek czystej wody. By przygotowany na najgorsze. Ky dzika zawsze byy brudne i groziy zakaeniem.
Zaciskajc zby zacz ci spodnie, a do chwili, gdy odsoni otaczajc wci krwawic ran, nag skr. Do wrzcej wody wrzuci niewielk grudk maci z worka Langdona. Tajemnic tego balsamu zna jedynie lekarz plemienia i Wdz Gwiadzistych. Krya si w nim mdro dawnych dni, a moc jej bya tak wielka, e wielu ludziom uratowaa ycie. Dziki niej rany nie ropiay i goiy si szybko.
Fors poczeka a woda ostygnie na tyle, e nie bdzie parzy. Chwyci wwczas gorce naczynie i ponad poow jego zawartoci wyla na postrzpione rozdarcie skry i mini. Palce mu dray, gdy po tym zabiegu zanurzy je w pozostaym pynie i trzyma ponad minut, zanim rozerwa paczk bandaa. Mikkim kocem materiau delikatnie przemy okolice rany. Nastpnie posmarowa j odrobin maci, przykry tamponem i starannie zawiza. Krwawienie niemal ustpio, lecz rozdarcie promieniowao pulsujcym ogniem od biodra a po kostk. Nie zwaajc na przesaniajc oczy mg, wykona kolejno wszystkie wpajane mu od dziecka czynnoci. Wiedzia, e tylko w ten sposb zapewnia sobie jak szans przeycia.
Wygasi jeszcze ogie i wyczerpany zastyg w bezruchu. Nadesza Lura i pooya si obok, dotykajc mikk ap jego ramienia. Mruczaa uspokajajco, przecigajc od czasu do czasu szorstkim jzykiem po nagiej skrze chopca. Bl w nodze zela, a moe po prostu Fors przyzwyczai si do niego? Popatrzy w niebo. R i zoto ukaday si w szerokie, wolno zmieniajce si pasma. Nadciga zmrok. Dotaro do, e musi znale schronienie na noc. Sprbowa poruszy si. Noga zesztywniaa do tego stopnia, e nawet gdy wreszcie wsta, musia chwyta si krzakw, aby w ogle ruszy z miejsca.
Lura schodzia w d stoku, wic pokutyka za ni, szczliwy, e nie musi przedziera si przez zarola. Kierowaa si w stron farmy. Nie zamierza jednak protestowa, gdy o ile w ogle jaka kryjwka istniaa, to tylko ona moga j znale i nie naleao jej w tym przeszkadza.
Doprowadzia go do najlepszego miejsca noclegu, jakie widzia od czasu opuszczenia Eyrie. By to may, pozbawiony okien budyneczek o kamiennych cianach. Mia tylko jedne drzwi, a od gry osaniaa go ocalaa jakim cudem cz dachu. Nie mia pojcia, do czego mg kiedy suy. Teraz wany by jedynie fakt, e stanowi atw do obrony twierdz.
Wrd zabitych wi zaczli kry mali padlinoercy. Fors wiedzia, e z zapadniciem ciemnoci zapach krwi cignie znacznie groniejszych drapienikw - pamita dobrze co dziao si wok krowy i cielaka. Dlatego z lecych w pobliu kamieni zbudowa przed drzwiami zapor i postanowi rozpali ogie. Wysokie ciany ukryj blask przed nieproszonymi gomi.
Zjad kolacj. Tym razem nadzwyczaj skromn. Jedynym daniem bya skpo odmierzona porcja suszonego ziarna. Widzc to, Lura postanowia sama zatroszczy si o swj odek. Przesadzia barier, przez chwil rozgldaa si wok, po czym szybko znikna w gstniejcym mroku. Fors pozosta przy ogniu. Wycignity na boku, dokada powoli drew i wpatrywa si w ciemno. Wrd rozoystych gazi starych drzew owocowych pojawiy si taczce iskierki robaczkw witojaskich. Nie przerywajc obserwacji, ykn wody z manierki. Bl nogi przeszed teraz w niezmienne, przenikajce cae ciao, rozsadzajce skronie pulsowanie:
bum-bum-bum.
Nagle uwiadomi sobie, e jednostajny rytm nie mia nic wsplnego z blem i gorczk. Nocne powietrze naprawd wypenia niski, nioscy si z daleka, regularnie powtarzany sygna. Nie przypomina adnego ze znanych Forsowi odgosw przyrody. Wsuchiwa si z napiciem w nadchodzce dwiki. Z kad chwil narastao w nim przekonanie, e odnajduje w nich podobiestwo do dziwnej, zawodzcej pieni rybaka. By ju pewien, e kto wystukuje fragmenty melodii na bbnie.
Poderwa si na rwne nogi. uk i miecz leay w zasigu rki. Noc, dla Forsa zawsze janiejsza ni dla innych, bya spokojna, a jej pustk wypenia jedynie tajemniczy sygna. Dudnienie urwao si nagle, jakby w p taktu i ju nie powtrzyo si. Przeczucie mwio mu, e go wicej nie usyszy. C jednak mogo znaczy?
Tu, na Rwninach, dwik rozchodzi si bez przeszkd. Nawet jeli suchacz nie mia zbyt czuego suchu, z atwoci mg odebra wystukiwane na bbnie sygnay z odlegoci wielu mil. Kurczowo zacisn donie, nie czujc nawet, jak paznokcie wbijaj si w ciao. Powiew wiatru przynis z poudnia ledwie syszalny odgos. Tym razem dwik by tak saby, e przez moment zastanawia si, czy nie pad ofiar zudzenia. Odrzuca jednak t moliwo. Byo oczywiste, e nieznany nadawca otrzyma odpowied. Wstrzymujc oddech, Fors liczy mijajce sekundy. Pi, dziesi, pitnacie i znowu cisza. Jeszcze raz sprbowa uporzdkowa informacje, zdobyte przez obserwacj rybaka. Wnioski byy te same, co przedtem. Nie pochodzi z Rwnin, a to mogo znaczy, e by zwiadowc, badaczem wysanym z poudnia. Kto jeszcze przebywa w tych stronach?
Rozdzia 4
Mustang
Zaczo pada jeszcze przed witem. Spokojny, rwny deszcz, zapowiadajcy wielogodzinn ulew. Noga Forsa zesztywniaa do tego stopnia, e tylko z wielkim trudem udao mu si przeczoga w osonity resztk dachu rg domku. Lura przycisna si do jego boku, rozgrzewajc go wasnym ciepem, lecz cho ju nie marz, nie potrafi zasn, zapa w nie dajcy odpoczynku, wypeniony koszmarami sen, jaki drczy go przez wiksz cz dzisiejszej nocy.
Natrtnie powracaa myl o czekajcej go w dzie wdrwce. Forsowny marsz z pewnoci spowoduje otwarcie rany, czu te, e ma gorczk. Oprcz tego bdzie musia zdoby ywno i poszuka lepszego schronienia. I to bbnienie... By saby, chcia wic jak najszybciej opuci ssiedztwo nieznanego dobosza.
Gdy tylko zrobio si widno, na tyle, e mona byo rozrni litery, wydoby skrawek mapy z zamiarem okrelenia aktualnego pooenia. Pomidzy niektrymi punktami widniay niewielkie, czarne cyfry. Oznaczay one odlegoci midzy miastami i osiedlami. Z oblicze Forsa wynikao, e od miasta dzieliy go trzy dni marszu, o ile oczywicie jego obliczenia byy poprawne. Trzy dni dla silnego, wypocztego wdrowca, lecz nie dla sabego, utykajcego kaleki. Oczywicie, gdyby mia konia...
Wspomnienie Jarla wrd Koczownikw ostudzio jego zapa. Jeli uda si do ich obozu i sprbuje handlu, Wdz Gwiadzistych dowie si o tym. Ukra za wierzchowca z dobrze strzeonego stada nawet dla kogo w peni si byo rzecz niemal niewykonaln. Jednak, cho powtarza cigle te argumenty, nie potrafi wyzby si marzenia o koniu.
Lura wybraa si na owy. Nie pozostawao mu nic innego, jak czeka, a wrci ze zdobycz. Sprbowa si podnie. Gdy wreszcie stan, musia zacisn zby, aby znie wywoany ruchem bl lewego boku. Potrzebowa kuli lub laski, jeli zamierza gdziekolwiek doj. Rozejrza si dokoa. Spomidzy czarnych belek wyrastao niewielkie drzewko. Byo prawie proste, ci je wic noem i odrba boczne gazie. Wspierajc si na tak sporzdzonym kosturze, zacz powolny spacer. Czym duej chodzi, tym bardziej bl i sztywno ustpoway, a gdy pojawia si Lura z brzowo upierzonym, dzikim indykiem, zwisajcym z pyska, samopoczucie Forsa wyranie poprawio si.
Szybko z jak poruszali si z pewnoci nie bya wielka. Spomidzy zacinitych zbw chopca wyrywa si cichy syk, gdy przypadkiem zbyt mocno opiera si na zranionej nodze. Szed po czym, co niegdy musiao by ciek, czc farm z poblisk drog. Wspierajc si ciko na asce, wyszukiwa przejcia midzy zarastajcymi trakt krzewami.
Deszcz zamieni w gste boto kady pozbawiony rolinnoci skrawek ziemi, wic Fors musia dodatkowo wyta uwag, aby nie polizn si i nie upa. Lura mruczaa nieustannie, skarc si na pogod i tempo podry. Nie wyrywaa jednak do przodu, co z pewnoci zrobiaby, gdyby by w peni si.
cieka doprowadzia ich do drogi, ktr poszli, gdy prowadzia w dobrym kierunku. Betonow nawierzchni pokrywaa naniesiona miejscami ziemia, dajc podoe dla korzeni wtych drzewek. Pomimo tego, atwiej mu byo porusza si tdy, ni po nawigym gruncie. Lura pucia si przodem, myszkujc wrd porastajcych pobocze krzakw i wysokiej trawy. Od czasu do czasu przystawaa, wietrzc nieznane zapachy, po czym wstrzsaa si, energicznie rozpryskujc wok kropelki gromadzcej si wilgoci.
W pewnej chwili wybiega z zaroli i, ocierajc si o Forsa, zacza wyranie popycha go w kierunku biegncego opodal rowu. W jej ostrzeeniu wyczu naglcy popiech, tote ze wszystkich si zacz kutyka w stron kryjwki. Przypad do czerwonej, tustej gliny odkosu. Gdy tak lea, z domi pasko przycinitymi do podoa, uchwyci odlegy ttent, na dugo, zanim mona byo usysze dudnicy odgos kopyt. Wkrtce potem pojawio si stado, kusujce po starej drodze. W pierwszym momencie Fors zacz rozglda si w poszukiwaniu pasterzy, lecz szybko zauway, e aden z koni nie mia wymalowanych bia farb rozpowszechnionych wrd Koczownikw znakw wasnoci. Zwierzta musiay by dzikie. Byo kilka klaczy ze rebitami, parskajcy, pokryty licznymi bliznami ogier oraz czwrka biegajcych luzem roczniakw.
Jedna z klaczy najwyraniej nie miaa potomstwa. Jej brudna, zmierzwiona sier miaa odcie ciemnej czerwieni, ogon i grzywa byy czarne. Co rusz odbiegaa na bok, eby przystan i skubn trawy, czym w kocu rozzocia przewodnika, ktry mocno uderzy j w kark. Zaraa i wierzgajc kopytami pogalopowaa przed siebie, odrywajc si od reszty stada. al ogarn Forsa na ten widok. Gdyby mia zdrowe nogi? to sprbowaby j schwyta i nie byby bez szans. Teraz jednak nie byo sensu o tym myle.
Stado skryo si za najbliszym wzniesieniem terenu. Fors odpoczywa przez chwil, zanim wdrapa si na drog, gdzie ju czekaa na niego Lura. Przebierajc niecierpliwie przednimi apami wpatrywaa si w lad za niewidocznymi wierzchowcami. Dla niej nie byo rnicy midzy ktrym ze rebit, a upolowanym niedawno cielciem. Byo to przecie miso i nadawao si do jedzenia. Miaa w sobie gboko zakodowany instynkt podania za tak mas ywnoci. Fors nie protestowa. Pochaniay go myli o samotnej klaczy. Przed upywem godziny ponownie natknli si na stado. Droga raptownie opadaa w nieckowat dolin. Jej dno porastaa wysoka, soczysta trawa i wanie tam pasy si zwierzta. Nieco wyej pozostawa tylko trzymajcy stra ogier.
^-) Uwaga Forsa zwrcona bya na co innego. Niemal na wprost siebie mia resztki budynku. Ogie strawi jego wntrze, pozostawiajc jedynie spkane mury. Przyjrza si bardzo dokadnie i dopiero wwczas zaj si komi. W pobliu ruin pasa si z dala od stada klacz. Chopiec zwily wargi koniuszkiem jzyka. Mia szans. Niewielki cie szansy.
Duo zaleao od pomocy Lury, a na niej nigdy dotychczas si nie zawid. Zbliy si do wielkiego kota i sprbowa stworzy w wyobrani obraz tego, co powinno by zrobione. Powoli przebiega mylami kady, nawet najdrobniejszy szczeg. Powtrzy wszystko dwukrotnie, a wtedy Lura przysiada i wycigna si na trawie.
Fors star z czoa zmieszany z deszczem pot. Nadszed czas dziaania. Czogajc si, dotar do labiryntu spkanych cian. Nie mgby tego zrobi, gdyby wiatr im nie sprzyja. Na szczcie, tym razem los by askawszy. Dosta si na lecy nad najwikszym otworem w cianie wystp. Jak wszyscy ludzie gr, wok talii mia nawinit cienk, mocn link. Teraz rozwin j, a w jego doni znalaza si szeroka ptla. Dobrze, e deszcz jej nie naruszy. Ju. Zagwizda, naladujc czysty gos jednego z ptakw Eyrie. Nie widzia nic, lecz czu, e Lura jest na stanowisku, gotowa do akcji. Jeli tylko wiatr nie zmieni kierunku...
Nagle klacz wstrzsna bem, parskna i popatrzya podejrzliwie na kp zaroli. W tej samej chwili ogier stan dba i z gonym reniem rzuci si na odsiecz. Mia jednak do pokonania ca dugo doliny, a po drodze zatrzyma si jeszcze, aby skierowa reszt haremu w bezpieczne miejsce. Klacz miaa ochot przyczy si do nich, lecz midzy ni, a wolnoci, czaio si nieznane niebezpieczestwo. Wspia si na tylne nogi, po czym podbiega w stron ruin i ukrytego Forsa. Dwa razy prbowaa dotrze do stada, za kadym razem co j jednak powstrzymywao.
Fors rozwin link. Teraz mg ju tylko czeka, ufajc w pojtno i sprawno Lury. Sekundy niepewnoci wloky si straszliwie dugo. Wreszcie klacz byskajc w przeraeniu biakami oczu, wpada przez wyrw w obrb murw. Fors cisn ptl, natychmiast okrcajc lin wok wystajcej ze ciany zardzewiaej kratownicy. Jej prty okazay si dostatecznie mocne, aby wytrzyma skoki oszalaego ze strachu zwierzcia. Fors drgn, gdy usysza przenikliwy kwik galopujcego na pomoc, rozzoszczonego ogiera. Nie zna si na koniach, niemniej domyli si, e grozi mu niebezpieczestwo. Na szczcie przewodnik stada nie dobieg do ruin. Spord gazi mijanej grupy krzakw migna ku niemu Lura. Wyldowaa wprost na gowie rumaka, orzc jego skr zbrojnymi w ostre pazury apami. Zaatakowany ko wspi si na zadnie'nogi, z optaczym reniem gryzc i wierzgajc na olep. Lura jednak bya cakiem nieuchwytna. Poruszajc si z prdkoci byskawicy, cigle uprzedzaa zamiary przeciwnika. Wydawa by si mogo, e pod jasnym lnicym futrem kryj si mocne, stalowe spryny. Jeszcze dwukrotnie zrobia uytek ze swoich pazurw, zanim ogier da za wygran i popdzi za stadem. Klacz raa aonie. Przystan wtedy, spogldajc wstecz, lecz na widok nieruchomej sylwetki gronego kota zrezygnowa ostatecznie i wkrtce znikn, pozostawiajc za sob krwawy lad.
Osaby Fors opar si o stert gruzu. Mia konia, cho co prawda wasno ta sprowadzaa si do zacinitej na jego szyi mocnej, zdolnej wytrzyma najdziksze porywy, ptli. Nie by to niestety uoony do jazdy wierzchowiec i teraz zacz zastanawia si, w jaki sposb, majc chor nog, ujedzi oszalae ze strachu zwierz.
Zamocowa lin i popatrzy ponuro na otarcia skry na doniach. Na razie postanowi nie podchodzi bliej, pozostawiajc klaczy troch czasu na oswojenie si z niewol. Czy jednak kiedykolwiek wyzbdzie si lku przed Lur? By to kolejny problem, jaki w najbliszym okresie naleao rozwiza. A rozwizanie musiao si znale. Nie mg przecie wdrowa na jednej nodze, a prosi o pomoc Koczownikw, znaczyo to samo, co odda si w rce Jarla. Zawsze wierzy, e potrafi poradzi sobie na Rwninach. Teraz nadszed czas, aby to udowodni.
Po jakim czasie ko przesta targa napitym arkanem: sta nieruchomo ze spuszczon gow, a po jego lnicej od potu skrze przebiegay nerwowe dreszcze. Nie ruszajc si z miejsca. Fors zacz mwi cichym gosem, takim samym, jakim przywoywa Lur. Po duszej chwili podnis si powoli i zrobi kilka krokw naprzd. Zwierz unioso gow i parskno, lecz mwi cay czas, starajc si, aby gos brzmia rwno i monotonnie. Wreszcie by ju tak blisko, e mg dotkn spoconej sierci. Pogadzi bok klaczy wolnym ruchem; omal nie podskoczy. Na ciemnym tle niewyranie majaczyy zatarte plamy farby. Mia przed sob jednego z ujedonych koni Koczownikw. Fors z trudem przekn lin. Trudno mu byo uwierzy w takie szczcie. Omielony swym odkryciem pooy do na nozdrzach wierzchowca, ktry czujc dotyk zadra, a zaraz potem parskn niemal pytajco. Pogadzi koski kark i w odpowiedzi zosta lekko trcony bem. Chopak rozemia si, po czym ju zupenie rozluniony pocign za hutajcy si midzy oczami, postrzpiony kosmyk grzywy.
- Wic ju sobie przypomniaa, staruszko? Dobry konik, dobry.
Pozostaa jeszcze sprawa Lury. Nie mg jednak duej zwleka. Rozwin link i lekko pocign. Klacz posusznie ruszya za nim, ostronie wymijajc pitrzce si dokoa sterty gruzu.
Dlaczego nie zareagowaa na unoszcy si z ubrania zapach kota? Chyba deszcz skutecznie go wypuka, w kadym razie spokojnie pozwalaa si prowadzi.
Przywiza konia do maego drzewka i jeszcze raz zagwizda swj ptasi sygna. Odpowied nadesza z drugiego koca doliny. Widocznie Lura podaa za stadem. Przystan w oczekiwaniu, co chwila przyjanie zagadujc do wierzchowca i wiechciami trawy wycierajc jego boki. Odwrci si, gdy spostrzeg wywoany przeraeniem dreszcz.
Kilka krokw dalej siedziaa Lura. Trwaa w bezruchu i tylko lecy midzy przednimi apami ogon wykonywa powolne, leniwe ruchy. Kotka ziewna szeroko, ukazujc spiczasty jzyk i rowe podniebienie. Przecigna si i zmruya oczy, jakby chciaa powiedzie, e klacz, ktrej jej towarzysz oww powica tyle uwagi, zupenie j nie interesuje.
Pomimo pokojowego przyjcia, wierzchowca ogarn popoch. Klacz uskoczya w ty, na ca dugo linki, byskajc biakami szeroko rozwartych oczu. Lura w dalszym cigu zachowywaa spokj. Podniosa si i powoli podesza do konia. Struchlae zwierz stano dba, po czym wydao przenikliwy kwik rozpaczy. Zaniepokojony Fors sprbowa j odwoa, lecz wielki kot nie zwaajc na gos chopca kry wok zdobyczy, ogldajc j krytycznie ze wszystkich stron. Po chwili klacz opada na cztery nogi i wstrzsna bem, starajc si nie patrze na Lur. Wydawaa si zdezorientowana tym, e spodziewany atak nie nastpi. W kadym razie, gdy po skoczonej lustracji Lura odwrcia si obojtnie, ko uspokoi si i przesta dre. W cigu godziny z kawaka liny Fors sporzdzi uzd, a zoony koc posuy mu za siodo. Stan na podwyszeniu z kilku cegie i przeoy zdrow nog przez grzbiet wierzchowca. Poprzedni waciciel musia woy sporo pracy w jego ujedenie, gdy kark mia tak rwny, e nawet niezdarny
1 osabiony Fors potrafi utrzyma si w siodle. Skierowa klacz ponownie w stron drogi, po jakim czasie dotar ni do doliny i oto raz jeszcze przemierza rozlege pola.
Pomimo dokuczliwego blu zranionej nogi, serce chopca przepeniao uniesienie i rado. Dokona przecie niemao. Wymkn si bezpiecznie z Eyrie po wamaniu do Domu Gwiazdy. Omieli si i przez Rwniny, gdzie spdzi noc w rodku wymarego miasta. Samodzielnie przeprawi si przez rzek. Podpatrzy Koczownikw na brzegu lenego jeziora, a wreszcie stawi czoa dzikowi, przed ktrym zdarzao si uciec nawet najlepszym myliwym. Teraz za mia konia, w rku niezawodn bro, a przed sob szerok drog.
Uznali go niegodnym Gwiazdy, Rada odrzucia jego kandydatur. Rwne zby zalniy w ponurym umiechu, podobnym do grymasu polujcej Lury. Tak, pokae im jeszcze. Przekonaj si, e syn Langdona, Biaowosy Mutant dorwnuje najlepszym spord nich. Udowodni to caemu Eyrie.
Lura pozostaa nieco w tyle, gdy klacz wyranie niepokoia si, gdy wielki kot zblia si do niej. Wyrwany z zadumy Fors rozglda si po okolicy.
Wrd zaroli rozrzucone byy stosy gruzu, gdzieniegdzie wida byo ocalay szkielet budynku. Nie podkute kopyta wierzchowca w pewnej chwili zaczy wydobywa inny dwik. Jechali chodnikiem, na ktrym prostymi liniami znaczyy si rdzawe lady. Szcztki opustoszaych domostw zaczy gstnie. Zapewne zbliali si do osady, a moe nawet miasteczka.
W otoczeniu byo co niepokojcego, cho opanowane przez rolinno stosy gruzu tchny wymar pustk. Ponownie dowiadcza zego samopoczucia, nie wicego si z konkretn chorob ciaa czy ducha, lecz podobnego do tego, co odczuwa, gdy mija rozbity konwj. Wytar rk w kosk grzyw, jakby prbowa pozby si nieprzyjemnej plamy. Gdy jednak chcia przyjrze si doni, nie mg jej dostrzec. Pomimo padajcego deszczu, z ziemi unosiy si gste, podobne do mgy wyziewy.
Wkrtce pojawia si te prawdziwa mga. Z gry zaczy spywa brudnobiae kby spowijajce zalegajce wok stosy butwiejcego drewna i gruzu. Zasona gstniaa w oczach i ju po chwili mlecznobiay caun spowija ca okolic, nie ustpujc w swej nieprzeniknionoci mgom z grskich kotlin... Otoczenie przybrao grony wygld. Dotkn palcem okolic rany. Wywoany bl by tak mocny, e nie potrafi powstrzyma gonego okrzyku. Zmniejszajca si widoczno zacza go niepokoi, postanowi wic przerwa podr. Potrzebowa teraz bezpiecznego miejsca na nocleg, gdzie mgby rozpali ogie i zmieni opatrunek, a przede wszystkim schroni si przed deszczem.
Ruiny nie wyglday zachcajco, jednak gdzie w gbi mogy kry to, czego szuka. cign wodze, zmuszajc wierzchowca do powolnego kroku. Wyszo to im na dobre, gdy po chwili natkn si na szeroko otwart wyrw w chodniku - nieksztatn, czarn dziur, obrzeon wyszczerzonymi zwaami skruszonego betonu. Wyminli je szerokim ukiem, tak daleko, jak tylko pozwoliy cignce si opodal postrzpione mury. Fors zacz aowa, e opuci kamienny dom na wzgrzu. Bl nogi dokucza coraz bardziej i chopak pomyla, e lepiej byoby zatrzyma si tam dzie lub dwa. aby nabra si. Wtedy jednak nie miaby konia. Gwizdn mikko, z radoci patrzc, jak w odpowiedzi zwierz strzye uszami. Nie, ten wierzchowiec wart by nawet rozdzierajcego ciao blu.
Jeszcze dwa razy nawierzchni przerway due zagbienia. Ostatnie z nich rozmiarami przypominao lej po bombie. Gdy Fors mija je powoli, drog przecio mu pasmo botnistej, lecz mocno udeptanej ziemi, ktrego koniec nikn w czarnej czeluci. Widok ten przywodzi na myl dobrze utrzyman ciek. Lura obwchaa j, po czym warkna niepewnie, a sier na jej grzbiecie zjeya si. Cokolwiek tdy przechodzio, zostao uznane za wroga. Fors nie mia najmniejszej ochoty spotka si ze stworzeniem, ktre Lura. zdolna pokona dzik krow, watah dzikw czy nieokieznanego ogiera, oznajmiaa w ten sposb. Popuci cugli, naglc klacz do szybkiego kroku.
W pewnej odlegoci za ziejc w ziemi wyrw natknli si na niewielkie wzgrze. Jego wierzchoek zajmowa zbudowany z biaego kamienia dom z wyranie widocznym jednospadowym dachem. Zbocza pagrka byy odkryte, nie liczc kilku kpek niskich zaroli, dziki czemu z okien budynku musia roztacza si dobry widok na najblisz okolic. Fors szybko podj decyzj.
Rozczarowa si nieco, stwierdziwszy na miejscu, e dach przykrywa tylko cz pomieszcze, natomiast rodek by otwarty, tworzc nieduy amfiteatr z kilkunastoma rzdami szerokich siedze, opadajcych w kierunku kwadratowego podwyszenia i biegncymi wzdu przej kolumnami. Tym niemniej, pod dachem znajdowao si kilka maych, lecych za scen pomieszcze. W jednym z nich. Fors postanowi rozbi obz. Uwiza klacz do najbliszej kolumny, po czym nakarmi j zerwan ze stoku traw i praonym ziarnem. Mg co prawda j spta i zostawi na ce, jednak wspomnienie zowieszczej cieki nakazywao ostrono.
W nierwnociach spkanego podoa gromadzia si deszczwka, tworzc liczne kaue. Do jednej z nich przypada Lura i apczywie gasia pragnienie. Przy ssiednim bajorku przystana klacz, ykajc wod z gonym mlaskaniem grubych warg. Pomidzy siedzeniami i kolumnami leao sporo uamanych przez wiatr gazi, dziki czemu Fors szybko roznieci ogie. Nie obawia si, e kto to spostrzee, gdy ciany skutecznie zasaniay blask. Zagotowa wod w poobijanym garnuszku i przystpi do tortury zmiany opatrunku. Gdy zdj banda, przekona si, e ma dziaa. Cho brzegi rany byy zaognione i obrzke, to ciao byo czyste, bez ladu infekcji - zaczyna si proces gojenia.
Lura bya z pewnoci godna, lecz nie usiowaa nawet wyruszy na owy. Od chwili, w ktrej minli ostatni krater, staa si osowiaa i trzymaa si blisko Forsa. Teraz leaa cicho, wpatrujc si zamylonym wzrokiem w pomienie. Jeeli Lura nie chciaa polowa, musiaa mie ku temu powane powody. Chopak aowa tylko, e nie potrafi powiedzie wicej o istocie budzcej strach i nienawi. Zastanawia si intensywnie i nagle udao mu si nawiza przelotny kontakt z umysem zwierzcia. Fala lku i uczucie bezradnoci uderzyy ze wzmoon si, obejmujc paraliujcymi kleszczami minie i wol. Po tym seansie ciekawo Forsa ustpia miejsca przezornoci i cho tajemnicza istota pozostaa nieznana, chopak nie mia najmniejszej ochoty na spotkanie.
Spa poszli godni, gdy Fors zrezygnowa z kolacji, oddajc resztki ziarna klaczy, w nadziei, e zdobdzie w ten sposb jej przywizanie. Niewielki ogie mia pon ca noc, rozpraszajc mrok i zabezpieczajc przed nieoczekiwanymi odwiedzinami.
Lea w napiciu. Od czasu do czasu podnosi gow i wyta such w oczekiwaniu na odlege dudnienie. By przekonany, e tej nocy bbny odezw si ponownie. Tym razem jednak noc milczaa. Przestao pada i niemal natychmiast w trawach rozdzwoniy si owady. Nadcign lekki wiatr, napeniajc pobliskie krzewy cichym szelestem. Ten odwieczny, smutny piew listowia denerwowa Forsa. Lura nie spaa rwnie: wyczu to zanim jeszcze usysza odgos jej krokw. Kierowaa si w stron drzwi, pezn wic za ni, starajc si oszczdza zranion nog. Kot zatrzyma si na skraju podjazdu i nieruchomo spoglda w d, w stron spowitych czerni ruin. Po chwili by ju tam Fors i niemal natychmiast dostrzeg przyczyn niepokoju zwierzcia. Na pnoc od nich, w kompletnych ciemnociach pochmurnej nocy migotaa czerwona iskierka ognia.
Wic by tu jeszcze kto. Koczownicy trzymali si przewanie z dala od miasta - tak ywa bya pami czasw, gdy promieniowanie siao mier. A Bestie? Czy posiaday umiejtno rozniecania ognia? Nikt nie wiedzia, jak inteligencj obdarzone s te istoty, ani jaki jest ich poziom zwyrodniaej cywilizacji.
Pragnienie, aby chwyci klacz, wskoczy jej na grzbiet i pomkn kamienistym zboczem w stron odlegego ogniska byo bardzo silne. Migoczcy blask kusi obietnic towarzystwa w tej krainie czajcej si mierci.
Nim jednak zdy podj jakkolwiek decyzj usysza niskie zawodzenie chru warczcych, szczekajcych i wyjcych gosw. Natenie dwiku narastao. Pojawiay si coraz wysze tony, by w kocu przeksztaci si w oszalay, potpieczy jazgot. Czu, jak pod rk jey si sier na karku Lury. Oddychaa ciko, warczc co chwila, lecz nie ruszaa si z miejsca. Krzyki nadal dobiegay od strony ogniska. Ktokolwiek je rozpali, musia zgin.
Fors mimowolnie zadra. W niczym nie mg pomc osaczonemu nieszczliwcowi. Zanim przebyby ruiny, byoby ju po wszystkim. Jeszcze raz spojrza w d i poczu jak serce zamiera mu w piersi - przed sob mia tylko ciemno. Migotliwy, przyjazny pomie znikn.
Rozdzia 5
Miasto nad jeziorem
Fors zwlk si z barogu i mruc oczy wyszed na poranne soce. Spa kiepsko, a mimo to czu si dobrze - najlepszy znak, e rana goia si. Gdy zrobi par krokw, przekona si, e rzeczywicie ma si lepiej. Bez zbytniego wysiku udao mu si wyprowadzi klacz na rozcignit wzdu stoku k. Lura musiaa obudzi si wczeniej, gdy na pododze obok resztek wygasego ogniska lea brzowo upierzony indyk. Upiek go i zjad, cay czas mylc o tym, e bdzie musia osioda konia i pojecha przez zrujnowane miasto w poszukiwaniu ladw widzianego w nocy ogniska.
Nie chcia tam jecha. Nie chcia, poniewa... nie mia ochoty pakowa pospiesznie dobytku - powd jaki szybko podsun wzburzony umys. Wrcia Lura i siedzc w szerokiej smudze wiata starannie czycia futro. Poderwaa si jednak natychmiast na widok Forsa, dosiadajcego konia i kierujcego si w stron skupiska strzaskanych domw.
W kocu natrafili na plam wypalonej trawy. Ogie strawi spory obszar. Gdzieniegdzie spomidzy okopconych kamieni wychylay si ocalae jakim cudem te, biae i niebieskie kwiaty oraz bujnie rozrose nad labiryntem zasypanych piwnic chwasty, o misistych, czerwono ubarwionych liciach. Kot i wierzchowiec ostronie stawiali kady krok w spustoszonym ogniem terenie.
Zbliajc si do najbardziej odlegego skraju pogorzeliska natknli si na miejsce nocnej walki. Spod ich ng niechtnie poderwao si stado czarnych ptakw, ktre pochonite byy uczt wrd resztek pozostawianych przez silniejszych padlinoercw. Fors zeskoczy w rodek krgu wydeptanej trawy, czujc jednoczenie narastajce obrzydzenie. Na splamionej krwi ziemi bielay dwie kupki starannie oczyszczonych koci. Zdumiay go czaszki - nigdy przedtem takich nie widzia - wyduone i wskie, zaopatrzone w silnie poke zby. Z pewnoci nie naleay do jego rasy. Rozglda si wok i w pewnym momencie dostrzeg bysk metalu. Zbliywszy si podnis z ziemi zaman wczni. Przyjrza si dokadniej pknitemu w pobliu grota drzewcu. Teraz nie mia ju wtpliwoci. Zna t bro, naleaa do widzianego na wyspie rybaka.
Fors zatacza coraz szersze krgi wok pola walki. Jeszcze raz zbliy si do dziwnych szkieletw, pomijajc jednak wczeniej znalezion wczni, nie natrafi na aden lad owcy. Koci budziy wyran odraz kota, moliwe, e przyczyni si do tego unoszcy si nad nimi odr. Myszkujca tu i tam z nosem przy ziemi Lura, podbiega nagle do sterty kamieni i wspiwszy si na zadnie apy, zacza je obwchiwa.
Wszystko byo jasne. owca nie da si zaskoczy atakiem z ciemnoci. Starczyo mu czasu, aby wdrapa si na gr, gdzie atakujce go istoty nie mogy go od razu dopa i skd mg broni si tak skutecznie, e dwch napastnikw zostao rannych lub pado trupem, stajc si natychmiast erem zbrojnych w straszne ky wspplemiecw. W kocu udao mu si chyba uciec, gdy nigdzie nie mg dostrzec jego koci.
Aby si dostatecznie upewni, zacz rozgniata nogami niskie zarola. W pewnej chwili potrci stop niewielki, okrgy przedmiot. Podnis go, a wtedy okazao si, e trzyma w rku may, wykonany z ciemnego drewna bbenek o wypolerowanych cianach, obcignity wyprawion skr o niezwykej gadkoci. Bben sygnalizacyjny! Odruchowo uderzy, wydobywajc z instrumentu niski wibrujcy dwik, ktry odbijajc si od pobliskich ruin, powraca zwielokrotnionym echem. Zabra bben ze sob. Nie wiedzia dlaczego to robi, fascynowa go jednak nieznany w grach sposb przesyania wiadomoci.
Nastpne dwa dni miny spokojnie. Wszystko wskazywao na to, e Koczownicy nigdy nie zapuszczali si w te strony, cho by to dla myliwych prawdziwy raj, obfitujcy we wszelk zwierzyn. Fors, nie chcc straci adnej ze swych cennych strza, wysya na owy Lur, ktra nareszcie bya w swoim ywiole, caymi dniami polujc w stepie. Misa mieli w brd, dla urozmaicenia jedli jagody i ziarno z dojrzewajcych kosw dzikich zb.
Natknli si jeszcze na dwa miasteczka, wyminli je jednak z daleka, gdy tylko pojawiy si pierwsze ruiny. Ponure, przesiknite wilgoci miejsca, dziaay przygnbiajco i wtedy nadchodzio pytanie, co by byo gdyby na miejscu czarnoskrego znalaz si on sam. Czy zaskoczony na otwartej przestrzeni, kulejcy kaleka potrafiby dotrze w bezpieczne miejsce? Teraz noga sprawiaa mniej blu. Codziennie szed przez jaki czas, aby rozrusza minie i wzmocni delikatn jeszcze blizn. Czu, e ju wkrtce bdzie porusza si cakiem swobodnie.
Rankiem czwartego dnia dotarli do rozlegych wydm. Poza pasmem uksztatowanych przez wiatr formacji rozcigao si owiane legend jezioro - bezkresna, szaroniebieska tafla wody. Zdumiony pomyla, e tak wanie musi wyglda lece na kocu wiata morze. Na brzegu zalegay wysokie stosy naniesionego przez fale, zbielaego na socu drewna. Ostatnio musiaa przej tdy burza, gdy na piasku wida byo poskrcane, na wp gnijce ciaa ryb.
Zsiad z konia, chwyci za uzd i ruszy ku wodzie. Piasek by mikki, tak, e zapad si gboko, wycigajc stopy ze znacznym wysikiem. W miar zbliania si do brzegu musia zatyka nos, tak nieznony stawa si fetor rozkadajcych si ryb i wodorostw. Ogldajca ryby Lura pozostaa kilka krokw w tyle.
Wic jezioro istniao naprawd, a gdzie na jego brzegu leao odkryte przez ojca miasto. Rozgldajc si dookoa zastanawia si, w ktr stron powinien teraz i. Ukry si przed wiatrem za poblisk wydm i przysiad
38
na piasku, by spojrze na map. Po wyminiciu ostatniego miasteczka skierowali si na zachd, wic teraz naleao skrci na poudnie. Trzymajc si brzegu powinien wkrtce dotrze do celu.
Przepychanie si przez piaski byo bardzo mczce, tote zniechcony postanowi cofn si nieco w gb ldu, na twardszy grunt. Ucieszy si, gdy po wyminiciu najbliszego pagrka natrafi na przysypane pasmo betonowej drogi. Biega wzdu skraju wydm, mg si wic jej trzyma. Jeszcze raz okazao si, e mapa mwi prawd. Po przejciu niespena mili dostrzeg wyaniajce si z oddali ruiny. Od razu jednak wida byo, e nie s to resztki maej miemy. Byo to oczywiste nawet dla tak niedowiadczonego badacza, jak Fors. W promieniach porannego soca daleko w przedzie wznosiy si ku niebu wysokie, strzaskane miejscami wiee. Mia przed sob jedno z wielkich miast, z charakterystycznymi, sigajcymi chmur domami. Wiedzia, e nie jest ono "niebieskie", gdy w innym przypadku w nocy widziaby na niebie lady pitna. To miasto naleao do niego cae. Langdon mia racj - by to niewyczerpany magazyn, czekajcy na zdobycie ku wikszej chwale Eyrie. Fors opuci wodze pozwalajc klaczy na wolny kus, a sam prbowa odgrzeba w pamici wpajane mu niegdy zasady. Przede wszystkim naleao szuka bibliotek i sklepw, zwaszcza tych z wyrobami elaznymi i papierniczymi. Pod adnym pozorem nie wolno byo natomiast dotyka ywnoci, choby nawet znajdowaa si w szczelnie zamknitych pojemnikach. Dokonywane kiedy prby zbyt czsto bowiem koczyy si miertelnym zatruciem. Najcenniejsze byy leki, musiay by jednak sprawdzone przez kogo dowiadczonego, gdy niewaciwie uyte groziy niebezpieczestwem dla zdrowia i ycia.
W trakcie rekonesansu najlepiej byo bra niewielkie prbki znalezionych dbr: ksiek, materiaw pimiennych, map. Ko pozwoli mu zapakowa znacznie wicej przedmiotw.
Pojawiy si lady ognia. Fors wjecha na odkryty odcinek drogi, gdzie nierwna nawierzchnia zasana bya grub warstw popiou. Wieowce na razie sprawiay wraenie tylko nieznacznie uszkodzonych. Czy stayby jeszcze, gdyby spady bomby? Moliwe, e miasto wymaro na skutek szalejcych po wojnie epidemii. Moliwe, e umierao razem z dogasajcym yciem mieszkacw, a nie w nagym paroksyzmie eksplozji.
Droga zmienia si teraz w wsk ciek, kluczc midzy wysokimi szkieletami budynkw, ktrych wysze pitra spady na d, tworzc stosy gruzu, miejscami cakowicie blokujce przejcie. Byo tu peno samochodw - przecie Przodkowie korzystali z nich na co dzie. Byy te koci. Znaleziona w starym banku czaszka wstrzsna nim, teraz wok siebie widzia setki szkieletw i ta ogromna ilo sprawia, e szybko przesta zwraca na nie uwag, nawet wtedy, gdy koskie kopyta kruszyy cienkie ebra, lub potrcay biay czerep. Nie ulegao wtpliwoci, e ludno zgina w wyniku zarazy, dziaania gazu lub nawet choroby popromiennej. Na szczcie - soce, wiatr i zwierzta oczyciy to miejsce mierci ze zgnilizny, pozostawiajc tylko nieszkodliwe koci.
Jak dotd Fors nie prbowa bada nor, ktre kiedy byy lecymi na niszych pitrach wieowcw mieszkaniami. Opanowao go tylko jedno pragnienie - jak najszybciej dotrze do centrum miasta, do fundamentw wysokich wie, ku ktrym poda przez cay ranek. Szybko jednak przekona si, e nie bdzie to takie proste. Dalsz drog przegradzaa trudna do przebycia zapora.
Przed nim czernia przecinajcy miasto na dwie czci, szeroki wwz, a dnem wia si licznymi zakolami rwca rzeka. Przerzucono nad ni kilka mostw, gdy jednak zbliy si do pierwszego z nich, okazao si, e przejcie jest zamknite przez mas wypitrzonego w fantastyczn cian zardzewiaego elastwa. Setki maszyn prowadzonych przez oszalaych ze strachu ludzi powpadao na siebie, czc si powyginanymi czciami w wysok barier. Na pierwszy rzut oka most by nie do przebycia. Moliwe, e Fors zdoaby jako si przecisn, ko jednak z pewnoci nie daby rady. Najrozsdniejszym rozwizaniem wydao mu si zejcie na dno doliny i przeprawa przez rzek, poniewa ssiednie mosty rwnie pene byy przeartego rdz elastwa. Znaleli odgazienie gwnej szosy, opadajce ku wodzie. Take tutaj peno byo maszyn - prawdopodobnie ludzie po zablokowaniu mostu wpadli na taki sam pomys. Wzdu trasy marszu biegy dwie rdzawoczer-wone linie. Fors rozpozna w nich znane ze starych ksiek tory kolejowe. Ruszy wzdu torw, lecz po przejciu mili natkn si na blokujce je maszyny. By to pocig, cilej mwic dwa pocigi. Zrozumia to, gdy w kbowisku stali dostrzeg dwie zmiadone zderzeniem lokomotywy. Ci, ktrzy zdecydowali si ucieka pocigiem mieli tyle samo szczcia, co osoby uwizione w znieruchomiaych pojazdach tam w grze. Nie potrafi wyobrazi sobie widoku miasta w dniu paniki. Czasem dzieci w Eye roz-grzebyway mrowisko, a wtedy owady ogarniao wrzenie i rozleway si wok czarn fal. Miasto rwnie musiao wrze, wyrzucajc na zewntrz mrowie przeraonych ludzi. Wikszo z nich zgina, lecz przecie niektrzy musieli przedosta si w bezpieczne miejsce.
Jakie byy ich dalsze losy, jaki koniec? Jakie szans miaa garstka ogarnitych panik uchodcw, rozrzuconych w bezmiernym stepie z nieustann wiadomoci czajcej si w pobliu niewidzialnej mierci? Forsem wstrzsny dreszcze, gdy mija rozbite wagony wykolejonych pocigw. W kocu udao mu si znale wskie przejcie przez zator. Po drugiej stronie cigna si ju rzeka, a na jej powierzchni unosiy si cikie barki, czc przeciwlege brzegi czym na ksztat pywajcego mostu. Pozostawiajc za plecami wstrzsajc sceneri. Fors wraz ze zwierztami ostronie wkroczy na rozchwiane podoe. W rodku przsa natknli si na spor wyrw, przez ktr z gonym bulgotem przelewa si nurt. Naglona wbijanymi w ebra pitami klacz, przesadzia szybko przeszkod, Lura mina j z naturaln zwinnoci.
Na drugim brzegu wwozu weszli w pltanin ciemnych ulic, obramowanych rzdami pozbawionych okien budynkw. Po jakim czasie napotkali drog wznoszc si ostrym ukiem w gr. Trzymajc si jej dotarli w poblie wieowcw. Nad ich gowami kryy z gonym krzykiem ptaki, zza rozbitych drzwi wyjrzao na chwil jakie brzowo ubarwione zwierz. Podjecha do ciany w miejscu, gdzie chyba cudem ocalaa tafla szka. Wiatry i deszcze osadziy na niej tak grub warstw brudu, e nie mg dostrzec, co kryo si we wntrzu. Zsiad z konia i dotkn domi gadkiej powierzchni. Tajemnica wytwarzania tak doskonaego szka nie dotrwaa do dzi - podobnie jak wiele innych sekretw Przodkw.
To, co dostrzeg przez wyczyszczony fragment szyby, omal nie skonio go do ucieczki, cho mia w pamici opowieci Gwiadzistych. Postacie stojce w mrocznej sali to nie Przodkowie, tylko ich podobizny, uywane do demonstrowania strojw. Z nosem przylepionym do szka syci si widokiem trzech wysokich kobiet, spowitych w draperie gnijcych tkanin. Wiedzia, e kolorowe materiay nie przetrwayby jego dotyku. Rozsypyway si w py w zetkniciu z rk badacza.
Wzdu budynku cigny si dalsze wystawy. Przez pozbawione szyb okna widzia puste pomieszczenia. Bez trudu mg si dosta do rodka, lecz nie by jeszcze to tego gotowy, a poza tym prawdopodobnie nic ciekawego tam nie byo.
Budynek z lewej strony wieczya wysoka wiea, sigajca wyej ni pozostae. Z jej szczytu musia rozciga si rozlegy widok na miasto i okolice. Wiedzia, e Przodkowie poruszali si w takich budynkach przy uyciu specjalnych pojazdw, teraz z pewnoci nieczynnych. Wewntrz mogo nie by w ogle schodw, a nawet gdyby byy, nie potrafi ich pokona z chor nog. Moe przed opuszczeniem miasta... Byoby wspaniale sporzdzi szkic widzianego z gry miasta i doczy go jako ilustracj do formalnego raportu.
Musia przyzna, i w dalszym cigu wiza swe przysze losy z Eyrie. Marzy o triumfalnym powrocie, o tym, jak pewnego dnia stanie przed Rad Starszych i udowodni, e oto on, pogardzany mutant, osign to, do czego inni przygotowywali si przez cae ycie. Na myl o tym zalaa go fala ciepa. Nieznane, wielkie, odkryte przez ojca miasto, zbadane i naniesione na map, gotowe do systematycznych poszukiwa - czowiek, ktry przyniesie takie wieci moe w Eyrie prosi o wszystko, czego zechce.
Fors szed powoli, prowadzc konia za uzd. Lura biega przed nim badajc otoczenie, nie wykazywaa jednak ochoty na dalsze wypady. Odgos potrcanych kamieni, krzyki ptakw, stuk kopyt - wszystko to dwiczao wrd pustych budowli niesamowitym echem. Po raz pierwszy w yciu Fors zatskni za towarzystwem drugiego czowieka. Pomyla, e dobrze byoby z kim porozmawia w miejscu, gdzie tak dugo panowaa miertelna cisza.
Soce stao wysoko, zalewajc wszystko ostrym blaskiem. W pewnej chwili oczy Forsa poraziy promienie odbijajce si od przedmiotw, zgromadzonych na wystawie mijanego sklepu. Zaintrygowany podszed bliej i cicho gwizdn. Na pce poukadane rzdami, leay piercienie. Niektre z nich miay lnice, przejrzyste kamienie - domyla si, e byy to brylanty. Star kurz i wygarn nagromadzone mieci. Wikszo byskotek bya za maa, aby zmieci si na ktrymkolwiek palcu, jednak wybra cztery najwiksze, chcc zabra je do Eye i zabysn przed rwienikami. Midzy innymi by tam szeroki piercie z duym ciemnoczerwonym oczkiem. Okazao si, e pasuje jak ula na trzeci palec doni Forsa. Obejrza klejnot ze wszystkich stron, cieszc si gbokim, szkaratnym blaskiem. Oto przedmiot sporzdzony przez dawnego zmarego mistrza bdzie teraz suy jemu - uzna to za dobry znak i postanowi nosi piercie na szczcie.
Uspokoiwszy si, trzewo pomyla, e bardziej ni lnicych kamieni potrzebuje teraz ywnoci. Ko musi je, a dookoa mieli tylko rozleg betonow pustyni. Jeli chcia znale miejsce na obz, musia kierowa si w stron przedmie. Od razu wykluczy drog przez dolin pen elastwa. Lepiej ju byo i w drug stron. Dziki temu pozna rozlego miasta, musi tylko zdy przed zapadniciem ciemnoci.
Nie zatrzymywa si ju przy adnym ze sklepw, robic tylko w pamici uwagi co do miejsc, ktre warto ponownie odwiedzi. Pokonywanie penych gruzu ulic wymagao sporo wysiku, co w poczeniu z ciepem odbijajcych si od budynkw promieni soca sprawio, e na twarzy pojawiy si krople potu, a ubranie zaczo lepi si do ciaa. Czu narastajcy gd, powrci te bl nogi, dosiad wic ponownie konia. Lura zacza protestowa, domagajc si opuszczenia kamiennej dungli. Tsknia zapewne za stepem, gdzie mogaby przynajmniej zapolowa.
Po trzygodzinnym marszu wyszli na skraj piknego lasu, niewielkim pasem zieleni przebiegajcego wypraone bezlitosnym socem jaowe ruiny. By to dawny park, ktry w miar upywajcych lat przeksztaci si w prawdziw puszcz. Lura mrukna radonie, a klacz zaraa i pomkna przez zarola. Szalecza jazda skoczya si, gdy wypadli na wsk, wydeptan przez zwierzta ciek. Fors zsiad z wierzchowca i puci go luzem. Na kocu biegncej w d agodnego zbocza drki leao jezioro. Na brzegu staa klacz i opuciwszy nisko gow, pia apczywie. Dua, czerwono-zota ryba niespiesznie odpywaa w spokojniejsze miejsce. Fors przysiad na paskim kamieniu, cign buty, po czym zanurzy obolae stopy w chodnej wodzie. Od stawu cign lekki wietrzyk. Porusza licie drzew i przyjemnie osusza mokre ciao. Chopak rozejrza si. Po drugiej stronie jeziorka biegy w gr szerokie schody. Niegdy biae stopnie, popkane i porose mchem, wiody do sporego budynku. Rozleniwiony postanowi obejrze go pniej. Tak dobrze siedziao si w cienistym chodzie. Klacz wrcia z wodopoju i teraz objadaa si bujn traw na pobliskiej ce. Spod jej kopyt z gonym kwakaniem poderwaa si kaczka. Dopada wody, energicznie przebierajc apami popyna w stron schodw.
Wieczr by drugi. Zmrok kad si powoli mikk zason na ukryte wrd drzew jeziorko. Dopki byo jeszcze widno, Fors poszed obejrze wysoki, otoczony kolumnami budynek w szczycie schodw. Wszed do rodka, a wwczas okazao si, e szczcie nadal mu sprzyja. Znajdowa si w muzeum - miejscu zajmujcym wysok lokat na sporzdzonej przez Gwiadzistych licie odkry. Wdrowa przez wielkie sale, pozostawiajc za sob odcinite w pyle lady butw. Patrzc pod nogi przekona si, e dotychczas miejsce to odwiedzay mae zwierzta - wok peno byo ich tropw. Wytar kurz ze stojcej najbliej gabloty i sprbowa odcyfrowa poplamione i wyblake znaki. Przyglday mu si dziwaczne kamienne gowy, a z wiszcych na cianach, oprawnych w sprchniae ramy, mrocznych i postrzpionych pcien ponuro patrzyy straszne twarze.
Zapadajcy mrok wypdzi go na dziedziniec. Jutro bdzie do czasu, aby oceni warto znaleziska. Jutro? Dlaczego tylko jutro? Dysponowa przecie nieograniczonym czasem na odkrycie i oszacowanie wszystkich skarbw miasta. Przecie jeszcze nawet me rozpocz bada.
Byo ciepo. Roznieci niewielki ogie. Las budzi si do ycia. Rozpozna szczekanie lisa, ponure nawoywania nocnych ptakw. Wyobrania podsuwaa mu obrazy ulic wypeniajcych si zamylonymi, godnymi duchami, nieustannie szukajcymi tego, co mino bezpowrotnie. Natomiast tutaj, gdzie czowiek nigdy nie mieszka, byo spokojnie i chwilami mia wraenie, e znajduje si w jednej z dolin w rodzinnych grach. Dotkn worka Gwiadzistego. Czy Langdon rzeczywicie by w miecie? Czy zgin dopiero w drodze powrotnej? Fors chcia, eby tak byo, eby ojcu dana bya rado odkrycia, aby mg si przekona, e mapa mwia prawd.
Stawiajc bezszelestnie apy na omszaych stopniach, z cienia wysza Lura. Wkrtce potem na popkanym marmurze zadzwoniy kopyta. Nadbiega klacz, cho przecie nikt jej nie woa. Mona by pomyle - Fors podnis si i wyprostowany nieruchomo wpatrywa si w gstniejce ciemnoci - e obcy wiat napawa zwierzta strachem, a one broniy si przed nim, szukajc towarzystwa czowieka. Wsucha si w siebie, lecz nie wyczuwa niepokoju, jaki pojawi si w tamtych ruinach - las wydawa si by zupenie bezpieczny.
Na wszelki wypadek wszed midzy drzewa i popiesznie zacz zbiera chrust. Chcia zgromadzi jak najwicej opau przed zapadniciem cakowitych ciemnoci. Musi mie tyle drewna, aby go starczyo na odparcie ewentualnego ataku. Nie przerywajc pracy spojrza na zwierzta. Lura siedziaa nieporuszona u szczytu schodw, ko rwnie nie zdradza ochoty do powrotu na k.
Uzna wreszcie, e ma dosy. Rozprostowa grzebiet i opar lekko drce ze zmczenia donie o wysoki stos poamanych gazi. W dalszym cigu co jednak popychao go do dziaania. Sprbowa napi uk, pooy go pod rk, po czym wydoby z pochwy miecz. Gdzie z gry nadcign wiatr, by niemal gorcy. Znad wody znikny rozkrzyczane ptaki.
Potny, fioletowy bysk przeci niebo na poudniu, a w chwil potem przetoczy si guchy grzmot. Byskawica wywoana bya rnic temperatur, moga rwnie zwiastowa burz, co wziwszy pod uwag wyczuwaln elektryzacj powietrza, byo cakiem prawdopodobne. Fors nie oszukiwa si -co wicej ni burza czaio si w mroku nocy. Czu si podobnie, jak kiedy w Eyne, gdy zaczynao si zimowe przedstawienie, a on z niecierpliwoci czeka na podniesienie kurtyny. Taki by to rodzaj podniecajcego oczekiwania. Zacz szybko oddycha - do gosu dosza wyobrania, ten przeklty nadmiar wyobrani.
Langdon zawsze twierdzi, e wyobrania jest niezbdnym narzdziem w pracy Gwiadzistego. Jednak gdy kto mia jej zbyt duo, wwczas odzyway si tkwice gdzie gboko lki i za kadym razem musia pokonywa dodatkowego wroga.
Myl o Langdonie nie odpdzia dziwnego uczucia. Co czaio si na zewntrz krgu wiata, jaka ciemna, bezksztatna sia wpatrywaa si w malekiego Forsa, tkwicego przy iskierce ogniska, czekajc cierpliwie na dogodny moment.
Ze zoci dorzuci do ognia. Zachowywa si jak szaleniec. W ruinach miasta musi by rozsiane szalestwo. Czeka caymi latami, a gdy pojawi si jaki czowiek, przenika do jego myli i zatruwa je... Bya to trucizna skuteczniejsza od wszystkiego, czego uyli Przodkowie w trakcie zgubnych dla ludzkoci wojen. Musi oswobodzi wiadomo z przytaczajcego ucisku, musi si spieszy.
Lur przygldaa mu si poprzez pomienie. W blasku ognia jej niebieskie oczy nabieray odcienia czystego topazu. Mrukna cicho, uspokajajco. Fors odpry si troch, czu jak napicie opada. Z worka Langdona wydoby notatnik i wytajc a do blu uwag, zacz starannym pismem przedstawia obserwacje z ostatniego dnia podry. Jeli zapiski te miay kiedykolwiek trafi do Jarla, powinny mie wygld regulaminowych raportw. Poza zasigiem ognia kbia si czer nocy.
Rozdzia 6
Puapka
Zapowiada si parny dzie. Fors obudzi si z dokuczliwym blem gowy i niejasnymi wspomnieniami drczcych go noc koszmarw. Bl nogi nasili si. Ogarn go strach przed infekcj. Po rozwizaniu opatrunku przekona si jednak, e gojenie postpuje prawidowo. Cho ncia go kpiel w jeziorze, zadowoli si myciem na pycinie, odkadajc pywanie do momentu, gdy rana zablini si cakowicie.
Wntrze muzeum wypeniao nieruchome powietrze, przeniknite sabym zapachem stchlizny. ciany dugich, chodnych korytarzy zapeniay rzdy lepych masek. Z najbliszej gabloty wydoby jeden z lecych tam mieczy. Na pierwszy rzut oka or wydawa si mocny, tylko nieznacznie uszkodzony przez rdz. Niestety, rozpad si na drobne kawaki, gdy tylko sprbowa go zgi. Taki sam los spotka nastpne eksponaty - przy lada dotkniciu kruszyy si z cichym, metalicznym chrzstem.
Ostatecznie zabra ze sob bardzo niewiele - wikszo przedmiotw bya zbyt delikatna lub zbyt dua i nie nadawaa si do przenoszenia. Z szafy opancerzonej zakurzon kartk, zawierajc jakie informacje o ,,Egipcie" wybra kilka niewielkich statuetek, a z ssiedniej pki zdj ciki piercie ozdobiony wizerunkiem uka. Jako ostatni powdrowa do worka posek czarnej pantery. Chopak od pierwszej chwili zapaa uczuciem do maego kawaka gadkiego, chodnego kamienia i teraz nie mg wprost znie myli o pozostawieniu go na miejscu. Postanowi nie zaglda do bocznych skrzyde - czekao przecie na niego cae miasto.
Muzeum byo bezpiecznym schronieniem. Nie byo tu walcych si na gow cian, dach by cay, a pod nim cigny si rzdy dobrze zamykanych pomieszcze. Nie namylajc si dugo, zacz skada na stos swj dobytek. To bdzie jego baza wypadowa.
Cho klacz nie chciaa odej od jeziora, to nieustannym szarpaniem za wodze udao mu si w kocu doprowadzi j do skraju ruin. Porusza si powoli, gdy pragn zobaczy, co kryje si za sterczcymi ze strzaskanych ram ostrymi odamkami szka. Kiedy byy to sklepy. Ile cennego towaru mogo si kry w ich wntrzu? Ze zniechceniem spoglda na towary zalegajce wystawy, zniszczone przez czas i owady tkaniny.
Czwarty z kolei sklep by znacznie ciekawszy. Szklana szafa krya w swym wntrzu skarb cenniejszy od wszystkiego, co mogo oferowa muzeum. Zabezpieczone przed kurzem i niszczycielskim dziaaniem czasu leay w niej sterty papieru. Czyste arkusze pitrzyy si w kilku pudekach, a midzy nimi dostrzeg kilka barwnych opakowa. Przyjrza si im dokadniej i poczu, jak serce uderza w przyspieszonym rytmie. Przecie to byy owki.
Oczywicie poke kartki papieru byy kruche i atwo amay si. Nie stanowio to jednak problemu, przecie w Eyrie byli ludzie, ktrzy potrafili podda je specjalnej obrbce w celu otrzymania papieru nadajcego si do uytku. Taka zdobycz! I jeszcze te owki. Ludzie nauczyli si co prawda posugiwa substancjami zastpczymi, prawdziwy owek by jednak najlepszy. Z niecierpliwoci zacz rozdziera karton, wysypujc na lad dziesitki cienkich paeczek. W pewnej chwili omal nie krzykn z radoci. Natrafi przypadkiem na paczk wielobarwnych kredek. Nie mogc powstrzyma si wydoby n i zaostrzy dwie z nich. Musi zaraz co namalowa. al mu byo papieru, przyklkn wic na pododze i z namaszczeniem przecign owkami po zakurzonej desce, krelc wspaniae, kolorowe linie - zielon i czerwon. Musi zabra to wszystko ze sob. Myszkujc na zapleczu sklepu znalaz metalow skrzynk. Wydawaa si wystarczajco mocna, postanowi wic zapakowa w ni ile tylko zdoa z odkrytych skarbw. Ogarno go podniecenie, fantazja podsuwaa coraz to nowe obrazy. Skoro jeden sklep zawiera tyle bogactw, to ile kryo ich cae miasto?
Ludzie w Eyrie bd caymi latami bada i wywozi odkryte przedmioty, zanim miasto odsoni wszystkie swoje tajemnice. Dotychczas nieskaone miasta, do ktrych udao im si dotrze, zostay wczeniej przeczesane przez inne plemiona, bd te roiy si od Bestii i byy niebezpieczne.
Fors ruszy dalej. Pod nogami chrzciy mu odamki szka, co chwila wymija stosy gruzu. Wiele wej do sklepw byo cakowicie zasypanych i dopiero kilka krokw dalej napotka atwo dostpne wntrze. By to jeszcze jeden sklep jubilerski. Wewntrz panowa straszny baagan, jakby kto ju wczeniej spldrowa to miejsce. Gabloty byy rozbite, a szko, metal i kamienie przemieszane ze sob leay na pododze. Chopak przystan w drzwiach. Trzeba by dugo pracowa, by posortowa zalegajc posadzk warstw. Nie byo to w tej chwili niezbdne, obrci si wic i chcia odej, gdy nagle spostrzeg cigncy si wzdu ciany lad. W wskim pamie zeschego bota wyranie wida byo gboko odcinity obrys stopy. Rozpozna go od razu - co podobnego widzia ju przedtem, przy kauy wieej krwi jelenia. Ktokolwiek cho raz zobaczy te wyduone szpony, wyrastajce z cienkich palcw, nie mg ich potem nie rozpozna. Tam, w zarolach, trop by wiey, natomiast ten powsta dawno, moe kilka miesicy, a moe kilka lat temu. Pod naciskiem palca czarna skorupa rozpada si, odsaniajc zesche na wir gbsze pokady. Nagle pojawi si niepokj. Wybieg ze sklepu i przypad plecami do najbliszej ciany. Jego oczy instynktownie przeszukiway teren po obu stronach ulicy. W rozbitych oknach budynku naprzeciwko gniedzia si gromadka ptakw. W kolonii trwaa gorczkowa krztanina, co chwila sycha byo trzepot skrzyde zrywajcych si do lotu lub powracajcych stworze. O jakie dziesi stp od siebie Fors zauway duego szarego szczura, ktry siedzc na stercie cegie czyci futro i przyglda mu si z wyrazem inteligentnego zainteresowania maych oczu. Cho szczur by naprawd duy, nie mg jednak pozostawi takich ladw.
Przywoa buszujc z przodu Lur. Z kotem u boku poczu si troch pewniej, cho nadal by wiadom, e za najblisz cian, w przecinajcej jezdni wyrwie, w kolejnym sklepie, moe czai si mier.
W cigu godziny przeby wicej ni mil. Cay czas trzyma si gwnej ulicy i wchodzi tylko do budynkw, ktre wyday si Lurze bezpieczne. Na grzbiecie wierzchowca pitrzy si stos przernych pakunkw. Patrzc na me. Fors powoli oswaja si z myl, e zdoa zabra ze sob tylko nieznaczn cz tego, co do tej pory zgromadzi. Cz znalezisk bdzie musia ukry w muzeum. Zreszt, przedstawiajc Radzie tylko najcenniejsze okazy, podniesie zapewne rang swego sukcesu. Teraz, gdy miasto jest ju odkryte, ludzie z Eye "rozpracuj" je szybciej i dokadniej ni on sam, a o wyborze najpotrzebniejszych i najbardziej przydatnych przedmiotw bd decydowali eksperci. Zatem im szybciej powrci do Eyrie, tym wicej bdzie mona zrobi przed nadejciem jesiennych deszczy.
Zrobio si jeszcze cieplej. Spomidzy kamieni wyfruny z gonym brzczeniem due, czarne muchy. Szybko opady klacz, bolesnymi ukszeniami doprowadzajc j do szau, tak e mia powane kopoty z opanowaniem zwierzcia. Postanowi wrci nad jezioro i tam, w cieniu drzew, posortowa dzisiejsz zdobycz. Gdy mija widziany z rana sklep papierniczy, nie mg si powstrzyma, aby nie wstpi i nie popatrze na bogactwo, z ktrym musi si na razie rozsta. Od okna do podogi biega jasna smuga sonecznego blasku, uwydatniajc namalowane niedawno znaki. Co tu nie pasowao. By pewien, e nie uywa tej ani niebieskiej kredki, a teraz to-niebieska linia przecinaa wyzywajco czerwono-zielony znak Forsa. Kto pootwiera przygotowane do zabrania pudeka owkw, a gdy je przeliczy, okazao si, e dwa opakowania znikny.
W pokrywajcym podog pyle dostrzeg, krzyujce si z jego wasnymi, nieco zamazane lady stp. Zbada cae pomieszczenie i w kcie przy drzwiach znalaz wyplut niedawno pestk wini.
Gwizdem przywoa Lur. Obwchaa pestk, po czym znieruchomiaa w oczekiwaniu na polecenia. Nie okazywaa przy tym zoci czy strachu, jak w przypadku wczeniej napotkanego tropu. Ostatecznie mg tu przecie dotrze jaki wczcy si samotnie Koczownik. Jeli w istocie tak byo, to tym bardziej naleao si pieszy. Musi dotrze do Eyrie i powrci z posikami, zanim inne plemi nie zgosi swoich roszcze do znajdujcych si tu bogactw. Ju kilka razy mieszkacw gr spotykao takie rozczarowanie, teraz historia nie powinna si powtrzy.
Nie mia czasu do stracenia Ukryje w muzeum niemal cay up, aby odciy wierzchowca. Dziki temu bdzie si porusza szybciej. Wyszed ze sklepu ze cignitymi brwiami i w milczeniu szarpn cugle.
Weszli w las, cay czas kierujc si w stron muzeum. Gdy zbliyli si do jeziora, klacz zacza parska i Fors ponownie musia uy siy, by doprowadzi j w gr schodw, a potem do wybranej kryjwki. Pakunki zoy w pokoju, ktry teraz traktowa jak wasny, rozkubaczy konia i wypuci go na k. Lura stana na stray, tak, e spokojnie mg zabra si za porzdki.
Rozoy zdobyte w cigu dnia przedmioty na pododze i wwczas okazao si, e ma przed sob trudne zadanie. Nie wiedzia na co si zdecydowa. Jeli wemie to, wwczas nie bdzie mg zabra tamtego, a nie wiadomo, czy wanie ta rzecz nie zrobiaby wstrzsajcego wraenia na ekspertach w Eyrie. Kilkakrotnie ukada posegregowane stosy tylko po to, aby za chwil cakowicie zmieni ich ukad. W kocu jednak sporzdzi paczk, co do ktrej mia nadziej, e najlepiej oddaje rnorodno i bogactwo odkrycia, a rwnoczenie dobrze wiadczy o jego umiejtnoci trafnego wyboru. Reszta poczeka bezpiecznie w zakamarkach krtych korytarzy.
Westchn i zabra si do porzdkowania pozostawionych przedmiotw. Byo tego duo. Aby wszystko zabra, musiaby chyba wzorem Koczownikw, przewocych dobytek, przygotowa karawan z kilku wierzchowcw. Z worka wytoczy si bbenek, podnis wic go i przecign lekko palcami po napitej skrze, chcc ponownie usysze dziwny, pulsujcy dwik. Uderzy silniej paznokciem, budzc nioscy si echem po caym budynku drcy ton. To wanie ten bben musia sysze owej nocy po walce z dzikiem. Uderzy ponownie, a po chwili sprbowa wystuka rytm jednej z pieni myliwskich Eyrie. Gona melodia robia znacznie wiksze wraenie, ni sodka muzyka fletw i trzy- lub czterostrunnych harf, jakimi posugiwa si lud w grach.
Gdy przeraliwe dudnienie zamaro w oddali, do pokoju wbiega Lura. Oczy jej jarzyy si tajemniczo, a w kadym ruchu przebiega naglcy popiech. Musi z ni i natychmiast! Fors odoy bben i sign po uk. Lura staa przy drzwiach z drcym niecierpliwie koniuszkiem ogona.
Pokonaa schody dwoma susami. Chopak pody za ni, zupenie zapominajc o oszczdzaniu zranionej nogi. Biegnc zobaczy stojc spokojnie na pycinie klacz. migajc wrd drzew i zaroli kot kierowa si w gb lasu. Fors wyranie zostawa w tyle, gdy pokonywanie zielonych przeszkd zajmowao mu wicej czasu.
Zanim straci z oczu jezioro, uszu jego dobieg saby, jkliwy krzyk, niemal westchnienie, pene blu i cierpienia. Krzyk przeszed w ochrype krakanie, ukadajce si w wyrazy niezrozumiaej mowy. Nie ulegao wtpliwoci, e wypowiaday je ludzkie usta, bo przecie Lura nie poprowadziaby go na spotkanie Bestii.
Bekot dziwnych wyrazw zosta przerwany kolejnym jkiem. Mia wraenie, e dwik dobywa si spod ziemi. Jak oparzony odskoczy od skraju rozlegej plamy zeschnitej krwi i lici. Lura przypada do ziemi i zacza czoga si powoli, badajc ostronie ap podoe przed kadym nastpnym krokiem.
W pierwszym momencie Fors pomyla, e ma przed sob jeszcze jedn szczelin, jakich peno w miecie, w kadym razie bya tu jaka dziura. W pobliu przeciwlegego brzegu czerniaa spora wyrwa. Ruszy w jej kierunku, stawiajc stopy na lecych na zewntrz zdradzieckiej ysiny korzeniach drzew i przytrzymujc si kadej dajcej pewne oparcie gazi. Gdy by ju blisko otworu, poczu obrzydliwy smrd. Pamitajc o zranionej nodze, przyklkn ostronie i zerkn w mroczn czelu. To, co zobaczy, sprawio, e odek podszed mu do garda, a w oczach pojawiy si ciemne plamy. Jama, ktr mia przed sob, bya straszliw puapk, dobrze pomylan, mistrzowsko wykonan, zamaskowan mierteln puapk. Byy ju schwytane ofiary. May jelonek nie y ju od wielu dni, natomiast gdy tylko wzrok chopaka przystosowa si do wypeniajcych d ciemnoci, przekona si, e ciao drugiej ofiary porusza si sabo, a z przebitego ramienia nadal sczy si krew.
W piasek dna puapki kto powbija zaostrzone pale. Ostre koce mierzyy w niebo niosc kademu, kto by na to wpad, pen mczarni mier. Czowiek, ktry teraz lea w dole, min si z ni o kilka cali. Prbowa uwolni si o wasnych siach, o czym wiadczya rozdarta rana, lecz najwyraniej byo to zadanie przekraczajce jego moliwoci. Fors zmierzy wzrokiem odlego pomidzy palami, a nastpnie wybra rosnce w pobliu due drzewo. Wiedzia, e nie bdzie atwo. Szybko wydoby reszt owinitej wok siebie liny i zawiza na jej kocu ptl. Cay czas towarzyszyo mu spojrzenie szklistych oczu uwizionego. Nie wiedzia, czy do czowieka dociera cokolwiek z otoczenia, czy pojmuje plan akcji ratowniczej. Nie byo sposobu, aby si o tym przekona. Przywiza koniec linki do strzay i posa j w stron gazi, sigajcej niemal rodka puapki. Byskawicznie omota wolny koniec wok pnia, sam natomiast chwyci za drugi i rozpocz mozoln wdrwk w d, uywajc okci jako hamulca w chwili, gdy mija splamione ciemn posok pale. Wkrtce by ju przy rannym i opdza si przed chmar natarczywych czarnych much. Dostrzeg opinajcy ciao nieszcznika pas i przekonawszy si, e jest wystarczajco mocny, przywiza do link.
Wyjcie z dou okazao si jeszcze trudniejsze, gdy jego zbocza zostay specjalnie wyprofilowane, tak, aby uniemoliwi podobn operacj. Po duszych poszukiwaniach udao mu si jednak natrafi na niewielkie osypisko. Opar na nim stop i to wystarczyo. Po chwili intensywnej wspinaczki osign skraj wykopu. Byo oczywiste, e ktokolwiek go sporzdzi, dawno nie odwiedza tego miejsca. Fors pozostawi na stray Lur, a sam przysiad pod drzewem, aby si zastanowi i uspokoi rozkoatane serce.
Wzdrygn si na myl o tym, co musi zrobi, ale przecie nie mia wyboru. Istniaa tylko ta jedna szansa ocalenia cierpicego czowieka. Nie namylajc si duej, odwiza link i owin jej koniec wok nadgarstkw. Nadesza Lura, schwycia w zby hutajcy si koniec sznura, a na dany przez Forsa znak szarpna ze wszystkich si. Nagy ruch wyrwa z ust uwizionego przeraliwy okrzyk, jednak chopak zdawa si nie sysze i ani na moment nie zwalniajc napicia postronka, krok po kroku odsuwa si wraz z kotem od puapki.
W czarnej dziurze poszycia pojawia si zwieszona gowa, a zaraz potem zakrwawione rami obcego. Gdy w grze znalazo si cae ciao, Fors ponownie przywiza link i podszed jak tylko mg najbliej skraju wyrwy, aby odcign zwiotczae ciao znad piekielnej czeluci puapki. Zanim oswobodzi nieprzytomnego nieszcznika, czoo zrosi mu pot, a rce pokryy si lepk, gst krwi. Uwolniony by potnym mczyzn, wacym o dobre czterdzieci funtw wicej ni Fors i nie byo mowy, aby chopak ze swoj chor nog zdoa go nie. Przyjrzawszy mu si dokadniej w blasku soca, rozpozna ze zdumieniem ciemnoskrego owc z wyspy. Tym razem jednak ogromne ciao byo sflaczae, a ciemnobrzowa twarz nabraa zielonkawego odcienia. Zbada powierzchownie ran i odetchn z ulg. przekonawszy si, e krwawienie ustao - najlepszy znak, e adna z ttnic nie zostaa uszkodzona. Musi przenie chorego do muzeum, gdzie w ciszy i spokoju opatrzy ran.
Z zaroli dobieg trzask amanych gazi Fors poderwa si z ukiem w doni, w napiciu wpatrujc si w cian zieleni. Uspokoi si na widok popdzajcej przed sob klacz Lury. Zapach krwi trwoy wierzchowca, ktry gono parskajc, wyranie usiowa wymkn si do tyu. Kot, jakby rozumiejc, e nie maj czasu na narowy, zbliy si do kloczy z cichym warczeniem. Na krtk chwil zwierzta zamary w bezruchu, po czym ko zacz dre, a jego boki pokryy si plamami potu. Sta jednak w miejscu, tak e chopakowi udao si jako umieci rannego na grzbiecie. Niezwocznie ruszyli z powrotem, posuwajc si powolnym, ostronym krokiem, aby jak najmniej urazi rozdarte rami.
Fors odpry si na dobre dopiero wtedy, gdy ponownie znaleli si w chodnym wntrzu muzeum. Ukadajc ciao na kocu pochyli si nad owc i napotka przytomne spojrzenie szeroko otwartych, ciemnobrzowych oczu. Umiechn si przyjanie i zagada uspokajajco, bardziej liczc na intonacj gosu, ni zrozumienie mowy Eyrie przez Czarnoskrego. Rozpali ogie, co chwila zerkajc w stron lecego. owca by mody. Cho wysoki wzrost i szerokie, mocno uminione barki mogy sugerowa co innego, w rzeczywistoci czowiek ten by rwienikiem Forsa, starszym co najwyej o par lat. Lea spokojnie, cierpliwie obserwujc sporzdzanie lekarstwa. Nadszed czas, aby zbada ran.
Pal przeszy skr ramienia, wyrywajc du dziur, omijajc na szczcie ttnice i nie naruszajc koci. Jeli tylko nie przyplcze si jakie zakaenie, obcy powinien przey.
Niewprawne obmacywanie rozdartego ciaa musiao wywoa straszliwy bl. Ranny znosi to jednak spokojnie, bez najmniejszego sowa skargi i dopiero, gdy ogldziny dobiegy koca, na jego dolnej wardze pojawiy si jasnoczerwone kropelki krwi. Zdrow rk kilkakrotnie wskaza na wiszcy u pasa woreczek. Fors rozwiza go, a wwczas Ciemnoskry drcymi palcami wydoby ze mae zawinitko i wskazujc naczynie gotujcej si wody, pooy mu je na doni. Chopak zajrza do rodka - w szmatce zawinita bya niewielka ilo gruboziarnistego, brzowego proszku. Wsypa cz ziaren do wrztku i zamiesza, co widzc ranny skin gow i umiechn si sabo, odsaniajc w grymasie biae zby, po czym uderzajc si palcem wskazujcym w pier powiedzia:
- Arskane.
- Fors - i wskazujc na kota doda - Lura.
Arskane ponownie skin gow i powiedzia co gbokim, niemal dudnicym gosem. Fors zmarszczy czoo. Niektre z tych sw przypominay mow jego ludu, byy tylko inaczej akcentowane i wymawiane jakby z opuszczeniem niektrych sylab. Sprbowa z kolei sam.
- Jestem Fors z Klanu Pumy. Pochodz z Dymicych Gr - usiowa gestami wyjani znaczenie swoich sw.
Arskane westchn. Twarz mia cignit zmczeniem. Walczy jeszcze przez chwil z opadajcymi powiekami, po czym da za wygran. Najwyraniej nie by ju zdolny do rozmowy. Z brod wspart na doni chopak zapatrzy si w ogie. Wszystko si strasznie skomplikowao. Nie moe przecie odjecha, pozostawiajc bezsilnego Arskane'a na pastw losu. Z drugiej strony ranny moe wraca do zdrowia przez wiele dni. Trzeba bdzie to sobie dokadnie przemyle.
Znad ognia unis si dziwny zapach. Aromat by przyjemny, cho z tak woni Fors si jeszcze nie zetkn. Woda nabraa brzowej barwy, a gdy wywar ciemnia jeszcze bardziej, zdj naczynie z ognia. Opary wrzcego pynu musiay dotrze do Arskane'a, ktry poruszy si i skierowa gow w stron garnuszka. Na widok dymicej zawartoci umiechn si i pokaza gestami, e wypije gdy tylko ciecz troch ostygnie.
Byo to zatem lekarstwo jego plemienia. Miesza zawzicie, a gdy znikny kby pary, ostronie zanurzy w nim koniec palca, po czym, wsparszy gow chorego na swym ramieniu, zbliy naczynie do krwawicych warg. Arskane || wypi apczywie ponad poow zawartoci, zanim odchyli gow i westchnieniem zakomunikowa, e ma dosy. Gestem rki zaprosi Forsa, aby sprbowa, lecz jeden niewielki yk gorzkiego pynu skutecznie zaspokoi ciekawo chopca.
Reszt popoudnia spdzi na gorczkowej pracy. Wyruszy z Lur na owy, kierujc si w stron jeziora. W nadbrzenych zarolach udao mu si zaskoczy jelenia, a pniej ustrzeli z uku kilka podrywajcych si z wysokich traw przepirek. Wybra najlepsze kawaki misa i razem z ptactwem przenis je do obozu. Pniej kursowa midzy obozem a lasem, znoszc niezliczone narcza drewna na opa, na koniec za nazrywa jagd w pobliskiej gstwienie krzakw. Gdy o zmierzchu pooy si przy ognisku i rozprostowa chor nog, poczu zmczenie tak silne, e zyma si na myl o jakimkolwiek ruchu. Rwnoczenie by z siebie zadowolony, gdy teraz mieli opau i ywnoci na kilka dni. Po chwili, przypomniawszy sobie o czym, podnis si od ognia i chwyciwszy klacz za uzd, wprowadzi zwierz w gb jednego z korytarzy muzeum. Wola pozostawi j na noc w zamkniciu, spokojny, e nic zego jej nie spotka.
Arskane ockn si ponownie z chorobliwej, gorczkowej drzemki i teraz przyglda si Forsowi przygotowujcemu ptaki do pieczenia. Wkrtce rozszed si smakowity zapach, a gdy miso byo gotowe, chopak poda rannemu kilka wbitych na roen ptakw. Ciemnoskry zjad niewiele, reszt pozostawiajc nietknit. Forsa zacza gnbi myl, e pale puapki mogy by zatrute. Nie mia nic, czym mgby trucizn zwalczy. Podgrza troch lekarstwo i zmusi Arskane do wypicia. Jeli lek by skuteczny, olbrzym potrzebowa caej jego mocy.
Z nastaniem ciemnoci pacjent Forsa zasn ponownie, a on sam, skulony przysun si w poblie ognia. Dra z chodu pomimo ciepego wieczoru. Jego myli nieustannie kryy wok odkrytej w dzie puapki. Wszystko wskazywao na to, e nie odwiedzano jej w ostatnim czasie. Przecie martwy jelonek lea tam od wielu dni, a wrd zalegajcych dno gazi bielay koci jeszcze jednego, starannie oczyszczonego przez ptaki i owady szkieletu. To prawda, lecz z drugiej strony kto, lub co, powicio mnstwo czasu i pracy na jej sporzdzenie. Za sam pomys wiadczy o przebiegoci i okruciestwie nieznanego konstruktora. Nigdy nie sysza, aby Koczownicy posugiwali si tak podstpnym sposobem owienia. Ludzie w Eyrie rwnie go nie znali. Co do Arskane'a, to gdyby go zna, nie znalazby si w dole. A zatem kto jeszcze przebywa w miecie. Kto, kto nie pochodzi ani z Rwnin, ani z gr, ani nawet ze szczepu Arskane'a. Tylko jeden rodzaj istot bezkarnie zamieszkiwa miasta - Bestie.
Poczu, jak zasycha mu w ustach, a donie wilgotniej. Wspar je na kolanach, aby ukry drenie rk. Langdon zmar od ich strza i noy, rwnie wielu innych Gwiadzistych nie wrcio ze spotkania z nimi. Rami J aria przecinaa potna czerwona blizna - lad po utarczce z jednym z ich zwiadowcw. Bestie byy przeraajce. Byo w nich co, co napawao wstrtem i niepokojem - byy nieludzkie. Fors by mutantem, to fakt, ale cay czas pozostawa czowiekiem, podczas gdy w tamtych istotach nie pozostao cienia ludzkoci. Nagle poj, e to z powodu Bestii ludzie boj si mutantw. Zrozumia, e nienawi taka ma swj gboko uzasadniony sens.
Fors jeszcze nigdy nie widzia Bestii. Jeli wierzy legendom, to byy one plag nocy - wstrtnymi stworami, czyhajcymi na ludzkie ycie. Wprawdzie byli Gwiadzici, ktrym udao si je ujrze i przey, lecz oni nie opowiadali o tym, co widzieli. A jeli puapka, do ktrej wpad Arskane, rzeczywicie zostaa sporzdzona przez Bestie? Wwczas znaczyoby to, e stworzenia te byy gdzie w pobliu. Moliwe, e czaiy si wrd dajcych tysiczne moliwoci ukrycia ruin. Wszystko czym dysponowa, to instynkt i umiejtnoci Lury oraz jego wasna energia i zrczno. Spojrza w mrok i zadra. Uszy i oczy, uk i miecz, ky i pazury - jaki wewntrzny gos podpowiada mu, e to cigle za mao.
Rozdzia 7
Ciuciubabka ze mierci
Przez cztery dni Arskane lea w chodnym korytarzu muzeum. W tym czasie Fors polowa, lub wypuszcza si z Lur na wyprawy badawcze, nigdy nie oddalajc si zbytnio od biaego budynku. Wieczorami za, siedzc przy poncym ognisku, chopcy poznawali sekrety swojej mowy i opowiadali o przeszoci.
- Nasi Przodkowie potrafili lata - gboki gos Arskane'a przetoczy si przez sal. - Po ostatniej Bitwie wrcili z nieba na ojczyst ziemi i zastali j obrcon w perzyn. Wsiedli wwczas ponownie do swych maszyn, skierowali je na poudnie i odlecieli, a gdy nie mogli ju duej unosi si w przestworzach, wyldowali w wskiej, pustynnej dolinie. Po jakim czasie wzili sobie za ony kobiety zamieszkujce t krain i w ten sposb zapocztkowali nasze plemi.
ycie na skraju pustyni jest bardzo cikie, nasi ludzie nauczyli si jednak gospodarowa na nieuytkach, tak e w kocu mielimy duo dobrej ziemi. Dwakro po dwanacie ksiycw mino od momentu, gdy ziemia zadraa tak mocno, e aden czowiek nie mg utrzyma si na nogach. Wtedy wszystko si odmienio. Z gr nadlecia ogie i ze wyziewy. Dugobrody Talu i Trjpalcy Mack zmarli, kaszlc straszliwie w trujcej mgle, ktra spyna na wiosk. O wicie za, gdy tylko rozpaliy si wiata brzasku, wiat zadra jeszcze raz, a wwczas gry rozwary swe wntrznoci i rzygny ponc ska, ktra spywajc w d, pochona najlepsze, z takim trudem zdobyte pola i pastwiska. Zebralimy wtedy, ile tylko zdoalimy naszego dobytku i ucieklimy, cay czas trzymajc si razem, pdzc nasze owce i unoszc ze sob tylko tyle, ile mogo si zmieci na wozach oraz naszych plecach.
Ruszylimy na pnoc, lecz szybko przekonalimy si, e ziemia pka rwnie w innych miejscach, tworzc na wschodzie ogromn wyrw, do ktrej zaczo wlewa si morze. Musielimy wic szuka schronienia przed wzbierajcymi wodami, tak jak wczeniej chcielimy unikn ognia. W rozpaczy wydawao nam si, e nigdzie nie znajdziemy ju miejsca, o ktrym bdziemy mogli powiedzie, e jest naprawd naszym domem. Byo tak do chwili, gdy dotarlimy w te strony, gdzie yo niegdy tak wielu Przodkw. Wwczas we wszystkie strony rozesano wojownikw - jestem jednym z nich - ktrych zadaniem byo znale i oznaczy nadajce si do uprawy grunty oraz miejsce, gdzie moglibymy odbudowa nasz Dolin Ptakw. To pikny kraj - rka Arskane'a powdrowaa na poudnie - wiele widziaem i powinienem by czym prdzej wraca do swoich z radosn nowin, lecz co gnao mnie wci dalej, w poszukiwaniu nowych cudw. Widziaem z ukrycia przemarsz Koczownikw. S cakiem inni ni nasi ludzie. Kochaj wdrwki i czuj si dobrze tylko w skrzanych namiotach, ktre mog rozstawia, gdziekolwiek si im spodoba i skada, gdy okolica zacznie ich nudzi. Twego ludu nie znaem zupenie. Unikamy wysoko pooonych miejsc od czasu, gdy nasze gry zesay na nas mier i zniszczenie.
Te wymare miasta s bardzo przydatne. Jak dobrze wiesz, mona w nich znale skarby. Mona te spotka rzeczy mniej przyjemne - dotkn spowijajcego rami bandaa. - Nie sdz, aby miasta si spodobay naszym ludziom. Jednak gdy tylko bd w stanie i, musz wrci do swoich i zoy im meldunek. By moe sprawi on, i osiedlimy si w jednej z dolin, gdzie ziemia jest czarna i yzna. Wtedy zaoramy pola i obsiejemy je. a na zbocza wzgrz wybiegn nasze owce. Dolina Ptakw znw zapuci korzenie w tym piknym, bogatym kraju - westchn.
- Nazwae si wojownikiem - powoli powiedzia Fors. - Z kim walczysz? Czy w twoich stronach s rwnie Bestie? Arskane umiechn si ponuro.
- W dniach Wielkiego Wybuchu Przodkowie stracili wadz nad pewn magiczn si. Nasi mdrcy nie znaj jej tajemnicy, opieraj si tylko na opowieciach przekazywanych z ojca na syna. Sia ta dziaaa w niezwykle przeraajcy sposb. W pustyni pojawiy si wrogie czowiekowi stworzenia. W wikszoci byy to pokryte grub usk stwory, ktrych sam widok wystarcza, aby si miertelnie przerazi. Czary sprawiy, e stay si przebiege i tak szybkie, e zagroziy caemu plemieniu. Chcc przetrwa, wypowiedzielimy im wojn. Okrutn, bezlitosn wojn na mier i ycie. Uzyskalimy w kocu przewag i znacznie je przetrzebilimy. Moliwe, e roztopiona skaa pochona reszt niedobitkw. W kadym razie nie widzielimy ich od chwili, gdy opucilimy nasze siedziby.
- Promieniowanie - Fors bawi si rkojeci swego krtkiego miecza. - Wywoane promieniowaniem mutacje, czasami, cho bardzo rzadko, bywaj jednak korzystne. Lura i jej gatunek powstay dziki takim wanie czarom.
Ciemnoskry przybysz z poudnia spojrza w kierunku rozcignitego opodal kota.
- To byy dobre czary. Szkoda, e nasi ludzie nie maj takich pomocnikw. Byliby wtedy znacznie bezpieczniejsi w czasie wdrwek. Nieraz przecie musielimy stawia czoa zarwno zwierztom, jak i ludziom. Rwniny nie przyjy nas zbyt gocinnie. Cigle musimy si mie na bacznoci. Pewnej nocy obozowaem w wymarej wsi i zostaem napadnity przez hord koszmarnych stworze. Gdyby nie udao mi si wymkn przed nimi na poblisk stert gruzu, rozszarpayby mnie na strzpy.
- Wiem - Fors wydoby z torby bbenek i poda go Arskane'owi. Ten wyranie si ucieszy.
- Teraz mog rozmawia z Wodzem Zwiadowcw. - Zacz wystukiwa skomplikowany rytm, lecz niemal w tym samym momencie poczu zaciskajc si na nadgarstkach do Forsa.
- Nie.
Palce Arskane'a oderway si od napitej skry.
- Oprcz swoich ludzi moesz przywoa jeszcze kogo. Nie wiemy przecie, kto wykopa t puapk.
Wykrzywiona gniewem ciemna twarz wygadzaa si, w miar jak chopak kontynuowa swj wywd.
- Jestem przekonany, e jest to dzieo Bestii i jeli kryj si gdzie na terenie miasta, twj bben moe sprowadzi je tutaj.
- Puapka jest stara.
- To prawda. Jednak do tej pory nie stwierdzono, aby Bestie yy w wikszych grupach. Pojedyncze sztuki mog z powodzeniem si ukry w najbliszej okolicy. Znajdujemy si w wielkim miecie i nawet wszystkich ludzi z Eyrie nie starczyoby na dokadne przetrznicie ruin.
- Przekonae mnie - Arskane odoy bben. - Bd prbowa porozumie si z plemieniem dopiero wwczas, gdy opucimy te zapenione cieniami ruiny. Ju jutro bd mg ruszy w drog. Najlepiej, jeli wyjedziemy z miasta o wicie. Te stare miejsca przepojone s zem. Na otwartej przestrzeni czuj si o wiele lepiej.
Ze zdobytych w miecie skarbw Fors sporzdzi niewielki pakunek. Reszt przedmiotw ukry w jednym z pomieszcze po drugiej stronie korytarza. Poniewa nog mia ju zupenie sprawn, bdzie mg i w miar szybko, podczas gdy Arskane przez dzie lub dwa podrowa bdzie na koskim grzbiecie. Ostatni raz popatrzy na okazay pagrek bezcennych przedmiotw, po czym we wgbieniu pod wyrwan desk podogi rozesa kawa tkaniny i pieczoowicie uoy na niej up. Zwiza koniec szmaty, przysypa wszystko gruzem i na koniec zakry desk. Troch mu byo al, pomyla jednak o spoczywajcych w gbi worka figurkach, kredkach, mapie oraz dzienniku podry - zrobio mu si raniej.
Cae popoudnie Arskane wdrowa korytarzami, chcc rozrusza nogi. Rwnoczenie z zaciekawieniem oglda muzealne zbiory, z ktrych wybra sobie szerok, kut w zocie bransolet i znalezion w sali ze sprztem wojennym potn maczug. Co prawda, Fors wydoby z dou oszczepy i uk Ciemnoskrego, jednak drzewca okazay si poamane, a uk by bezuyteczny do chwili cakowitego wygojenia rany.
Nastpnego dnia o wicie, nim jeszcze soce zdyo rozgrza parne powietrze, zjedli ostatni posiek, po czym zadeptali ogie i opucili swe dotychczasowe schronienie. Arskane nie chcia sysze o jedzie wierzchem, tak e Fors prawie si musia umieci go w siodle. Poruszali si zaznaczonym na mapie szlakiem, pokonujc w odwrotnej kolejnoci drog, ktra przywioda ich do miasta. Podrowali bez przystankw, szybkim krokiem przemierzajc zamiecone ulice. Przed sob mieli skupisko wysokich budynkw, tych samych, ktre widzia Fors w pierwszym dniu pobytu. Chopak wiedzia, e jeli bd mieli szczcie i nic si nie wydarzy, to przed noc wydostan si z krgu ruin.
Arskane osaniajc oczy od sonecznego blasku, podziwia mijane wieowce.
- Przypomina to wykonane ludzk rk gry. Nie rozumiem, dlaczego Przodkowie tak bardzo lubili y w cisku? Czy obawiali si wasnej magii i trzymali si razem, aby w przypadku utraty wadzy nad ni nie pozwoli si zniszczy? C, w kadym razie wymarli i tak. Biedni Przodkowie. Nasze ycie jest lepsze.
- Czyby? - Fors kopn najbliszy kamie. - Pomyl, jak mieli wiedz; przecie do dzisiaj grzebiemy si po omacku, odnajdujc czasem jaki okruch tego, co dla nich byo najoczywistsze pod socem.
- Nie potrafili jednak wykorzysta swoich umiejtnoci dla wasnego dobra - Arskane wskaza ruiny. - To miasto wyonio si z ich mzgw, by pniej, rwnie za ich spraw, obrci si w perzyn. Budowali tylko po to, by burzy. Myl, e dobrze jest tworzy, a nie niszczy.
Ledwie przebrzmiao echo tych sw, gdy Fors szybko odwrci gow. Wydao mu si, e syszy sabe postukiwanie. Spojrza wyej, co migno w rozbitej ramie okna. Czy mu si przywidziao, czy te naprawd widzia wstrtnego, przykrytego liniejcym futrem szczura? Spomidzy kamieni dobiegay chroboczce dwiki, jakby co podao ich ladem.
Oczy Lury zamieniy si w wskie szparki. Z uszami pasko przylegajcymi do czaszki staa, nieruchomo wsparta przednimi apami o rozbit kolumn. Koniuszek ogona drga nerwowo, gdy intensywnie wpatrywaa si w stron dopiero co przebytej drogi.
Arskane dostrzeg ich niepokj.
- Co si...
W pierwszym momencie Fors pomyla, e krzyk, ktry przerwa pytanie, zosta wydany przez jakiego ptaka. Natychmiast jednak dostrzeg, e klacz podrywa gow i ry przejmujco jeszcze raz. Arskane zorientowa si w sytuacji i jak zdmuchnity zeskoczy na ziemi, w sam por, by razem z koniem unikn upadku na rozrzucone wok ostre kamienie. Zwierz znieruchomiao i wtedy obaj dostrzegli, e w krwawicej na szyi ranie tkwi, unoszca si w rytm sabncego oddechu, duga czarna strzaa.
- Do rodka! - Arskane chwyci go za rkaw i mocnym szarpniciem wcign w gb czerniejcej w cianie wieowca wyrwy. Biegnc, usyszeli mrocy krew w yach wojenny okrzyk Lury, jednak ju po chwili kot razem z nimi kierowa si do rodka budynku.
Przystanli w szczycie prowadzcej do mrocznego podziemia rampy. Patrzc w d, Fors zauway kilka lecych najbliej parteru poziomw. Tymczasem uwag Arskane'a przykuo zupenie co innego. Bez sowa wskaza na podog. Pasmo zaschnitego, pokrytego kurzem bota, tworzyo ciek, na ktrej peno byo gboko odcinitych, wskich ladw zbrojnych w pazury stp. Na ich widok Lura pisna przeraliwie i cofna si w przeciwlegy koniec sali. Stao si jasne, e zamiast unikn zagroenia, trafili prosto do gniazda wroga. Jakby na potwierdzenie tej prawdy, z zewntrz dobieg nieludzki okrzyk triumfu.
cieka prowadzia w d. Przed nimi staa jeszcze jedna droga ucieczki - w gr. Jakby odczytujc myli Forsa, Lura i Arskane rzucili si w lewy biegncy na poziomie parapetu korytarz. Cign si wzdu niego szereg masywnych cikich drzwi. Niezalenie od tego, jak mocno za nie cignli, pozostay zamknite. Dopiero na samym kocu natknli si na uchylone skrzydo, a gdy rozwarli je szerzej, oczom ich ukaza si pogrony w cakowitych ciemnociach szyb. Zbliajc si do krawdzi otworu, Fors dostrzeg co na tyle interesujcego, e postanowi to sprawdzi.
- Zap za mj pas - poleci Arskane'owi. - Jest tutaj co po lewej. Czujc mocny uchwyt ciemnoskrego, omieli si wychyli daleko w mrok szybu. Mia racj. Ze ciany wystawaa metalowa drabinka o wskich stopniach, a gdy spojrza w gr, dojrza niewyranie majaczcy prostokt sabego wiata. Mieli wic szans. Czy jednak Lura i Arskane poradz sobie ze wspinaczk?
Suchajc Forsa, olbrzym kilkakrotnie ugi i rozprostowa ramiona, jakby sprawdzajc ich si.
- Jak wysoko jest ten otwr? - zapyta.
- Chyba dwa pitra nad nami.
Zapanowao pene wahania milczenie. Wykorzystujc je, Lura zbliya si do skraju szybu i zmierzywszy wzrokiem odlego do drabiny, skoczya, zanim ktokolwiek zdoa j powstrzyma. Usyszeli, jak pazury zadzwoniy na metalowych stopniach. W chwil pniej dwik ten zosta pochonity przez odgos znacznie potniejszy. Z dou dotar szurajcy tupot szybko poruszajcych si stp. To mieszkacy mrocznych czeluci wyruszyli na owy. Arskane jeszcze raz sprawdzi mocujce maczug do pasa rzemienie, po czym umiechn si niepewnie.
- Powinienem sobie poradzi. To w kocu tylko dwa pitra, a poza tym, przyjacielu, i tak musimy sprbowa.
Podobnie jak kot, zmierzy dystans i znikn w czarnym otworze. Fors z niespokojnie bijcym sercem zamar w oczekiwaniu. Nie chcia patrze na mozolne wchodzenie Ciemnoskrego. Na szczcie to, czego podwiadomie obawia si najbardziej - zakoczony guchym odgosem upadek bezwadnego ciaa - nie nastpio. Uspokojony, wydoby z koczanu strza i opar j o ciciw uku.
Nie czeka dugo. Na odlegym zakrcie ukazaa si szarawa, rozmyta w pmroku plama. Taki cel mu wystarczy. Warkna ciciwa, wypuszczajc okut elazem bojow strza, ktra przyszpilia intruza do ciany. Rozleg si przeraliwy pisk usiujcej uwolni si istoty. Zanim to jednak nastpio, chopak przerzuci uk przez rami i ladem poprzednikw skoczy ku zbawczej drabince. Od duszej chwili drczya go obawa, e pod ciarem Lury i Arskane stopnie pogiy si i powypaday, odcinajc mu drog ucieczki. Tymczasem drabina okazaa si w jak najlepszym porzdku, a jego stopy zawsze napotykay pewne oparcie. Mimo to wyrywa do gry jak szalony, a uszy wypenia mu bez reszty gony powist cikiego oddechu. Wreszcie przerzuci ciao przez krawd grnego otworu, gdzie napotka oczekujcych z niepokojem Arskane'a i Lur.
Ponownie znajdowali si w korytarzu, opatrzonym rzdem drzwi. Tym razem jednak niektre z nich byy otwarte. Arskane znikn za najbliszymi, podczas gdy Fors pozosta na pododze, z gow w gbi szybu, nasuchujc odgosw z niszych piter. Jki zranionej przeze istoty ucichy, natomiast nasili si szurgot wielu ng, rozlegy si rwnie pomruki, ktre mogy by czym w rodzaju mowy. Jak na razie, przeladowcy nie odkryli, w jaki sposb ich ofiarom udao si umkn.
Fors poderwa si na nogi i napar na zamykajce szyb drzwi. Z osadzonego w cianie gniazda wystaway one teraz zaledwie na kilka cali. Pod wpywem nacisku przesuny si nieznacznie z cichym zgrzytem. Chopak zebra wszystkie siy i zyska jeszcze stop. Towarzyszcy temu oskot musia ich zdradzi. Z dou nadlecia okrzyk, a zaraz po nim szybem pomkno kilka strza, ktre nie robic nikomu krzywdy, odbiy si od cian i spady z powrotem pod nogi wacicieli. W tym momencie pojawi si Arskane, cignc za sob pokan stert zniszczonych mebli.
Po chwili ciszy z otworu rozlegy si dziwne odgosy, nikt jednak nie da nabra si na ten podstp i nie wychyli gowy poza skraj szybu. Fors nie przerwa walki z opornymi drzwiami. Arskane popatrzy krytycznie i przyczy si ze swym zdrowym ramieniem. Ze wzmoon si zaatakowali oporn pyt metalu. Obaj ociekali potem, ktry szczypa w oczy i licznymi kroplami cieka z policzkw.
Haas w dole nasili si. W powietrzu furkny nastpne strzay, a jedna z nich, wystrzelona ze szczegln wpraw, przelizgna si midzy nogami Forsa. Arskane puci drzwi i powrci do zgromadzonego drewna. Podcignwszy je bliej otworu, mocnym pchniciem strci cay stos w gb studni. Odpowiedzia im peen blu okrzyk, a zaraz potem odlegy oskot. Arskane z zadowoleniem przecign brudn doni wzdu spoconej szczki.
- Na Rogatego Jaszczura, jeden z nich nie bdzie si wicej pcha w gr. Drzwi przesaniay ju poow otworu. Nagle rozleg si krtki trzask, a wraz z nim zanik cay opr, tak e obaj prawie runli, nieoczekiwanie pozbawieni oparcia. Fors krzykn triumfalnie, rado ta bya jednak przedwczesna, gdy po przebyciu nastpnej stopy pyta zaklinowaa si ponownie, pozostawiajc dosy miejsca, aby kto mg si przez ni przecisn.
Arskane wyprostowa si i przez dug chwil bada drzwi, po czym uoon na pask doni ze wszystkich si uderzy w wybrane miejsce. Przegroda ustpia ponownie, dziki czemu zyskali dalszych kilka cali. Rwnoczenie z dom dobiegy oywione gosy przeladowcw, ktrzy niezraeni losem towarzysza najwyraniej nie zamierzali zrezygnowa ze swej zdobyczy.
Z ciemnoci wyonio si co podunego i spado na podog w pobliu doni Forsa. Bya to przeraajco chuda, pokryta szar, pomarszczon skr rka. Gdy zakrzywione pazury szoroway posadzk w poszukiwaniu oparcia, przypominaa raczej szczurz ap ni rk czowieka. Od chwili opuszczenia Eyrie Fors cay czas chodzi w nabijanych gwodziami butach przystosowanych do grskich tras. Teraz wznis uzbrojon stop i szybko j opuci, celujc w rodek potwornej doni. Od strony niedomknitych drzwi odpowiedzia mu cinajcy krew w yach ryk. Przeraeni, rzucili si z furi w ich kierunku. Pchali zawzicie amic paznokcie i na nierwnociach metalowej pyty zdzierajc skr. elazna sztaba ustpia wreszcie i z suchym trzaskiem zamkna przejcie.
Przez dug chwil stali wsparci o cian korytarza, dyszc ciko i prbujc opanowa drenie kolan oraz poobijanych, krwawicych doni. Zza drzwi dobiega gony omot, nie musieli si nim ju teraz przejmowa.
- Nie otworz ich - wysapa w kocu Arskane. - Nie sposb mocniej je popchn, stojc na drabinie. Jeli tylko nie znajd innej drogi, przez jaki czas bdziemy bezpieczni.
Lura przebiega wzdu korytarza, co chwila znikajc za drzwiami kolejnych pokojw. Z jej zachowania wida byo, e pitro jest bezpieczne. Mogli wic pozwoli sobie na odpoczynek, cho w gbi duszy czaio si pytanie, czy przypadkiem nie posuwaj si w gb puapki jeszcze okrut-niejszej, ni ta do ktrej wpad Arskane.
Idc za przykadem Ciemnoskrego, Fors zbliy si do wysokiego, od dawna pozbawionego szyb okna. Miecio si ono w zewntrznej cianie budynku, skd roztacza si rozlegy widok na pobliskie ulice. W dole czerniao dziwnie wykrcone ciao klaczy. Spoczywajce na jej grzbiecie pakunki zostay zerwane i gdzie ukryte, gdy wok nie dostrzegli najmniejszego ich ladu.
- Wic oni s misoerni.
Syszc to Fors zaniemwi. Niewykluczone, e dla cigajcych ich Bestii byli tylko i wycznie misem. Podobnie jak leca na dole klacz. Fors idnis wzrok i z twarzy olbrzyma odczyta t sam myl. Rwnoczenie dnak jego rka pewnie spoczywaa na zabranej z muzeum maczudze, a caa Sta tchna si i spokojem.
- Zanim nas wo do garnka, musz najpierw nas zapa, a owy te bd drogo kosztowa. Czy to s Bestie, o ktrych tyle opowiadae, kolego?
- Myl, e tak. Z ich okruciestwem i przebiegoci musz chyba nas pokona.
- Musimy zatem rwnie uy chytroci. Na razie, skoro nie moemy zej na d, przekonajmy si, co ley nad nami.
Fors popatrzy na krce wrd ruin gobie. Musiao ich by duo w miecie, gdy podoga wok pokryta bya warstw ptasich odchodw.
- Szkoda, e nie mamy skrzyde.
- To prawda, cho musz ci powiedzie, e pochodz z rasy, ktra niegdy lataa - Arskane odpowiedzia z ledwie wyczuwaln nut humoru, barwicego jego sowa.
- Musimy znale std takie wyjcie, aby ta haastra z dou nie moga i naszym ladem. Rozejrzyjmy si.
Skrcili w ssiedni korytarz, zagldajc do mijanych po drodze pomieszcze. Wszdzie leay butwiejce resztki mebli i ludzkie koci. W nastpnym hallu natknli si na jeszcze kilka szybw, na szczcie szczelnie zamknitych. Hali koczy si niewielkimi drzwiami. Arskane otworzy je i wwczas okazao si, e maj wiodce zarwno w d, jak i w gr schody. Lura natychmiast wysforowaa si do przodu, niknc bezszelestnie w zalegajcej niej pomroce. Nie pozostao im nic innego, jak tylko czeka na powrt zwierzcia. Przysiedli wic pod cian i zamarli w bezruchu.
Twarz Arskane nabraa szarego odcienia, widocznego nawet w zalegajcym pomieszczenie pmroku. Wspinaczka po drabinie i pniejsze zmagania z drzwiami odcisny na nim swe pitno. Ciemnoskry chrzkn i ostronie opar zranione rami o cian. Fors zacz nasuchiwa. Mia nadziej, e teraz, gdy obaj umilkli, uda mu si usysze Lur. Po chwili zaczy dociera do niego jakie odgosy. Skupi si jeszcze bardziej i rozpozna tupot kocich ap, poruszajcych od czasu do czasu rozsypane na schodach mieci.
Wszystko wskazywao na to, e Bestie nie korzystay ze schodw. Mimo to, Lura nieoczekiwanie przystana. Chopak zamkn oczy, prbujc wyciszy wasne myli i jak nigdy dotd skoncentrowa si na odbiorze wrae wielkiego kota. Nie grozio jej adne niebezpieczestwo, tym niemniej bya wyranie zmieszana. Drog zagrodzia jej bariera, ktrej w aden sposb nie potrafia pokona. Gdy tylko znad schodw wychylia si jej gowa, Fors wiedzia ju z pewnoci, e t drog ucieczki maj odcit. Powiedzia to Arskane'owi.
Olbrzym podnis si z cichym westchnieniem.
- Idziemy wic dalej, tylko powoli, kolego. Te schody Przodkw wyciskaj z czowieka sidme poty.
Fors przerzuci sobie rk Arskane'a przez rami, przejmujc w ten sposb cz jego wagi.
- Pjdziemy wolno. Mamy przed sob cay dzie.
- I noc, a moe nawet kilka nastpnych dni. Lepiej ju idmy, kold
Na pitym z kolei pitrze wyczerpany Arskane wycign si na poda pocigajc za sob Forsa, ktry w gbi ducha ucieszy si z nieoczekiwanego odpoczynku. Cho w trakcie wchodzenia stara si oszczdza siyi w nodze odezwa si ponownie pulsujcy, tpy bl, a ze cinitych piekc obrcz puc. z trudem wydobywa si wiszczcy oddech.
Przez dug chwil siedzieli w milczeniu, odpoczywajc i prbujc uspokoi rozkoatane serca. Po chwili Fors rozejrza si wok, ze zdumieniem spogldajc na ciemnozote plamy wieczornego wiata. Podpezn do najbliszego okna. Poza ostro zarysowan, postrzpion grani rozbitych budynkw, rozcigay si wody jeziora skpane w ostatnich promieniach zachodzcego soca. Nadchodzia noc.
Arskane, gdy to usysza, przecign si i w zamyleniu podrapa po gowie.
- Sdz, e nadszed czas - odezwa si po chwili - - aby zastanowi si nad tym, co bdziemy jedli. By moe nie powinnimy rwnie tak czsto korzysta z twojej manierki...
Woda. W cigu dnia Fors cakiem o niej zapomnia. Teraz gorczkowo zacz zastanawia si, jak w tym labiryncie znale co do jedzenia i picia. Tymczasem Arskane poderwa si na nogi i zmierza w stron drzwi, prowadzcych ku pozostaym pomieszczeniom pitra. Ptaki! Fors przypomnia sobie widziane niej lady - ptaki rozwi problem ywnoci.
Weszli do dugiego pomieszczenia, ktrego podog zacielaa jaka tkanina. Wzdu ciany stay rzdy otoczonych krzesami stow. Na najbliszym dostrzegli, uoone w dziwny wzr, lnice kawaki metalu. Fors podnis jeden z nich i ze wzruszeniem rozpozna znany z ksiek niepowtarzalny ksztat widelca. Znajdowali si zatem w sali jadalnej Przodkw. Niestety, zapasy jedzenia dawno musiay ulec zniszczeniu.
Podzieli si t uwag z Arskane'm, ten jednak przeczco pokrci gow.
- Nie zgodz si z tob, kolego. Powiedziabym raczej, e spotyka nas niesamowite szczcie. W mojej podry na pnoc natknem si na podobne miejsce i w maym pokoju na zapleczu znalazem mnstwo sojw z ywnoci, pozostawionych przez Przodkw, a mimo to nadal zdatn do uytku. Owej nocy ucztowaem niczym Wdz w dniu rozpoczcia Tacw Jesiennych.
- Kto spoywa produkty znalezione w starych miastach, skazuje si na mier. Tak mwi prawo - z przekonaniem odezwa si Fors, jednak natychmiast ruszy za Arskane'm, gdy ten skierowa si ku umieszczonym w odlegym kocu sali drzwiom.
- Jest wiele rodzajw ywnoci. Najwaniejsze, aby pojemnik by nieuszkodzony, bez najmniejszego ladu rdzy. Jest to oczywiste nawet dla kogo tak nieobytego z ruinami, jak ja. Ostrono taka zupenie wystarczy - przecie yj, cho zjadem wwczas wiele. Zamiast traci czas na gadanie, rozejrzyjmy si lepiej dokoa.
Arskane pierwszy znalaz pomieszczenie o cianach zapenionych rzdami pek. Pitrzyo si na nich mnstwo soikw i metalowych puszek. Fors patrzy z podziwem na zgromadzone bogactwo, podczas gdy Ciemnoskry wolno przechadza si wzdu pek, uwanie ogldajc zawarto szklanych opakowa. Starannie omijajc pokryte czerwon rdz puszki, wybra sze butelek, po czym ustawi je na maym stoliku, stojcym w rogu.
- Przygldaj si uwanie zamkniciom. Jeli nie dostrzeesz ladw pleni, moesz miao utrci szyjk i zje zawarto.
Dziesi minut pniej oblizujc lepkie palce, objadali si owocami zebranymi na wiele pokole przed ich urodzeniem. Ugasili pragnienie sokiem i Fors zacz przysuchiwa si odgosom dobiegajcym z ssiedniego pomieszczenia. Z panujcego tam zamieszania domyli si, e Lura ucztuje rwnie, siejc spustoszenie wrd gniedcych si za cian gobi.
Arskane otworzy noem kolejny soik.
- Nie musimy troszczy si o jedzenie, a jutro znajdziemy drog ucieczki. Tym razem Bestie trafiy na lepszych od siebie.
Fors, syty i zadowolony, przyzna mu w duchu racj.
Rozdzia 8
Lotnisko
Tej nocy spali niespokojnie na stosach rozsypujcych si szmat. Rankiem posilili si znalezionymi w skadzie zapasami i ponownie ruszyli ku grze. Szli dopki nie dotarli do koczcej schody platformy, osonitej niegdy wielkimi taflami szka. U swych stp mieli miasto w caej zdruzgotanej okazaoci. Fors bez trudu rozpozna tras swej pierwszej wyprawy i z dum pokazywa j teraz towarzyszowi. Arskane zastanawia si przez chwil, popatrzy na wschd, po czym z kolei on nakreli drog, ktr przyby do miasta.
- Musimy teraz i na poudnie, dokadnie na poudnie. Syszc to. Fors zamia si krtko.
- Najpierw wydostamy si z tego budynku - zauway rozsdnie. Jednak Arskane mia ju gotow odpowied.
- Chod. - Wielka do cisna rami chopca, popychajc go ku najbliszemu oknu. Daleko w dole rozciga si rozlegy dach ssiedniego budynku, ktrego krawd dotykaa niemal ciany wieowca.
- Masz to. - Arskane pocign za zwisajcy luno koniec liny owijajcej tali Forsa. - Musimy zej na d, jak najbliej tego dachu i odnale wychodzce na okna, a wtedy, z pomoc sznura z atwoci przeskoczymy na drug stron. Zobacz. Tak si szczliwie skada, e w kierunku poudniowym cignie si cay szereg stojcych blisko siebie budynkw, po dachach ktrych bdzie mona ucieka przez jaki czas. Cho Bestie s przebiege, to chyba nie obserwuj przestrzeni nad swoj gow. Trasy ich wdrwek prowadz przecie po ziemi lub pod jej powierzchni.
- Mwi te, e ulubionym miejscem Bestii s ciemne, ponure nory. - Potwierdzi Fors. - Ponadto unikaj wyranie wiata dziennego i przebywania w terenie otwartym.
Gruba, dolna warga Arskane'a znikna midzy kciukiem i palcem wskazujcym olbrzyma.
- Nocne ptaszki, co? Zatem dzie naley do nas, a wiato soca jest naszym sprzymierzecem.
Uspokojeni tym stwierdzeniem, ruszyli w d schodw. Zatrzymali si pitro wyej nad ssiednim dachem, gdzie w hallu odszukali okno skierowane na waciw stron i, wyamawszy tkwice w ramie niczym ostre sztylety odamki szyby, wychlih si, aby zbada sytuacj.
- Lina w ogle nie bdzie nam potrzebna - oceni Arskany. - Skok na tamten dach jest cakiem atwy. Uchwyci si ramy i napi minie. Fors przypad do ssiedniego okna, skd ze strza na ciciwie uku zacz wypatrywa niebezpieczestwa. Rozglda si gorczkowo, jednak jak dotychczas ciemne okna z naprzeciwka tchny martwot i spokojem. Mimo to denerwowaa go myl, e nie jest w stanie ogarn wszystkich otworw, a przecie z kadego z nich lada moment moga zaatakowa podstpna mier.
Nie mieli jednak wyboru - bya to najlepsza, a kto wie, czy nie jedyna droga ucieczki. Arskane jkn cicho z blu - to odezwao si zranione rami - po czym znikn za oknem i ju po chwili jego stopy zaomotay na lecej w dole paszczynie, gdy po wyldowaniu rzuci si pdem w bok, szukajc ukrycia za obrzeajcym dach wysokim gzymsem.
Zastygli w oczekiwaniu, ktre skwapliwie wykorzystaa Lura. W powietrzu przemkna jasna smuga futra, zwierz zwinnie opado na podoe i natychmiast doczyo do ukrytego czowieka.
Jak na razie wszystko przebiegao dobrze. Fors oswobodzi si z koczanu, torby i uku, podszed z caym ekwipunkiem do okna i przerzuci go, starajc si posa wszystkie przedmioty jak najbliej Arskane'a. Nastpnie sam podcign si na parapet, wybra miejsce ldowania i skoczy. Ostrzegawczy okrzyk Arskane'a dotar do niego akurat w momencie, gdy oderwa rce od okna. Zdumiony straci na chwil orientacj, co wystarczyo, aby upad caym ciarem ciaa zamiast, jak to powinien zrobi, zamortyzowa upadek nogami. Bl rozdar cae ciao. Nieco zamroczony przetoczy si na plecy, a wwczas we framudze okna, z ktrego skoczy przed chwil, dostrzeg dug, chwiejc si jeszcze strza. Nie zwlekajc ani chwili duej, przeturla si pod oson muru, wprost pod nogi Arskane'a.
- Skd nadleciaa?
- Stamtd - Ciemnoskry wskaza na rzd okien w budynku po drugiej stronie ulicy. - Z jednego z nich.
- Ruszajmy.
Rozpaszczeni na rozgrzanej socem szorstkiej papie, zaczli czoga si w stron przeciwlegej krawdzi dachu. Drog odwrotu mieli odcit - wrci i prbowa wspi si do ktregokolwiek okna w wieowcu znaczyo wystawi si na cel, ktrego nawet marny strzelec nie mgby chybi. Z chwil, gdy ich dostrzeono, a stao si to szybciej, ni oczekiwali, stracili jedyny atut, jakim byo zaskoczenie i teraz musieli przebija si przez teren doskonale znany przeciwnikowi. Dla nich za by to zagmatwany labirynt, niewykluczone, e usiany puapkami, jeszcze gorszymi od tej, ktra uwizia Arskane'a.
Gdzie z tyu rozleg si wysoki gwizd, przypominajcy odgos wydawany przez dziecinne piszczaki z trzciny. Fors domyli si. e stao si to, czego obawia si najbardziej - by to sygna dla cigajcych, e ofiary wyszy z ukrycia i prbuj wydosta si z matni.
Arskane wysforowa si do przodu, a poniewa wygldao na to, e olbrzym wie, co naley zrobi, Fors zaakceptowa jego przewodnictwo.
Dotarli do naronika, utworzonego przez wschodni i poudniow krawd dachu. Lura natychmiast przesadzia gzyms i teraz, gdzie z tyu, dochodzio jej ciche nawoywanie.
- A teraz, kolego, musimy zawierzy naszemu szczciu i zda si na dobry los. Skoczymy rwnoczenie. Moe si zdarzy, e jeli zobacz dwa cele naraz nie bd w stanie si zdecydowa, a chwila zwoki zupenie nam wystarczy. Czy jeste gotw?
-Tak.
- A wic - skacz!
Podajc ladem Arskane'a chopak uchwyci skraj gzymsu, po czym obaj rwnoczenie rzucili si w d, spadajc na najniszy dach. Przez chwil toczyli si po pochyej paszczynie, zdzierajc przy tym skr z okci i kolan, a gdy tylko wytracili impet, poderwali si i ukryli wrd odamkw gruzu, zacielajcego dach od strony wyszego budynku. Ponownie usyszeli rozkazujcy dwik piszczaki. Arskane zacz otrzepywa donie z kurzu.
- Przed sob mamy jeszcze jedn ulic, a dalej jest ju dolina rzeki. Fors skin gow. On take pamita obraz widziany z dachu wieowca. Rzeka zakrcaa, kierujc si w tym miejcu prosto na wschd. Przymkn na chwil oczy, aby lepiej przypomnie sobie stare parowozownie, skupiska budynkw...
Arskane poruszy si niecierpliwie.
- Jeli damy im wicej czasu, przygotuj nam powitanie, jakiego nikomu bym nie yczy. Musimy by w ruchu cay czas, a teraz, gdy spodziewaj si, e pochwyc nas na dachu, dobrze byoby zej na ulic. Moliwe, e troch ich tym zaskoczymy.
- Spjrz tutaj - Fors oglda uwanie stert cegie. - Zdaje si, e bya tu cianka.
Zacz roztrca rumowisko, a natrafi na pogite, wiszce na jednym zawiasie drzwi. Uradowany Arskane rzuci si na pomoc i teraz obaj ju kopali zawzicie, bez chwili wytchnienia, dopki zupenie nie oczycili wejcia. Ostronie otworzyli drzwi, a wtedy z ciemnego, omszaego wntrza nadcign zatchy, zgniy zapach. W ciemnociach niewyranie rysoway' si wskie strome schody. Spojrzeli po sobie i ruszyli w d.
Przeszedszy kilkanacie stopni znaleli si w obszernym hallu, gdzie natrafili na znacznie wygodniejsze zejcie. Cho poruszali si ostronym, bezszelestnym krokiem tropicieli, to przecie od czasu do czasu ich przejcie wywoywao w opuszczonym wntrzu drobne szelesty i postukiwania. Przystawali wwczas zaniepokojeni i nasuchiwali, jednake Lura nie zdradzaa najmniejszych oznak niepokoju, a i sam Fors sysza jedynie szelest odpadajcego tynku, poruszanego usuwanymi z drogi starymi deskami.
-Zaczekaj. - Chwyci rami Arskane'a, gdy ten zamierza pokona ostatni odcinek drogi.
Stali na ppitrze, a Fors zaintrygowany wskazywa na osadzone w cianie metalowe drzwi. Uderzy w nie pici, budzc guchy, pusty dwik. Za przegrod musiaa znajdowa si wolna przestrze. Nacisn na klamk, zamek ustpi i oto znaleli si na czym w rodzaju wystpu, grujcego nad rozleg, przypominajc jaskini hal.
- Na Wielkiego Rogatego Jaszczura - Arskane by wyranie wstrznity i podobnie jak Fors trzyma si kurczowo obrzeajcej platform barierki.
Spogldali na pomieszczenie, ktre niegdy musiao by zajezdni ciarwek, jakimi Przodkowie przewozili rne towary. Okoo pitnastu potworw stao w rwnym rzdzie, oczekujc na dawno temu wymarych wadcw. Kilka z nich posiadao najnowszy typ silnika, jaki udao si wynale Przodkom. Maszyny zaopatrzone w "szczelny napd" wydaway si by nietknite przez czas i nadal zdatne do uytku. Tpy nos jednej z nich niemal dotyka szerokich, zamknitych drzwi.
Jakby mimochodem Fors pomyla, e wrota musiay prowadzi na ulic. Przysza mu do gowy niezwyka myl. Zwrci si do Arskane'a:
- Pamitasz drog biegnc wzdu toru kolejowego w dolinie? Niemal cay czas prowadzi w d pochyoci.
- Tak. To prawda.
- Czy widzisz t ciarwk przy bramie? Gdyby udao nam si j uruchomi, potoczyaby si ulic i nic nie byoby w stanie jej zatrzyma. Arskane obliza wargi.
- Maszyna z pewnoci jest zepsuta. Jej silnik jest martwy, a sami nie damy rady jej popchn.
- Moliwe, e wcale nie trzeba bdzie jej pcha. Poza tym nie bd taki pewien, e silnik nie zaskoczy. Jarlowi udao si kiedy przejecha wier mili pojazdem ze "szczelnym napdem", zanim maszyna przestaa pracowa. Dla nas wystarczy, jeli ciarwka dojedzie do najwyszego punktu wzniesienia. Ostatecznie warto sprbowa. Byby to szybki i bezpieczny sposb na dotarcie do doliny.
- Masz racj, sprbujemy.
Arskane zeskoczy ze schodkw i skierowa si w stron upatrzonego pojazdu.
Drzwi od strony siedzenia kierowcy byy szeroko otwarte. Fors wskoczy do kabiny i zapadajc si w mikkiej wycice fotela, zaj miejsce za tablic rozdzielcz, jakby by jednym z korzystajcych na co dzie z tej potgi Przodkw.
Arskane, wdrapawszy si za nim, pochyli si nad pulpitem, chcc dokadniej obejrze rzdy lampek i przyciskw. Po chwili dotkn jednego ;z nich.
- Ten guzik blokuje koa - powiedzia.
- Skd wiesz?
- Mamy swojego nauczyciela. Rozoy mnstwo starych maszyn, chcc pozna zasady ich dziaania. Od wielu lat nie mamy ju jednak paliwa, wic \viedza ta staa si bezuyteczna. Tym niemniej Unger przekaza mi troch wiadomoci na temat kierowania czym takim.
Fors z alem podnis si z siedzenia, ustpujc mu miejsca. Widzc jiednak, jak ten delikatnie wybiera kolejne przyciski, nabra pewnoci, e postpi susznie. W pewnej chwili Arskane nacisn stop na osadzony w pododze przycisk i to, o czym niemiao marzyli w gbi duszy, stao si faktem. Staroytny silnik obudzi si do ycia. Jeszcze raz "szczelny napd" okaza sw niezawodno.
- Drzwi!
Twarz Arskane'a pod brzowym pigmentem, zbielaa z napicia. Malowaa si na niej prawdziwa trwoga.
Fors wyskoczy z kabiny i podbieg do cikich drzwi. Caym ciarem napar na zasuw, ktra ustpia z cichym zgrzytem, po czym z zadziwiajc lekkoci odsun szerokie skrzydo. W wypeniajcy hal mrok wdar si strumie sonecznego blasku. Mruc oczy, chopak popatrzy wzdu ulicy, dziwic si, e nigdzie nie wida blokujcych ruch wrakw. Wystarczyo jednak spojrzenie w drug stron, aby wyjani t zagadk. W poprzek ulicy zaledwie o kilka metrw od miejsca, w ktrym sta, leaa na boku wielka ciarwka, rozbit kabin wspierajc si w cian budynku z naprzeciwka. Powstaa w ten sposb barykada skutecznie zamkna ruch na niszym odcinku ulicy. Musia ju koczy te pobiene ogldziny, gdy z tyu dobieg odgos nierwnej pracy gasncego silnika.
Wskoczy do kabiny, wcigajc Lur za sob i z niespokojnie bijcym sercem obserwowa, jak Arskane zmaga si z oporn kierownic. Wreszcie samochd drgn i ociale ruszy z miejsca. Ostatni impuls energii wypchn go z garau i oto teraz zakrca majestatycznie, gubic resztki zleaych opon. Wtaczali si wanie na niewielkie wzniesienie, gdy silnik zakrztusi si i zgas. Si rozpdu pokonali jednak pagrek i nabierajc coraz wikszej prdkoci pomknli w d pochyoci.
Mieli szczcie, e ulica bya pusta. Gdyby nie blokujca w grze przejazd ciarwka, na pewno wpadliby na jaki pojazd, co przy takiej szybkoci musiao skoczy si mierci. Kurczowo uczepiony kierownicy Arskane krci ni, instynktownie starajc si unikn zderzenia z ulicznymi latarniami.
Dwukrotnie Fors zamyka oczy i otwiera, dziwic si, e jeszcze yje. Domi cay czas mocno ciska futro miauczcej rozpaczliwie Lury, ktrej taka podr wyranie nie przypada do gustu. Posuwali si jednak szybko i wkrtce wjechali w dolin, potrcajc po drodze kilka zardzewiaych wagonw. Wyhamowali w ten sposb cz prdkoci, a gdy ciarwka a po zderzak zarya si w stert wgla, stanli na dobre. Przez dug chwil, sabi i oguszeni, siedzieli w bezruchu. Potem wygrzebali si z wozu i stanli na drcych nogach. Arskane rozemia si nienaturalnie wysokim gosem:
- Jeli nawet kto nas ciga, musia pozosta daleko w tyle. Naszym zadaniem jest ten dystans powikszy.
Wykorzystujc oson zalegajcych parowozowni wrakw, ruszyli na poudnie, biegnc nieprzerwanie do momentu, w ktrym rzeka skrcia szerok ptl na zachd, zbaczajc z odpowiadajcego im kierunku. Wspili si wwczas stromym zboczem wwozu i wyszli na gsto poronite drzewami tereny podmiejskie.
Soce stao w zenicie, zalewajc gorcem gowy i ramiona wdrowcw. Znad jeziora wiatr przynis wilgotny zapach ryb. Arskane gono wcign powietrze.
- Deszcz - zawyrokowa - nie moglimy liczy na lepszy zbieg okolicznoci. Woda zatrze nasze lady.
Czy Bestie bd cigay swoje ofiary poza miastem? Musz kierowa si w gb stepu, cho tam rwnie nie mog czu si cakowicie bezpiecznie, wystarczyo przecie wspomnie lady pozostawione przez tajemniczego owc jeleni. A ojciec Forsa, czy nie zosta zaatakowany na skraju rozlegych lasw. Nie mogli mwi o wyjciu z opresji tylko dlatego, e wydostali si z obszaru miasta.
- Przynajmniej nie musimy dwiga ze sob bagay - zauway po jakim czasie Arskane, gdy przystanli, aby odpocz i ugasi pragnienie gstym sokiem, ktrym Fors napeni z rana swoj manierk.
Syszc te sowa chopiec z alem pomyla o klaczy i adunku, jaki jeszcze wczoraj niosa na grzbiecie. Dzisiaj pozostay mu jedynie zdobice palce piercienie i kilka drobiazgw w worku Gwiadzistego, co z pewnoci bdzie niewystarczajcym dowodem na poparcie jego historii. Na szczcie mia jeszcze map i dziennik podry, ktre przedoy Radzie w dniu upragnionego powrotu do Eyrie.
Ekwipunek Arskane'a by jeszcze skromniejszy. Oprcz wiszcego u pasa noa jego jedyn bro stanowia zabrana z muzeum maczuga, a w torbie na ramieniu mia hubk i krzesiwo oraz dwa owinite cienk link haczyki na ryby.
- Gdybymy mieli bben - westchn z alem. - Majc bben w rku nawet teraz mgbym porozumie si z moim ludem. Bez umwionych sygnaw trudno bdzie ich spotka. Chyba, e natkniemy si przypadkiem na innego zwiadowc.
- Chod ze mn do Eyrie - powodowany nagym impulsem odezwa si Fors.
- Gdy opowiadae mi swoje dzieje, czy nie wspomniae o tym, e ucieke z siedziby plemienia? Czy sdzisz, e przyjm ci gocinnie, gdy u twego boku pojawi si obcy? Nasz wiat cigle jeszcze peen jest nienawici. Opowiem ci teraz o moim ludzie - jest to historia o dawnych, bardzo dawnych czasach. Latajcy przodkowie, ktrzy zaoyli nasz szczep, urodzili si z ciemn skr, przez co musieli znosi w tamtych czasach wiele przykroci ze strony ludzi biaych. Jestemy ludem spokojnym, czasami jednak ta odwieczna uraza odywa w naszej pamici, zatruwajc umys jadem goryczy.
Podczas naszej wdrwki na pnoc, staralimy si pozyska przyja Koczownikw. Trzy razy wysyalimy do nich posw i za kadym razem wita ich grad strza. Nie pozostao nam nic innego, jak tylko ukry gboko nasze pragnienie przyjani i twardo walczy o prawo do ycia. Czy moesz obieca, e gdy dotrzemy do Eye, napotkamy przyjanie wycignite rce ludzi gr?
Gorca krew zabarwia policzki Forsa ciemn czerwieni. Niestety, odpowied na to pytanie zna a za dobrze. Obcy, to wrg - tak gosiy odwieczne zasady. Czy jednak musi tak by? Przecie ziemia bya rozlega i pena bogactw, a nieliczni ludzie rozrzuceni byli na wielkich przestrzeniach. Miejsca starczy dla wszystkich - min cae stulecia, zanim rasa ludzka rozprzestrzeni si od morza do morza, a nawet wtedy, wzorem Przodkw mona zbudowa statki i poeglowa ku innym, rozlegym ldom.
Wypowiedzia te myli gono i wwczas okazao si, e Arskane jest tego samego zdania.
- Twoje myli s proste i jasne. Czy mamy sobie nie ufa tylko dlatego, e nasza skra rni si kolorem, a jzyk brzmi troch odmiennie? yjemy z uprawy roli. Siejemy ziarno i zbieramy pniej plony. Wypasamy owce, dziki czemu mamy wen na paszcze i koce. Z gliny formujemy naczynia i wypalamy je w ogniu, a uzyskaj twardo kamienia. yjemy i czerpiemy rado z pracy naszych rk. Koczownicy to myliwi. Maj znakomite konie i wielkie stada byda - wdruj cigle z miejsca na miejsce, w poszukiwaniu coraz to nowych szlakw. A jaki jest twj lud?
Zmruone oczy Forsa patrzyy prosto w soce.
- Jestemy maym, zoonym z kilku klanw plemieniem. Gry to surowy kraj i nieraz zim zdarza si nam godowa. Nade wszystko na wiecie umiowalimy Wiedz. Spdzamy ycie na poszukiwaniu ruin, na nieustannych prbach zrozumienia i odzyskania mdroci, ktra swego czasu uczynia Przodkw tak potnymi. Nasi lekarze zwalczaj bl i choroby ciaa, za nauczyciele i Gwiadzici usiuj rozproszy zalegajcy nasze dusze mrok.
- A jednak ci sami ludzie, ktrzy walcz z ignorancj, zmusili ci do ucieczki tylko dlatego, e jeste inny ni oni. Twarz Forsa ponownie zala rumieniec.
- Jestem mutantem, wic nie mona mi wierzy. Przecie... Bestie to te mutanci - nie by w stanie wykrztusi nic wicej.
- Lura to take mutant.
Fors zamruga gwatownie. Te cztery cicho wypowiedziane sowa byy czym znacznie waniejszym, ni suchym stwierdzeniem faktu. Poczu, e nieoczekiwanie spyno z niego cae napicie. Zrobio mu si gorco, nie ze wstydu tym razem, ale na skutek dziaania wiszcego wysoko soca - byo to dobre, promieniujce gdzie spod serca ciepo, jakiego nie dowiadczy w caym swoim dotychczasowym yciu.
Arskane podpar rk podbrdek i w zamyleniu bdzi wzrokiem ponad gstwin oplecionych dzikim winem zaroli.
- Myl - zacz powoli - e jestemy jak rne czci jednego ciaa. Moje plemi to pracowite rce, wytwarzajce rne rzczy, dziki ktrym ycie staje si pikniejsze i atwiejsze. Koczownicy to niestrudzone, nieustannie gdzie si spieszce stopy, ktre pragnienie odkrycia nowych szlakw i spotkania rzeczy niezwykych popycha ku coraz to innym horyzontom. Twj lud wreszcie stanowi gow - bez przerwy mylc, planujc i przewidujc zadania dla stp i rk. Razem...
- Razem - usta Forsa szybko apay powietrze - stworzylibymy nard, jakiego ta ziemia nie widziaa od czasw Przodkw.
- Nie, nie moe to by nard, jaki znali Przodkowie - odpar Arskane zaskakujco ostrym tonem. - Oni nie byli jednym ciaem, przecie znali wojny. Pomyl, e to wanie przez ich bro doszo do katastrofy. Jeli ciao ma si zrosn ponownie, to kada jego cz, znajc wasn warto i czerpic z tego uczucie dumy, musi take dostrzega warto pozostaych, za kolor skry lub oczu, jak i zwyczaje poszczeglnych plemion, nie powinny dla nikogo znaczy wicej ni kurz, ktry zmywamy z rk, zanim zasidziemy do posiku. Chcc zbliy si do kogo, musimy oczyci si z takiego kurzu, w przeciwnym bowiem razie olepi on nasze oczy i to, co niegdy zapocztkowali Przodkowie, bdzie trwao na wieki, a zatruje ziemi do koca.
- Gdyby tylko byo to moliwe...
- Bracie - po raz pierwszy Arskane zwrci si do Forsa z tak serdecznoci - mj lud wierzy, e za kadym wydarzeniem w yciu czowieka kryje si jaka sia sprawcza. Myl, e co skierowao nasze kroki ku temu miejscu, nieuchronnie prowadzc nas do spotkania. Moliwe, e dziki temu narodzi si co wikszego i silniejszego, ni jestemy w stanie sobie wyobrazi. Na razie jednak zbyt dugo tutaj tkwimy, zwaszcza, e mier nadal depcze nam po pitach, a bardzo bym nie chcia, aby komu udao si zawrci nas z wytyczonej drogi.
Uroczysty gos olbrzyma poruszy Forsa. Nigdy dotychczas nie mia prawdziwego przyjaciela, gdy domieszka obcej krwi odsuwaa go poza krg rwienikw w Eyrie, a zwizek z ojcem przypomina raczej stosunki ucznia i nauczyciela. Teraz co si zmienio i dlatego w jego duszy z kad chwil narastao przewiadczenie, e nigdy nie pozwoli, aby ciemnoskry wojownik znikn z jego ycia. Gdzie Arskane skieruje swe kroki, tam pjdzie rwnie i on.
Soce stao w zenicie, gdy weszli w dzik plantacj drzew i krzeww. Poruszali si powoli, zmuszeni do lawirowania pomidzy butwiejcymi belkami i jamami starych piwnic. W pewnym momencie Lura podja trop modej jawki. Po niespena godzinnej pogoni przez gsty labirynt udao im si zwierz ustrzeli i teraz, po oprawieniu, obracali nad ogniem smakowicie pachnce, potne kaway pieczeni. Posiliwszy si, zagasili ognisko i zapakowali do swych toreb spory zapas wieego misa, po czym ruszyli w dalsz drog, kierujc si wedug wskaza maego kompasu Forsa.
Nieoczekiwanie las si skoczy. Stali na skraju rozlegej rwniny, a to co na niej ujrzeli, byo tak zaskakujce, e w pierwszym odruchu chcieli rzuci si do tyu, pod oson pobliskich drzew - przed sob mieli stare pole latajcych maszyn.
Obaj widzieli ju fotografie takich maszyn, tutaj jednak stay one naprawd. Cz z nich czekaa w rwnych rzdach, jakby za chwil miay poderwa si do lotu, wikszo natomiast pitrzya si w bezadnych stosach, najeonych pogitymi skrzydami i porwanymi arkuszami blachy poszycia kadubw.
- Samoloty. - Oczy Arskane'a zapaliy si blaskiem szczcia. - Fruwajce pojazdy ojcw moich ojcw. Zanim w obawie przed trzsieniem ziemi opucilimy gry, poszlimy po raz ostatni popatrze na maszyny, ktrymi pierwsi ludzie dotarli w te strony. Byy bardzo podobne do niektrych z tych, ktre widzimy tutaj. Na Rogatego Jaszczura, przecie to cae pole pene jest samolotw.
- Te zostay zniszczone, zanim wzbiy si w niebo - pokazywa rozgorczkowany Fors.
Ogarno go dziwne uczucie podniecenia. Pojazdy naziemne, nawet ciarwka, ktr wydostali si z miasta, nigdy nie robiy na nim takiego wraenia.. Jak potni, jak wielcy i mdrzy mieli by Przodkowie, jeli potrafili zbudowa i okiezna te skrzydlate potwory. Wznosili si w nich ku chmurom, podczas gdy dzisiaj ich synowie pezaj po ziemi. Nie bardzo zdajc sobie spraw z tego, co robi. Fors wszed na betonow pyt, kierujc si w stron najbliszego samolotu. Ze smutkiem przecign rk po kadubie. Czu si przy nim may i bezbronny - cay klan zmieciby si w jego wntrzu.
- Z takich samych maszyn Przodkowie rozsiewali nad wiatem mier.
- Pomyl tylko: mc lata wrd chmur - Fors zdawa si nie dostrzega ponurego nastroju Arskane'a - unosi si nad ziemi. Przodkowie musieli by podobni bogom.
- Powiedz raczej, e przypominali szatana. Spjrz - Arskane chwyci go za rami i poprowadzi midzy dwoma szeregami ocalaych samolotw na skraj pola. Std roztacza si widok na kilkanacie postrzpionych, robicych przykre wraenie kraterw, ktre spowodowa musiay cay ten baagan i zniszczenie w rodkowej czci lotniska. - mier nadesza z nieba. Ludzie rzucili j na gowy innych ludzi. Zapamitaj to, bracie. Omijajc rozbite szcztki, ruszyli wzdu szeregu nie uszkodzonych maszyn. Wok leao peno koci. Wielu ludzi prbowao wyprowadzi samoloty w powietrze, jednak ich dziaanie byo spnione i zginli, zanim zdyli cokolwiek zrobi.
Gdy dotarli do budynku w pobliu pyty, obrcili si i popatrzyli na dug, wyrban bombami drog zniszczenia oraz na dwa szeregi jakim cudem ocalaych bombowcw, zamarych w bezsensownym oczekiwaniu. Niebo, ku ktremu nigdy ju nie sign, byo czyste, tylko tu i wdzie monotoni bkitu urozmaicaa awica biaych, ukadajcych si w rne wzory chmurek. Na zachodzie gstniay ciemne pasma zupenie innych chmur. Nadchodzia burza.
- To - Arskane wskaza zryte pole - nie moe si nigdy powtrzy. Niezalenie od tego, jak daleko zajd nasi synowie, nie wolno pod adnym pozorem niszczy ziemi. Czy zgadzasz si z tym, bracie? Fors dugo patrzy w milczeniu w czarne, ponce oczy.
- Zgoda. Zrobi wszystko, co w mojej mocy. Lecz tam, gdzie kiedy latali ludzie, musz lata znw. To rwnie musimy sobie przysic.
Rozdzia 9
Kraina Wybuchu
Wsparty na okciach Fors pochyli si ostronie nad dugim stoem. Bezwiednie wstrzymywa oddech w obawie, e silniejszy podmuch moe obrci w py rozoone przed nim prostokty bezcennych map. W najmielszych snach nie potrafi wyobrazi sobie takiego skarbu. Z najbliszego, podklejonego ptnem arkusza, poyskiway rozlege niebieskie plamy. Wdrujc wzrokiem w prawo od skraju wielkiego jeziora, dotar do bkitnej paszczyzny, przez ktr w rwnych odstpach biegy czarne litery, ukadajce si w budzcy dreszcz podniecenia napis: Ocean A-T-L-A-N-T-Y-C-K-I. Wic legendarne morze istniao naprawd!
Nieco nieprzytomnie spojrza na wchodzcego Arskane'a.
- Zobacz, gdzie jestemy, czy widzisz?
- Tak, jeli si jednak std natychmiast nie ruszymy, pozostaniemy tu na zawsze. Fors niechtnie obrci si od stou.
- Co takiego?
- Wracam wanie ze stojcej w przeciwlegym kocu budynku wiey. Z gry spostrzegem co ywego na skraju lotniska. Z pocztku mylaem, e to tylko cie, lecz widzc, jak porusza si ostronie cigle w tym samym kierunku, zmieniem zdanie. Kto stara si nas podej.
- Moe jele - zacz Fors, wiedzc doskonale, e tak nie jest. Arskane wybuchn krtkim, pozbawionym humoru miechem.
- Widziae jelenia, ktry peznie po ziemi i podglda ci zza wga? Nie, bracie, myl, e to naszym przyjacioom z miasta udao si nas wreszcie odszuka i, jeli idzie o mnie, to nie mam najmniejszej ochoty da si im zapa.
Fors z alem oderwa si od stou. Jak rado sprawiby Jarlowi, pokazujc takie mapy. Bezcenne rysunki musiay jednak pozosta tam, gdzie je rozoono przed setkami lat, gdy kada prba poruszenia ich z miejsca nieuchronnie zakoczyaby si cakowitym zniszczeniem. Podnis koczan i przeliczy pozostae strzay. Mia ich tylko dziesi. W razie walki zuyje je bardzo szybko, a wtedy moe ju tylko liczy na krtki miecz i myliwski n.
Arskane skin gow, jakby w odpowiedzi na myli kbice si w duszy towarzysza.
- Chod.
Ruszy ku wijcym si spiralnie schodom, ktre wznoszc si coraz wyej, doprowadziy ich do pomieszczenia o cianach niegdy cakowicie wypenionych szkem.
- Popatrz tam i powiedz, co o tym mylisz - palec olbrzyma wskazywa na poudniowy wschd.
Wrd bujnej rolinnoci cigna si dziwna wyrwa, szeroki klin ziemi pozbawionej najmniejszego ladu zieleni. W blasku soca gleba polniewaa niezwykym, metalicznym odblaskiem. Przypomnia sobie nagie skay grskich wwozw i widzian kiedy, pozosta po Przodkach rozleg, betonow rwnin. Tutaj jednak mieli do czynienia z czym innym, jakby w krainie, gdzie trawa i drzewa odzyskay prawo do ycia, mier nadal wadaa t rozleg enklaw.
- Pustynia? - zapyta penym powtpiewania gosem. Wiedzia przecie, e w tych stronach nigdy nie byo adnej pustyni.
- Na pewno nie. Urodziem si i wychowaem na pustym, moesz wic mi wierzy, e nie ma to nic wsplnego z naturalnym pustkowiem. Czego takiego nie spotkaem podczas adnej z moich dotychczasowych wypraw.
- Cicho - nakaza Fors, byskawicznie obracajc si do tyu. Usysza dwik, co do ktrego nie mg si pomyli - gdzie w oddali metal uderzy o metal.
Przebieg wzrokiem wzdu stojcych w dole maszyn. Co migno obok jednego z najbliszych samolotw. Przypad do ramy okna i, mruc oczy przed wypeniajcym powietrze sonecznym blaskiem, usiowa wypatrzy co wicej. W rzucanej przez skrzydo plamie cienia nieco ciemniejsz, szaroczarn barw odznaczaa si jaka przycupnita sylwetka. Dostrzeg te, e stworzenie zajte byo starannym obwchiwaniem ziemi.
- Tylko jeden -jego szept zmiesza si z szybkim oddechem Arskane'a.
- Nie, spjrz na te zarola po prawej.
Niestety, zwiadowca z poudnia take tym razem mia racj. We wskazanym miejscu, spomidzy gazi sterczaa potworna gowa. Bestie zawsze poloway w stadzie. Trudno byo oczekiwa, e tym razem zmieni obyczaje. Fors zacisn do na rkojeci miecza.
- Musimy ucieka.
W odpowiedzi usysza odgos dudnicych po schodach krokw Ars-kane'a. Nie namylajc si duej ruszy ku drzwiom. Zanim jednak straci z oczu lotnisko, dostrzeg, jak spod samolotu wyprysno szaro ubarwione stworzenie. Przystan na moment, chcc wybada jego zamiary, a wwczas zauway dwie podobne postacie, ktre oderway si od rosncych wzdu zrujnowanego pasa drzew i, kryjc si pomidzy maszynami, poday w kierunku wiey. Rozpoczynay si owy.
- Musimy trzyma si otwartej przestrzeni - wysapa biegnc Arskane. - Jeli bdziemy w cigym ruchu i nie damy si zepchn w jaki zauek, to mamy spore szans.
Byli ju na dole. Biegli dugo ciemnym korytarzem, zanim natrafili na drzwi. Byy to inne drzwi, ni te, ktrymi weszli, wic gdy wypadli na rozwietlon socem przestrze, zatrzymali si, rozgldajc dookoa. Znajdowali si w labiryncie, utworzonym ze spltanych wrakw. Podziurawione kaduby zalegay pobliskie pasy, na poboczach stay zniszczone dziaa przeciwlotnicze. Podeszli do najbliszego o lufie cigle jeszcze mierzcej w niebo i w tej samej chwili usyszeli przeraliwy wrzask, a zaraz potem peen zoci, bojowy zew Lury. Spomidzy pogitych arkuszy blach wytoczya si zawzicie walczca para, wpadajc niemal wprost pod nogi ludzi.
Arskane spokojnie wznis maczug, a gdy na wierzchu pojawia si gowa Bestii, uderzy byskawicznie, wkadajc w cios wszystkie siy. Zapanowaa naga cisza, po czym spod bezwadnego ciaa, o szeroko rozrzuconych, kocistych ramionach wydobya si Lura. Jakby nie zdajc sobie sprawy z tego, co si stao, ze zjeon sierci rzucia si na znienawidzonego wroga, orzc jego szar skr dugimi pazurami. Gdzie spomidzy wrakw nadlecia zrcznie cinity kamie, uderzajc Forsa wprost w gow. Sia uderzenia zamroczya chopca, ktry zacz chwiejnie krci si dokoa, zrobi dwa niepewne kroki i, potknwszy si o cuchnce niesamowicie zwoki Bestii, wpad na podstaw dziaa. Bl stuczonego ramienia przywrci go do przytomnoci, nim jednak zdy cokolwiek uczyni, Arskane poderwa go na nogi i pocign za sob, kluczc wrd stoczonych samolotw.
Wci potrzsajc dzwonic gow, Fors poda za towarzyszem. Gdy mijali zadarty w gr nos kolejnej maszyny, usyszeli, jak o jej kadub uderzaj kolejne pociski. Arskane popchn go w lewo, w stron dajcego schronienie niewielkiego zagbienia terenu.
- Goni nas - wysapa, lec na skraju dom - niczym jak zwierzyn. Fors sprbowa uwolni si z gniotcego ucisku rki olbrzyma, cay czas wicej jego rami.
- Lura, naprzd! - Pomimo wywoanego udrzeniem zamtu w gowie, udao mu si pochwyci sygna.
- Droga przed nami jest wolna.
Arskane nie wyglda na skonnego opuci ukrycie, jednak Fors oswobodzi si wreszcie i, jak tylko mg najszybciej, pomkn przygity po zrytej pycie. Ciemnoskremu nie pozostawao nic innego, jak tylko pj w jego lady. Teraz biegli ju obaj, kryjc si wrd rozbitych samolotw i co chwila zmieniajc kierunek, aby unikn trafienia przez niewidocznych strzelcw. Mieli wraenie, e ich wycig ze mierci trwa wiele godzin, zanim zmczeni stanli na skraju widzianej z gry, przecinajcej ziemi, niezwykej blizny. Na jej widok Lura przysiada, machajc ze zoci ogonem, a spomidzy rozwartych, odsaniajcych biae ky warg, dobiego gone warczenie.
- Tdy, szybko. - Arskane znikn w gardzieli wwozu, nim jeszcze skoczy mwi.
Dziwna gleba kruszya si pod butami Forsa. Do wolnoci wioda tylko ta jedna droga, a oni zdecydowali si na ni wkroczy. Lura jakby to pojmowaa, gdy cho mruczaa niezadowolona, to nie odstpowaa jego boku.
Nie byo tu nawet mchu - dookoa mieli tylko skay, ktrych odamki polnieway gadk, szklist powierzchni. Fors wzdrygn si na myl o dotkniciu czegokolwiek goym ciaem. Z chwil przekroczenia zakltej granicy ucichy odgosy pogoni. Zrobio si cicho. Zbyt cicho. Zacz intensywnie zastanawia si i nagle uwiadomi sobie, e rnica, jak wychwyci jego such, wywoana bya przez owady, a raczej przez cakowity brak wszechobecnego dwiku ich ycia, wypeniajcego zdrowy wiat.
Kraina, do ktrej tak niebacznie wkroczyli, tchna obcoci. Znikna przyjazna czowiekowi ziele, do uszu nie docieray znajome, dajce poczucie bezpieczestwa odgosy. Widzc, e Arskane przystan. Fors przypieszy, a gdy si z nim zrwna, zada mu nurtujce go od jakiego czasu pytanie.
- C to za miejsce?
Ciemnoskry odpowiedzia pytaniem:
- Co wiesz o Krainie Wybuchu?
- Kraina Wybuchu? - Fors usiowa przypomnie sobie skpe wiadomoci, zawarte w przechowywanych w Eyrie zapiskach.
Kraina Wybuchu - miejsce, gdzie spada atomowa bomba, wgryzajc si gboko w ziemsk skorup, gdzie mier rozplenia si tak mocno, e musz min pokolenia, nim czowiek ponownie zdoa tamtdy przej.
Otworzy usta, jakby chcia co powiedzie, zrezygnowa jednak i szybko je zamkn. Nie musia ju o nic pyta. Zna odpowied i wiedza ta wzbudzia ogarniajce cae ciao chodne przeraenie, silniejsze, ni lk przed Bestiami. Nic dziwnego, e nikt ich nie ciga. Nawet Bestie wolay tutaj nie wchodzi.
- Musimy zawrci - rzuci pgosem, dobrze wiedzc, e jest to niemoliwe.
- Wrci na pewn mier? Nic z tego, bracie, poza tym i tak jest ju za pno. Jeli stare opowieci mwi prawd, to ju jestemy ywymi trupami, a w naszych wntrznociach pon zalki straszliwej choroby. Jeli natomiast pjdziemy dalej, mamy szans przeycia.
- Moe nawet wicej, ni szans - zgodzi si Fors, ktrego uspokoio nieco wspomnienie zawzitych sporw, toczonych dawno temu przez mdrcw w Eyrie.
- Powiedz, Arskane, czy w pierwszych latach po Wybuchu ludzie z twego plemienia zapadali na chorob, wywoan promieniowaniem? cignite brwi olbrzyma utworzyy jedn prost lini.
- Tak. By taki miertelny rok. W cigu trzech miesicy zmaro dziesiciu naszych. Pozostali chorowali rwnie i cho wyzdrowieli, to nigdy nie odzyskali peni si. Dopiero nastpne pokolenie wyroso zdrowe i silne, i od tej pory mier przestaa zaglda nam w oczy.
- Tak samo byo w Eyrie. Ludzie sprawujcy piecz nad starymi ksigami mwi, e z powodu tej choroby stalimy si inni, ni Przodkowie. Moe wic uda si nam przej bezpiecznie tam, gdzie ich spotkaaby niechybna zguba.
- Nikt jednak jeszcze tego nie udowodni. Fors wzruszy ramionami.
- Udowodnimy to wanie teraz. Wkrtce przekonamy si, czy mdrcy z Eyre mieli racj. Jeli o mnie chodzi, to jestem mutantem.
- Podczas gdy ja jestem taki sam, jak pozostali ludzie mego pokolenia, ktrzy wobec tego, co powiedziae wcale nie musz by tacy sami, jak Przodkowie. Niezalenie od tego, co powiemy, i co nas moe spotka, skierowalimy si w t drog i nie ma sensu duej rozmyla nad trafnoci tej decyzji, zwaszcza, e za plecami mamy prawdziw i rwnie straszliw mier. Ponadto czuj, e nadciga burza, poszukajmy wic lepiej schronienia, gdy bdzenie w ciemnociach po tej okolicy zupenie mi si nie umiecha.
Cay czas szli po tustym, gliniastym podou i Fors pomyla, e jeli zacznie pada, to droga stanie si liska i grzska. Trzymajc si cian, przecinajcych t krain wskich paroww, rozgldali si gorczkowo za jak pieczar, bd nawet nawisem skalnym, ktry chocia troch osoniby ich przed deszczem. Na prno.
Rozsnuwajc nad ziemi przedwczesny mrok, nadpyway zbite w gst, skbion mas ciemne chmury. Postrzpiony bysk purpurowego wiata rozdar niebiosa i niemal natychmiast rozleg si oguszajcy oskot uderzajcego w pobliu pioruna. Nastaa chwila niespokojnej, dranicej ciszy, a zaraz potem pierwsze podmuchy wiatru przyniosy z oddali jednostajny, grony szum. Spojrzeli w tamt stron i mocniej przywarli do skay. W ich kierunku pdzia przesaniajca wiat bia kurtyn, ciana deszczu. Wdrowa dalej bez wiata przez zalewane potokami wody skaone ziemie byoby czystym szalestwem. Wymizerowani wdrowcy skupili si w gromadk, prbujc si ogrza wasnym ciepem. Przymykajc oczy przed blaskiem potnych byskawic, patrzyli, jak rodek parowu zmienia si w rwcy potok, ktrego wody starannie wypukuj gleb spomidzy szklistych ska. W pewnej chwili Fors odpi manierk i, nie prbujc nawet przekrzycze burzy, gestami pokaza Arskane'owi, by ten postpi tak samo. Otwarte naczynia ustawili na kawaku paskiej skay, uzupeniajc w ten sposb zapasy wody. Woda w strumieniu moga by skaona, natomiast spywajce z gry strugi najprawdopodobniej byy wolne od zanieczyszcze.
Lura bya najnieszczliwsza z caej trjki. Deszcz spywa bez przeszkd po gadkiej skrze ludzi, a strzpy odziey, jakie mieli na sobie, rwnie nie zatrzymyway go zbyt wiele. Natomiast futro kota znajdowao si w opakanym stanie i Fors zacz si zastanawia, ile czasu zwierz bdzie musiao powici na doprowadzenie sierci do adu. W zachowaniu Lury byo jednak co zastanawiajcego. Od chwili, gdy weszli w Krain Wybuchu, ani razu nie wydaa najmniejszego dwiku i nawet teraz, cho wiercia si niespokojnie, nie skarya si na swj los, a przecie znacznie mniejsze niedogodnoci budziy zazwyczaj jej gorcy protest. Powodowany nagym impulsem sprbowa odczyta myli zwierzcia. Wiele razy udawao mu si nawiza kontakt z jej psychik, wiedzia wic, e o ile tylko Lura pozwoli, bdzie w stanie spenetrowa jej wntrze. Tym razem jednak jego skoncentrowany umys napotka pustk. Czu na nodze dotyk mokrego futra, a rwnoczenie zdawa sobie spraw, e zamieszkujca je istota odesza daleko.
Skupi si jeszcze bardziej i po jakim czasie nadpyno budzce zdziwienie wraenie. Wielki kot nasuchiwa. Nieruchomy, napity, bez reszty pochonity by odbieraniem docierajcych z oddali dwikw. C mogo si za tym kry?
Skrzyowane ramiona pooy na podcignitych pod brod kolanach. Wiedzia, e w takiej pozycji moe trwa w bezruchu przez dugi czas. Opar czoo na rkach i zamkn oczy. Powoli, bez popiechu, zacz analizowa i wycza otaczajce go odgosy - bbnienie deszczu, oddech Arskane'a, chlupot przepywajcej obok wody. Na szczcie burza przesuna si i huk piorunw zamiera w oddali. Rozrnia ttnic w uszach krew i wasny oddech. Wyciszy je spokojnie, z najwiksz dokadnoci. Kiedy, gdy poznawa waciwoci swego umysu, prbowa ju takiej sztuki, jednak tak gboko posuwa si po raz pierwszy. Najwaniejsze, e co obudzio jego czujno, e nasuchiwa. Teraz z pewnoci przechwyci ostrzeenie, niezalenie od tego, czy nada je Lura, czy te nadpynie z gbi jego ciaa. Po chwili koncentracji uwolni si rwnie od tej myli - stanowia zbyt due zakcenie.
Usysza saby plusk. Zacz budowa ten dwik, jednak szybko odrzuci go, przekonawszy si, e wywoany jest spadajcymi brykami ziemi, pocitymi przez wezbrane po burzy wody strumienia. Rozszerzy granice nasuchu. By teraz daleko i w miar, jak ogarniao go dziwne oszoomienie, zacz dociera do niego odgos, nie majcy nic wsplnego ani z deszczem, ani z wiatrem. Lura poruszya si i stana przed nim. Podnis gow, a ich oczy spotkay si w niemym porozumieniu.
- Co jest? - Arskane niespokojnie wodzi wzrokiem od jednego do drugiego.
Fors z trudem opanowa ch rozemiania si, na widok bezgranicznego zdumienia, malujcego si na twarzy olbrzyma.
Wywoany koncentracj zawrt gowy szybko min, a wzrok na powrt przystosowa si do wypeniajcych noc cieni. Podnis si i rozpocz przygotowania do drogi - odoy uk z koaczanem, zostawiajc jedynie wiszcy na pasie miecz i n. Wymin wycignit w niemym protecie rk Arskane'a.
- Z tym jest co, co musz zobaczy. Czuj, e musz. To jest naprawd wane. Poczekaj tutaj.
Nie baczc na te sowa, Arskane rwnie usiowa wsta. Fors widzia, jak usta Ciemnoskrego wykrzywi grymas blu, gdy ten niebacznie podpar si lew rk. Widzc nieporadne wysiki towarzysza, chopak potrzsn gow.
- Suchaj, wiesz, e jestem mutantem. Nigdy nie pytae, czym rni si od innych. Ot wyobra sobie, e widz w ciemnociach, nawet dzisiejsza noc jest dla mnie tylko troch ciemniejsza, ni zwyky zmierzch, za mj such nieomal dorwnuje wraliwoci Lurze. Nadszed czas, aby z tych kopotliwych na co dzie waciwoci skorzysta. Lura!
Obrci si i ponownie popatrzy gboko w jarzce si niebieskie oczy.
- Zostaniesz tu z naszym bratem. Bdziesz go strzega tak, jakbym to by ja sam.
Przestpowaa z apy na ap, nie chcc nagi si do jego woli. Gdzie w zakamarkach jej zawiej duszy narasta sprzeciw. Jednak Fors nalega. Zna przecie bardzo dobrze koty i ich zamiowanie do swobody oraz postpowania wedug wasnych regu. Nie uznaway wadzy czowieka, ale ostatecznie to jego wanie wybraa Lura, a poniewa nie mia przyjaci midzy ludmi, zy si z kotem moe bardziej, ni ktokolwiek inny w historii Eyrie. Nie wiedzia, jak silny jest to zwizek, ale teraz nadszed czas, aby si o tym przekona. Nie ulegao wtpliwoci, e olbrzym nie da rady i. Zostawi go samego - rannego i bezradnego w ciemnociach, byoby szalestwem. I cigle ten naglcy, wewntrzny nakaz, aby i i zbada tajemniczy dwik.
Lura podniosa gow. Fors wycign rk i poczu ocierajc si o do pokryt mokrym futrem szczk kota. Ogarno go przepenione radoci wzruszenie. Wic jednak zwierz zaakceptowao jego polecenie, obdarzajc przy tym, jakby na przypiecztowanie swej decyzji, jedn z najpikniejszych pieszczot. Szczliwy, podrapa j za uszami.
- Zaczekajcie na mnie - zwrci si do obojga. -Wrc, jak tylko bd mg najszybciej. Musimy wiedzie, co si tam dzieje.
Ruszy natychmiast, aby unikn protestw Arskane'a. Wiedzia, e przetkana deszczem kurtyna nocy skryje go po przejciu kilku krokw, a wwczas Lura przejmie stra nad zwiadowc z Poudnia i bd tak czeka, a do jego powrotu.
lizgajc si i potykajc na lnicych od deszczu gadkich kamieniach, rozchlapujc gsto rozrzucone kaue. Fors poda tras, ktr niedawno przeszli w przeciwnym kierunku. Porusza si szybko i pewnie, odnajdujc zapamitane wczeniej punkty orientacyjne. Deszcz zmieni si w mawk, a gdy wspi si na wierzchoek grujcej nad lotniskiem skay, zupenie przestao pada. W dole wida byo zbombardowane pasy i budynek, gdzie znaleli mapy. Najciekawsze mia jednak przed sob.
Nie ulegao wtpliwoci, e to, co widzi, mimo braku ogniska, jest rad wojenn. Krg pochylonych sylwetek w jaki przewrotny i wedug niego niezdrowy sposb przypomina Rad Starszych w Eyrie. Bestie siedziay tak, e ku swemu zadowoleniu widzia tylko zarysy szarych sylwetek. Co w gbi duszy powodowao, e nie mia najmniejszej chci przyjrze si im dokadniej. Jedna z postaci podniosa si i stanwszy w rodku koa, zacza podrygiwa, wydajc przy tym gone brzczenie. Syszc je Fors natychmiast poj, e wanie ten odgos sprowadzi go w to miejsce.
Wyrnia gardowo wypowiedziane zbitki dwikw, ktre byy zapewne sowami, dla niego jednak zupenie niezrozumiaymi. Jzyk Arska-ne'a i jego wasny miay niegdy wsplny pocztek i dlatego teraz tak atwo mogli si nauczy swojej mowy. Natomiast to warczenie uparcie nasuwao myl, e jest wytworem ust i mzgu, nie majcych nic wsplnego z ludzkimi.
Nie sposb byo dowiedzie si czego chcia przywdca, mg natomiast przekona si, jakie byy rezultaty jego polece, co w ich obecnej sytuacji byo rwnie wane. Z kadym rokiem Bestie staway si coraz mielsze. Z pocztku nigdy nie posuway si dalej, jak do skraju miasta. Teraz natomiast przebiegay lecy z dala od ruin szlak i prawdopodobnie wysyay wok zwiadowcw. Jeli tak byo w istocie, a wszystko na to wskazywao, to pojawio si nowe zagroenie dla ludzkich plemion.
Przywdca raptownie przerwa i, zwracajc si w stron Forsa, wskaza rk na cignce si w tym kierunku pustkowia. Chopak skurczy si jeszcze bardziej, gdy przez chwil mia wraenie, e wycignity palec Bestii mierzy wprost w niego. Gest wodza wywoa yw reakcj. Przez chwil sycha byo kilka warczcych gosw, a potem z ziemi poderway si dwie postacie. Podbiegy do skraju martwej krainy i rozpaszczyy si wrd ska. Ich gowy niemal dotykay gruntu, gdy dugo i uwanie obwchiway skaon gleb. Badania musiay wypa pomylnie, gdy wkrtce potem wszystkie stworzenia chwyciy za bro i uformoway nierwny rzd.
Fors pozosta na miejscu, by ostatecznie przekona si, e Bestie ruszyy ich ladem, e obowizujce dotd tabu przestao dziaa. Gdy ostatni ze cigajcych znalaz si w Krainie Wybuchu, zszed na d i pomkn do przyjaci, szerokim ukiem omijajc pozostawiony przedtem trop. Wida byo, e podajce ich ladem istoty nie byy wypraw zachwycone. Szy podrygujcym wolnym krokiem, jakby w obawie, e pod ich stopami peno jest ukrytych puapek. Bya wic szansa, e uciekinierom uda si utrzyma bezpieczn odlego. Tylko czy potrafi utrzyma dotychczasowe tempo marszu?
Najpierw dostrzeg wiecce w mroku oczy siedzcej w zaomie skay Lury, a zaraz potem natkn si na zniecierpliwionego Arskane'a. Rwcym si ze zmczenia, zasapanym gosem zacz zdawa relacj, a rwnoczenie zbiera pozostawiony wczeniej ekwipunek.
- Pomylaem sobie - wolniejszy, lecz gbszy gos Arskane'a przerwa jego wypowied - e nie wiemy, jaka bro Przodkw spowodowaa tak ogromne spustoszenie. Czy byy to tylko zrzucone tu bomby, czy te moe co jeszcze? Niezalenie od wszystkiego, serce tej krainy jest z pewnoci niebezpieczniejsze, ni obrzea. Jeli przetniemy rodek pustkowia, moemy spotka obiecywan wszystkim, ktrzy odwiedzaj niebieskie miejsca, mier. Jeli natomiast zboczymy na wschd...
- Nie mamy na to czasu. Mwiem ci przecie, e pogo depcze nam po pitach.
- To prawda. Z tego, co opowiedziae wynika, e kieruj si naszym zapachem. Myl, e moglibymy temu zaradzi.
Obut w mokasyn stop Arskane przecign przez najblisz kau, rozpryskujc wok niezliczone krople. Fors zrozumia. Wezbrany deszczem strumie mgby ich uratowa. Co prawda, od chwili, gdy przestao pada, wody wyranie ubyo, istniaa jednak szansa, aby przynajmniej na jaki czas pomiesza szyki przeladowcom.
Weszli do pytkiej w tym miejscu wody. Fors obj przewodnictwo i uchwyciwszy rk Arskane'a poprowadzi go pewnie rodkiem krtego koryta. Poruszali si wolniej, ni mona si byo tego spodziewa, gdy potykajcy si co chwila, olbrzym wyranie opnia tempo marszu. owca przeywa kryzys. Zmartwiony chopak nasuchiwa, jak jego oddech przechodzi w ochrype sapanie, czu rwnie na swym ramieniu zaciskajce si coraz mocniej, a do blu, donie. Chd oraz nieustanne pokonywanie, wykrcajcych stopy nierwnoci dna sprawiy, e po jakim czasie pojawiy si ogarniajce nogi bolesne kurcze. Kady krok stawa si dla nich udrk, lecz nawet wwczas nie przystanli, ogarnici przemonym pragnieniem pokonania jak najwikszej odlegoci, zanim pogo wyzbdzie si ostronoci i rozwinie pen prdko.
Mijay wypenione otpiajcym wysikiem godziny. W pewnej chwili, potknwszy si po raz kolejny, Arskane upad i chocia Fors zarzdzi odpoczynek, nie by w stanie podnie si o wasnych siach. Gowa opada mu na piersi, a z wykrzywionej blem, nieruchomej twarzy, nie mona byo odczyta, czy Ciemnoskry straci przytomno, czy moe tylko zapad w gboki sen. Najgorsze byo jednak to, e na spowijajcym rami bandau ponownie pojawiy si, przesikajce przez gaz, plamki krwi.
Fors ukry w doniach rozpalon twarz i sprbowa uporzdkowa wydarzenia ostatnich dni. Czy to moliwe, e poprzedni noc spdzili jeszcze w wieowcu? Wspomnienie miasta byo odlege, jakby min przynajmniej tydzie. Stao si jasne, e nie mog duej wdrowa w ten sposb. Teraz, gdy lea na piaszczystym brzegu, nadpyno ogarniajce cae ciao potworne zmczenie. Pomyla z niepokojem, e take i on nie da rady stan na nogach. Musi si zdrzemn, tylko na chwil i zaraz rusz dalej. Skd wzi ywno? Jak dua jest Kraina Wybuchu? Co si stanie, jeli bd ni i, moe przez wiele dni.
Umr, zanim osign drugi brzeg. Moe byoby lepiej wybra jakie miejsce, choby to, i stan do ostatniej potyczki z Bestiami? Ponownie potar piekce oczy. Mimo wyczerpania ba si zasn. Nagle przypomnia sobie Lur.
Leaa, pasko rozcignita na podwyszonym wystpie skalnym i spokojnie lizaa ap, przerywajc od czasu do czasu, aby rozejrze si dookoa. Ona rwnie bya senna, lecz na odmienny, koci sposb, dziki czemu nawet gdy zanie, zdy zaalarmowa go o nadchodzcym niebezpieczestwie. Uspokojony t myl opar gow na ramieniu Arskane i natychmiast zasn.
Rozdzia 10
Pojmanie
Odbijajcy si od tustej powierzchni nagich ska soneczny blask bolenie razi oczy Forsa. Wlokcym si ciko przez pustkowia wdrowcom przybya nowa udrka - nkajcy kolejnymi nawrotami, coraz bardziej absorbujcy umys gd. W zasigu wzroku mieli tylko wypraon socem, jaow dolin bez najmniejszego ladu ycia. Fors by coraz bardziej zdenerwowany, zdawa jednak sobie spraw, e jego cierpienia s niczym w porwnaniu z katuszami, jakie przechodzi Arskane. owca mia szklisty wzrok, mamrota nieprzytomnie i trzeba go byo prowadzi za rk, niczym zmczone dziecko. Na przybrudzonym bandau ciemniaa brunatna plama skrzepej krwi -jedyna szczliwa okoliczno, gdy dalsze krwawienie mogoby by zabjcze dla wycieczonego organizmu.
Gdzie lea kres tej przekltej pustyni? O ile nie zabdzili, zataczajc niezliczone krgi, to musieli ju przeby wiele mil krainy, penej wskich wwozw i skalistych paskowy, a mimo to, ze szczytu kadego napotkanego wzniesienia roztacza si wci ten sam, spustoszony atomowym ogniem krajobraz.
- Wody - Arskane przecign spuchnitym jzykiem po spierzchnitych wargach.
Tak liczne wczoraj kaue i strumyki znikny bezpowrotnie, wchonite byskawicznie przez spkan ziemi. Fors opar olbrzyma o najblisz, dajc nieco cienia ska i sign po manierk. Prbujc opanowa drenie rk, aby nie uroni kropli bezcennego pynu, wycign powoli naczynie w stron chorego, ktry pprzytomnym wzrokiem ledzi w napiciu kady jego ruch, a gdy uzna, e manierka jest dostatecznie blisko, sign po ni gwatownie. Po rku popyna struka wody. Srebrzyste krople, jedna po drugiej, odryway si od wzniesionego okcia, wypeniajc niewielkie zagbienie skay. Fors popatrzy smutnie na roztrwoniony skarb, nie odway si jednak wypi cieczy, ktra zetkna si ze skaon ziemi.
Poczeka, a Arskane pocign dwa yki, po czym przemoc odebra mu manierk, co na szczcie nie byo trudne, gdy owca opad z si do tego stopnia, e mona byo nim kierowa. Przypinajc bukak do pasa patrzy pod nogi i tylko dziki temu dostrzeg co, co wprawio go w najwiksze zdumienie.
Z plamy rzucanego przez zwilon ska cienia pezn w kierunku rozlanej wody jaki obcy ksztat. Ciemnozielon powierzchni pstrzyy gsto rozrzucone rudo-te ctki, na widok ktrych, powodowany odwieczn niechci czowieka do gadw, chopak wznis stop, zamierzajc rozgnie znienawidzon mij. miertelny cios nigdy jednak nie spad, gdy w ostatniej chwili spostrzeg, e ma przed sob nie wijce si ciao wa, lecz dug odyg niezwykej roliny. Spaszczony koniec pdu pi si w gr, zataczajc niewielkie pkola, a gdy sign grnej krawdzi skay, skrci ostrym ukiem, pograjc si w resztkach wilgoci. Teraz z ukrycia wysuna si caa rolina i Fors ujrza trzy sztywne, misiste licie, otaczajce wysoki, centralnie umieszczony, zwieczony czerwon bulw odrost. Wessawszy ostatni kropl, odyga uniosa si i rozpocza wdrwk w odwrotnym kierunku, a zupenie znikna wrd lici, a cao wrcia na swe poprzednie miejsce w cieniu. Ponownie zapanowa bezruch i gdyby nie ciemniejcy obok wygbienia wilgotny lad, mona byo by pomyle, e to wywoane przez gd i pragnienie przywidzenia.
Wic jednak w Krainie Wybuchu istniao ycie, zdumiewajco obce, ale zawsze ycie. Co prawda, dotychczas styka si jedynie z takimi formami ycia rolinnego, w ktrych korzenie tkwiy nieruchomo w glebie, lecz owa dziwna odmiana wegetacji natchna go nadziej - skoro na atomowej pustyni istniao ycie, wdrujce w poszukiwaniu poywienia, czy ludzie mogliby sta nieruchomo w miejscu?
Umiechn si - myl wydaa mu si bardzo dowcipna, powtrzy wic j Arskane'owi, ten jednak mrukn tylko co niezrozumiale.
Koszmarny marsz zdawa si nie mie koca. Fors ostatkiem si posuwa si do przodu, z uczepionym jego ramienia, pprzytomnym Ars-kane'm. Raz po raz musia przystawa i podrywa na nogi osuwajcego si owc. Idc, wybiera sobie jaki punkt orientacyjny - samotn ska, lub szczeglnie du wydm, dziki czemu mia jeszcze jakie takie poczucie odlegoci i kierunku. Za kadym razem, gdy osign upatrzony drogowskaz, spoglda z nadziej na horyzont, a widzc wci te same, beznadziejnie te skay, obiera nastpny znak, a jeszcze potem nastpny...
Czasami, w zalegajcych pod cianami niebieskoczamych pachetkach cienia, dostrzega lekkie poruszenie. Zmczony nie chcia zastanawia si, czy napotka koloni poszukujcych wody rolin, czy te moe innych mieszkacw tego pieka, zreszt byo mu to zupenie obojtne. Wane byo jedno - cay czas i przed siebie, i i wierzy, e gdy wejd na kolejne wzniesienie, ujrz w dole bujn ziele zdrowego wiata.
Od czasu do czasu w zasigu wzroku pojawiaa si Lura. Jej zazwyczaj lnice futro byo zmierzwione i brudne. Kot podbieg bliej, szed obok kilka krokw, po czym nikn w oddali, jak zawsze czujny i jak zawsze zajty wasnymi sprawami. Jeli nawet komu udao si odnale ich trop, nie zbliy si na niebezpieczn odlego.
Arskane porusza si z coraz wiksz trudnoci. W pewnym momencie zachwia si i runby jak dugi, gdyby Fors nie podpar go ze wszystkich si. Wkrtce potem sytuacja powtrzya si, tym razem jednak chopak nie utrzyma ciaru bezwadnego ciaa i obaj wyldowali na piasku. Chcc pobudzi towarzysza do dalszego wysiku, skropi mu twarz wod i przytkn do ust manierk. Kuracja poskutkowaa, lecz pochona reszt drogocennej cieczy. Pozostaa im ju tylko nadzieja.
Weszli w labirynt wskich paroww. Kluczc w poszukiwaniu wiodcego w obranym kierunku przejcia, zgity wp Fors, krok po kroku cign za sob ciemnoskrego owc. Gdy przystan, aby zetrze zalewajcy oczy pot, odruchowo spojrza przed siebie, a to, co zauway sprawio, e ciaem jego przebieg potny przywracajcy siy dreszcz. Rozgorczkowanym umysem targna naga wtpliwo. Co si stanie, jeli to pomyka, jeszcze jedno zudzenie? Byo przecie ju prawie ciemno.
Popatrzy jeszcze raz. Nie, teraz ju mia pewno. W oddali koysay si wierzchoki drzew i wzruszony pomyla, e czerniejce na tle wieczornego nieba gazie nigdy jeszcze nie wyglday tak piknie. Zarzuci rce chorego na barki, odrzuci uk, koczan i worek, po czym, nie zwaajc na bl i zmczenie, pomkn w stron zbawczej zieleni.
Pniej, po zdajcym si trwa tygodnie biegu, lea wtulony w zwyczajn, mikk ziemi i, zamknwszy oczy, wciga gboko przepojone wilgotnym zapachem lici powietrze. Nadlecia wieczorny wiatr, wpad midzy drzewa z szumem poruszajc ich ywymi, zielonymi limi. Odgos ten wyrwa go z bogiej zadumy. Podnis gow i popatrzy dokoa. Arskane lea tam, gdzie go zostawi, w midzyczasie przewrci si tylko na plecy. owca spa
- widzia, jak zakryte powiekami oczy wykonuj szybkie ruchy.
Fors ciko westchn. Przed nastaniem nocy musi wrci po uk i worek. Zacisn zby, aby nie krzycze, gdy zmusi obolae ciao do ruchu. Zrobi par krokw i natenie blu zelao. Rozejrza si troch przytomniej. Nigdzie nie mg dostrzec Lury. Byo to nieco dziwne, przypomnia sobie, e ostatni raz widzia j koo poudnia. Nie mia jednak czasu na dusze namysy. Musi odzyska worek. Przecie kryy si w nim ostatnie dowody, potwierdzajce istnienie miasta.
Krcio mu si w gowie, gdy, z trudem przebierajc grzzncymi w piachu nogami, ruszy wzdu pozostawionej wczeniej linii ladw. Nawet, jeli zapadn kompletne ciemnoci, potrafi odnale drog powrotn.
Wok niego zamkny si ciany pierwszego wwozu. Obejrza si do tyu, lecz z miejsca, w ktrym sta, widzia tylko korony drzew. Robio si coraz ciemniej, powinien si...
Eksplodujcy w gowie tpy bl przerwa t myl. Czu, e pada i prbowa wycign rce, aby zagodzi zderzenie z ziemi. Nim jednak zdy cokolwiek zrobi, odczu odlegy wstrzs. Przez chwil patrzy bezmylnie w niebo, a zaraz potem zapad w bezdenn czer.
Najpierw pojawi si pulsujcy, rozsadzajcy gow bl, a w chwil pniej niejasna myl, e kto go uderzy. Czarna zasona cofna si wtedy
- dotaro do niego, e jest w ruchu, a kady wstrzs odzywa si w jego gowie zwielokrotnionym, grzmicym echem, rozbijajc na kawaki nieskadne, gorczkowe obrazy. Gdy podr dobiega kresu, ponownie znalaz si na ziemi, tukc do krwi ebra i okcie o gsto rozsiane odamki ska. Rzucono go na niewielk pochyo, zacz wic stacza si ze zbocza, dopki zatykajcy oddech kopniak w bok nie zatrzyma go na dobre. Poczu odraajcy, mdlcy smrd i przytomniejc do reszty poj natychmiast, w czyich znalaz si rkach. W dalszym cigu lea bezwadnie z zamknitymi oczami, chcc, aby przeladowcy jak najduej sdzili, e jest nieprzytomny.
By skrpowany. Nie mg rusza zwizanymi w kostkach nogami, a wykrcone na plecy rce byy ciasno owinite wpijajcym si w ciao rzemieniem. Fors czu, e zdyy ju zdrtwie i z kad chwil zdawa sobie coraz lepiej spraw z wasnej bezradnoci. Mg tylko nasuchiwa i prbowa zgadn, czym zajmuj si jego oprawcy. Z panujcego zamieszania domyli si, e przygotowuj obozowisko na noc. Sysza gone chrzknicia, chrobot trcych o tward skr pazurw, a po chwili, poprzez unoszcy si wok obrzydliwy odr, przebi si niky zapach dymu. Zaintrygowany omieli si zerkn spod lekko uchylonych powiek.
Bestiom udao si roznieci niewielki pomie i teraz podsycay go kpkami zrywanej na zboczach dolinki ostrej trawy. Jedno ze stworze wkroczyo w krg wiata, obadowane narczem znanych ju Forsowi rolin i natychmiast cisno je w ogie. Twory owe yy jeszcze, tote gdy tylko poczuy morderczy ar, usioway przed nim uciec. Rozpezy si we wszystkich kierunkach, nie miay jednak szans, wobec znacznie szybszego przeciwnika, ktry wprawnymi ruchami podnosi jedno po drugim ku pokym kom, z gonym pomrukiem zadowolenia miady nimi czerwone bulwy i wyssawszy ca wilgo, odrzuca zwiotczae szcztki na ogie. Fors z trudem przekn lin - czy spotka go taki sam los?
Krztajca si opodal Bestia obrcia si ze zwierzc szybkoci, przez chwil obserwowaa uwanie cian parowu, po czym byskawicznie pochylia si chwytajc szponiast doni jakie niewielkie, wyrywajce si z przenikliwym piskiem zwierz. Zadowolony z siebie myliwy wrci do ognia, aby pochwali si zdobycz. Po drodze zatrzyma si przy sterczcej samotnie skace i kilkakrotnie uderzy o ni rozpaczliwie miotajcym si ciaem, a nieruchome zwiso mu w doni. Swym sukcesem wzbudzi zazdro kompanw, ktrzy rozbiegli si wrd zalegajcych dno doliny ska, roztrcajc z szelestem suche zarola.
Ze znajdujcego si za plecami Forsa rumowiska dobieg delikatny odgos, jakby co maego przemykao si midzy kamieniami. Domyli si, e nieznane zwierzta, ktrych musiao by w okolicy wicej, szukay schronienia przed okrutnymi owcami. Bestie skoczyy wanie przeczesywanie dolinki, zbiy si w lun gromad i, gono komentujc przebieg poszukiwa, ruszyy z powrotem w stron ogniska. Pochd zamyka najwolniejszy osobnik, ktremu nie udao si nic schwyta, zorzeczy wic zniechcony, z wciekoci zrywajc mijane po drodze trawy. Gdy zdobycz zostaa uoona na kamieniach. Fors po raz pierwszy mg przyjrze si jej dokadniej, a wwczas okazao si, e s to jaszczurki - podobne do tych, jakie od dziecka obserwowa, wygrzewajce si na socu wrd zaamkw ska. Zastanawiajcy by tylko ten ksztat gowy - nim jednak zdoa uchwyci szczegy, nabite na patyk tuszki zawisy nad ogniem.
W obozie krztay si cztery Bestie. Nie wiedzia, czy reszta pocigu wycofaa si, czy te, co byo bardziej prawdopodobne, oddzia rozdzieli si, jednak nawet ta czwrka stanowia przeszkod nie do pokonania.
Korzystajc z chwili spokoju, zacz obserwowa swych przeladowcw. Byli mniej wicej jego wzrostu, lecz przeraliwa chudo poruszajcych si chwiejnie na patykowatych nogach cia sprawiaa, e wydaway si znacznie wysze. Szar, mocno opit na sterczcych kociach skr, pokryway due, przypominajce usk gruza, za jedyn odzie stanowiy strzpy owinitych wok bioder brudnych szmat. Najstraszniejsze byy bez wtpienia twarze.
Fors zmusza si do patrzenia, chcc utrwali w pamici kady szczeg. Stara si potraktowa obraz w miar moliwoci obiektywnie, odrzucajc wywoane potwornymi rysami obrzydzenie. Gowy Bestii w oglnym zarysie przypominay ludzkie, jednake szczegy skadajce si na cao - oczy gboko ukryte pod grubymi komi czaszki, wyduone szczki, ponad ktrymi dwa niewielkie otwory kazay domyla si nosa oraz ostre, mocne ky, ktrych wska smuka warg nigdy nie przesaniaa do koca - tchny obcoci, byy w jaki przeraajcy sposb zwierzce. Poczu, jak wosy je mu si na gowie - przecie zna te ksztaty. To, co widzia, to przecie nic innego, jak tylko powikszone do przeraajcych rozmiarw, zdeformowane szczurze pyski.
Trzs si cay, nie mogc zapanowa nad miotajcym si w rodku strachem. Nagle sta. Gdzie z tyu stoczy si kamie, potem drugi. Kto schodzi zboczem, nie prbujc ukry swej obecnoci. Po chwili co nim szarpno, usysza guche tpnicie, jakby na piasek spad ciki przedmiot, a jego ciao zetkno si ze zmierzwionym futrem. Kroki ucichy w oddali, wic omielony spojrza na nowego jeca.
Tu obok ze wzrokiem poncym bezsiln wciekoci, ze sptanymi rzemieniem apami i zacinit na szczkach ptl leaa Lura. Poruszaa nerwowo ogonem, lecz gdy tylko ich oczy spotkay si, odzyskaa spokj. Fors podj rozpaczliwe wysiki, by zbliy si do zwierzcia, jednak wprawnie zaoone wizy nie pozwalay na najmniejszy ruch.
Do grupy przy ognisku doczyy jeszcze dwie Bestie i teraz wykcay si o swj przydzia ywnoci, napotykajc ze strony wczeniej przybyych jedynie na drwiny, a wreszcie ktra warkna krtki rozkaz i wtedy, bez dalszej zwoki, wydzielono im skpe racje misa. Zjedli w milczeniu, a gdy przywdca skoczy, wytar z grubsza swe krogulcze palce o udo, po czym przystpi do ogldzin zoonych przed nim przedmiotw.
Fors rozpozna swj uk. Bestia uderzya kciukiem w ciciw, budzc wysokie brzczenie napitej linki. Zdumiona, przysuchiwaa si chwil, widocznie jednak dwik nie spodoba si jej, gdy dziko wyjc zamaa drzewce i cisna je w ogie. Potem przysza kolej na koczan, lecz zanim powdrowa w lad uku, strzay zostay przejrzane, a ich stalowe groty uamane i odoone na oddzielny stosik. Gdy stworzenie signo po ostatni zdobycz - worek Gwiadzistego, Fors odruchowo zagryz doln warg, czujc, jak na jzyk spywa mu son struk krew. Bezcenne przedmioty znalazy si na piasku, skd sztuka po sztuce nikny w pomieniach. Mapa, dziennik, wszystko, oprcz maych figurek z muzeum, ktre zdaway si fascynowa wodza Bestii.
Zbadawszy w ten sposb upy, stworzenie skierowao si z kolei ku jecom. Fors lea bezwadnie, ca si woli zmuszajc si do rozlunienia wszystkich mini. Ponownie zadany z zapierajc dech si kopniak oddzieli go od Lury, wtaczajc w krg rozwietlany pomieniem ogniska. Nadludzkim wysikiem stara si opanowa gniew i ogarniajce go coraz bardziej mdoci, czujc, jak ohydne, szorstkie apy zdzieraj ze ca odzie i obmacuj ciekawie jego ciao. Co spotka go za chwil, n, czy moe raczej uderzenie, na tyle mocne, by rozupa skoatan gow? Mijay nie koczce si sekundy, podczas ktrych nic si nie dziao. Cho trudno mu byo w to uwierzy, pozostawiono go tymczasem w spokoju, cae zainteresowanie przenoszc na Lur i teraz ona przechodzia szczegowe badania.
Kto chwyci za krpujcy nadgarstki rzemie, szarpn energicznie za tak zaimprowizowany uchwyt, a gdy Fors ruszy z miejsca, zdzierajc skr ^ grzbietu na ostrym wirze, pocign go na poprzednie miejsce. Mijajc Lur widzia jej pr꿹ce si gwatownie ciao - wszystko burzyo si w kochajcym wolno kocie przeciwko takiemu traktowaniu. Wkrtce potem leeli znowu razem, mocno przycinici do siebie.
Fors zasn. Gdy si ockn, z nieba sczyo si szare wiato przedwitu.
Przy niewielkim ognisku sennie koysa si skulony stranik, reszta spaa gboko, zwinita w kbki.
Chopak nie da si zwie pozornym spokojem. Co go zaalarmowao, nasuchiwa wic w napiciu, a dwik si powtrzy. Nie czeka dugo
- spomidzy ska nadbieg znany odgos - sysza go wieczorem i teraz nie mia ju wtpliwoci, e wrd kamieni przemykay liczne jaszczurki. Zacz zastanawia si, dlaczego zwierzta zdecydoway si na powrt w tak niebezpieczne miejsce. W miar, jak robio si coraz widniej, dostrzega coraz wicej szczegw i w pewnej chwili zauway, co otaczao ciany dolinki. Tarasy, setki tarasw, niektre kilkucalowe, inne - szerokie na par stp
- niezliczonymi stopniami piy si ku grze. Starannie zbudowane, o cianach wyoonych niewielkimi kamykami, wypeniay kady, nawet najmniejszy skrawek gruntu. Utworzone w ten sposb mae poletka porastaa trawa, ktr Bestie podsycay swoje ognisko. W cigu nocy ogoociy niemal poow zasieww. Nawet teraz, gdy patrzy, stranik wrci z narczem odyg zerwanych z dwch kolejnych dziaek.
Jaszczurki i tarasy - czy s ich dzieem? A te czarne dziury, rozmieszczone wzdu najwyszego krgu, co si w nich kryje? Pozna odpowied, gdy w jednym z otworw ukazaa si pokryta nisk gowa z wyrastajcym z czoa szerokim grzebieniem, a osadzone w niej byszczce oczy uwanie wpatryway si w najedcw.
Wiedzc ju, czego szuka. Fors podnis wzrok na grn krawd kotliny. Gowy. Gowy wychylay si co chwila z nor, spoza wikszych kamieni, czy wyszych fragmentw tarasw, aby w razie najmniejszego podejrzenia znikn z gadzi szybkoci. Poruszay si niemal bezszelestnie, ksztatem i barw tak zlane z otoczeniem, e tylko kto, kto wiedzia, czego si spodziewa, mg je zauway.
O ile zaskoczone nocn napaci jaszczurki umkny, to teraz wracay ze znacznymi posikami. C jednak mogy zdziaa te najwyej dwu-dziestocalowe zwierzta, wobec siy Bestii, ktre byy w stanie zama im kark dwoma palcami. Wszystko wskazywao na to, e zebrana armia pjdzie w rozsypk, miadona stopami nielicznego, lecz potnego przeciwnika. Jednak mae gady nie wydaway si by tym poruszone, jakby nie zdaway sobie sprawy z niekorzystnego pooenia.
W d zbocza ruszyo kilku zwiadowcw. Od czasu do czasu Fors dostrzega smuke ksztaty, byskawicznie pokonujce przestrze midzy jednym a drugim ukryciem, cigle w d, w stron wroga. W pewnej chwili dostrzeg co, co zupenie nie miecio mu si w gowie. Z umieszczonej na przeciwlegej cianie doliny nory wyszo kilkanacie jaszczurek. Nie czyniy zbdnego haasu, ale te nie prboway si ukry, miao schodzc w kierunku Bestii. Przystany dopiero na skraju pola, do ktrego nie dotarli jeszcze najedcy. Zdumiewajce byo, e poruszaj si na zadnich nogach w jakiej nieprawdopodobnej parodii ludzkiego kroku, niosc co troskliwie w krtszych przednich koczynach. Zwierzta weszy w gb zaroli i przy- ^ stpiy do pracy. Fors zapragn przetrze oczy. Jaszczurki zryway traw, ukadajc porzdnie dba i zbierajc je w sterty. Pracoway szybko i spokojnie, adna nie spojrzaa w d, jakby nie dostrzegay wok siebie niczego niezwykego.
Chopak chcia poderwa si na nogi, aby krzykiem ostrzec pracowite stworzenia: niech ukryj si, zanim zostan dostrzeone przez okrutne Bestie. Z drugiej strony pamita o zgromadzonej wok kotliny ponurej armii. Potem zacz mu si ukada plan przypuszczalnego dziaania obrocw, wic podniecony unis gow, chcc lepiej widzie rozwijajce si wok wydarzenia.
Przynta! Uwijajce si na polu jaszczurki byy po prostu przynt. Przez chwil zastanawia si, czy nie pad ofiar szalestwa, jednak wymowa faktw bya jednoznaczna. Pokryci usk niwiarze doskonale orientowali si w swoim pooeniu - byli bohaterami szczepu, ktrzy, najprawdopodobniej dobrowolnie, zgodzili si obsadzi teras w charakterze wabika. Przez gow przemkna mu smutna myl, e wszystkie te pene powicenia zabiegi i straty, ktrych wielkoci nie potrafi nawet przewidzie, pjd w kocu na mam.
Stranik ziewn, splun w ogie i leniwie si przecign. Nagle uwag jego przycign ruch na jednym z tarasw. Warkn zaskoczony, odsaniajc w grymasie poplamione, te ky, po czym szturchacami zacz budzi najbliszego ze picych. Pocztkowo wyrwana ze snu Bestia okazywaa wyran zo, lecz na widok maych rolnikw szybko stara z oczu resztki snu i przystpia do dziaania. Spod stp zebraa gar kamieni wielkoci woskiego orzecha, podzielia si nimi ze stranikiem, po czym obie rozpoczy zaskakujco celn kanonad. Dwie jaszczurki od razu pady, a wywoany sukcesem ryk triumfu poderwa na nogi reszt obozu. Fors nie mia wtpliwoci, e dzielne stworzenia poruszay si w kie' runku schronienia wolniej, ni byy w stanie. Ze cinitym sercem patrzy, jak jedna po drugiej jaszczurki gin, przed osigniciem bezpiecznych nor. W pewnej chwili dotaro do niego, e jego mimowolni sprzymierzecy nie zamierzaj ucieka. Spokojnie, z godnoci oddawali ycie za powodzenie jakiego skomplikowanego planu.
Nie mg duej patrze na okrutn rze, obrci wic gow ku przeciwlegej cianie doliny. Po chwili dostrzeg poruszenie wrd traw - odygi rozchyliy si lekko, a z przewitu wystrzelia ku niebu maa kulka, ktra po krtkim locie opada na ziemi w pobliu obozowego ogniska. Teraz oyo cae zbocze, zasypujc dno parowu gradem brzowych kulek, kolorem tak zblionym do barwy podoa, e z chwil, gdy znalazy si wrd luno rozrzuconych kamieni, stay si niemal niewidoczne. Jedna z nich spada na pask ska, odbia si od niej i znieruchomiaa w pobliu, dziki czemu mg przekona si, czym byy w istocie.
Na pierwszy rzut oka wydawao si, e ma przed sob kulisty, wykonany z gliny przedmiot. Tylko tyle. Przyjrzawszy si dokadniej, odkry jeszcze pokrywajce gsto ca powierzchni niewielkie ciemi. Czemu miao to ' suy? Jeli byy to pociski, majce rani Bestie, dlaczego wystrzelono je, gdy agresorzy znajdowali si w drugim kocu doliny? Zastanawia si nad tym, patrzc na wesoy powrt obadowanych martwymi jaszczurkami zwycizcw.
Pomimo przepeniajcej go odrazy nie potrafi pokona gwatownego skurczu godnego odka, gdy w powietrzu rozszed si zapach pieczystego. Bez skutku usiowa przypomnie sobie ostatni posiek, czujc, jak gdzie w rodku narasta bolesne ssanie, mia jednak jeszcze na tyle rozsdku, e nie prbowa zwraca na siebie uwagi drapienikw zajtych rozszarpywaniem na wp surowego misa.
Jedna z Bestii, sigajc po kolejn jaszczurk, krzykna nagle i wyrwawszy co z ramienia, odrzucia ze zoci. Bya to kolczasta kulka obrocw, ktr niebacznym ruchem ucztujce stworzenie wbio sobie w rk.
Fors wpatrywa si w napiciu, liczc na jak sensacj, wygldao jednak na to, e poza chwilowym blem, kolce nie wywoay adnej szkody. Widzia, jak na zjeone kolcami kulki nadepno dwch dalszych najedcw. Ten, ktry wybra si na poszukiwanie nowej porcji rolin, zwrci jego szczegln uwag, gdy w drodze powrotnej zaczo si z nim dzia co dziwnego. Szed powoli napitym krokiem, przystajc czsto i potrzsajc wsk gow. Po chwili cign doni po oczach, prbujc jakby zetrze przesaniajc je mg.
Horda koczya posiek. Ugasiwszy pragnienie. Bestie pozostawiy pitrzcy si przy ogniu stos dokadnie wyczyszczonych koci, ca uwag skupiajc z kolei na pojmanych. A wic to ju. Twarz Forsa wykrzywi grymas. Patrzy na zbliajce si stworzenia, a pami cay czas podsuwaa mu obraz wbijanej ywcem na roen, rozpaczliwie piszczcej jaszczurki o poamanych apkach. Otoczy go ciasny krg rozweselonych biesiad istot. Przez jaki czas zabawiay si kopaniem i poszturchiwaniem jeca. Z siy ciosw wywnioskowa jednak, e przynajmniej na razie nie zamierzaj go zabi. Co wicej, sam przywdca z jego wasnym noem w garci pochyli si nad skrpowanymi nogami, chcc najwyraniej rozci rzemie, w czym niespodziewanie przeszkodzi mu gony ryk najbliszego ssiada, ktry z pian w kcikach ust zacz szarpa kami wasne rami. Wyrwa wielki, krwawy pat ciaa i wyjc dziko pomkn ku wylotowi doliny. Warczc ze zdumieniem, reszta hordy pozostaa na miejscu, patrzc, jak ich kompan zgina si wp i krzyczc z blu pada w sam rodek ogniska.
Trucizna. Dopiero teraz Fors poj ca przebiego jaszczurek, warto powicenia maych niwiarzy. Kolczaste kulki byy zatrute. Trucizna dziaaa powoli, dlatego musia min pewien czas, zanim wystpiy pierwsze objawy. Czy jednak wszystkie Bestie zetkny si z cierniami?
Najduej y przywdca. Udao mu si dotrze niemal do skraju kotliny. Jego pazury z chrobotem dary ska, gdy usiowa przerzuci skrcone blem ciao poza krawd miertelnego kota. Nie da ju jednak rady. W pewnym momencie z gonym jkiem odchyli si w ty i potoczy w d zbocza, by znieruchomie dopiero na samym dnie, obok pozostaych uczestnikw pocigu.
Przez chwil wszystko trwao bez ruchu; a potem zbocza oyy, zapeniajc si mrowiem czerwono-brzowych jaszczurek, biegncych w stron martwych Bestii. Fors obliza spierzchnite wargi. Czy potrafi si z nimi porozumie, czy zechc uwolni go z wizw? Sam by przecie bezradny, od dawna straci czucie w skrpowanych rkach i nogach. Dugo si waha, nim postanowi zwrci na siebie uwag stoczonych wok zabitych Bestii stworze. W kocu sprbowa wmiesza si w radosny gwar piszczcych gosw, sam si jednak zdziwi, gdy usysza spomidzy wyschnitych warg wydobywajce si ochrype krakanie, w niczym nie przypominajce ludzkiej mowy.
Tym niemniej efekt by natychmiastowy. Wszystkie jaszczurki obrciy si w jego kierunku, poczu na sobie spojrzenia setek zimnych, obojtnych oczu. Kilka z nich podeszo bliej i pochyliwszy ku sobie zdobne w grzebienie gowy, radzio nad czym zawzicie. Doszy wreszcie do porozumienia, wrciy na poprzednie miejsca, a zaraz potem tum zafalowa i ruszy w jego stron. Fors unis nieco gow, a to, co zobaczy zmrozio go przeraeniem. Kady z nadchodzcych nis w obu czteropalcych apach gazie pene zowieszczych cierni.
Rozdzia 11
Zew bbnw
- Nie rbcie tego. Suchajcie, jestem waszym przyjacielem - bekota pprzytomnie Fors, lecz sowa te nie robiy na jaszczurkach adnego wraenia i milczcy, grony pochd nie przystan ani na chwil, podchodzc coraz bliej do miotajcego si czowieka.
A jednak zwierzta zatrzymay si. Na lecym za plecami Forsa zboczu rozleg si gony gwizd. Wygldao to tak, jakby jaki potny wdz wszystkich gadw okaza swe niezadowolenie z panujcego wok zamieszania. Syszc niezwyky dwik jaszczurki znieruchomiay natychmiast, wiele z nich z uniesionymi w poowie kroku apami. Widlasto rozdwojone jzyki zaczy nerwowo migota pomidzy rozchylonymi wargami, a wieczce gowy strzpiaste grzebienie wzniosy si sztywno, nabrzmiae ciemn czerwieni.
Na stoku zagrzechotay kamienie. Fors rozpaczliwie wykrci szyj, chcc zobaczy, kto, lub co podao zboczem. Ruchy Lury stay si bardziej gwatowne, wic ponownie zacz zastanawia si, czy zdoa pod-pezn do lecego opodal noa. Cho rce mia spuchnite i bez czucia, to moe udaoby si powoli przeci krpujce kota rzemienie.
Ze stada wysuna si naprzd samotna jaszczurka. Miaa przy sobie kolczast wczni, lecz by to najwyraniej tylko rodek bezpieczestwa, a celem zwierzcia nie byo umiercenie jeca, gdy po kilku krokach przystana, jej pokryte nisk gardo rozszerzyo si i zadrgao wysyajc w przestrze wiszczc odpowied. Z gry nadszed kolejny gwizd, a zaraz potem usysza gono wypowiedziane sowa, od ktrych serce jak oszalae zaczo mu omota w piersi.
- Czy moesz si ruszy?
- Nie. Uwaaj. Na ziemi peno jest kulek z zatrutymi cierniami.
- Wiem - odpowied bya natychmiastowa. - Le spokojnie. Arskane gwizdn po raz trzeci. Jaszczurki cofny si, pozostawiajc na stray jedynie czujnego przywdc. Po chwili Ciemnoskry by na dole, pochylony przecina pta obojga pojmanych. Pracowa szybko, w milczeniu, jakby nadal grozio im jakie niebezpieczestwo. Fors sprbowa dwign si na zesztywniaych ramionach. Dla pozbawionych przez dugi czas dopywu krwi mini by to nadmierny wysiek, tote drce ugiy si, a chopak wyldowa twarz na kamieniach podoa.
- Nie dam rady. - Arskane ju by przy nim, rozciera spuchnite stawy przywracajc krenie, lecz cho robi to delikatnie, wywoywany bl by tak silny, e Fors musia ze wszystkich si zaciska zby, aby nie krzycze. Po zdajcych si trwa godzinami torturach Arskane podnis go na nogi i popchn w stron zbocza.
- Wa na gr.
Polecenie wydane byo naglcym, niespokojnym gosem, tote chopak niezwocznie rozpocz wchodzenie, nie baczc zupenie na towarzyszcy kademu ruchowi bl. Daleko z przodu widzia wyrywajc wielkimi susami Lur. Nie traci czasu na ogldanie si za siebie, wiedzia, e nie moe trwoni si, jeli chce podoa temu zadaniu.
Gdyby stromizna bya wiksza, nie poradziby sobie. Przecie i tak Arskane chwyci jego do i cign przez ostatnie nierwnoci. Na ramieniu owcy koysa si pas Forsa, z tkwicymi w pochwach mieczem i noem. Chopak ucieszy si na myl o odzyskaniu ulubionej broni - mia teraz tylko j.
aden z nich nie odezwa si najmniejszym sowem. Poruszali si w miar szybko tylko dziki temu, e cay czas Arskane go podtrzymywa. Pod stopami poczu traw, a gdy na wysuszon skr pady krople wody, osun si bezwiednie na ziemi, ostatnim przebyskiem gasncej wiadomoci pojmujc, e oto nareszcie jest wolny.
Nie wiedzia, ile czasu mino, zanim oprzytomnia na tyle, aby zda sobie spraw, e Arskane usiuje wla mu w gardo jaki apetycznie pachncy wywar. Wypi apczywie wszystko, po czym, zamknwszy oczy, zapad w gboki sen.
- W jaki sposb udao ci si nas stamtd wycign? - lec przy ogniu zapyta Fors wiele godzin pniej. Spoczywa na niezwykle mikkim posaniu z paproci i zeschych lici, podczas gdy Arskane zajty by wygadzaniem krtkiego drzewca myliwskiej wczni.
- Gdy Bestie zginy, sprawa staa si cakiem prosta. Nie ma w tym adnej przechwaki, bracie. - Biae zby zwiadowcy bysny zabawnie na tle ciemnej twarzy. - Gdyby yy, historia mogaby skoczy si zupenie inaczej. Kiedy ocknem si na skraju lasu i stwierdziem, e nie ma ci w pobliu, pomylaem najpierw, e wyruszye na poszukiwanie ywnoci i wody. W miar, jak rozgldaem si wok, mj niepokj zacz narasta. Okolica roia si od tustych, gupich krlikw, w pobliu pyn strumie. Bez trudu zaspokoiem gd i pragnienie, a wtedy nadeszo przewiadczenie, e nie zostawiby mnie samego na tak dugi czas. Co si musiao sta, ruszyem wic z powrotem naszym ladem...
Fors przyglda si zoonym na piersi rkom, purpurowosinym, wci jeszcze krwawicym i targanym bolesnymi skurczami.
- Co by si stao, gdyby Arskane, nie wrci?
- To byo rzecz dziecinnie atw. W pewnej chwili znalazem miejsce, gdzie Bestie zaczaiy si na ciebie. Wygldao na to, e nie prboway nawet zamaskowa ladw swej obecnoci, co wiadczyoby o ich pewnoci siebie i braku jakichkolwiek podejrze. I tak, idc spokojnie za nimi, trafiem w kocu do doliny jaszczurek.
- Jakim cudem udao ci si je zatrzyma?
Olbrzym odoy na bok wygadzone drzewce, ca uwag skupiajc na wybranych wczeniej ze struyn kamykach. Oglda je uwanie, way "w doni, po czym odkada na jeden z dwch stosikw.
- Z plemieniem jaszczurek zetknem si ju wczeniej na ziemi, ktr zamieszkiwalimy, zanim zadray gry. Pewnego roku przekroczyy pustyni i osiedliy si w wwozie, odlegym od naszej wioski o p dnia marszu. Zdumiay nas swym zachowaniem, wic czsto chodzilimy popatrze na nie z daleka. W kocu zaczlimy z nimi nawet handlowa - w zamian za kawaki metalu otrzymywalimy wygrzebane z ziemi niebieskie kamyki, z ktrych nasze kobiety chtnie sporzdzay naszyjniki. Nie mam pojcia, co im powiedziaem. Staraem si naladowa ich mow i myl, e twoje uwolnienie zawdzicza naley przede wszystkim zaskoczeniu tych stworze. Dlatego dobrze si stao, e opucilimy to miejsce jak tylko mona byo-najszybciej. Zatrute kulki to ich najstraszliwsza bro. Widziaem kiedy, jak uyway jej przeciw szakalom i wom. Najbardziej ze wszystkiego plemi to pragnie, aby zostawi je w spokoju.
- Tak bardzo przypominaj ludzi - Fors opowiedzia o niwiarzach i powiceniu, jakie uczynili dla dobra plemienia. Arskane wybra trzy zblione ciarem i ksztatem kamienie.
- Czy moemy zatem odmwi im prawa do tej doliny? Czy nas samych sta by byo na podobne bohaterstwo?
Fors patrzy zdumiony, jak Ciemnoskry z cienkich paskw krliczej skry splata wok kadego kamyka mocn siatk. Wprost nad gow mia przewit w gstym listowiu. Lec-na plecach widzia bkitne niebo ze skrawkiem przepywajcej biaej chmury. Byo pogodnie, lecz dzisiejszy ranek po raz pierwszy tchn chodem - najlepszy znak, e lato si koczy. Wkrtce trzeba bdzie wraca do Eyrie.
Przypomnia sobie, co stao si z workiem Gwiadzistego i na myl o tym spuchnite palce zacisny si a do blu. Teraz ju nie mia po co wraca do grskiej osady. Z chwil, gdy Bestie zniszczyy zebrane dowody, przegra sw szans powrotu do klanu. Zostao mu tylko to, co Arskane zabra z doliny - n i miecz.
- Dobrze.
Fors by zbyt przejty, aby odwraca gow i przekona si, co wywoao nut zadowolenia w gosie towarzysza. Ostatecznie Arskane nie musia si o nic martwi. Pjdzie na poudnie, odnajdzie swoje plemi i zajmie nalene mu miejsce wrd swego ludu.
- Teraz z ywnoci nie powinnimy mie problemw, bracie - Fos niechtnie spojrza w jego kierunku.
owca sta na lekko ugitych nogach, wysoki i silny, a nad jego gow szybko wirowa cakiem bezuyteczny wedug Forsa przedmiot. Na trzech poczonych wsplnym wzem rzemieniach obracay si ujte w siatki z krliczej skry, kamienie. Widzc zdumion min towarzysza, owca rozemia si.
- Idziemy na poudnie. Gdy znajdziemy si na Rwninach, przekonasz si, e jest to bardzo przydatna zabawka. Ha, oto i nasz obiad.
Pojawia si Lura z prosiciem w pysku. Z niemal ludzkim westchnieniem zoya ciar przy ogniu, sama za pooya- si w pobliu, bacznie obserwujc wiartujcego miso Arskane'a.
Trzymajc w garci kawaek pieczystego. Fors zacz zastanawia si, czy jego los jest rzeczywicie tak beznadziejny, jak mu si wydawao. Bestie zginy. Moe poczeka, a odzyska siy i wtedy jeszcze raz wyprawi si do miasta lub jeli niezwocznie skieruje si do Eyrie to zdy poprowadzi wypraw, zanim nadejdzie zima. Obliza tuste palce i pogry si w planach. Arskane co piewa, a smutne tony przypominay melodi nucon przeze nad jeziorem. Lura oczycia apy, pomrukujc od czasu do czasu z zadowolenia. Zrobio si cicho i spokojnie.
- Musimy teraz rozwiza - nieoczekiwanie odezwa si olbrzym
- problem twego ubrania.
- To raczej ja musz go rozwiza - poprawi go sennie Fors.
- Niestety, cay mj strj pozostawiem jaszczurkom i musz powiedzie, e nie mam najmniejszej ochoty upomina si o swoj wasno. Arskane poprawi wzy nowej broni.
- Mylisz si. Wizyta w dolinie jaszczurek - przy zachowaniu ostronoci - moe by bardzo poyteczna. Fors usiad.
- Dlaczego?
- Pi Bestii zostao zabitych. Ile jednak weszo za nami do Krainy Wybuchu?
Chopak usiowa przypomnie sobie podpatrzon nocn narad. Nie potrafi powiedzie, ile sylwetek widzia wtedy w pmroku, jednak przeczucie podpowiadao mu, e byo ich wicej ni pi. A jeli tak byo w istocie, to nie powinni lee sobie beztrosko w pobliu skraju przekltej krainy. Czu si na tyle dobrze, aby oddali si przynajmniej na par mil od widocznej na horyzoncie spustoszonej ziemi.
- Mylisz, e jaszczurki mogy powikszy sw zdobycz? Arskane wzruszy ramionami.
- Teraz, gdy zostay ostrzeone, jest to cakiem moliwe. Dla nas jednak najwaniejsze s pozostae w dolinie rzeczy. Co prawda nie masz ju uku, lecz stalowe groty strza mog si nam przyda.
- Chcesz ryzykowa yciem, aby je odzyska?
- Moe - po czym zacz dokadnie wypytywa o zniszczone przez Bestie przedmioty.
- Straciem wszystko, co miao dla mnie jakkolwiek warto - Fors ze wzmoon si odczu sw bezsiln wcieko. - Porway i spaliy wszystkie notatki i mapy z worka Gwiadzistego.
- Pozostay jeszcze groty strza - nalega Arskane - te przecie nie spony. Cho namawiajc do powrotu Ciemnoskry mwi o strzaach, to zdecydowany upr z jakim do tego zmierza, kaza si domyla, e kieruje nim jaki ukryty zamiar. Chopak pomyla, e sam nie ma chci, ani potrzeby, aby jeszcze raz odwiedzi dolin jaszczurek, tote przez ca drog usiowa wybi z gowy Arskane'a ten niewczesny pomys. Dotarli do wzniesienia, z ktrego roztacza si widok na scen z niedawnych wydarze. Lur zostawili daleko w tyle, na skraju Krainy Wybuchu, gdy nie chciaa i dalej, gono protestujc przeciwko gupocie ludzi.
Stali nieruchomo i patrzyli w d na krztajce si jaszczurki, a widok by tak odraajcy, e Fors poczu, jak jego odek ogarniaj wywoujce torsje skurcze. Szybko przekn lin i zacisn w pici spuchnite palce, aby spowodowany tym bl odcign jego uwag. Jaszczurki okazay si nie tylko sprawnymi rolnikami, ale rwnie ywicymi si misem drapienikami, ktre swoje zwycistwo wykorzystay do powikszenia zapasw. Z dwch Bestii pozostay ju tylko lnice biel szkielety, a wok pozostaych kbi si gsty tum uzbrojonych w mae noyki zwierzt. Pomidzy nimi a prowadzcymi do nor ciemnymi otworami, kryy nieprzerwanie acuchy gncych si pod ciarem tragarzy.
- Spjrz na t ska po lewej - chwyt Arskane'a przej go blem, jednak posusznie popatrzy we wskazanym kierunku.
Pod spkan ska pitrzy si stos przernych przedmiotw, wrd ktrych Fors rozpozna resztki swych skrzni oraz pas, jaki zwyky nosi Bestie. Bardziej interesujce wyday mu si jednak ustawione w niewielkiej niszy, ponad przypadkowo zgromadzon stert, trzy poyskujce niebieskawo, krtkie supki, a raczej prciki o wysokoci nie przekraczajcej rozmiarw doni. Co mu przypominay, musia ju je gdzie widzie...
Ju wiedzia. To, co mia przed sob, nie byo niczym innym, jak tylko figurkami zabranymi do worka Gwiadzistego jeszcze w muzeum. Nie wiadomo, jakim zrzdzeniem losu poski zostay umieszczone na otarzu, a u ich stp zebrano rozliczne dary. Co sprawio, e tak szybko uznano je za wizerunki bogw?
Zastanawia si intensywnie, a nagle dozna olnienia.
- Arskane! Figurki w tamtej niszy zabraem ze sob z muzeum. a teraz, jak widzisz, jaszczurki oddaj im bosk cze.
owca pociera doni doln szczk w znajomym gecie zastanowienia. Po chwili sign do wiszcej u pasa sakwy, skd pogrzebawszy chwil, wydoby jeszcze jeden podobny posek.
- Myl, e stao si tak za przyczyn tego - palec Forsa dotkn gowy malekiej rzeby, w ktrej nieznany artysta ludzk sylwetk obdarzy pierzast gow drapienego ptaka.
- Jedna z tych figurek ma gow jaszczurki lub jakiego zwierzcia do niej podobnego.
- Masz racj. Wida to nawet std.
Arskane bez sowa zacz schodzi pochyoci zbocza, od czasu do czasu wydajc wiszczcy odgos, taki sam, jak wwczas gdy pieszy z pomoc uwizionym. Wrd jaszczurek zawirowao, przez chwil miotay si we wszystkich kierunkach, aby byskawicznie znikn wrd ska pozostawiajc opustoszae dno doliny tchnce cisz i zudnym spokojem.
Uzbrojony w nieodzown myliwemu cierpliwo, owca odczeka duszy czas, nim zagwizda ponownie. W dwch palcach wycignitej do przodu rki trzyma podobizn ptasiogowej postaci, ktra w sonecznym wietle lnia czystym, niebieskim blaskiem. Sposb okaza si skuteczny, gdy wkrtce potem z ukrycia wyoniy si pierwsze stworzenia.
Zbliay si ostronie, cay czas kryjc si wrd kamieni, tak, e tylko bardzo bystry obserwator mgby zauway ich ruchy. Fors z niepokojem spoglda na Arskane'a, ten jednak zatrzyma si na szczcie powyej usianego kolczastymi kulkami dna doliny. Pochyli si powoli, cay czas wycigajc przed siebie statuetk, a gdy bkitny kamie zetkn si z podoem wypuci go z palcw i wyprostowa plecy. Przez chwil patrzy przed siebie, po czym odwrci si i wycigajc nogi ruszy w gr stoku.
Posek przycign jaszczurki z magiczn si. Pokonujc lk, trzy z nich wyszy czajcym si krokiem na otwart przestrze i rozgldajc si szybko na wszystkie strony, jakby w obawie zasadzki, podeszy do ofiarowanej im rzeby.
Gdy najodwaniejsza dotkna podarunku, Arskane skierowa si w stron lecego pod otarzem stosu przedmiotw. Szed powoli, starannie badajc ziemi przed sob. Zdawa si w ogle nie dostrzega znieruchomiaych ze zdumienia mieszkacw kotliny, ktrych niespokojny wzrok towarzyszy najdrobniejszemu ruchowi olbrzyma.
Fors widzia, jak osignwszy przeciwleg cian owca przyklkn i powoli zacz przekada pitrzce si bezadnie rzeczy. W kocu podnis si z butami i reszt odziey w doni. Teraz musia pokona ca szeroko doliny. Niespiesznym krokiem wymija co chwila tkwice wrd kamieni jaszczurki, a gdy zrwna si z otaczajc statuetk grupk, przywdca chwyci w apki niebieski posek i w asycie dwch towarzyszy pomkn midzy skay. Nie zmieniajc tempa, Arskane dotar wreszcie na szczyt wzniesienia, a wwczas okazao si, e z czoa i policzkw spyway mu liczne krople potu.
Fors przysiad na najbliszym kamieniu, aby wcign buty na poranione stopy. Gdy ponownie stan na nogach, odruchowo spojrza w gb kotliny. Jej gospodarze cigle jeszcze kryli si wrd kamieni, lecz w skalistej wityni byszczay teraz cztery figurki.
Nastpnego dnia wyruszyli na poudnie, daleko w tyle pozostawiajc niezwyk Krain Wybuchu. Po caodziennym marszu znaleli si w otwartym stepie, wrd koysanych lekkim wiatrem, dojrzewajcych w socu pachetek zdziczaych zb.
Pokonujc niewielkie wzniesienie, Fors zatrzyma si w p kroku, gestem nakazujc towarzyszowi milczenie. Powiew wiatru przynis z oddali dwik zbyt saby i niski jak na grzmot, a rwnoczenie ukadajcy si w wyranie wyczuwalny rytm.
Arskane przystan rwnie. Suchajc w napiciu chopak uwiadomi sobie, e odgos ten nie jest mu obcy. By pewien, e dociera do nich dalekie bbnienie. Gdy powiedzia o tym Arskane'owi, ten rzuci si na ziemi i przytknwszy ucho do skay, zastyg w bezruchu. Niestety, w chwil potem wiadomo urwaa si. Ciemnoskry podnis si z zaspion twarz.
- I co? - niecierpliwie zapyta Fors.
- To byo wezwanie. Miae racj, syszelimy wielki bben mego plemienia. Wieci, jakie gosi s bardzo ze. Lud mj znalaz si w miertelnym niebezpieczestwie i teraz zwouje wszystkich zdolnych wada wczni. by wrcili i stanli do walki.
Arskane zawaha si i zamilk, co wykorzysta Fors, szybko podejmujc decyzja.
- O&zczepnik ze mnie aden, a teraz nie jestem nawet ucznikiem. Tym niemniej nadal mam przy pasie miecz, ktrym potrafi si posuy. Na co jeszcze czekamy?
- Jak daleko? - zada kolejne pytanie po kilku minutach szybkiego biegu.
Zamiast odpowiedzi Ciemnoskry przypieszy tylko kroku, narzucajc tempo znacznie bardziej odpowiadajce czworononej Lurze, ni utykajcemu czowiekowi.
- Nie wiem. Mog si tylko domyla. Na rwninie gos niesie si bardzo daleko.
Tego dnia jeszcze dwukrotnie ze strony odlegych wzgrz dobiego naglce dudnienie. Arskane wyjani, e wezwanie bdzie powtarzane do czasu, gdy wrc wszyscy zwiadowcy. Noc spdzili ukryci w niewielkim lasku. Powodowani ostronoci nie rozpalali ognia i po krtkiej drzemce ruszyli dalej, na dugo, zanim niebo rozjarzyy poranne zorze.
Jak dotd Fors nie straci orientacji, cho poruszali si po nowej dla niego ziemi, o ktrej nie wspomina aden z raportw Gwiadzistych. Przemierzajc Krain Wybuchu, oddali si tak bardzo od znanych z map terytoriw, e zacz si niepokoi. Czy zdoa wrci do Eyrie, tak jak to sobie cay czas planowa? Czy potrafi tam dotrze bez koniecznoci przechodzenia przez miasto? By to przecie rozlegy kraj, a bezpieczne szlaki wci jeszcze czekay na przetarcie.
Trzeciego dnia znaleli si nad przegradzajc drog rzek. Wedug Forsa bya to ta sama rzeka, ktr ju kiedy pokonywa. Niemal cay dzie pochono sporzdzenie tratwy, a gdy spucili j na wezbrane deszczem wody, prd porwa ich i unosi przez kilka mil, zanim bezpiecznie wyldowali na przeciwlegym brzegu.
Zblia si zachd soca. Znowu odezway si bbny, tym razem jednak dwik mia natenie gromu. Arskane z zadowoleniem skin gow - by to najlepszy dowd, e id w dobrym kierunku, lecz w miar suchania spochmurnia, a jego do zacisna si na rkojeci noa.
- Niebezpieczestwo - tumaczy w miar napywu wiadomoci. - Niebezpieczestwo - nadchodzi mier - niebezpieczestwo - noc niesie mier.
- Czy to kryo si w bbnieniu?
Skin gow.
- Jest to gos Wielkiego Bbna. Nigdy przedtem nie syszaem takich sw.
Mwi ci bracie, jest to niezwyke ostrzeenie. Suchaj.
Fors pochwyci odmienny dwik, nim jeszcze jego towarzysz wznis ostrzegawczo rk. Lekki werbel, znacznie sabszy od dudnienia plemiennego bbna, lecz mimo to czytelny, nis w gbi stepu czyj odpowied.
Arskane ponownie zaj si odczytaniem sygnau: ,,Tu Uran - nadchodz."
- To Szybkorki Uran, wdz naszych zwiadowcw. Wyruszy na zachd, podczas gdy ja skierowaem si na pnoc. Widocznie...
Przerwa, gdy cisz wieczoru jeszcze raz wypeni stukot bbna zwiadowcy.
- Balacan. Balacan odchodzi - Arskane zwily wargi - nie odezwa si tylko Noraton, no i oczywicie ja.
Cho zastygli w oczekiwaniu wytali such przez dugie minuty, nie doczekali si nastpnej odpowiedzi. Za to po okresie ciszy ponownie rozleg si apel szczepu i przetoczywszy si przez otwarte pola, pomkn w noc...
Dopiero o wicie przystanli na chwil, aby si posili. Od jakiego czasu bbny milczay i milczenie to wydao si Forsowi zowieszcze, widzc jednak zaspion twarz Arskane'a, wola nie zadawa adnych pyta. owca gna jak szalony, sprawiajc chwilami wraenie, jakby zapomnia, e razem z nim biegnie kto jeszcze.
Chcc zyska na czasie wkroczyli na wiodc w dobrym kierunku drog Przodkw, a gdy ta skrcia, pomknli wydeptan przez zwierzta ciek, rozbryzgujc kaue i przeskakujc przecinajce j liczne strumyki. W pewnej chwili sposzyli stado jeleni, ktre byskajc biel ogonw skryy si wrd zaroli. Wkroczyli na niewielk polank. Zdyszany Fors zwolni nieco, a gdy podnis gow, dostrzeg wirujce w grze czarne ksztaty. Dopad Arskane'a i chwyci go za rami.
- Ptaki mierci.
Si zatrzyma zwiadowc. Gdzie ptaki mierci zbieray si na uczt, tam zawsze pojawiay si kopoty.
Rozdzia 12
Forpoczty wojny
W pytkim zagbieniu gruntu, na poplamionej, stratowanej trawie lea martwy czowiek. Arskane przyklkn obok ciaa, podczas gdy Lura, warczc i szczerzc ky, odpdzaa rozwrzeszczane stado padlinoernych ptakw.
- Nie yje, zosta przebity wczni.
- Jak dawno? - zapyta Fors.
Moliwe, e dzisiaj rano. Poznajesz te znaki? - zaciskajc zby owca wyrwa uamane drzewce, zakoczone pokrytym gst krwi, podobnym do licia grotem.
- Koczownicy. To jest kawaek ich lancy, a nie wcznia. Ale kto... Arskane wytar garci trawy znieksztacon twarz zmarego.
-- Noraton - rzuci krtko. - Wic taki los spotka ostatniego zwiadowc. Nic dziwnego, e nie mg odpowiedzie na wezwanie.
Ciemnoskry nerwowo wyciera rce, jakby razem ze ladami krwi chcia zmaza pami o tym, co widzia. Twarz mia sta, niczym kamienna maska.
Gdy plemi wysya zwiadowcw, skadaj oni przysig, e dobd miecza jedynie w obronie wasnej, tylko wtedy, gdy zostan zaatakowani. Powinni zachowywa si pokojowo, jeli tylko jest to moliwe. Noraton by mdrym, spokojnym czowiekiem, czasami nawet zbyt opanowanym. Nigdy nie uwierz, aby to on sprowokowa potyczk.
- Twj lud wdruje na pnoc w poszukiwaniu nowych siedzib - powoli zastanawia si Fors. - Koczownicy s niezwykle dumni i popdliwi. Was/e pojawienie si mogli potraktowa jako zagroenie dla wasnego sposobu ycia. Wiesz przecie, jak bardzo przywizani s do starych zwyczajw i wierze.
- Wic chc przy uyciu miecza wytumaczy nam swoje racje? Dobrze, ieli chc walki, bd j mieli - Arskane pochyli si nad zwokami.
Fors wycign miecz i zacz nim wycina paty darni. Pracowali w milczeniu dopki nie wykopali pytkiego grobu, a gdy Noraton spocz w mogile, usypali nad nim samotny kopczyk, aby zapewni spokj zoonym pod nim szcztkom. Na szczycie pagrka Arskane ustawi miecz zmarego, ktrego cie kad si wyranym, prostym krzyem na wieo usypan ziemi.
Ruszyli dalej w gb nieprzyjaznej krainy. mier dopada Noratona, a teraz oni sami mogli w kadej chwili si z ni spotka. Posuwali si skrycie, rezygnujc z szybkoci na rzecz bezpieczestwa. Arskane wydoby z sakwy sw sporzdzon z rzemieni bro. Na wszelki wypadek wola mie j w pogotowiu, przygotowan do natychmiastowego uycia.
Ich wdrwka dobiega kresu, gdy okrywszy ruiny maego domku, wyszli na skraj rozlegego pola. Dajce ukrycie zarola cigny si jedynie wzdu przeciwlegego brzegu przesieki, wic gdyby chcieli si nimi posuy, musieliby nadoy szmat drogi. Arskane wybra najkrtsz tras - poprzez rodek otwartej przestrzeni - a poniewa to jemu wanie najbardziej zaleao na czasie, Fors zgodzi si i wysa do przodu Lur. aby zbadaa sytuacj.
Na osonitej drzewami, nasonecznionej polanie, trawy i zdziczae zboe utworzyy sigajcy piersi, falujcy dywan. Wygldao to piknie, jednak zupenie uniemoliwiao bieganie, gdy gste, mocne odygi natychmiast oplatay nogi, hamujc kady szybszy ruch. Chopak wanie myla z zazdroci o wach, gdy Arskane rozcign si jak dugi, ze stop uwizion w ukrytej norze krlika. Siad szybko z cichym przeklestwem rozcierajc stuczon kostk.
Rozbawiony Fors obrci si, by podj marsz i stan jak wryty, czujc obejmujcy gardo skurcz przeraenia. Spoza ruin wypada galopem grupa jedcw, ktrzy pochyliwszy dugie lance - tak, e ich ostrza tworzyy niemal rwn lnic lini, skierowali si wprost ku nim.
Szybko oceni sytuacj, a widzc e nie maj szans na ucieczk, rzuci si na wstajcego z ziemi Arskane'a, obalajc go ponownie i odpychajc kilka krokw w bok. Manewr ten uratowa im ycie; gdyby bowiem zostali na miejscu, zginliby natychmiast przebici lancami, albo stratowani kopytami rozpdzonych rumakw, ktrych szara mina ich dosownie o wos. owca oswobodzi si z jego obj i szybko stan na nogi. Fors nie zwlekajc uczyni to samo, z mieczem w doni czekajc na nastpny atak. Myli mia niewesoe, gdy wiedzia doskonale, e wobec konnicy jest waciwie bezradny.
Arskane rwnie czeka, krcc nad gow uwizanymi na rzemieniu kamieniami. Impet pierwszej szary wyrzuci napastnikw daleko w pole, mino wic nieco czasu, nim zawrcili i uporzdkowali szyk. Tym razem jechali wolno i wida byo, e zamierzaj zmieni taktyk. W pewnej chwili rozcignli si w lini, ktrej koce, zakrzywiajc si coraz bardziej, zatkny si, tworzc wok zaatakowanych wirujc krg.
Jedcy byli pewni swego. Przejedajc w pobliu miali si gono i szyderczo machali rkami, budzc zajad wcieko Forsa. Niewane, e ma tylko krtki miecz. Gdy nadejdzie koniec, zabierze ze sob przynajmniej jednego z tych nadtych gupcw. Konie cigle przypieszay kroku, zmuszajc otoczonych do przyprawiajcego o zawrt gowy krcenia si w miejscu.
Nieoczekiwanie do akcji wczya si Lura. Wypada z trawy i jednym skokiem signa najbliszego wierzchowca, orzc jego gadki bok szeroko rozstawionymi pazurami. Kwiczc ze strachu i blu zwierz stano dba, po czym nieposuszne cuglom, wyamao si z szyku i unoszc na grzbie ci szarpicego si czowieka, pomkno w step.
Zachcona sukcesem Lura zdecydowaa si na jeszcze jeden skok, tym razem jednak ostrzeeni jedcy nie dali si zaskoczy i kot nie tylko nie sign celu, ale jeszcze nadzia si na wprawnie zadane pchnicie lancy. Mimo to dziaanie Lury przynioso im poytek, gdy wykorzystujc powstae zamieszanie, Arskane rzuci celnie sw broni. Tnc ze wistem powietrze, kamienie poleciay ku jednemu z jedcw, owijajc si duszc ptl wok jego szyi i ju po chwili bezwadne ciao osuno si w wysok traw.
W rozerwanym krgu zostao jeszcze szeciu przeciwnikw. Ucieczka w dalszym cigu nie wchodzia w gr, o ile nie chcieli podzieli losu Noratona i poczu przeszywajcego ciao zimnego elaza. Dosiadajcy koni wojownicy ju si nie mieli. Zbili si w ciasny szereg, tak e jadc stykali si kolanami. Ich zamiar by oczywisty - przejecha po opornych miakach, nadzia na lance lub w ostatecznoci stratowa.
Arskane way w doni dugi n. Fors wskaza rk w lewo, budzc na twarzy olbrzyma ponury umiech. Jego palec powdrowa w prawo. Porozumiewali si bez sw, teraz pozostao im ju tylko czeka.
Szara ruszya. Wyczekali w miejscu do ostatniej chwili, po czym poruszajc si z byskawiczn szybkoci przystpili do dziaania. Fors odskoczy w lewo, przyklkn na jedno kolano, a gdy dostrzeg nadjedajcego na konia, zebra wszystkie siy i ci ze zoci po nogach zwierzcia. Poderwa si w tej samej chwili, chwytajc rk za skrznie skadajcego si do ciosu jedca, a trzymanym w drugiej rce mieczem zdoa odparowa pchnicie, cho sia uderzenia spowodowaa mrowienie palcw.
cignity z sioda wojownik wyldowa w jego ramionach. Rozgorzaa krtka, zacita walka. Palce przeciwnika oray jego twarz w niebezpiecznej odlegoci od oczu. Dobrze, e Langdon przekaza kiedy synowi sekrety walki wrcz. Posugujc si wyuczonymi sztuczkami, Fors szybko zdoby przewag, a gdy kotujca si para znieruchomiaa, to wanie on znalaz si na wierzchu. ywy. Nieco rozluniony cieszy si zwycistwem, dopki jakie poruszenie z boku na powrt nie obudzio jego czujnoci. Usiowa odskoczy, niestety zbyt pno. Tpe uderzenie zmioto go z ciaa wroga. Pad na plecy, a gdy z trudem unis si na okciach, na barki spada mu rzemienna ptla, mocno zaciskajc si wok przylegajcych do ciaa ramion.
Zamroczony, usiad w kocu na trawie. Gdy tylko poruszy zbyt gwatownie rozdzwonion gow, otaczajcy go wiat rusza w przyprawiajcy o mdoci taniec.
- ...poszczcio, Vocar. Mamy te dwie winie. Najwyszy Wdz bdzie zadowolony.
Fors przysuchiwa si uwanie. piewna mowa Koczownikw brzmiaa dziwnie, jednak nie mia kopotw z jej zrozumieniem. Ostronie podnis gow i rozejrza si dookoa.
- Ten bydlak zrani Biaego Ptaka. Niechaj demony nocy rozszarpi go na strzpy.
Od strony kulejcego konia nadchodzi wysoki mczyzna. Podszed wprost do-Forsa i mocno uderzy go w twarz, wyranie chcc zada mu jak najwikszy bl. Chopak splun krwi i podnis oczy. T twarz atwo byo zapamita - przez policzek biega szeroka, postrzpiona blizna, wic jeli los pozwoli, moe spotkaj si kiedy w innych okolicznociach, a wtedy bdzie czas wyrwna stare porachunki.
- Rozwi mi rce - Fors ucieszy si, e jego gos wypad tak mocno i zdecydowanie. - Rozwi mi rce bohaterze, a przekonasz si, e nawet demony nocy nie pozbieraj twych koci do kupy.
W odpowiedzi nadeszo nastpne uderzenie. Rozwcieczony Koczownik zamierzy si ponownie, tym razem jednak kto chwyci i powstrzyma wzniesion do ciosu rk.
- Zajmij si lepiej koniem, Sati. Ten czowiek broni si tak, jak umia. Nie jestemy Bestiami z ruin, aby zabawia si drczeniem jecw.
Fors z trudem przesun obola gow nieco w bok, dziki czemu mg zobaczy swego obroc. Wojownik by wysoki, niemal dorwnywa wzrostem Arskane'owi, cho by od niego szczuplejszy, za jego wosy, spite z tyu, miay kolor kasztana. Nie by ju mody, o czym wiadczyy pojawiajce si tu i wdzie pasemka siwizny oraz rysujca si wok mocno zaznaczonych ust siateczka wesoych zmarszczek.
-r Popatrz, Yocar, obudzi si nastpny. Syszc to, wdz odwrci si od Forsa.
- Przyprowadcie go tutaj. Przed zachodem soca musimy przeby dug drog.
Utykajcy ko zosta dobity, lecz gdy Sati, podnis si z noem w rku po spenieniu przykrej powinnoci, jego ponura twarz nie wrya jecom niczego dobrego.
Gdzie jednak podziaa si Lura? Starajc si nie zdradzi zainteresowania, Fors ostronie przejrza otaczajce ich trawy. Od chwili, gdy wielki kot znikn. Koczownicy nie wspomnieli o nim ani sowem, nasuwa si wic wniosek, e nie zosta zabity, gdy w przeciwnym razie nie omieszkaliby si pochwali jego skr, stanowic przecie cenne trofeum. O ile Lura nie ucierpiaa powanie, to liczc na jej pomoc, wci jeszcze mieli szans ucieczki. Koczownicy szybko zakoczyli przygotowania do drogi, co w przypadku jecw sprowadzao si do przywizania prawej rki do pasa, podczas gdy lewa poprzez dug, owinit wok ku sioda link poczya ich z jedcami. Na szczcie aden z nich nie trafi na Satiego, ktry przesiad si na wierzchowca po zabitym przez Arskane'a wojowniku.
Wic jednak udao im si pokona po jednym przeciwniku - pomyla Fors na widok przytroczonych do koskich zadw dwch cia. Obcione podwjnie, wierzchowce wierciy si niespokojnie, tote po krtkiej naradzie, dosiadajcy ich Koczownicy zeskoczyli na ziemi, aby reszt podry odby pieszo prowadzc za uzdy juczne zwierzta. W maszerujcej kolumnie Fors wraz ze swym stranikiem znalaz si na trzecim miejscu, za Vocar z Arskane'm u boku zamyka pochd.
Chopak obejrza si za siebie, zanim wyrywajce rk szarpnicie nie przywoao go do porzdku. Ciemnoskry szed nienaturalnie sztywnym krokiem, a na jego twarzy dostrzeg lady krwi, lecz pomimo to nie wyglda na ciko rannego. Co si dziao z Lur? Sprbowa w myli przywoa j i niemal w tej samej chwili wyciszy wzywajcy sygna.
Od wielu lat ludzie z Eyrie utrzymywali kontakty z Koczownikami, a w zwizku z tym ci ostatni mogli wiedzie o czcej czowieka i kota przyjani. Doszed wic do wniosku, e najlepiej zrobi pozostawiajc wszystko wasnemu biegowi. Nie chodzio mu przecie o to, by ujrze Lur przyszpilon do ziemi ktr z morderczych lanc.
Podali na zachd, jak mimochodem zauway Fors, zmuszony do biegu za cwaujcym koniem. Gorce, jasne soce wiecio mu niemal prosto w twarz, zalewajc wszystko wok potokami zotego wiata. Na wprost siebie mia lnicy koski zad, pokryty wymalowanymi jasn farb znakami waciciela. Przyjrzawszy si stwierdzi, e nie nale do adnego ze znanych jego ludowi plemion. Rwnie mowa tych ludzi pena bya niezrozumiaych sw. Prawdopodobnie zetknli si ze szczepem, ktry przywdrowa z bardzo daleka. Moliwe, e musieli opuci swoje dotychczasowe siedziby z powodu jakiej klski ywioowej, lub te poszukiwali nowych terenw, gnani jedynie wewntrznym nakazem waciwego ich naturze cigego ruchu.
Jeli byli na tej ziemi obcy, to ich wrogo wobec kadego, kto pojawi si w pobliu, nie bya niczym niezwykym. Zazwyczaj tylko Bestie napaday bez wypowiedzenia wojny, bez jakichkolwiek rokowa. Gdyby tak mia Gwiazd, z pewnoci znalazby posuch w trakcie rozmowy z ich wodzem. Gwiadzistych znano przecie wszdzie - nawet na ziemiach, do ktrych nigdy nie dotarli, nikt nigdy nie wznis przeciw nim miecza. Fors poczu powracajce stare rozgoryczenie. Nie by Gwiadzistym - by ndznym uciekinierem i wczg, banit pozbawionym opieki plemienia.
Wzniesiony kopytami kurz osiada na twarzy i ciele. Drobny py wciska si do nie osonitych ust i oczu, budzc kaszel i zawienie. Na wp olepy, wstrzsany skurczami krztuszcych si puc, ujrza nagle przed sob strumie. Konie zbiegy na niski brzeg, po czym naglone okrzykami jedcw weszy do szeroko rozlanej, pytkiej wody. Widoczno poprawia si natychmiast, tote na drugim brzegu bez trudu spostrzeg wydeptany trakt. Od kpy krzakw oderwaa si grupa konnych i pomkna ku nim, wypeniajc powietrze gonymi pytaniami. Zbliywszy si, jedcy osadzili wierzchowce w miejscu, by po krtkim powitaniu ca uwag skoncentrowa na Forsie. Omawiali szczegy jego fizjonomii niezwykle otwarcie, ale chopak nie da si sprowokowa, cay czas pamitajc o utrzymaniu nerww na wodzy. Wszystkie komentarze dotyczyy niezwykego wygldu jeca. Najwyraniej Arskane nie by dla nich zaskoczeniem, musieli si ju kiedy zetkn z plemieniem Ciemnoskrego, natomiast Fors ze swymi srebrzystymi wosami i jasn skr by dla nich zupenie nowym, intrygujcym dowiadczeniem.
Poczony oddzia ruszy wreszcie, koczc przypadkowo podarowan jecom przerw, by po przebyciu jeszcze p mil i dotrze do obozu Koczownikw. Fors zdumia si na widok rozlegej przestrzeni, gsto zapenionej rzdami namiotw. Spodziewa si zobaczy kilka, najwyej kilkanacie namiotw wdrujcego klanu, a tymczasem znalaz si w siedzibie duego plemienia, a moe nawet caego narodu. Weszli na przebiegajc rodkiem osady szerok drog. Usiowa liczy umieszczone przed namiotami poszczeglnych wodzw proporce, szybko jednak zrezygnowa, gdy z kadym krokiem odkrywa coraz to nowe insygnia opoczce na wieczornym wietrze tcz kolorw.
Na widok zabitych, kobiety zaczy zawodzi przejmujco, jak kae obyczaj, lecz adna z nich nie uczynia najmniejszego ruchu w stron pojmanych, ktrym w midzyczasie skrpowano rce na plecach, po czym wepchnito do maego namiotu, ustawionego w pobliu zdumiewajco duej kopuy Najwyszego Wodza.
Fors przekrci si na bok, aby mc zobaczy Arskane'a. Prawe oko olbrzyma niemal znikno pod okaza opuchlizn, za jego szyj przecinaa pytka szrama, wypeniona zmieszan z pyem zakrzep krwi.
- Czy znasz ten szczep? - po chwili chrzkania zapyta Arskane.
- Nie. Zarwno proporce klanw, jak i sposb malowania koni, s mi zupenie obce. Dziwna jest take ich mowa. Niektrych sw nie mog zrozumie, nie syszaem ich nigdy przedtem. Myl, e przyszli z bardzo daleka. adne ze znanych Gwiadzistym plemion nie atakuje bez uprzedzenia, chya e walczy przeciwko Bestiom, ktre kady czowiek powinien wita wycignitym z pochwy mieczem. Chciaem policzy oznaki klanw, lecz cho widziaem zaledwie fragment obozu, to straciem rachub - tak wielka bya ich liczba. Jestem pewien, e natrafilimy na wdrujcy nard. Nigdy przedtem nie widziaem czego podobnego.
- Ciekawe, co z nami zrobi - z pozoru niedbale zagadn Arskane. - Jeli nie bdziemy im do niczego potrzebni, to wkrtce ptaki mierci bd dzioba nasze koci. Z drugiej strony, dlaczego brali nas ywcem?
Fors zacz odgrzebywa w pamici wszystko, co kiedykolwiek sysza na temat Koczownikw, ich tradycji i zwyczajw. Nade wszystko cenili oni wolno, gardzc przywizywaniem na duej do jakiegokolwiek miejsca. Poza tym nie kamali. Nigdy - tak bowiem nakazywao ich prawo. Rwnoczenie jednak uwaali si za lepszych od innych, zachowujc si wyniole i ponad miar dumnie. Do nowych rzeczy odnosili si nieufnie, na co niewtpliwie wpywao przywizanie do tradycji, ktra pomimo caego tego gadania o wolnoci, w znacznym stopniu ksztatowaa ich zachowanie. Pomidzy sob zawsze dotrzymywali raz danego sowa, niezalenie od wszystkich okolicznoci, jakie mogyby temu przeszkodzi. Osobnik, ktry naruszy prawo lub zwyczaje plemienia, by uznawany przez rad za zmarego i od tej pory nikt go nie dostrzega, nie mia te do kogo zwrci si z prob o ywno lub dach nad gow. Dla szczepu przestawa po prostu istnie.
Gwiadzistym zdarzao si czasem mieszka w ich namiotach. Jego ojciec wzi sobie nawet crk wodza za on. Dziao si tak tylko dlatego, e Gwiadzici posiadali co, co w oczach Koczownikw przedstawiao warto - znajomo dalekich szlakw.
Nagy wybuch dzikich okrzykw przerwa jego myli, haas narasta, stawa si coraz goniejszy, a w kocu przeksztaci si w wojenn pie wdrujcego plemienia:
,,Z mieczem i ognia poog,
Z ostr lanc u boku,
Gnamy przez lasy i pola
Gdzie sigaj forpoczty wojny,
Ptaku mierci przybywaj
Na uczt z cia naszych wrogw."
Flet wygrywa refren, podczas gdy may bben postukiwa rytmicznie, szczeglnie mocno podkrelajc arliwe "przybywaj". Suchajc dzikiej melodii Fors mia wraenie, e krew zaczyna szybciej kry mu w yach. W pieni tej krya si przedziwna moc, rozchodzca si po ciele suchajcego niczym krce w yach mode wino. W Eyrie nikt nie piewa w taki sposb. Gry wymagay od swych mieszkacw ciszy, tote w kocu zdusili w sobie pragnienie muzyki, pozostawiajc piewanie kobietom, ktrych piew przy pracy mona byo czasami usysze. Fors zna tylko hymn Rady i cho zawarta w nim bya pewna doza ponurej wzniosoci, to nie robia takiego wraenia, jak peen uczucia, bojowy hymn Koczownikw.
- Ci wojownicy piewaj - zdumiony gos Arskane'a wtrowa jego mylom. - Czy w ten sposb chc powita swego wodza?
Nawet jeli rzeczywicie przechodzi tdy sam wdz, to nie wykaza najmniejszego zainteresowania jecami. Mijay dugie, wypenione pospnymi mylami godziny. Gdy zrobio si cakiem ciemno, wzdu gwnej ulicy zapony rozmieszczone w rwnych odstpach ogniska. Wkrtce potem do namiotu weszo dwch wojownikw, ktrzy rozwizawszy krpujce pojmanych rzemienie, stanli u wejcia, patrzc jak jecy prbuj rozetrze zesztywniae rce. Po chwili jeden ze stranikw znikn za przesaniajc otwr wejciowy skr i niemal natychmiast powrci z dwoma miskami parujcej strawy. Jedzenie miao dobry smak, a poniewa ju byli mocno wygodzeni, skupili na nim ca uwag, szybko pochaniajc gorc zawarto glinianych naczy. Zlizawszy z warg ostatnie krople, Fors odezwa si w opanowanej niegdy dziki ojcu mowie Rwnin.
- Ho - oby przed sob zawsze mia szerok drog, Synu Rwnin. Teraz, Bracie Burzy, zgodnie ze zwyczajem domowego ognia i wody, doprowad nas przed oblicze waszego najwyszego wodza, abymy dostpili rozmowy z tym wielkim wojownikiem.
Jedyn odpowiedzi byy rozszerzone zdumieniem oczy wartownikw. Byo oczywiste, e spodziewali si wszystkiego, z wyjtkiem uwiconego tradycj uroczystego pozdrowienia. Odzyskawszy gos, Koczownicy rozemieli si szyderczo.
- Wkrtce staniecie przed Najwyszym Wodzem, wy lene mieci. A gdy do tego dojdzie, przekonacie si, e nie spotka was nic przyjemnego.
Cigle si miejc stranicy zwizali ich ponownie i wyszli z namiotu. Zostali sami. Fors odczeka, dopki przekona si, e pilnujcy ich wartownicy s cakowicie pochonici wymylaniem coraz to nowych kpin na temat swych podopiecznych, po czym przysun si w stron Arskane'a tak, e ich gowy niemal si zetkny.
- Karmic nas, popenili bd. Wszyscy Koczownicy przestrzegaj prawa gocinnoci. Obcy, ktry jad przyrzdzone na ich ogniu miso i pi podan przez nich wod, musi pozosta nietknity przez dzie i noc i jeszcze jeden dzie. W zjedzonej przez nas potrawie znajdowao si gotowane miso i woda. Moemy zatem walczy o nasze prawa. Sied cicho, kiedy po nas przyjd, a przekonasz si, e gdy staniemy przed wodzem, poprosz go o opiek w imi ich wasnych praw.
Odpowied Arskane'a bya cicha niczym westchnienie:
- Widocznie bior nas za pgwkw nie obeznanych z ich zwyczajami.
- Moe masz racj. Cigle jednak nie mog pozby si myli, e to kto z obozu wystawia nas na prb - da nam szans i teraz chce si przekona, czy starczy nam rozumu, eby z niej skorzysta. Jeli stranik powtrzy mu moje pozdrowienie, to ten kto dowie si, e jestemy gotowi. Wdrujc cigle Koczownicy docieraj do rnych plemion. W obozie moe znajdowa si kto, kto zetkn si z ludmi z Eyre i teraz stwarza nam sposobno do walki o ycie.
Nie wiadomo, czy pozdrowienie Forsa zostao przekazane dalej. W kadym razie po upywie niewielu minut skry wejcia rozsuny si i ponownie pojawili si zbrojni, ktrzy szturchacami poderwali jecw na nogi, wypdzili ich przed namiot, a nastpnie przeprowadzili midzy dugimi szeregami wojownikw w stron stojcej porodku miasta wysokiej budowli o cianach ze skry. Setki jeleni i dzikiego byda musiay zgin, by dostarczy materiau do budowy tak okazaej siedziby Rady. Cho namiot by ogromny, to zgromadzeni wewntrz dowdcy i wodzowie, wojownicy i mdrcy plemienia siedzieli tak gsto, e nie udaoby si wcisn midzy nich nawet ostrza miecza.
Cigle popychani, Fors i Arskane weszli na wsk ciek, czc wejcie ze rodkiem hali Rady. Pon tam wity ogie, nieustannie podsycany pkami zi i szczapami cedru, dziki czemu wok unosi si aromatyczny, bkitny dym.
Przy ogniu stao trzech mczyzn. Pierwszy z nich w dugim, biaym paszczu zarzuconym na wojenny strj, by lekarzem, tym, ktry troszczy si o zdrowie plemienia, leczc rany ciaa. Jego na czarno ubrany towarzysz by Opiekunem Zapisw - czowiekiem najlepiej znajcym prawo i dawne zwyczaje. Pomidzy nimi dumnie wyprostowany sta Najwyszy Wdz.
Gdy jecy podeszli blisko, spomidzy rzeszy rwnych mu wodzw podnis si Vocar i niezwocznie wznisszy do czoa zacinite w pici donie, pozdrowi wodza:
- Przewodniku Orszakw, Wodzu Plemienia Wiatru. Niezawodny Kar-micielu Ptakw mierci. Tych dwch pojmano po uczciwej walce, gdy zgodnie z twoim rozkazem udalimy si ze zwiadem na wschd. Teraz my, czonkowie klanu Szalejcego Byka, przekazujemy ich w twoje rce, aby postpi z nimi wedug wasnej woli. Tak ja, Vocar, rzekem.
Najwyszy Wdz skwitowa owiadczenie krtkim ruchem gowy. Zmierzy pojmanych ostrym, nic nie mwicym spojrzeniem, napotykajc miay, wyzywajcy wzrok Forsa.
Mieli przed sob czowieka przeywajcego schyek modoci, ylastego i nieco przygarbionego, o wosach przetykanych licznymi pasmami siwizny, ktre upodobniay bujn czupryn do odwitnego piropusza. Pod ozdobnym kaftanem mona byo dostrzec stare blizny, wiadczce o niezliczonych potyczkach, w jakich bra udzia. Nie ulegao wtpliwoci, e by to sawny wojownik, skoro jednak zosta Najwyszym Wodzem musia mie co wicej, ni szczcie w walce. Musia by obdarzony rozumem i zdolnoci rzdzenia. Tylko silna, a zrazem mdra do, moga sobie poradzi z gwatownymi mieszkacami Rwnin.
- Ty - Wdz zwrci si najpierw do Arskane'a - musisz by jednym z tych czarnuchw, ktrzy rozptali wojn na poudniu.
- Mj lud staje do walki tylko wtedy, gdy kto go do tego zmusi. Wczoraj znalazem jednego z moich rzuconego na pastw ptakw mierci. Z jego ciaa sterczaa wasza lanca.
Wdz nie raczy nawet odpowiedzie. Jego uwaga skupia si ju na Forsie.
- A ty - ktre plemi zrodzio takiego cudaka?
Rozdzia 13
Piercie ognia
- Jestem Fors z Klanu Pumy. Pochodz z plemienia Eyrie, zamieszkujcego dymice gry.
Rce mia nadal zwizane, nie mg wic wykona gestu pozdrowienia, jaki winien jest czowiek wolny wodzowi wielu namiotw. Jednak pomijajc to, nie pochyli gowy, ani te innym najmniejszym gestem nie da po sobie pozna, e uwaa si za kogo gorszego od reszty zebranych.
- O twoim Eyrie nigdy nie syszaem. Co do gr, to tylko nasi najdalej zapuszczajcy si zwiadowcy widzieli spowite dymem szczyty. Jeeli nie naleysz do czarnych, to dlaczego wczysz si z jednym z nich?
- Jestemy towarzyszami broni. Razem walczylimy przeciw Bestiom, a potem razem przeszlimy Krain Wybuchu.
Na te sowa trjka wodzw popatrzya po sobie z niedowierzaniem, po czym Lekarz rozemia si, w chwil pniej zaraajc wesooci Najwyszego, ktremu zacza wtrowa reszta rady, napeniajc noc przypomiajcym grzmot rykiem.
- Teraz ju wiemy, e w twoich ustach kryje si rozdwojony jzyk. Przecie jak daleko siga ludzka pami, od czasw ojcw naszych ojcw, a jeszcze wczeniej ich ojcw, aden czowiek, ktry przeszed Krain Wybuchu nie y na tyle dugo, aby mc si tym chwali. Ta ziemia jest przeklta i straszliwa mier spada na kadego, kto omiela si na ni wstpi. A teraz lepiej mw prawd, ty lena pokrako, bo inaczej potraktujemy ci jak podstpn Besti, ktr najlepiej od razu nadzia na ostrze lancy. Radz ci, mw i to szybko.
Fors zacisn zby i nie otworzy ust, dopki nie opucia go gorczka pierwszego gniewu. Gdy odzyska panowanie nad sob, odezwa si spokojnie.
- Moesz mnie nazywa jak ci si tylko spodoba. Wodzu, jednak na wszystkich twoich bogw przysigam, e mwi prawd. Moe przez wszystkie te lata, jakie miny od czasw, gdy ojcowie naszych ojcw wchodzili do Krainy Wybuchu, by zaraz potem zgin w mczarniach, zy urok straci na mocy...
- Mwisz, e pochodzisz z gr - przerwa ten w biaym paszczu. - Syszaem kiedy o ludziach z gr, ktrzy zapuszczaj si w dalekie strony w poszukiwaniu utraconej wiedzy. Wiadomo o nich, e s prawdomwni, nigdy nie uciekaj si do podstpw. Jeli jeste jednym z nich, poka nam gwiazd jako znak twojej misji, a podejmiemy ci zgodnie z prawem i obyczajem.
- Wychowaem si w grach - ponuro potwierdzi Fors - lecz nie testem Gwiadzistym.
- Tylko wyjci spod prawa lub optani przez ze duchy opuszczaj swj klan - tym razem odezwa si mdrzec w czerni. - A jako pozbawieni opieki prawa, mog by zabici przez kadego, komu przyjdzie na to ochota. Doprawdy szkoda czasu, aby zajmowa si takimi bahostkami.
Nadszed czas, aby uy ostatniej deski ratunku. Patrzc wprost w oczy Wodza, Fors zacz recytowa prastare sowa, jakich ojciec nauczy go wiele lat temu.
- Na ogie i wod, na miso i prawo namiotu, bagamy o schronienie pod godem tego klanu - jedlimy wasze miso i ugasilimy pragnienie wasz wod, nim zgaso dzisiejsze soce.
Wielki namiot wypenia naga cisza. Zamary wszystkie szepty. Wydawa by si mogo, e ludzie przestali oddycha, tote gdy przestpu-jcy z nogi na nog stranik uderzy przypadkiem gowic miecza w miecz ssiada, zabrzmiao to, niczym bojowy zew plemienia, wyrywajc jednoczenie zebranych z chwilowego odrtwienia.
Najwyszy Wdz zatkn kciuki za szeroki pas, pozostaymi palcami wybijajc na skrze niecierpliwy rytm. Czarno odziany czowiek postpi opornie krok naprzd i skin na stra. Bysny noe przecinajce krpujce ramiona rzemienie. Fors niezwocznie zaj si rozcieraniem zdrtwiaych nadgarstkw. Udao mu si wygra pierwsze starcie, ale...
- Od chwili rozpalenia wieczornych ognisk a do waciwej godziny jestecie naszymi gomi.
Dla Wodza sowa te musiay by na tyle gorzkie, by wykrzywi jego twarz.
- Zawsze postpujemy zgodnie z obyczajem. Moecie jednak by pewni, e gdy czas aski minie, policzymy si z wami. Fors zdoby si na umiech.
- Prosimy tylko o to, co si nam naley wedug waszych obyczajw Panie, Wodzu wielu namiotw. - Odda zoonymi domi prawidowy salut.
Oczy Wodza zmieniy si w wskie szparki, gdy wypchn do przodu swoich dwch towarzyszy.
- A wic, zgodnie ze zwyczajem, na ktry si powoujesz, ci dwaj bd waszymi opiekunami tej nocy.
Przez nikogo nie zatrzymywani opucili namiot rady, by po krtkiej wdrwce wrd tumw, wej do wskazanego im przez przewodnikw pomieszczenia. Na ciemnych skrach cian przygaszonymi nieco przez czas barwami, mieniy si w wietle ognia wymalowane starannie symbole. Kilka z nich byo Forsowi dobrze znanych. Dwa owinite wok kija we - by to rozpowszechniony znak ludzi zajmujcych si leczeniem, za balansujce szale wagi obrazoway rwno wobec prawa. Ludzie w Eyrie posugiwali si takimi samymi godami. Otoczona wianuszkiem pomieni kula bya czym nieznanym, lecz ju nastpny rysunek wywar zdumienie Arskane'a, ktry w podnieceniu przystan przed wizerunkiem wyrastajcej z jakiego podunego przedmiotu pary rozpitych skrzyde.
- To jest symbol Przodkw posiadajcych zdolnoci latania, zarazem najwaniejsze godo mego szczepu.
Syszc te sowa czarno odziany Koczownik zareagowa niezwykle ostro.
- C taki ciemny brudas jak ty moe wiedzie o latajcych ludziach.
Arskane zdawa si tego nie sysze, podnis gow, a jego pokiereszowan twarz rozjani dumny umiech:
- Ja i moje plemi jestemy potomkami latajcych ludzi, ktrzy szukali schronienia na pustyniach poudnia po tym, jak w czasie wielkiej bitwy zniszczono w powietrzu wikszo maszyn, a z powierzchni ziemi znikny pola, z jakich wznosili si w przestworza. To nasz znak. - Wzruszony dotkn koniuszka rozpostartego skrzyda. - Na szyi Nath-al-sala, naszego Najwyszego Wodza, stale spoczywa podobny wizerunek sporzdzony z byszczcego metalu Przodkw. Pewnego dnia otrzyma go z rk swego ojca, a ten wczeniej z rk swego i tak cignie si to od chwili, gdy najwikszy z latajcych ludzi opuci wntrze zamarej maszyny, obrawszy sobie nasz dolin na schronienie.
W trakcie suchania z twarzy Opiekuna Zapisw znikn gniew. By teraz smutny i zamylony.
- Tak oto gromadzi si wiedz: z okruchw i cieni - powiedzia powoli - Chodcie ze mn.
Fors pomyla, e Stranik Prawa utraci duo ze swej wrogoci. Uchyli nawet przed nimi zasaniajc wejcie skr, jakby naprawd byli dostojnymi gomi, a nie winiami, ktrym odroczono wykonanie wyroku.
Znalazszy si wewntrz, stanli jak wryci i popatrzyli po sobie w bezbrzenym zdumieniu. rodkiem ograniczonej cianami przestrzeni cign si dugi, oparty na wkopanych w ziemi supach st z wypolerowanych desek, a na nim, w rwno uoonych stosach, leay przedmioty podobne do tych, ktre Fors oglda podczas swych wizyt w Domu Gwiazdy. Wydrony kamie z lecym obok tuczkiem, sucym do ucierania lekarstw, rzdy soi i pudeek - to wszystko, wraz z zawieszonymi nad stoem wiechciami uschych zi, stanowio bezsprzecznie wielki dobytek lekarza. Natomiast zabezpieczone futeraami z cienkiej skry pergaminowe ksigi, rg z atramentem i lece na podordziu zaostrzone pira byy narzdziami pracy Znawcy Prawa. Jego pieczy powierzono kroniki wszystkich klanw, czuwanie nad przestrzeganiem starych zwyczajw oraz spisywanie historii plemienia. Kada ksiga miaa wytoczony symbol klanu, kada bya prawdziw skarbnic wiadomoci o ktrej z rodzin.
Arskane uderzy palcem w kawa wygadzonej skry, napitej mocno na drewnianej ramie.
- Szeroka rzeka?
- Tak. Skd o niej wiesz?
Mdrzec odsun na bok stos ksiek, kadc w to miejsce skr, tak, e znalaza si w chybotliwym krgu mdego wiata, rzucanego przez zawieszon nad stoem lampk oliwn.
- T krain widziaem na wasne oczy. - Palec owcy porusza si wzdu przebiegajcej licznymi zakolami bkitnej linii. - Moje plemi przeprawio si w tym miejscu. Przez cztery tygodnie budowalimy tratwy, a gdy wreszcie spucilimy je na wod, prd porwa dwie z nich, unoszc ludzi i dobytek. Musieli zgin, gdy od tamtej pory wszelki lad po nich zagin. Oprcz tego stracilimy wwczas dwadziecia owiec. Natomiast tutaj, jeden z moich braci wyprawi si kiedy na pnoc i odkry jeszcze jeden zakrt, o tak - Arskane palcem naszkicowa prawidowy przebieg. - A gdy nasze gry pluny ogniem i zatrzsy wiatem, gorzka morska woda wdara si tdy, zalewajc wszystko, tak e teraz jest tam ju tylko morze.
Pochylony nad map Opiekun Zapisw zmarszczy czoo.
- Tak, od dawna yjemy nad brzegami wielkiej rzeki i znamy jej wody. Wiele razy zmienia koryto, wybierajc drog, jaka jej akurat odpowiadaa. Przodkowie pozostawili liczne lady swej dziaalnoci wzdu jej brzegw. Pewnie chcieli ujarzmi ten ywio. Niestety, podobnie jak wiele innych, take i ta umiejtno jest nam nie znana.
- Jeli przybywacie znad wielkiej rzeki, to musielicie odby dug podr - zauway Fors. - Co przygnao was na te tereny?
- A co gna Koczownika na wschd lub zachd, pnoc czy poudnie, jeli nie tkwice w nim samym pragnienie podry w dalekie strony? Dotarlimy, jak tylko si dao najdalej, na pnoc i poudnie. Przeszlimy od wielkich lasw, zasypanych niegiem, w ktrych wizy kopyta naszych koni i gdzie tylko dzikie, pokryte gstym futrem zwierzta mogy przey zim, a do bagnistej rwniny, w ktrej wodach roio si od pokrytych usk potworw, czatujcych wytrwale na kadego, kto niebacznie chciaby ugasi pragnienie. Takie to cuda widziay nasze oczy. Dwa lata temu nasz dotychczasowy wdz zmar, a jego lanca przypada w udziale Cantrulowi, ktry zawsze by znany jako odkrywca dalekich krajw. Pod jego rzdami wyruszylimy na nowe szlaki, odsaniajc przed naszymi dziemi szeroki wiat. Potrzymaj.
Zdj lamp z mocujcego j sznura i pocign Forsa w odlegy koniec namiotu. Zgromadzono tam stosy map i kolorowych obrazw, na widok ktrych zdumiony chopak mimowolnie otworzy usta. W pokrytych farb skrawkach skry krya si jaka potna magia przywodzca na myl czasy Przodkw, kiedy to ludzie umieli sporzdzi pomniejszone wizerunki wiata.
- Popatrz, to zrobilimy na pnocy, zim, gdy czowiek musi wiza sobie do stp kawaki napitej skry, o ile nie chce pogry si w niegu, niczym w ruchomych piaskach. A tu - spjrz z kolei na to - jest to jeden z lenych ludzi. Maluj sobie twarze i chodz odziani w skry zwierzt, a mimo to s bardzo dumni, gdy twierdz stanowczo, e s potomkami prastarego ludu wadajcego niegdy ca t ziemi. Jeszcze i to.
Przerzuca rozpite na ramach prostoktne arkusze pergaminu, zapiski z podry utrwalone w jasnych, ywych kolorach.
- To - Fors ze wistem wcign powietrze - to jest wikszy skarb ni wszystko, co znajduje si w Domu Gwiazdy. Gdyby tak Jari i reszta rady mogli na to spojrze.
Stranik Prawa pocign w zamyleniu doni po gadkiej ramce trzymanej w rku mapy.
- Nie wiem, czy w caym plemieniu znalazoby si dziesiciu modych, ktrzy patrzc na te przedmioty odczuliby jakie, choby najmniejsze, poruszenie serca lub umysu. Reszta za nic ma gromadzenie zapisw, bd te sporzdzanie map z tras, jakie nasze stopy przemierzaj kadego dnia. Je i walczy, gna na koskim grzbiecie w nieustannym polowaniu, a wreszcie na koniec spodzi syna, ktry bdzie robi dokadnie to samo - oto jest szczyt marze tego plemienia. Na szczcie, zawsze jest kilku takich, co sysz woanie starych drg, prbuj na powrt odzyska wiedz stracon w chwili klski. Udaje si nam od czasu do czasu odnale jaki strzpek przeszoci, jak wiodc w dawne czasy ni. Moe jestem naiwny, ale z nici tych prbuj utka cao.
- Gdyby Marphy nie by taki skromny - ochrypym gosem odezwa si lekarz - powiedziaby nam, e od urodzenia jego przeznaczeniem byo gromadzenie wiedzy, a to wszystko - powid rk dookoa - powstao tylko dziki niemu. To on zacz opisywa nasze dzieje i szkoli zainteresowanych tym zajciem modych wyrabiajc w nich nawyk utrwalania wszystkiego, co moe mie jak warto. Wszystkie te zbiory, na ktre patrzycie, s wynikiem jego pracy od czasu, gdy zosta Opiekunem Zapisw.
Znawca Prawa zmiesza si, syszc te sowa, lecz ju po chwili umiechn si kpico.
- Czy nie mwiem, e w naszej naturze ley denie ku temu, co kryje si za horyzontem? U mnie przejawia si akurat w ten sposb. Z tob, Fanyer, rzecz ma si podobnie. Sporzdzasz liczne paskudztwa z lici i trawy, ale gdyby tylko mg, to pociby nas ywcem, byleby tylko przekona si, co mamy pod skr.
- Pewnie masz racj. Chciabym zwaszcza wiedzie, co siedzi w tych dwch, skoro przeszli Krain Wybuchu, a do tej pory nie pojawiy si objawy choroby.
- Mylaem - szybko rzuci Arskane - e nie wierzysz w nasz opowie.
- Moe i nie wierz, lecz jeli prawd jest, co mwisz, to jest to najwikszy cud, o jakim kiedykolwiek syszaem. Opowiedz dokadnie, jak do tego doszo.
Arskane rozemia si.
- Dobrze, opowiemy ci nasz histori. Przysigam, e nie ma w niej sowa kamstwa. Poniewa jednak kady z nas ma prawo do poowy przygd, opowiemy j wsplnie.
I tak stranicy i winiowie przysiedli razem na okrgych poduszkach, by przy wtrze skwierczcej lampki pozna niezwyke losy pary przyjaci. Gdy Fors przesta mwi, Marphy przecign si i wstrzsn jak po wyjciu z gbokiej wody.
- Myl, e to prawda - powiedzia cicho. - Jest to opowie godna pieni, ktre by mona piewa przy zimowym ognisku.
- Powiedz mi - Fanyer zwrci si w stron Forsa - co ciebie, jako czowieka przygotowanego do gromadzenia wiedzy, zdumiao w czasie waszej wyprawy najbardziej?
Chopak nie namyla si ani chwili.
- To, e Bestie wya ze swych nor i zapuszczaj si w gb stepu. Jak daleko siga ludzka pami, nigdy przedtem tego nie robiy, a to moe oznacza nowe niebezpieczestwo.
Marphy spojrza na Fanyera znaczco. Lekarz wsta i podnisszy zason wejcia, pogry si w mroku... Krtkotrwa cisz jaka nastaa, przerwao pytanie Arskane'a:
- Opiekunie Zapisw, dlaczego wasi wojownicy zabijaj moich braci? Dlaczego wypowiadacie nam wojn? Co zaszo midzy naszymi plemionami?
Marphy sign po stojc przed nim czark napoju, zupenie jakby chcia zyska na czasie.
- Dlaczego? Dlaczego? Jak wida z ruin miast, nawet Przodkom nie udao si na to pytanie odpowiedzie. Twj lud wyruszy na pnoc w poszukiwaniu domu. Moje plemi posuwa si w tym samym celu na poudnie i wschd. Mamy rne zwyczaje, mow, zachowanie. Ludzie boj si tej rnicy. Moda krew jest gorca, atwo si burzy. Dochodzi do ktni, kto siga po bro, s zabici, rozlana krew pociga za sob wojn. Myl jednak, e prawdziwa przyczyna jest inna. Mj lud to wieczni wdrowcy, ktrzy nigdy nie zrozumiej plemion wiodcych ycie osiade na ziemi uznanej przez nich za wasn. Pewnego dnia dowiadujemy si, e na zakrcie rzeki, o jaki dzie drogi std na poudnie, powstaje miasto. Miasto ludzi o ciemnej skrze. Moje plemi jest zaniepokojone i chyba boi si troch rzeczy sobie nie znanych. Podnosi si coraz wicej gosw, nawoujcych aby, zniszczy to, co moe zagrozi nam w przyszoci.
Arskane potar domi o postrzpione resztki okrywajcej go odziey, jakby chcia zetrze z nich niewidzialn wilgo.
- Moje plemi nie moe wam zagrozi w aden sposb. Prosimy tylko o ziemi, na ktrej moglibymy sia ziarno i pa nasze owce. Jeli si nam poszczci, to natrafimy moe na glin potrzebn do wyrobu naczy. I to wszystko. Myliwi z nas marni - przychodzimy przecie z krainy, gdzie na prno by szuka zwierzyny, ale za to mamy rce nawyke do rzemiosa i chtnie przekaemy wam nasze umiejtnoci.
- Tak. Tak. Wiem - pokiwa gow Marphy. - Pd do walki z obcymi to dla nas zwyka kolej rzeczy. Moliwe, e pozosta nam w spadku po Przodkach, za winy ktrych cierpimy do dzi. Teraz jednak, aby doprowadzi do spokoju, musiaby si znale kto znacznie potniejszy od nas wszystkich - codziennie warcz o wojnie bbny, ludzie si pal do walki.
- A ty odkrywasz przed wrogiem ca prawd, nierozwany bajarzu. Przy stole sta Najwyszy Wdz. By bez zdobnego w piropusz hemu oraz uroczystego paszcza, dziki czemu, majc na sobie prosty, onierski strj, mg porusza si po obozie nie dostrzeony przez nikogo.
- Zapominasz o jednym. Plemi, ktre nie wychowuje wojownikw zdolnych wada lanc, zostaje starte z powierzchni ziemi. Lew powali byka. jeli tylko zdoa umkn rogw, wilki osaczaj ofiar, by jej krwi nasyci swj gd. Zabi lub zosta zabitym, pore lub zosta poartym - oto najlepiej przestrzegane prawo.
Fors poczu, jak w gardle wzbiera mu gorca fala, gdy w gniewnym podnieceniu wyrzuca z siebie odpowied:
- Wszystkim nam zagraaj szpony wyznajcych takie wanie zasady Bestii, o Wadco Niezliczonych Namiotw, a jest to przeciwnik grony i przebiegy. Jeli musisz ju walczy, to przeciw nim wanie poprowad swe hufce!
We wzroku Cantrula pojawio si zdumienie, aby zaraz ustpi miejsca z trudem hamowanej wciekoci, ktra ciemnym rumiecem zabarwia policzki wodza. Jego rka odruchowo spada na rkoje krtkiego miecza. Fors pozosta na miejscu, nie prbujc nawet ruszy spoczywajcymi na kolanach rkami. Wiszca u jego pasa pochwa bya pusta, poza tym nie mg przecie przyj wyzwania Koczownika.
- Nasze lance uderzaj, gdzie chc i kiedy chc, przybyszu! Jeli taka bdzie nasza wola. rozbijemy siedliska tego taplajcego si w bocie robactwa.
Przysuchujcy si wymianie zda Arskane nie wykonywa najmniejszego ruchu, spokojnie mierzc wodza zdrowym okiem. Cantrul wyranie czeka na ostr odpowied, a gdy taka nie pada, zaczepnie zwrci si do Forsa.
- Mwisz, e Bestie ruszyy z wypraw?
- Nie - sprostowa Fors. -- Chc powiedzie, e po raz pierwszy w znanych nam czasach Bestie zdecydoway si opuci swoje kryjwki w ruinach i bez obaw weszy na otwarte Rwniny, a poniewa nie znamy wielkoci ich oddziaw, tym wiksz naley zachowa ostrono. Ponadto nie s ludmi podobnymi do nas, nawet jeli mieli przodkw wywodzcych si z naszego rodzaju. Mog wic by od nas silniejsze lub sabsze, mog myle i dziaa w niepojty dla nas sposb. Jedno wszake jest pewne. To mianowicie, e Bestie to najwikszy wrg ludzkich plemion. Mj ojciec zgin rozszarpany ich kami, a ja sam dowiadczyem ich niewoli. To nie jest przeciwnik, ktrego mona zlekceway. Najwyszy Wodzu.
- Pamitaj take o tym - Marphy przerwa krtk cisz - e gdy tych dwch uciekao przez Krain Wybuchu, grupka Bestii podaa ich ladem. Jeli ruszymy na poudnie bez zachowania ostronoci, to w pewnej chwili moe okaza si, e jestemy wzici w dwa ognie, majc wroga tak przed sob, jak i za plecami.
Pomidzy brwiami Cantrula pojawia si gboka bruzda, a zatknite za pas palce wybijay mocno rytm.
- Rozelemy zwiadowcw.
- Racja. Jeste mistrzem w sztuce wojennej. Zarzdzisz, co tylko bdzie potrzebne. Wybacz mi. starzej si i gromadzenie zapisw odrywa mnie czsto od samego ycia. Czowiek popenia tyle pomyek - czasami wydaje si wrcz, e nie potrafi si uczy i wyciga wnioskw.
- Na wojnie uczysz si lub giniesz! Przodkowie nie mogli lub nie chcieli si uczy, musieli wic odej. A my yjemy. Plemi jest zdrowe i silne. Myl, e za bardzo si martwicie - ty i Fanyer te. Pjdziemy w peni przygotowani i nic...
Reszt sw pochon podobny do gromu dwik, jakby nad namiotem, w ktrym stali rozptaa si nieoczekiwanie burza. Wsuchawszy si chwil,
w oglnym haasie mona byo rozrni krzyki mczyzn i cienkie piski przestraszonych kobiet i dzieci. Podczas gdy Koczownicy, przepychajc si, niecierpliwie ruszyli do wyjcia, Arskane odcign Forsa w ciemny kt namiotu. Spogldajc przez szczelin w poszyciu dostrzegli pdzcy gwn ulic tabun sposzonych koni. Przeraone zwierzta ray gono, tratujc znajdujcych si na trasie ich oszalaego galopu ludzi, namioty i ogniska. W miar jak nad obozem zalegay ciemnoci, coraz bardziej widoczna stawaa si drgajca nad odlegym horyzontem ciana zotego blasku.
Do Arskane'a z miadc koci si zacisna si na ramieniu Forsa.
- To poar. Step si pali! - Stara si przekrzycze panujcy wok tumult - Mamy szans...
Fors nie potrzebowa ju dalszych wyjanie. Uwolni rk i rzuci si w stron stou, szukajc jakiej broni. Dostrzeg tylko krtk wczni, wic nie namylajc si duej, porwa j i przystpi do rozcinania tylnej ciany namiotu. Rozgldajcy si bezskutecznie Arskane w ostatniej chwili zapa za kamienny tuczek i tak uzbrojeni wypadli w mrok.
Kluczc pomidzy namiotami, przyczajc si do biegncych bezadnie ludzi, szybko oddalili si od centrum obozu przypominajcego wzburzone mrowisko. W panujcym dookoa rozgardiaszu mogli nie obawia si rozpoznania i schwytania, jednak coraz janiejsze niebo naglio do popiechu.
- Spjrz na wschd - Fors wskaza na upiorn zapowied przedwitu.
Rwnie z tej strony obz obejmoway gigantyczne macki pomieni, gotowe pochon wszystko, co zastan na swej drodze. Wrd namiotw miotao si coraz mniej ludzi, widocznie Cantrulowi, po pierwszym okresie zamieszania, udao si opanowa sytuacj.
Wybiegli w kocu na otwart przestrze i przystanli, rozgldajc si w poszukiwaniu dajcych ukrycie drzew i kp zaroli. W pewnej chwili Fors zauway co, co napenio go niepokojem. Czy ty blask w miejscu, gdzie go wczeniej nie byo, mg powsta tylko przez odbicie widocznych z lewej i prawej strony pomieni? W chwil pniej Arskane potwierdzi jego obawy.
- Ogie otacza nas ze wszystkich stron!
Zdajc si na swj instynkt, chopak pomkn w d agodnego zbocza. Widzia odcinite w ziemi wiee lady kopyt. Widzia, e szukajce ratunku zwierzta kieroway si ku wodzie, a zatem gdzie niej musiaa by woda. Popdzili w d na zamanie karku.
Rozdzia 14
Strzaa
Wiatr zmieni kierunek i nagle wszystko przesoniy gste kby szczypicego w oczy, duszcego dymu. Posuwali si po omacku, niemal nie zwalniajc tempa biegu, dopki pod ich stopami nie zachlupotaa woda upragnionego strumienia. Gdy zanurzeni po pas przystanli na chwil, przekonali si, e nie s sami. Z wysokiej trawy, fala za fal, wyaniay si nieprzeliczone stada krlikw, preriowych pieskw i innych maych mieszkacw wielkiego stepu. Zwierzta, popiskujc trwonie, biegy wzdu brzegu, a gdy dalsz drog zamykaa im jaka przeszkoda, gnane przemonym instynktem przetrwania skakay w wod, upodabniajc j miejscami do kbicego si futrzanego kobierca.
Porodku nurtu dym by nieco rzadszy, dziki czemu oczy Forsa przestay zawi. Odzyskawszy zdolno widzenia, obj przewodnictwo, kierujc si w d strumienia, w stron strzelajcych wysoko pomieni, a coraz dalej od wrzcego obozu Koczownikw, ktrego odgosy ucichy zupenie, gdy po miniciu najbliszego zakrtu zamkna si za nimi ciana wierzbowych zaroli.
Z nabrzenych krzakw dobiega trzask amanych gazi, a zaraz potem nad wod pojawi si jele, za nim drugi i trzeci. Robio si coraz gbiej. W pewnej chwili Fors polizgn si na kamienistym dnie i tracc rwnowag pogry si w mtnej cieczy. Czu ogarniajc go panik, szybko jednak opanowa si i przypominajc sobie brane niegdy w grskich jeziorach lekcje, zacz rwno przebiera ramionami. Nieco z tym pyn jak zwykle opanowany Arskane.
Po jakim czasie brzegi oddaliy si, nurt zwolni wyranie i wynis ich na rodek szerokiego rozlewiska, ktrego dalszy koniec zamykaa prosta linia zbudowanej z gazi i bota tamy. Gdy lekka mgieka, przesaniajca dotychczas pole widzenia, opada, Fors zauway wyrastajce ponad zwierciado wody najeone gaziami kopulaste wzgrki bobrowych erdzi. Usysza gone prychanie i niezwocznie odpyn w bok, zauwaywszy ' zmierzajcego w stron njbiszej chatki okazaego dzikiego kota. Zwierz szybko wdrapao si na wierzchoek budowli, skd przemoczone i rozzoszczone dawao gono wyraz swemu niezadowoleniu.
Spogldajc za siebie Fors zauway, e gowa Arskane'a co chwila niknie pod wod. Olbrzym najwyraniej by w opaach. Natychmiast zawrci, pync przy nim a do momentu, gdy obaj uczepili si sterczcych z wody konarw zwalonego drzewa. Przyszed czas, aby zastanowi si nad najblisz przyszoci.
Spitrzona przez bobry woda stanowia pokane jeziorko, wezbrane jeszcze dodatkowo po ostatnich deszczach. Budujc tam, zwierzta ciy niemal wszystkie porastajce brzegi drzewa, pozostawiajc jedynie niskie zarola i trzciny. Sytuacja nie bya najgorsza. Uspokojony Fors pomyla, e szczliwy przypadek rzuci ich w jedyne dajce szans przeycia miejsce. Szybko te przekona si, e jego zdanie podzielao wicej ywych stworze.
Wkrtce pojawi si potny jele i, zadzierajc wysoko przyozdobion rozoystym poroem gow, zacz zatacza krgi wok eremia. Z kbw dymu wyaniao si raz po raz jakie zwierz i na wycigi z innymi usiowao wspi si na zbawcz stert gazi, nieraz spychajc przy tym sabsze osobniki, o grzbiety ktrych prbowao si wesprze. W pewnej chwili Arskane krzykn, z obrzydzeniem wstrzsajc przy tym rk, wok ktrej owin si szukajcy schronienia w.
Jzyki ognia sigay ju brzegu, barwic wod krwist czerwieni. Przesycone dymem, nieznonie gorce powietrze parzyo puca przy kadym, nawet najpytszym oddechu. Z gry spad ptak, uderzy w rami Forsa i. odbiwszy si, pogry w wodzie, roztaczajc wok zapach palonego pierza. Chopak wtuli gow w ramiona, zbliajc twarz do samej wody. W tym czasie po karku i barkach, fala za fal przetaczao si wywoujce piekce bble gorco.
aden z nich nie wiedzia, jak dugo unosili si w wodzie, z palcami kurczowo zacinitymi wok gazi eremia. W kadym razie, gdy trzask szalejcych pomieni nieco osab, zdoali podnie gowy, by popatrze na swe okopcone, lecz ywe twarze. Najgorsze mieli ju za sob. Co prawda tu i wdzie arzy si winiowym blaskiem jaki pie i oczywistym byo, e musi upyn sporo czasu, nim dymica ziemia ostygnie na tyle, by mona byo postawi na niej stop, ale potnej ciany ognia mogli si ju me obawia.
Jedyn bezpieczn drog by na razie strumie. Torujc sobie przejcie wrd cia martwych zwierzt, dotarli do nastpnego eremia, a po krtkim odpoczynku do nastpnego i tak pync wzdu acucha chatek osignli zamykajc jeziorko tam. Konstrukcja nie wytrzymaa naporu ognia, ktry strawi znaczn cz korony, wypalajc w niej okaza dziur, tak, e woda wypywaa coraz swobodniej, szybko wypeniajc stare koryto.
Korzystajc z unoszcej si nad wypalonym stepem powiaty, Fors przyjrza si najbliszemu etapowi wdrwki. W chwil pniej by ju przy nim Arskane.
- Wic nadal trzymamy si wody? - zapyta. - Majc za sob taki ogie, nie musimy obawia si pogoni. Co mi si widzi, e szczcie nam sprzyja dzisiejszej nocy, mj bracie.
Fors mrukn co potakujcego, ca uwag skupiajc na pokonaniu olizych pni tamy. Po drugiej stronie woda bya pytka, sigaa zaledwie po pier, mogli wic wreszcie stan na nogi. cho usiane chybotliwymi gaziami dno zmuszao do powolnego marszu, w kadej chwili groc niebezpiecznym upadkiem. Gdy pegajca una zostaa daleko w tyle, Fors przystan i zadarszy gow wpatrywa si w niebo, poszukujc znanych gwiazd, ktre zgodnie z tym, co mu niegdy wpajano, byy najlepszym przewodnikiem. Idc z zachodu kierowali si na poudnie, w stron zupenie nieznan.
- Jak mylisz, czy usyszymy jeszcze bbny? - zapyta.
- Nie licz na to. Plemi z pewnoci uznao tak mnie, jak i Noratona za zmarych i przestao powtarza wezwanie. Ciaem Forsa wstrzsn dreszcz.
- To rozlega kraina. Bez sygnaw moemy ich nie znale.
- Skoro wybucha wojna, to mj lud ukry obz jak tylko mg najlepiej. Jestem jednak przekonany, e nie udaoby si nam tak atwo uciec, gdyby nie spoczywao na nas wielkie posanie. Idziemy na poudnie i miejmy nadziej, e ta sama sia, ktra pomoga nam si uwolni, wskae rwnie to, czego szukamy. W najgorszym wypadku pozostaj jeszcze twoje gry, wic jeli nie trafi si nam nic lepszego, zawsze moemy powdrowa w tamt stron.
Tym razem Fors nic nie odpowiedzia, ponownie zapatrzony w wygwiedone niebo.
Nieustannie potykajc si o rozrzucone na dnie gazy, wci brnli korytem strumienia, ktry doprowadzi ich w kocu do wyobionego w szarej skale wskiego parowu. Gdy wysokie skay zamkny si za nimi, wyszli na brzeg i rozcignli si na piasku eby wypocz.
Mieli kopoty z zaniciem, gdy wwz by peen natrtnych moskitw, ktre wietrzc uczt, z gonym brzczeniem zlatyway ze wszystkich stron, by nie zwaajc na rozpaczliwie wymaciujcych ludzi, obsi ich caym stadem i nasyci gd. W kocu jednak zmczenie ciaa i otpiaego umysu zwyciyo i zobojtniali na wszystko uciekinierzy pogryli si w gbokim nie.
Forsa obudzi plusk wody. Przez chwil lea nieruchomo nasuchujc, po czym 2 trudem otworzy zapuchnite powieki. Rozcierajc piekc od uksze twarz, wpatrywa si sennie w przepywajc midzy omszaymi gaziami brunatn wod. Spojrza w niebo - musiao by ju pno. Strzsajc z siebie resztki snu, szybko poderwa si na nogi.
Tu obok, rozcignity na brzuchu, z gow uoon w zgiciu ramienia, spa Arskane. Jego prawy bark przecinaa czerwona oparzelina -widocznie musia si zetkn z poncym kawakiem rozarzonego drewna. Jeszcze teraz na powierzchni wody unosiy si liczne pozostaoci nocnego poaru - nadpalone ptaki i pira, rozsiewane przez wiatr patki popiou, a w pobliu wirowao powoli ciao wiewirki z wypalonym na grzbiecie futrem.
Fors wyowi j bez namysu, gdy na wp upieczona wiewirka wydawaa si jego przyrastajcemu do krzya odkowi czym nad wyraz apetycznym. Spiesznie rozcign zdobycz na paskim kamieniu i pomagajc sobie ostrzem wczni, ktrej nie wypuci z rk nawet w chwili najwikszego niebezpieczestwa, zabra si do cigania skry.
Gdy wszystko ju byo gotowe, obudzi Arskane'a. Olbrzym, mamroczc co sennie, przetoczy si na plecy, przez chwil lea wpatrzony w niebo, a wreszcie usiad. W wietle dnia jego rozbita, zapuchnita twarz przypominaa upstrzon rdzawymi plamami potworn mask, jednak na widok podanego przez Forsa misa zdoa odsoni zby w ponurym umiechu.
- Jedzenie - a przed nami pikny dzie na podr.
- Ju tylko p dnia - poprawi go Fors, spojrzawszy na soce.
- Trudno, w takim razie p dnia. Ale nawet w tym czasie moemy przeby wiele mil. Wydaje mi si, e nas dwch nie zdoa nic powstrzyma.
Fors przebieg w myli skbione wydarzenia ostatnich dni. Rachub czasu straci ju dawno. Nie wiedzia ile dni mino od chwili, gdy opuci Eyrie, nie wiedzia gdzie rzuci go los, ani co stanie si w najbliszym czasie. Jedno wszake byo pewne i w tym Arskane mia racj. Jak dotd, nic i nikt nie zdoa ich powstrzyma - ani Bestie, ani plemi jaszczurek, ani te Koczownicy. Nawet Kraina Wybuchu i ogie nie zagrodziy im drogi...
- Czy pamitasz, bracie, co ci powiedziaem, gdy stalimy na polu latajcych maszyn? Nigdy wicej czowiek nie moe wystpi przeciw wasnemu rodzajowi, gdy jeli to uczyni, zniknie zupenie z powierzchni ziemi. Jeli bdziemy kontynuowa to, co Przodkowie zapocztkowali kiedy spadajcym z nieba obdnym deszczem mierci, bdziemy przeklci i skazani na zagad.
- Pamitam.
- Przyszo mi na myl - powoli cign olbrzym - e tobie i mnie ukazano rnych ludzi i rne sprawy tak, abymy z kolei mogli pokaza to innym. Koczownicy ruszaj do walki z moim plemieniem, a przecie w nich take ponie pragnienie wiedzy, tak gupio roztrwonionej przez Przodkw. Wychowuj badaczy, takich jak Marphy, z ktrym, jestem tego pewien, mgbym si zaprzyjani. Jeste rwnie ty, czowiek grskiego plemienia, nie czujcy nienawici ani do mnie, ani do Koczownikw. W kadym szczepie mona znale ludzi dobrej woli...
Fors zwily usta.
- I gdyby tacy ludzie dobrej woli mogli zasi razem do rozmowy. Pokiereszowan twarz Arskane'a rozjani umiech.
- Czytasz w moich mylach. Musimy wypleni z tej ziemi wojn, jeli nie chcemy pore si nawzajem. W przeciwnym razie caa ta kraina przypadnie w udziale ohydnym Bestiom. Ludzie musz to zrozumie.
- Cantrul powiedzia, e ludzie musz walczy, bo inaczej zgin.
- Tak? Bardzo dobrze. S przecie rne rodzaje walki. Na pustyni mj lud walczy codziennie, za przeciwnika mia jednak piasek i soce, nieurodzajn ziemi i ogromne jaszczury. Gdyby stroytna wiedza nie zanikaa, zdoalibymy nawet uspokoi ziejce ogniem gry! Tak, czowiek musi walczy, gdy inaczej jest si nic nie wartym miczakiem. Niech jednak walczy budujc, a nie niszczc. Chciabym ujrze mj lud handlujcy z Koczownikami, uczcy si przy ogniskach grskich plemion. Nadszed czas, aby przystpi do dziaania, jeli chcemy urzeczywistni to marzenie. Jeli bowiem mieszkacy namiotw rusz na poudnie, niosc ze sob zarzewie wojny, rozgorzeje taki pomie, e ani nam, ani adnemu innemu czowiekowi nie uda si go ugasi. A wtedy, niczym spopielone przez poar stepu drzewa i trawy, zginiemy w nim ze szcztem, grzebic na wieki nasze sny o przyszej ludzkoci.
Fors odpowiedzia grymasem ubrudzonej twarzy, ktry prawdopodobnie mia by ponurym umiechem.
- Jest nas tylko dwch, Arskane, przy czym ja zostaem z pewnoci wyjty spod prawa, o ile oczywicie w Eyrie dostrzeono w ogle, e zniknem. Moje nadzieje na zdobycie posuchu Rady obrciy si w niwecz z chwil, gdy Bestie spaliy wszystkie dowody na istnienie miasta. Tak wic nie mam nic i nic nic znacz. A ty?
- Ze mn jest inaczej. Jestem synem Pana Skrzyde, co prawda najmodszym, ale myl, e znajd si tacy, co zechc mnie wysucha, choby przez krtk chwil. Aby jednak do tego doszo, musimy odnale plemi. zanim zrobi to Koczownicy.
Fors wrzuci do wody ogryzion ko.
- Oho! A wic znowu czekaj nas wycigi. Szkoda, e nie schwytalimy sobie koni. Konie s najlepsze, gdy idzie o popiech.
- Pjdziemy pieszo - odpar Arskane.
Gdy jednak podnis si i zrobi pierwszy krok, nie zdoa powstrzyma okrzyku blu. Wida byo, e krwawice rami sprawiao mu cierpienie, gdy podwiadomie chroni zraniony bok. Jednak najmniejszym gestem czy sowem nie da tego po sobie pozna, gdy wskoczywszy do sigajcej pasa wody podjli mozoln wdrwk.
Brnc powoli kamienistym korytem Fors pomyla z zazdroci, e Arskane ni wspaniay sen. On sam walczy przeciw Bestiom bez adnych skrupuw, tak samo bdzie bi si do upadego w obronie wasnego ycia. z takim samym powiceniem i determinacj, z jak odpiera ataki Koczownikw. Jednak zabijanie nigdy nie bdzie celem samym w sobie. Jako myliwy umierca zwierzta tylko wtedy, gdy chcia zaspokoi gd lub uzupeni zapasy Eyrie. Powrciy wspomnienia niedawnej walki z Koczownikami. Analizujc teraz swoje uczucia przekona si, e nie zaley mu na szukaniu zemsty z mieczem w rku, gdy nie uznaje powodw, ktre usprawiedliwiyby instynkt agresji.
Dlaczego mieszkacy Eyrie przez wszystkie te lata pozostawali jakby na uboczu gwnego nurtu ludzkich plemion? Moliwe, e miay na to wpyw stare podania, wedug ktrych grale byli potomkami wybranych. Ich zadaniem byo wskrzeszenie rozerwanej na krwawe strzpy cywilizacji, niedopuszczenie do zaniknicia rozproszonej po wiecie Wiedzy. Wierni temu celowi, z pokolenia na pokolenie przekazywali nagromadzone wiadomoci, nieustannie je wzbogacajc o nowe informacje, zdobyte w kolejnych wyprawach Gwiadzistych.
Czy jednak na przestrzeni wiekw nie zakorzenia si w nich wiara w wyszo rasy wybranej? Gdyby jego ojciec nie zama napisanego prawa, enic si z obc kobiet, gdyby on sam urodzi si w Eyrie z czystej krwi plemienia - czy mylaby teraz w ten sposb? Przed oczami stana mu posta Jarla, Ojciec go lubi i darzy szacunkiem. By te pierwszym, ktry pozdrowi go, po wyborze na Wodza Gwiadzistych. Jari! Jar! mgby rozmawia z Marphy'm i na pewno szybko znaleliby wsplny jzyk. By te pewny, e z Cantrulem Jar! by si nie dogada. Wdz Koczownikw nalea do innego rodzaju ludzi, cho nie mona mu byo odmwi zdolnoci przywdczych. Jego jedcy pjd za nim wszdzie, wpatrzeni w olniewajc grzyw biaych wosw niczym w bojowy sztandar.
Fors by mutantem, a w jego yach pyna zmieszana krew dwch plemion. Czy kto taki moe przemawia w czyimkolwiek imieniu? Nie wiedzia. Z ca pewnoci wiedzia natomiast czego teraz chce - ze wszystkich si dopomc Arskane'owi w spenieniu jego marze. Moe nawet nie wierzy w ostateczne powodzenie, lecz walka o urzeczywistnienie planw owcy stanie si jego celem. Wyruszajc z Eyrie pragn gwiazdy dla siebie - srebrnej gwiazdy, ktr niczym orderem mgby bysn przed oczami ludzi - aby zyska ich szacunek. Arskane wskaza mu co, co wydawao si by szlachetniejsze. Przyszo pokae, czy tak si stanie.
Zacz powtarza w myli ostatnie trzy sowa, dopasowujc do nich rytm krokw. Opuszczajc wwz, strumie nagle zakrci. Nadszed czas, aby obra inn drog. Arskane wspina si ju na wysoki, stromy brzeg, chwytajc dla utrzymania rwnowagi porastajce gsto zbocze krzaki. Fors, pomagajc sobie wczni, pody w jego lady, tak, e na grze znaleli si niemal rwnoczenie. Daleko na poudniu przedwieczorne niebo przecina, unoszcy si na ksztat wielkiego grzyba, kb gstego czarnego dymu.
W pierwszym zaskoczeniu Fors pomyla o poarze stepu, jednak ogie nie mg przerzuci si a tutaj, skoro linia wypalonej trawy dawno pozostaa w tyle. Palio si co innego i tylko w jednym miejscu - u podstawy czarnej kolumny. Gdyby tak pj wzdu rzdu po prawej, a potem przemkn przez lece za nimi pene dojrzaych czerwonych owocw zarola, to mona by niepostrzeenie dotrze do samego rda pomieni.
Fors czu szarpice skr liczne ciernie, gdy peznc napycha usta sodkimi jagodami, ktrych gsty sok brudzi mu twarz i rce ciemnymi plamami.
W poowie porosej jagodami przesieki natkn si na lady walki. Pod krzakiem lea wypalony koszyk, a rozsypane owoce, rozdeptane i przemieszane z ziemi, tworzyy gst, ciemnoczerwon papk, nad ktr unosi si rj owadw. U przeciwlegego skraju zaroli bieg widoczny pas wydeptanej trawy i poamanych gazek. Na jednej z nich koysa si strzpek jasno-pomaraczowej tkaniny. Arskane zerwa go z kolcw i powoli przecign przez palce.
- To wyrb mojego plemienia - rzuci z niepokojem. - Zbierali jagody, gdy...
Fors mocniej zacisn do na drzewcu wczni. Saba to bya bro. Z alem pomyla o swoim uku. Nawet zabrany przez Koczownikw miecz byby lepszy. Ojciec nauczy go wielu sztuczek, dziki ktrym miecz stawa si naprawd niebezpieczny. Z kawakiem baweny w zbach Arskane poczoga si naprzd, zupenie nie uwaajc na ciernie ranice ramiona i barki. Fors ruszy za nim i ju po chwili pochwyci saby, jkliwy dwik, przyniesiony razem z zapachem dymu przez powiew wiatru. Dwik nie opada ani si nie wznosi, cay czas brzmic na jednym, dranico wysokim tonie.
Minwszy przesiek dopadli kpy drzew i stamtd, po rozsuniciu gstego poszycia, ujrzeli opuszczone pole bitwy. Mae dwukoowe wzki tworzyy luny okrg, w tej chwili rozerwany na znacznym odcinku. Na wzkach przysiady niezliczone ptaki mierci, objedzone tak bardzo, e byy zdolne tylko do tego, eby siedzie i wpatrywa si apczywie w oczekujc je uczt. Obok wyrwy pitrzy si stos szarobiaych cia, poronitych gst wen, ktr spywajca z wielu ran krew zamieniaa w sztywne, rdzawe pancerze.
Arskane podnis si z klczek. Gdzie ptaki mierci siedziay spokojnie, tam od dawna nie byo ywego czowieka. Monotonny krzyk wci wypenia ich uszy, wic po chwili nadsuchiwania Fors zacz szuka jego rda. Krc wrd rozrzuconych cia w pewnym momencie zauway, e jego towarzysz pochyla si, chwyta do rki kamie i zadaje nim szybki cios. Dranicy dwik ucich natychmiast, za Arskane wyprostowa si, trzymajc w rku wci jeszcze drgajce ciao jagnicia.
Musieli uzyska odpowied na jeszcze jedno pytanie. Zaciskajc szczki na widok ogromu strat, bojc si podwiadomie tego, co z pewnoci znajd gdzie pord spalonych wozw i stosw martwych zwierzt, ruszyli na poszukiwanie ladw wroga.
Pierwszy natrafi na nie Fors, gdy potknwszy si o koo rozbitego wzka, dostrzeg pod nim wychude ciao o szeroko rozrzuconych ramionach i nieruchomych, patrzcych w niebo oczach. Z nagiej, obcignitej szar skr piersi sterczaa duga strzaa. Na jej widok chopca ogarno podniecenie. Przecign lekko palcem po wyobionych na kocu drzewca delikatnych rysach. Przeczucie go nie mylio, co do jej pochodzenia - sam przecie nieraz osadza pira w ten sposb. Nie byo tu adnych znakw waciciela, oprcz malutkiej srebrnej gwiazdki, osadzonej tak gboko, e nie sposb byo j zatrze.
- Bestia! - wykrzykn Arskane na widok zwok. Fors wskaza na strza.
- Zostaa wystrzelona przez Gwiadzistego. Arskane nie wykazywa wikszego zainteresowania - absorboway go wasne odkrycia.
- Byo to obozowisko tylko jednego klanu. Cztery wozy pon, przynajmniej piciu udao si uciec. Owce opniayby marsz, dlatego wybili stado. Znalazem jeszcze cztery takie maszkary.
Trci Besti czubkiem mokasyna.
Fors przestpi zadnie nogi martwego kuca, na ktrym pozostawiono kompletn uprz. W jego boku tkwi czarny dziryt Bestii. Skoro natknli si na pozostawione ciaa przeciwnika, naleao wnioskowa, e atak zosta odparty, a oblonym udao si wyrwa na wolno.
Przeszukali pole walki, zbierajc groty strza. Fors ponadto uama opatrzone znakiem gwiazdy drzewce. Jaki przybysz z Eyrie pomaga ludziom z poudnia w walce. Kog zatem spotka, gdy doczy do plemienia Arskane'a - przyjaciela czy wroga?
Koa uciekajcych wozw odciskay w mikkim torfie gbokie koleiny, za obok nich biegy wyranie widoczne lady ludzkich stp. Czarne ptaki, ktre ociale odfruny na widok ludzi, wrciy natychmiast na miejsce uczty, gdy tylko para przyjaci ruszya tropem wozw. Arskane oddycha ciko, a jego usta zacisny si w wsk, okrutn lini, tak samo jak wwczas, gdy natknli si na zwooki Noratona.
- Cztery Bestie - gono zastanawia si Fors wyduajc krok do lekkiego biegu. - Jaszczurki zabiy jeszcze pi. Ile moe wczy si po okolicy? Nigdy przedtem nie zabito tylu naraz. Co si za tym kryje?
- W rku jednej z nich znalazem wypalon pochodni. Moliwe, e to rwnie one podoyy ogie wok obozu Koczownikw, tak jak tu podpaliy wozy, chcc wymordowa cay klan.
- Nigdy przedtem nie opuszczay ruin. Dlaczego nagle zmieniy obyczaje? Arskane splun.
- Moe one rwnie szukaj nowej ziemi, a moe zachciao si im wojny i mierci wszystkich, ktrzy nie nale do ich rasy. Kto wie, co takie paskudztwo moe wymyli? Patrz!
Koleiny, ktrymi podali, poczyy si z szerokim traktem rozjedonej koami wielu wozw i udeptanej setkami stp ziemi. Nie ulegao wtpliwoci, e natrafili na lady przecigajcego plemienia. Teraz mogli ju spokojnie poda tym szlakiem, gdy prdzej czy pniej spotkaj znajdujcy si gdzie w przedzie lud Arskane'a.
W chwil pniej Fors przystan tak nagle, e omal nie zaplta si we wasne nogi. Nie wiadomo skd nadleciaa strzaa i zarywszy gboko w piasku, draa lekko, niosc zarazem grob i ostrzeenie. Nie musia przyglda si jej z bliska. Zanim jeszcze wycign po ni rk, wiedzia, e w dugim drzewcu znajdzie wbit gboko niewielk gwiazdk.
Rozdzia 15
Przynta
Arskane nie zatrzyma si, tylko skoczy w lewo i przypad do ziemi pod oson zaroli, ciskajc w rku zabrany z miejsca potyczki dziryt. Fors przeciwnie - pozosta tam, gdzie stan, wznis jedynie do gry puste donie.
- Podrujemy w pokoju.
Sowa jego wasnej mowy - ludzi z gr - zabrzmiay dziwnie po tylu tygodniach ucieczki. Od kpy rozrzuconych po prawej stronie szlaku drzew oderwaa si wysoka posta, ktrej widok nie zdziwi chopca.
Jari wyglda imponujco nawet w prostych szatach zwykego mieszkaca Eyrie. W odwitnym stroju Wodza Gwiadzistych byby bardziej dostojny, pomyla z dum Fors, ni Cantrul, przyodziany w uroczysty paszcz i ozdobiony pkami pir henn. Podchodzi ku nim powoli, a soce odbijao si olniewajco w zawieszonej na szyi srebrzystej gwiedzie oraz w wyczyszczonych do poysku metalowych okuciach pasa i pochwy miecza.
Arskane przyczai si do skoku, lecz Fors gwatownym gestem nakaza mu spokj. Jari stan na wprost nich, drgniciem najmniejszego muskuu nieruchomej twarzy nie okazujc zdziwienia widokiem uciekiniera z gr.
- I co, ziomku. - Trzymany w rku uk zacz porusza si tak, jakby byo to bero Rady. - Czy znalaze ju swj szlak?
Fors pozdrowi go, a gdy Jar! nie odpowiedzia, zagryz gboko doln warg. To prawda, e nigdy w przeszoci Wdz nie okaza mu najmniejszego zainteresowania, rwnoczenie jednak adnym sowem czy gestem nie da mu odczu, e uwaa go za kogo gorszego od reszty modziey Eyrie, czym ju dawno zaskarbi sobie wdziczno w sercu chopca.
- Wdruj z Arskane'm, moim bratem z Plemienia Ciemnoskrych. - Strzeli palcami, chcc wywoa owc z zaroli. - Jego lud znalaz si w niebezpieczestwie, pieszymy wic, aby do doczy.
- Czy wiesz, e jeste teraz wyjty spod prawa?
Fors z trudem przekn md sodycz ciekajcej z rozcitej wargi krwi. Mimo wszystko w gbi duszy liczy na agodniejszy wyrok za opuszczenie Eyrie. Sowa Jarla poruszyy nim bardziej, ni si tego spodziewa. Poczu ogarniajcy go przypyw zniechcenia i rozpaczy, szybko jednak zapanowa nad sob, majc nadziej, e Wdz nie dostrzeg tej chwili saboci. Eyrie nigdy nie byo dla niego szczliwym domem - nikt nie okaza mu serdecznoci od czasu mierci Langdona. Prawd mwic, ju dawno temu wyjto go spod prawa, tym niemniej byo to jedyne znane mu schronienie.
- Przy ogniu Arskane'a jego brat bdzie zawsze gorco witany. Przenikliwy wzrok Jarla przenis si z Forsa na jego towarzysza.
- Wkrtce twj lud nie bdzie mg nikomu ofiarowa ognia lub schronienia. Za pno wracasz, wojowniku. Wzywajcy do powrotu gos bbnw umilk wiele godzin temu.
- Zostalimy zatrzymani wbrew naszej woli - odpar Arskane roztargnionym gosem bez reszty pochonity lustracj Jarla. Ogldziny nie wypady widocznie zbyt pomylnie, gdy na twarzy owcy zagoci ponury grymas.
- I sdzc z waszego wygldu nie obchodzono si z wami zbyt agodnie. Jari popatrzy wymownie na pokrywajce przyjaci liczne sice i blizny. - No c, przed bitw kady zdolny do walki czowiek jest na wag zota.
- Czyby Koczownicy... zacz zdziwiony Fors. Trudno mu byo uwierzy, e Cantrul tak szybko zaprowadzi porzdki po wywoanym poarem zamieszaniu.
- Jacy Koczownicy? - spyta zaskoczony Jarl. - Koczownicy nie maj nic z tym wsplnego. Wrd Bestii zapanowao wrzenie i teraz porzucaj swe cuchnce nory, caymi stadami wychodzc w step, aby walczy ze wszystkimi ludzkimi plemionami!
Arskane cisn gow domi! Nagym nawrotem dao o sobie zna wyczerpanie. Wymamrota co zbielaymi wargami, po czym ciko ruszy przed siebie. Fors chcia pj w jego lady, lecz krtki gest wodza osadzi go na miejscu.
- Co to za gadanie o ataku Koczownikw?
Przeamujc jaki wewntrzny opr zacz opowiada o pojmaniu, pobycie w obozie i ucieczce z miasta namiotw. Nim skoczy, Arskane znikn ju z pola widzenia, lecz Jarl nadal nie pozwala mu odej. Wydawa si bez reszty pochonity ogldaniem nakrelonych na piasku kocem dugiego uku wzorw. Zniecierpliwiony Fors przystpi z nogi na nog. W kocu Wdz odezwa si, wypowiadajc gono nurtujce go myli.
- Teraz lepiej rozumiem wypadki dwch ostatnich dni. Gwizdn przenikliwie spomidzy zbw, a na ten zew z wysokiej trawy wypady dwa gibkie ksztaty. Fors nie mia czasu przyjrze si czarnemu zwierzciu, ocierajcemu si o nogi Jarla, gdy drugie stworzenie powalio go na ziemi, przewracajc z boku na bok w radosnym tacu powitania. Chopak mia si gono, nie wierzc wasnemu szczciu, gdy poczu na twarzy szorstki jzyk szalejcej Lury.
- Wczoraj Nag przyprowadzi j z polowania. - Rka Jarla pieszczotliwie wdrowaa po grzbiecie wielkiego kota, ktrego gadkie, czarne futro w wietle soca nabierao niebieskiego odcienia. - Na jej czaszce znalazem duy guz. Kto j musia uderzy w czasie walki, tak e stracia przytomno. Nie dawaa mi spokoju od chwili, gdy zjawia si u nogi Naga, cay czas naglc, aby za ni i - nieustpliwie chciaa mnie namwi na wypraw ratunkow.
Rozradowany Fors podnis si wreszcie, obskakiwany przez uszczliwion Lur, ktra co rusz trcaa go gow lub ca si swego stalowego ciaa usiowaa otrze si o drce ze zmczenia nogi.
- Wzruszajca scena.
Nastrj beztroski min w jednej chwili. Dobrze zna ten ironiczny ton Jarla. Mwic w taki sposb, Wdz potrafi bardzo szybko oniemieli nawet najbardziej pewnego siebie czowieka. Nie czekajc duej, ruszy bez sowa ladem Arskane'a i cho nie oglda si za siebie wiedzia, e Wdz Gwiadzistych posuwa za nim.
Jar! nie odzywa si wicej, wdrujc w milczeniu niczym Nag, ktrego przemykajca bezszelestnie sylwetka przywodzia chwilami na myl rzucany przez zarola czarny cie. Mruczca gono Lura nie odstpowaa Forsa na krok, jakby w obawie, e chopak zniknie ponownie, gdy tylko starym zwyczajem zacznie myszkowa po stepie.
Plemi Arskane'a spotkali na rozlegej ce, z trzech stron obramowanej wodami rzeki. Czwarty bok zamyka dugi rzd dwukoowych wozw, niczym drewniana ciana zabezpieczajca obozowisko od strony ldu. Wewntrz, wrd gsto rozsianych namiotw, przed ktrymi pony ogniska, wida byo liczne, sporzdzone z lin zagrody, zapenione owcami i niewielkimi konikami ciemnej maci. Po obozie krcio si tylko kilku zbrojnych, gdy wikszo mczyzn musiaa widocznie obsadzi ukryte w stepie posterunki. Fors doszed do wniosku, e po drodze mijali czujki Ciemnoskrych, lecz dziki obecnoci Jarla przeszli nie zatrzymani.
Odnalezienie Arskane'a nie przedstawiao najmniejszej trudnoci. Otacza go krg kilkudziesiciu kobiet i paru mczyzn, tak zasuchanych w opowie zwiadowcy, e nikt nie zauway pojawienia si Forsa i Wodza Gwiadzistych.
Wyranie byo wida, e Arskane kierowa swj raport do jednej z kobiet. Miaa wadcz twarz o wyrazistych rysach, a jej wyniosa posta wzrostem dorwnywaa modemu wojownikowi. Na ramiona opaday jej dwa warkocze czarnych wosw, ku ktrym raz po raz odruchowo wznosia niecierpliwe donie. Miaa na sobie dug, prost sukni w takim samym dziwnym, pomaraczowym kolorze, co znaleziony na krzaku skrawek tkaniny, a wok ramion i szyi poyskiway oprawne w srebro kamienie.
Gdy skoczy, zastanawiaa si przez chwil, po czym zacza wydawa komendy tak szybko, e Fors nie zrozumia poowy wypowiedzianych w poudniowym dialekcie sw. Rozkazy rozerway piercie suchaczy, popychajc tak kobiety, jak i mczyzn w rnych kierunkach. Gdy ostatni z nich popdzi do swego zadania, zobaczya Forsa i oczy jej rozszerzyy si w bezbrzenym zdumieniu. Chcc dostrzec jego przyczyn, Arskane obrci si, a widzc przyjaciela, chwyci go za ramiona.
- To wanie o nim opowiadaem. Uratowa mi ycie w Miecie Bestii i od tej pory zosta moim bratem. Jego gos zabrzmia niemal usprawiedliwiajco.
- Jestemy czarnym narodem - piewnie odpara kobieta - i chcemy nim pozosta, mj synu. Ten czowiek jest innej rasy.
Zdenerwowany Arskane zamacha rkami.
- Jest moim bratem - powtrzy z uporem. - Gdyby nie on, zginbym wiele razy, a klan nigdy nie dowiedziaby si, gdzie le moje koci.
- Z kolei Arskane - Fors zwrci si do wadczyni bez cienia unienia - rwnie ratowa mnie z opresji. Czy nie wspomina ci o tym? Musisz jednak, o Pani, wiedzie o jednym - jestem wyjty spod prawa i bezkarnie moe zabi mnie kady, komu przyjdzie na to ochota.
- C z tego, jest to sprawa pomidzy tob a twoim klanem i wcale nie musisz chwali si tym przed obcymi. Co prawda, masz bia skr, lecz jakie znaczenie ma kolor skry w godzinie prby? Nadchodz dni, gdy liczy si bdzie kady ucznik, kady wadajcy mieczem mczyzna.
Schylia si, by podnie lecy midzy jej obutymi w sanday stopami kawaek piaszczystej gleby. Po chwili wyprostowaa si, wznoszc ku niebu spoczywajc na zczonych doniach grudk ziemi.
Na ten widok Fors postpi trzy kroki do przodu i czubkiem wskazujcego palca dotkn najpierw swych warg, a potem bryki, skadajc tym samym przysig wiernoci. Nie pad jednak na kolana, aby prosi o przyjcie do klanu, co spotkao si z aprobujcym skiniciem gowy prowadzcej ceremoni kobiety.
- Myli nasze s proste i szczere, mody czowieku. W imi Srebrzystych Skrzyde oraz Tych Ktrzy Niegdy Latali, przyjmuj twj hod, wczajc ci w szereg wojownikw do chwili, w ktrej wsplnie uznamy, e nasze drogi rozchodz si. Czy teraz jeste zadowolony, Arskane?
Zwiadowca zwleka przez chwil z udzieleniem odpowiedzi. Spoglda na Forsa z niezwykym skupieniem. Wida byo, e rozczarowaa go postawa przyjaciela, ktry nie prosi o zaszczyt wstpienia do klanu. W kocu jednak powiedzia:
- Traktuj go- jak czonka rodziny i pragn, by towarzyszy nam zarwno w walce pod wsplnym sztandarem, jak przy domowym ognisku.
- Niech tak bdzie.
Oddalia ich skinieniem rki, patrzc ju w stron Jarla, a gdy odchodzili, syszeli jeszcze, jak wadczym gosem zacza zadawa mu pytania.
Arskane szybko kroczy przez obz, odpowiadajc krtko na pozdrowienia napotykanych po drodze ludzi, dopki nie dotarli do czego w rodzaju namiotu zbudowanego z dwch wozw, przykrytych z gry szerokim pasem wenianej materii. Obok wejcia wisiay w rzdzie cztery okrge tarcze, wykonane z grubej, pokrytej usk skry, a nad nimi opota na wietrze niewielki proporzec. Po raz drugi Fors oglda wizerunek rozwinitych do lotu skrzyde z janiejc nieco niej szkaratn gwiazd.
Wewntrz natknli si na dziewczynk o gboko osadzonych, ywych oczach. Maa na ich widok krzykna gono i upuciwszy trzymany w rku garnek przypada do Arskane'a, tulc si mocno do pokrytego bliznami ciaa. owca, miejc si, porwa j za rk.
- Masz oto przed sob najmodszego czonka naszej rodziny, bracie. Nazywaj j Rosanna o Bystrych Oczach. No, maa, powitaj mego brata.
Niemiae, bystre oczy popatrzyy z ciekawoci na Forsa, a mae rczki odrzuciy do tyu warkocze, ktre za kilka lat z pewnoci bd mogy konkurowa z warkoczami sprawujcej rzdy kobiety, po czym dziecicy, lecz nawyky do wydawania polece gosik rozkaza, aby jego wacicielk "postawi na ziemi". Gdy tylko stopy dziewczynki zetkny si z podoem, ruszya w stron gocia z wycignitymi przed siebie domi. Na wp zgadujc waciwe postpowanie Fors rozprostowa w odpowiedzi swoje rce, a wwczas donie dziecka wspary si o jego potne palce.
- Na poncy w tym palenisku ogie, na chronicy przed noc i burz dach, najado i napj tego domu, witam ci serdecznie, bracie mojego brata.
Ostatnie sowa wypowiedziaa z nut tumfu i dumna ze swej pamici umiechna si do Arskane'a.
- Znakomicie, siostro. Jeste prawdziw pani tego domu.
- Dziki ci Rosanno za takie powitanie - Fors okaza tym razem znacznie wicej uprzejmoci, ni w trakcie rozmowy z wadczyni.
- A teraz - Arskane ponownie spowania - musz zobaczy si z ojcem. Obchodzi wanie zewntrzne posterunki. Gdyby wic zechcia zaczeka tu na nas...
Rosanna nadal trzymaa go za rce, a teraz posaa mu radosny umiech taki sam, jakim obdarzya przedtem brata.
- Mamy tu jagody, bracie mego brata, wiey ser i wyjty z pieca placek.
- Przecie to uczta! - odwzajemni jej umiech.
- Prawdziwa uczta! Bdziemy ucztowa, bo wrci Arskane. Becie mwia, e nie wrci i pakaa...
- Naprawd? - wychodzcy Arskane ywo zainteresowa si tym komentarzem.
Sta jeszcze chwil, z niedowierzaniem krcc gow, po czym ruszy wzdu rzdu namiotw.
Rosanna skina twierdzco.
- Tak. Becie pakaa. A ja nie pakaam, bo wiedziaam, e on wrci.
- A dlaczego bya tego taka pewna? Maa rczka pocigna go ku rzdowi tarcz.
- Arskane to wielki wojownik. To - rowo-brzowy palec dotkn skraju ostatniej tarczy - to zostao zrobione ze skry grzmicego jaszczura, ktrego zabi Arskane. Wyobra sobie, e dokona tego zupenie sam. Nawet mj ojciec, gdy si o tym dowiedzia, kaza pieniarzowi uoy o tym opowie, aby mona byo zapiewa nastpnej zimy, cho sam cigle powtarza, e syn wodza nie powinien by wyrniany ponad innych wojownikw. Arskane jest bardzo silny.
Przypominajc sobie dni wsplnej wdrwki, Fors chtnie przytakn.
- Tak. Twj brat jest bardzo silnym i dzielnym wojownikiem. Dokona te wielu innych wspaniaych czynw, o ktrych wasz pieniarz bdzie musia uoy nowe pieni.
- Nie pochodzisz z naszego plemienia. Twoja skra - porwnaa rce obojga - jest jasna, a wosy masz biae, niczym naszyjnik Becie, gdy odbijaj si w nim promienie soca. Nie naleysz do Czarnego Narodu.
Fors zaprzeczy ruchem gowy. Na tle ciemnobrzowej skry i czarnych wosw jego janiejsza skra i srebrzystopowa czupryna szczeglnie rzucay si w oczy.
- Pochodz z gr, daleko na wschodzie - machn rk, wskazujc przybliony kierunek.
- Wic musisz by jednym z tych, co hoduj wielkie koty! Podajc za jej wzrokiem dostrzeg Naga i Lur. Zwierzta siedziay razem na uboczu, w znacznej odlegoci od owiec i kucykw, zapewne zgodnie z wydanym im przez Jarla poleceniem. Jednak na bezgony rozkaz Forsa, Lura podniosa si i podesza do namiotu, pozostawiajc Naga na poprzednim miejscu. Uradowana Rosanna zamiaa si gono i obja ramionami szeroki kark kota. Lura mrukna pieszczotliwie, lic w rewanu do dziewczynki.
- Czy wszyscy ludzie z gr maj za przyjaci wielkie koty?
- Nie, kotw jest niewiele, a poza tym one same musz sobie wybra czowieka, ktremu zechc towarzyszy. To jest moja najlepsza przyjacika Lura, a ten tam to Nag, pomocnik Wodza Gwiadzistych.
- Znam Wodza Gwiadzistych - ma takie agodne oczy. Czsto rozmawia z ojcem po nocach.
- agodne oczy - Forsa zdumia opis, tak rny od tego, co dotychczas myla o Jariu. Cho z drugiej strony Rosanna nie widziaa go takim, jaki ukaza si wyjtemu spod prawa mutantowi.
Zadymiy rozmieszczone przed namiotami ogniska, a zaraz potem po osadzie rozszed si zapach przygotowywanej wieczerzy. Wygodzony chopak nie mg powstrzyma si i znaczco pocign nosem.
- Jeste godny, bracie mego brata?
- Moe tak, troch...
Twarz Rosanny obla rumieniec.
- Strasznie mi przykro. Znowu rozpuciam jzyk, zupenie zapominajc o Trzech Obowizkach. Tak mi wstyd. Chwycia go za rk i wcigna pod weniany dach.
- Usid!
Poczu pod stopami grube maty, wic posusznie podkurczy dugie nogi i siad na tak przygotowanym podwyszeniu, podczas gdy Lura rozcigna si u jego stp z zainteresowaniem obserwujc krztajc si dziewczynk. Nie zdy nawet przyjrze si dokadniej wzorom rozwieszonych wok tkanin, gdy pojawia si Rosanna, niosc napenion parujc wod metalow misk i szeroki rcznik.
Po skoczonej toalecie zjawia si przed nim taca z yk, misk gstej strawy i niewielk czark brzowego, gorzkiego pynu, takiego samego, jaki przyrzdzi dla Arskane'a w- ruinach miasta.
Posiliwszy si, poczu wdrujce po caym ciele mie ciepo, a potem musia zasn, gdy, kiedy znowu otworzy oczy, na niebie wieciy ju gwiazdy, za po cianach namiotu pega czerwony odblask ognia. Obudzi go Arskane, ktry klczc tu obok nadal potrzsa energicznie jego ramieniem. Fors dwign si z legowiska.
- Co si dzieje? - zapyta zaspanym gosem.
- Mj ojciec pragnie z tob rozmawia.
Przytomniejc do reszty, chopak rozejrza si dookoa. Jeden ze stojcych przed nim mczyzn wyglda niczym nieco starsza kopia jego przyjaciela. W powierzchownoci drugiego natomiast przykuway wzrok srebrne skrzyda, zamocowane do obejmujcego szyj acucha z takiego samego metalu.
Stary wdz by wyranie niszy od swoich dwch synw. Ciemn skr jego twarzy obiy pozostawione przez pustynne wiatry i palce soce , gbokie bruzdy. Przez podbrdek biega ponadto postrzpiona blizna po le zagojonej ranie. Raz po raz wdz dotyka jej ostronie, jakby ta pamitka sprzed lat wci jeszcze dawaa o sobie zna.
- To ty jeste Fors z grskich szczepw? Fors zawaha si.
- Byem czonkiem jednego z nich, teraz jednak zostaem wyjty spod prawa.
- Pani Nephata podaa mu ziemi...
Krtkie, ostre spojrzenie ojca skutecznie uciszyo Arskane'a.
- Mj syn opowiada co nieco o waszych wdrwkach. Chtnie jednak usysz wicej o obozowiskach Koczownikw i o tym, co si wam tam przydarzyo.
Chopak jeszcze raz streci ostatnie wypadki. Gdy skoczy, wdz popatrzy na takim samym karccym wzrokiem, jakim przed chwil przywoywa do porzdku Arskane'a. Przez krtki moment ich spojrzenia skrzyoway si w niemej potyczce, po czym Pan Skrzyde zwrci si do stojcego obok starszego syna:
- Ty, Rance, uprzedzisz zwiadowcw i co godzina bdziesz obchodzi zachodnie posterunki. W razie ataku musicie rozpali na wzgrzach dwa ogniska. Dopilnuj, eby kady o tym pamita.
- Widzisz, przybyszu - wdz odwrci gow w stron drzwi, gdzie w cieniu Fors dopiero teraz dostrzeg nieruchom sylwetk jeszcze jednego wojownika - my nie ruszamy na wojn niczym na uczt, jak maj to w zwyczaju Koczownicy. Jeli jednak okazao si to nieuniknione, bdziemy walczy. My, ktrzy stawilimy czoa gniewowi grzmicych jaszczurw, by w kocu z ich skr uczyni sobie tarcze...
- Nie ulkniecie si kilku lanc w rkach ludzi - w gosie Wodza Gwiadzistych mona byo wyczu lekkie rozbawienie. - Moe masz racj, Lanard, lecz nie zapomnij, e bdziesz take walczy przeciw Bestiom, ktre w niczym nie przypominaj czowieka!
- Wojenne bbny plemienia dudniy na mj rozkaz jeszcze w czasach, gdy jego nie byo na wiecie - rzek wskazujc na Arskane'a - przez wszystkie te lata nie zdarzyo mi si, bym stawiajc czoa jednemu niebezpieczestwu, zapomnia o drugim.
- Wybacz Lanardzie. Tylko gupiec chce uczy wydr pywania. Pozostawmy wojn wojownikom.
- Wojownikom, ktrzy zbyt dugo siedz bezczynnie. Biegiem na stanowiska. Wszyscy!
Speniajc polecenie ojca, Arskane i Rance wypadli z namiotu, a stary wdz ruszy szybko za nimi. Fors zrobi krok ku wyjciu chcc doczy do przyjaciela.
- Zaczekaj! - gos rozleg si niczym trzaniecie bicza. Fors zesztywnia. Jari nie mia prawa mu rozkazywa, nie mia najmniejszego prawa od chwili, gdy ogoszono go wyjtym spod prawa. Wiedzia o tym bardzo dobrze, a jednak pooywszy rk na gowie Lury, przystan wyczekujco.
- Ci ludzie - Jari zacz gwatownie wyrzuca sowa - wzici w dwa ognie, ulegn zagadzie. Nie zwykli si cofa, gdy jest to sprzeczne z ich natur. Zreszt na swojej ziemi nie mieli wrogw, ktrym nie potrafiliby sprosta. Teraz sytuacja si zmienia. Znaleli si na obcej ziemi i chc walczy z doskonale z ni obeznanym, zamieszkujcym te tereny przeciwnikiem. Grozi im wiksze niebezpieczestwo ni to sobie wyobraaj, gdyby jednak powiedzie im prawd - nie uwierz w ni.
Fors nie przerwa milczenia, wic po chwili Wdz Gwiadzistych odezwa si ponownie.
- Langdon by moim najlepszym przyjacielem. Zawsze go ceniem, cho bya w nim jaka gorczkowo, przez co nie zawsze mg przewidzie bieg przyszych wydarze.
Syszc krytyk ojca. Fors poczu zo, lecz nadal si nie odzywa.
- Cho taki mody, zdye ju zama prawa klanu, w dumie i uporze idc wasn drog.
- Nie prosz Eyrie o nic!
- Dwa razy suchaem twojej opowieci i myl, e lubisz Arskane'a. Masz te otwarte oczy i atwo zaskarbiasz sobie ludzk sympati. Tego Marphy'ego warto zapamita. Sdz, e dobrze bdzie z nim porozmawia. Natomiast Cantrul to urodzony wojownik, czowiek zupenie innego pokroju. Pozwl mu stoczy bitw, a przekonasz si, e bdzie bardziej przystpny, gdy nasyci si odniesionym zwycistwem. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko wskaza mu przeciwnika - kogo innego ni to plemi...
- Kogo? - Bezgranicznie zdumiony Fors zdoa wykrztusi tylko jedno sowo.
- Bestie. Wyrany lad powinien zaprowadzi je na pnoc, do obozu Koczownikw.
Fors zaczyna pojmowa. Przekn lin, czujc nag sucho w gardle. By przynt dla Bestii, ruszy na pnoc cay czas ze straszliw mierci na karku. Poczu na plecach zimn ap strachu.
- Takie zadanie moe wykona tylko ktry z nas.
- To znaczy, e nie powiemy o tym Lanardowi?
- Tak bdzie najlepiej. W tej chwili plan im si nie spodoba. A ty - ty jeste banit - obcym, ktry moe by podszyty tchrzem. Jeli opucisz obz, uciekniesz...
Paznokcie Forsa pogryy si gboko w ciele zacinitych w pici doni. Nie mg znie myli, e w oczach Arskane'a zostanie dwulicowym tchrzem tylko dlatego, e w gowie Jarla zrodzi si zwariowany pomys. Ogarno go wzburzenie, a mimo to gdzie w rodku, jaka cz jego wiadomoci akceptowaa punkt widzenia wodza.
- Jeli dojdzie do walki Koczownikw z Czarnym Narodem, to atwo moe si zdarzy, e Bestie zniszcz niedobitkw obu tych plemion.
- Nie musisz mnie przekonywa, e dwa i dwa to cztery - warkn Fors.
Gdzie na zewntrz rozleg si dziecicy gos Brat tego dzieciaka wydoby go z doliny jaszczurek.
- Kiedy mam wyruszy - spyta Wodza Gwiadzistych, nienawidzc jego, siebie i kadego wypowiedzianego sowa.
Rozdzia 16
cigany
Fors z wdzicznoci pomyla o uatwiajcej widzenie w ciemnoci mutacji. Ju od godziny posuwali si ostronie biegncym wzdu pradawnej drogi rowem, a on wskazywa przejcie prowadzonej przez Ars-kane'a grupce ciemnoskrych wojownikw. Co prawda, wiszcy na niebie ksiyc w peni zalewa spkan nawierzchni pobliskiej drogi ostrym blaskiem, lecz w rzucanym przez gste zarola cieniu tylko on jeden mg wypatrzy drog.
Cieszy go ciar przewieszonego przez plecy uku i penego strza koczanu, cho by to krtki, opatrzony podwjn ciciw uk z poudnia, a nie duga, prosta bro, do jakiej przywyk w grach. Ponadto u pasa mia przyczepiony jeden z mieczy Arskane'a, ten, ktrego rkoje najbardziej pasowaa do jego doni.
Gdyby nie ciy na nim plan Jarla, czuby si teraz naprawd szczliwy. Poda za Arskane'm jako czonek jego szczepu - otoczony przez ludzi akceptujcych go, bez zadawania adnych pyta i po raz pierwszy od bardzo dawna by komu naprawd potrzebny. Niestety, zgodnie z powzitym zobowizaniem, bdzie musia porzuci to wszystko, gdy tylko nadejdzie waciwa chwila.
Jari wyruszy w poszukiwaniu Bestii na zachd. Jego ten sam obowizek rzuci do oddziau Arskane'a. Moe wtedy, gdy ju opuci plemi, spotka si z Wodzem, a moe nie zobacz si ju nigdy wicej. Przywoa cicho Lur. Jeli przyjdzie mu uciec tej nocy, to jej pomoc bdzie bardzo potrzebna.
Stara droga szerokim ukiem omijaa podstaw rozlanego wzgrza. W pewnej chwili Fors si zatrzyma. Czy naprawd dostrzeg jaki ruch w poowie zbocza? Chwyci za okie idcego przed nim czowieka i cisn mocno, wiedzc, e sygna zostanie szybko przekazany wzdu linii.
Z boku migno kremowe futro Lury, ktra przebiegaa drog i szybko sza w gr. Jeli kto kry si w wskim pasie zaroli, zostanie sposzony lub unieszkodliwiony.
W miejscu, gdzie co przykuo przedtem jego uwag, krzaki poruszyy si nagle i na otwart przestrze wybiega biegnca posta. W wietle ksiyca znajom lini zarysoway si wychude barki.
- Bestia!
Ryk Lury rozdar powietrze, guszc cakowicie jego ostrzeenie. Usyszeli trzask amanych przez atakujcego kota gazi. Tym razem Lura miaa za zadanie nie zabija, tylko przestraszy i odpdzi. Na widok biegncego pochyoci wroga ludzie Arskane'a przyklkli, nakadajc strzay na ciciwy cignitych z plecw ukw. Napite rzemienie wisny, wyrzucajc w gr kilkanacie pierzastych pociskw. Wikszo z nich musiaa spa grubo poniej celu, gdy, jak Fors doskonale wiedzia, strzelanie do gry wymagao wielkiej wprawy.
Gnana strachem Bestia skrya si po drugiej stronie wzgrza tak szybko, e wojownicy nie zdyli nawet wystrzeli nastpnych strza. Minwszy szereg rozczarowanych ucznikw Arskane zbliy si do Forsa.
- Jak mylisz, czy to by ich zwiadowca?
- Moliwe. Zawsze dotychczas dziaali w grupach. Jeli to zwiadowca, to zaraz pobiegnie i zoy meldunek.
Ciemnoskry w zamyleniu przygryz kciuk. Fors zna trapice go wtpliwoci. Arskane obawia si zasadzki. Tak mao wiedzieli o sposobach walki Bestii. Wygldao jednak na to, e czajenie si w ciemnoci najbardziej odpowiadao naturze tych odraajcych stworze. W ruinach miast uderzay z ukrycia, ilekro byo to tylko moliwe.
Wreszcie Arskane postpi zgodnie z przewidywaniami Forsa. Da sygna do wymarszu, chcc wypeni powierzone zadanie, czyli obej wyznaczony rewir i dotrze do wzgrza, na ktrym przygotowano sygnaowe ognisko. Niewielka kolumna z ubezpieczajc skrzyda Lur, bez przeszkd posuwaa si do przodu, dziki czemu wkrtce osignli straniczy pagrek i zmienili czuwajcych tam wojownikw.
Zblia si wit. W sabym, szarym wietle zwyczajne drzewa i krzaki zdaway si y dziwnym, nierealnym yciem, jakby pochodziy z innego wiata, oddzielonego od rzeczywistoci tylko cienk, przezroczyst bon. Wartownicy wycili wikszo porastajcych szczyt zaroli, odsaniajc tym samym widok na ca okolic.
W pierwszej kolejnoci Fors odszuka obz na brzegu rzeki, a potem zaj si wyszukiwaniem innych punktw orientacyjnych w terenie, co mogoby si mu przyda na wypadek, gdyby trzeba byo przystpi do realizacji planu Jarla. Zluzowani wartownicy rwnym rzdkiem schodzili w d i mieli wanie skry si w przydronym rowie, gdy ostatni z nich zamacha z przeraenia rkami i bez najmniejszego jku run na ziemi. Poprzedzajcy go wojownik musia co usysze, gdy obejrza si za siebie, a widzc lecego ruszy mu na pomoc, lecz zdoa przej zaledwie kilka krokw, nim gono charczc pad na kolana, bezsilnie zaciskajc donie na tkwicym w gardle czarnym dzirycie.
Zaatakowani rozsypali si w lun tyralier i popdzili z powrotem pod gr, chcc jak najszybciej osign bezpieczny skraj otaczajcych wierzchoek zaroli. Niestety, manewr ten kosztowa ich ycie dwch nastpnych ludzi, ktrych przeszyte pociskami Bestii poskrcane ciaa zalegy w bujnej trawie, porastajcej agodne zbocze.
Przedar si tylko jeden, z przeraeniem w oczach wpad midzy wojownikw czajcych si z napitymi ukami. Sycha byo straszliwe przeklestwa rzucane na niewidzialnego wroga, ktry sia mier, sam nie wystawiajc si na strzay stranikw wzgrza.
Lura opucia sw kryjwk w dole stoku i podpeza do Forsa. Chopak popatrzy w jej niebieskie, rozszerzone oczy, a w odpowiedzi wielki kot poruszy gow z lewa na prawo, dla pewnoci powtarzajc ten ruch kilkakrotnie. A wic byli otoczeni! Moliwe, e byo ju za pno, by wprowadzi w ycie powierzone przez Jarla zadanie. Zdusi w sobie zrodzon tej myli nadziej. Nawet gdyby w istocie tak byo, nie mia wyboru. Okolicznoci sprzyjay ucieczce i byo pewne, e w takiej sytuacji Bestie pod jego tropem. Musia opuci Arskane'a, choby miao to pocign za sob jego mier. Skoro jest szansa, musi z niej skorzysta.
- Jestemy otoczeni - jak mg najciszej przekaza sygna Lurze. Arskane skin gow.
- Wiem. Domyliem si tego, gdy tylko do nas podesza. No c, moemy teraz tu posiedzie par dni. Jeli zechc nas wzi godem... Pki co, powiem ludziom by si ukryli. Wypatrujc Bestii za bardzo si odsonili...
Zacz wydawa odpowiednie rozkazy, wrg jednak i tym razem okaza si szybszy. Nim ktokolwiek zdy si poruszy, gdzie z dou nadlecia dziryt i z guchym mlaniciem wbi si w rami stojcego najbliej Ars-kane'a czowieka. Trafiony krzykn z blu wycigajc jak nadalej od siebie rk z tkwicym w niej drzewcem. W jednej chwili polanka opustoszaa. Arskane schwyci rannego i ladem pozostaych skry si wrd zaroli. W milczeniu rozgldali si gorczkowo, bezskutecznie wypatrujc zamaskowanych Bestii. Wyczekiwanie stawao si nieznone. Do gosu zaczy dochodzi napite do ostatecznoci nerwy i raz po raz ktry z wojownikw napina uk, mierzc w stron wyimaginowanego celu. aden jednak nie wypuci dotychczas strzay, gdy byli to ludzie dowiadczeni w bojach i mimo zamieszania zdawali sobie spraw, e cenne pociski bd bardziej przydatne w chwili, gdy wrg opuci swoje kryjwki. Wiedzieli, e czeka ich walka, ktrej wynik w znacznej mierze zalee moe od cierpliwoci cierajcych si stron. Nie pozostao im nic innego, tylko lee w bezruchu i czeka.
Fors jeszcze raz wysa Lur na zwiady. Musia wiedzie, czy w rozwinitym przez Bestie piercieniu nie znajdzie si jaka luka. Gdyby udao si odkry niestrzeone przejcie, rzuci si w nie, a po miniciu linii posterunkw ruszy na pnoc. Oczywicie, szybko zostanie dostrzeony, zanim jednak przeciwnik wyle pogo, zechce upewni si, czy uciekinier zmierza w stron obozu nad rzek. Dlatego te na pocztku powinien zachowywa si tak, jakby straci orientacj, a wwczas ch pocigu moe pchn kilka Bestii na jego trop.
W cigu tego ranka przybyy jeszcze dwie ofiary. Nieustannie krcy pomidzy wojownikami Arskane odkry przyszpilone dzirytem do ziemi zwoki oraz rannego z rozszarpan nog, zajtego opatrywaniem wasnej rany. Gdy wrci do Forsa, twarz mia bardzo powan.
- W poudnie wyl nam pomoc. Jeli rozpalimy ostrzegawczy ogie, zwin obz i rusz nam z odsiecz, co wprowadzi ich wprost w puapk. Korson mwi, e pamita stare sygnay dymne i chce sprbowa wysa wiadomo. Jest to jednak niebezpieczne, gdy czowiek nadajcy sygnay wystawi si na cel Bestiom.
Popatrzy ponuro na otaczajce ich drzewa.
- Zostao nas piciu, w tym dwch rannych. Jeli zginiemy, a plemi bdzie uratowane, to nasza mier nie pjdzie na marne.
Fors stumi w sobie ch zgoszenia si na ochotnika. Widzia, jak olbrzym przystan wyczekujco, wpatrzony w jego twarz, gdy jednak spodziewana odpowied nie pada, zawrci i poczoga si w stron stosu zgromadzonego drewna. Chopak mia wanie zamiar ruszy ladem przyjaciela, gdy w tym samym momencie dostrzeg co, co osadzio go na miejscu, budzc zarazem podniecenie i niepokj. Nieco poniej gazu, za ktrym si ukry, migna mu przelotnie gowa Lury. Wic przejcie istniao. Cay spity zacz skrada si w kierunku kryjwki kota.
Ucieczka t stron zbocza zupenie mu si nie umiechaa. Teren by otwarty, poronity rzadko rozrzuconymi krzakami jaowca. Biegnc tdy moe zosta trafiony, zanim uda mu si odskoczy na bezpieczn odlego. Niemal natychmiast nadesza jednak inna myl. Jeli ruszy we waciwej chwili, skupi na sobie uwag wroga, zwikszajc tym samym szans przeycia nadajcego sygna czowieka. Ju by przy Lurze. Zwieczona brzowymi uszami gowa wielkiego kota jeszcze raz wskazaa grupk omszaych ska. Zwily jzykiem spierzchnite wargi. Musi odoy uk i nieporczny koczan. Miecz i myliwski n powinny wystarczy. Odczeka jeszcze chwil, po czym spry minie i niczym zwolniona z ciciwy strzaa pomkn zygzakiem w d zbocza. Gdzie z tyu rozleg si zdumiony okrzyk, a zaraz potem wszystko zaguszy szelest roztrcanych ska i optaczy omot w skroniach.
Mczce wyczekiwanie i niepewno ostatnich godzin miny bezpowrotnie. Mg wreszcie cakowicie skupi si na wykonaniu zadania. Przeciskali si wrd drzewek modego lasu, nie prbujc nawet zaciera ladw, gdy Lura daa zna, e s cigani. Serce Forsa zaczo bi jeszcze szybciej. Nadszed czas miertelnej rozgrywki. Caej przebiegoci przeciwnika mg przeciwstawi si ng, myliwskie dowiadczenie i umiejtno orientacji w nieznanym terenie. Bestie zechc dopa go jak najszybciej, samotny czowiek to dla nich kuszcy ksek, lecz on nie moe da si zapa, przynajmniej do czasu, a znajd si na ziemiach Koczownikw, co powinno sprowokowa akcj Cantrula. Obmylony przez Jarla plan, cho prosty, by szalenie ryzykowny - czy rzeczywicie stanie si tak, jak tego oczekiwali?
Przystawali kilkakrotnie w cigu dnia, aby cho chwil odetchn, a wtedy za kadym razem Lura upewniaa go, e kto poda ich ladem. Na ktrym postoju postanowi przyjrze si bliej pogoni, wic po przejciu strumienia wdrapa si na grujc nad okolic ska i tam, ukryty w pytkiej rozpadlinie, czeka cierpliwie, dopki z oddalonego o jakie p mili lasu nie wyoniy si trzy ciemnoszare sylwetki. Pierwsza z nich poruszaa si na czworakach, obwchujc starannie ziemi wok siebie. Pozostae szy powoli, bacznie rozgldajc si na wszystkie strony. Mia przeciw sobie trzy Bestie. Ile jeszcze mogo ich pozosta na straniczym wzgrzu? Wewntrzny gos mwi mu, e Ciemnoskrym udao si wysa ostrzegawcze sygnay, za rozsdek nakazywa porzuci wszystkie myli i bez reszty skoncentrowa si na wypenieniu zadania. Mimo to nie potrafi stumi w sobie niepokoju o losy przyjaci. Poczu, e apie drugi oddech. Po chwili namysu zacz nieudolnie zaciera lady. Bestie mogy uwierzy w jego paniczn ucieczk, tym niemniej taka ostrono na pokaz nie zawadzi. Pojawia si Lura. Przez jaki czas obserwowaa wysiki Forsa, po czym mrukna aprobujco, najwidoczniej podzielajc jego przypuszczenia.
Na krtko przed zmrokiem skrcili na zachd, kierujc si w stron jeziora bobrw i lecego na tej samej linii obozu Cantrula, o ile oczywicie ogie nie przegna Koczownikw w inne miejsce. Nie przerywajc marszu zrywa jagody oraz kosy zb, porastajcych rzadkimi kpkami zdziczae pola. Poyka je, prbujc w ten sposb oszuka gd. Przechodzc przez stary sad natkn si na twarde, wp dojrzae brzoskwinie. Zerwa kilkanacie najwikszych owocw i nie zwalniajc kroku zjad, po czym ugasi pragnienie w pobliskim strumieniu.
Noc bya najgorsza. Na miejsce spoczynku wybra sobie stare drzewo o gaziach, na ktrych mona byo si pooy. Wdrapa si na konar, a Lura pooya si na gazi, obok grupy omszaych skaek, ktre w razie potrzeby mogy da doskonae ukrycie. Na tle kremowych, zwietrzaych kamieni, ogromny kot by niemal zupenie niewidoczny. Fors zapad w pytki niespokojny sen, raz po raz budzony tpym blem cierpicych z przemczenia mini. Rozciera wtedy stwardniae miejsca i zasypia ponownie. Gnany niepokojem dwukrotnie zmienia kryjwk, za kadym razem pokonujc okoo mili i starannie sprawdzajc moliwo szybkiej ucieczki.
Szary wit zasta go lecym na skale przewieszajcej si nad strumieniem, ktry musia wypywa z jeziora bobrw. Wirujce powoli wrd omszaych gazw kawaki zwglonego drewna zdaway si to potwierdza. Poziom wody w korycie znacznie si obniy od czasu poaru, najwidoczniej bobry przystpiy do reperacji uszkodze. Lea bez ruchu i myla, e dobrze by byo wsta i ruszy w drog, podczas gdy organizm blem staww i dreniem wyczerpanych mini domaga si odpoczynku. Czu si tak, jakby bieg od tygodni - przecie od opuszczenia ruin miasta nie zazna chwili spokoju. Nic dziwnego, e po wszystkich tych przejciach dawao o sobie zna znuenie spotgowane wiadomoci, e najblisza przyszo rwnie nie obiecywaa wytchnienia.
Zrezygnowany, mia wanie si podnie, gdy uwag jego przykua widoczna na powierzchni wody przypominajca ksztatem kling miecza, duga fala. Popatrzy dokadniej, a wwczas w jej wierzchoku dostrzeg pynce pod prd niewielkie zwierz. Stworzenie posuwao si powoli wzdu brzegu, krcc gow na wszystkie strony, jakby czego poszukiwao. Jego zachowanie sprawiao pozory inteligentnego, co wydawao si Forsowi tak nieprawdopodobne, e przez chwil zwtpi w realno rozgrywajcej si na jego oczach sceny. Tymczasem may pywak znalaz si na wysokoci dwch kamieni, midzy ktrymi chopak przyklkn, aby ugasi pragnienie, zanim wspi si do gry. Co go musiao zaintrygowa, gdy dopyn w tym miejscu na brzeg i chroboczc pazurami o kamienisty brzeg, wyszed z wody. Otrzsn si energicznie, po czym natychmiast stan supka na tylnych apach, przyciskajc do pokrytego janiejszym futrem podbrzusza, a wzniesion wysoko gow owic niesione porannym wiatrem zapachy.
To by szczur - duy szary szczur, taki sam jak te, z ktrymi ludzie od niepamitnych czasw prowadzili nie koczc si wojn. Szczur. Fors przypomnia sobie soneczny poranek na handlowej ulicy zniszczonego miasta, kiedy to takie wanie stworzenie obserwowao go bacznie ze sterty gruzu. Kady wiedzia, e szczury najliczniej zamieszkiway miasta, lecz nawet tam nie byy spotykane zbyt czsto. Ich krlestwo rozcigao si pod ziemi w cuchncych ciemnych norach i kanaach ciekowych, oplatajcych cae miasto ukryt sieci.
Zwierz poruszyo si, a wwczas, w narastajcym wietle poranka na jego szyi bysn jaki metalowy przedmiot. Wygldao to jak wykonana z cienkiej blachy obroa. Tak, to bya metalowa obroa. Kto i dlaczego j zaoy?
Zacz si zastanawia. Kto jeszcze mieszka w miastach? Kto mg oswoi szczury, aby mu suyy? Zna odpowied. Cigle nie mg jednak zrozumie, dlaczego. Przecie szczur nie by grony. Nie by w stanie zagrozi czowiekowi, nie mwic ju o Lurze i tylko w stadzie stanowiy pewne niebezpieczestwo. Stado. Tak. To mogo wszystko tumaczy.
Szczur wskoczy na wierzchoek kamienia, gdzie spokojnie porzdkowa futerko, jakby wypeni powierzone mu zadanie i mg teraz zaj si wasnymi sprawami. W trakcie toalety porusza gow, dziki czemu Fors mg dokadniej obejrze obro. Zrobiono j z paskich ogniw, ktre poczono w sposb umoliwiajcy wyginanie jej na wszystkie strony.
Nagle stworzenie znieruchomiao, a jego paciorkowate oczy zwrciy si w napiciu w d strumienia. Fors nie mg teraz odej. Musia zobaczy, co bdzie dalej, tym bardziej, e Lura przekazaa mu sygna o podobnym znaczeniu. Wielki kot rozpaszczy si na skale na wycignicie rki, bezgonie szczerzc ky oznajmia mu czyje przybycie. Nie czekali dugo. Najpierw usyszeli plusk. Dwik powtarza si i by zbyt regularny, jak na odgosy natury. Zdrowy rozsdek podpowiada, e najlepiej byoby w tym momencie znikn, lecz rwnoczenie co powstrzymywao go na miejscu.
Zza najbliszego zakrtu wyonia si pokraczna figura. Przybysz brn niezdarnie przez usiane naniesionymi gaziami pycizny, przy kadym kroku wzbijajc fontanny rozpryskujcych si dookoa kropelek wody. Przyjrzawszy mu si bliej. Fors odkry na plecach okazay garb. Jednak w miar zbliania si obcego stawao si jasne, e to, co wzi pocztkowo za przejaw kalectwa byo w istocie przenon klatk. Na widok nadchodzcego szczur zjey si cay i odsoni drobne, biae zby, lecz pozosta na miejscu, najmniejszym ruchem nie zdradzajc chci ucieczki.
Bestia zatrzymaa si o krok od szczura i niespiesznie wycigajc dugie rami, schwycia go za obro, zupenie przy tym nie zwracajc uwagi na zajade kapanie szczk i szybkie ruchy zbrojnych w pazury ap, po czym wprawnie wrzucia do klatki, z trzaskiem zamykajc wieko. Z dzikiego jazgotu, jaki potem nastpi. Fors wywnioskowa, e w jej wntrzu kry si musiao wicej tych stworze. Zaintrygowany chcia popatrze jeszcze przez chwil, lecz widzc, jak Lura opuszcza swj punkt obserwacyjny, poszed w jej lady. Skoro uznaa, e powinni ruszy dalej, najlepiej byo zda si na jej instynkt.
Zaobserwowana scena nie dawaa mu spokoju. Dlaczego szczury? Moe szczury tropiy uciekinierw noc, podczas gdy Bestie mogy spokojnie spa? Gdyby tak byo, to jego wspinaczka po drzewach musiaa sprawi im wiele kopotu. Chyba, e one rwnie aziy po drzewach. Zacz aowa, e tak sabo zna zwyczaje tego gatunku. A dlaczego z kolei aden z Gwiadzistych w swych kontaktach z Bestiami nie odkry uywanych do pomocy szczurw? Czyby byo to co nowego - jeszcze jeden przejaw podstpnej wrogoci, ktra wypchna mieszkacw starych nor na otwart przestrze do walki z potomkami Przodkw?
Przebieg pamici wszystkie zasyszane kiedy opowieci o Bestiach, maskujc jednoczenie lady, aby opni pogo. Uwaano powszechnie, e Bestie pochodz od zamieszkujcych niegdy w miastach ludzi, poddanych potnemu promieniowaniu. Dzieci niedobitkw stworzyy ras mutantw, tak dalece odmiennych od rodzicw pod wzgldem wygldu i umysu, e o czowieczestwie nie mogo by duej mowy.
Bya jeszcze inna, mniej rozpowszechniona wersja. Wedug niej Bestie wywodziy si od najedcw, ktrych oddziay wyldoway, aby zaj zbombardowany kraj. Miay wrd nich by rwnie kobiety. Los tych formacji zosta przesdzony, gdy w wyniku dziaa odwetowych ich wasny nard zgin w nawale atomowego ognia. Pozbawieni moliwoci odwrotu, daremnie oczekujcy na nadejcie rozkazw onierze trwali z uporem na stanowiskach, nie zwaajc zupenie na szalejce wok promieniowanie, co w efekcie doprowadzio do tak potwornej mutacji. Nie wiadomo, ktra teoria bya prawdziwa. Nie miao to zreszt wikszego znaczenia, gdy niezalenie od wszystkiego, budzce w ludziach instynktown odraz i wrogo Bestie byy ostatecznie takimi samymi ofiarami tragicznej pomyki Przodkw, jak wszyscy inni.
Przed Forsem pojawiy si pierwsze poacie spalonej ziemi. Przebieg jeszcze kawaek, a wtedy oczom jego ukazao si czarne, wypalone pustkowie. W powietrzu unosi si zapach spalenizny, a kady krok wzbija w gr oboczki pobudzajcego do kaszlu pyu. Tu i wdzie wypalony kikut drzewa poyskiwa ciemnowiniowym blaskiem przygasajcego aru. W zasigu wzroku nie znalaz niczego, co mogoby dawa jakie ukrycie, wic po chwili namysu doszed do wniosku, e najlepiej bdzie wrci do strumienia, choby nawet wizao si to z wczeniejszym odkryciem przez szczury, lub ich opiekuna.
Kaszlc i przecierajc zawice oczy. Fors posuwa si w gr potoku. Woda sigaa mu pasa, rzadziej piersi i tylko raz, nie mogc sign dna przepyn kilkanacie krokw, walczc z powolnym, ale wyczuwalnym prdem. Na przybrzenych krzakach i skaach, wysoko ponad obecnym poziomem zwierciada, wida byo pasma zeschej trawy oraz kawaki zwglonych gazi, naniesione przez wezbrany w chwili poaru nurt. Skoro obecnie woda opada, tama musiaa zosta cho w czci naprawiona.
Wkrtce potem mia okazj przekona si o tym naocznie, gdy dalsz drog przegrodzia mu bobrza budowla. Wspi si na jej grzbiet, a wtedy ujrza cae jezioro, z alem pomyla, e jeli bobry nie przenios si gdzie dalej, to bd godowa przynajmniej do najbliszej wiosny, do czasu, gdy pojawi si nowe odrosty, za na to, aby na brzegach znowu zaszumiay drzewa, trzeba bdzie poczeka przynajmniej kilkadziesit lat.
Fors zanurkowa. Nawet tu, pod wod dociera do niego swd spalenizny. Wypyn na powierzchni i skierowa si w kierunku ujcia zasilajcej jezioro rzeczki, wzdu ktrej uciekali z Arskane'm z obozu Koczownikw. Na wodzie unosiy si ciaa martwych zwierzt. Wymin jelenia, dzik krow, a daleko przy przeciwlegym brzegu dostrzeg wzdtego konia z wymalowanymi jaskraw farb znakami mieszkacw Rwnin. Przepyn jezioro, lecz nim ruszy w gr strumienia, spojrza za siebie. Na koronie tamy pojawia si wanie garbata sylwetka nosiciela szczurw, a zaraz potem doczyy do niej jeszcze trzy Bestie. Pogo zatrzymaa si, radzc nad czym zawzicie, jakby stworzenia zastanawiay si nad wyborem dalszej drogi. Gdy tak stay, okazujc wahanie i strach tak przed wodami jeziora, jak i dymicym wok stepem, na tamie pojawio si pi nastpnych wychudzonych postaci.
Fors ukry si wrd rozrzuconych pkolicie ska. Po raz pierwszy w yciu cieszy si na widok Bestii. Znaczyo to przecie, e plan Jarla si powid. Nie potrafi powiedzie, ile tych stworze pozostao w zasadzce na wzgrzu. Wiedzia tylko, e cigajca go grupa bya wystarczajco liczna, aby zainteresowa Cantrula. Bestie byy zawzitymi i przebiegymi wojownikami, jednak zawsze staray si unika otwartej walki. Ich obecna, pena beztroski otwarto najlepiej wiadczya o poczuciu bezpieczestwa i pewnoci siebie. Tymczasem grupa na tamie dosza do porozumienia, gdy posiadacz klatki zdj j z plecw, po czym zacz uamywa sterczce w konstrukcji gazie. Wkrtce powstao z nich co na ksztat tratwy, a wwczas umieszczono na niej klatk i cae towarzystwo weszo do wody, pync niezdarnie, lecz pewnie.
Fors poderwa si na nogi, lizgajc si na pokrytych zielonym luzem gazach. Szed powoli w sigajcej piersi wodzie, cay czas rozgldajc si w poszukiwaniu dogodnego wyjcia na brzegu Akurat w tym miejscu brzegi byy strome, a dostpu do nich broniy dodatkowo zalegajce gsto po obu stronach strumienia, wci jeszcze dymice pnie drzew.
Chcc nie chcc przewdrowa wod mil, zanim zza kolejnego zakrtu wyonia si rozlega plama zieleni. Podszedszy bliej, przekona si, e ma przed sob podmoke obnienie terenu, oddzielonego od potoku pasmem wysokich trzcin. Zdumia go brak ladw ognia. Widocznie blisko rzeki uratowaa ten zaktek przed szalejc poog. Nie namylajc si duej, zacz rozgarnia gste szuwary, brnc po kolana w lepkim, czarnym mule. Natychmiast opada go chmara moskitw, lecz on nie zwraca na nie najmniejszej uwagi, nie przerywajc marszu nawet na chwil. Szybko pozostawi bagnisko za sob i wreszcie znalaz si na otwartej przestrzeni. agodnie opadajc ku wodzie nieck porastaa bujna trawa, wrd ktrej bez trudu mona byo dostrzec gboko odcinite lady kopyt. Zbada liczne tropy, a wtedy okazao si, e niektre z nich s cakiem wiee - najlepszy dowd obecnoci Koczownikw w tej okolicy. W mikkiej glinie dostrzeg wyrany trop Lury, prowadzcy w gb ldu. Chcc pody jej ladem, chwyci wystajce z ziemi korzenie, pomagajc sobie w ten sposb w pokonaniu liskiego stopnia.
Zrobi zaledwie kilka krokw, gdy jaka sia poderwaa jego nogi w gr. Padajc usysza dziki, nieludzki miech, ktry przej go dreszczem i sprawi, e do zacisna si mocno na rkojeci miecza. Mikko zetkn si z podoem, odruchowo przetoczy przez bark i wywijajc nagim ostrzem poderwa si na nogi. Czujny i opanowany czeka na wroga.
Rozdzia 17
Ostatnia bitwa
Wok siebie mia piercie szarych, wychudych cia. Widocznie Bestie wyprzedziy go i kryjc si w wysokiej trawie urzdziy zasadzk. Nieco z tyu spostrzeg Lur. Napinajc wszystkie minie wielki kot dar pazurami dar, prbujc odzyska wolno. Wok jego szyi ptla zaciskaa si coraz mocniej. Kolejne szarpnicie oplatajcej stopy linki rzucio go z powrotem na ziemi. Ponownie usysza optaczy rechot. Mg zrobi tylko jedno. Nie prbujc wsta, czy choby klkn, zacz szybko pezn w stron Lury, czym cakowicie zaskoczy przeciwnika. Nim ktrykolwiek z przeladowcw zdy si zorientowa w sytuacji, byo JU za pno. Wzniesiony miecz jednym uderzeniem przeci krpujcy kota rzemie. W tym momencie dotar do niego bezdwiczny rozkaz chopca: "Odszukaj Naga i tego, ktry z nim poluje - szukaj!"
Wiedzia, e Lura wypeni chtniej zadanie, jeli bdzie moga przy tym spotka innego kota. A przecie gdzie by czarny kot, tam w pobliu musia by rwnie Wdz Gwiadzistych.
Zwierz podkurczyo pod sob potne apy, po czym skoczyo, krelc wysoki uk nad gow jednej Bestii. Przez chwil wida jeszcze byo oddalajc si byskawicznie plam jasnego futra, a potem wszystko znikno. Lura bya wolna.
Wykorzystujc moment zaskoczenia podnis si i rbic, zawzicie stara si oswobodzi tkwice w pltaninie sznurw nogi. Nim rozwcieczone ucieczk Bestie skupiy na nim uwag, mia JU jedn stop woln. Dobrze wiedzia, e teraz nie ma JU dla niego adnej nadziei. Spokojnie, jakby to dotyczyo kogo innego, zastanawia si, ile sekund ycia pozostao mu do chwili, gdy naszpikowany czarnymi dzirytami znieruchomieje na zawsze w gstej trawie. Przypomnia sobie Langdona i jego rady. Gdy jeste w sytuacji bez wyjcia - atakuj. Napi minie ciskajcego miecz ramienia. Najwaniejsza jest szybko - zada tyle ran, ile tylko zdoa. Nie mia szans na przeycie do czasu, gdy Lura sprowadzi Jarla, ale postara si zabra kilka tych stworze ze sob.
Poruszajc si mikko z dorwnujc Lurze prdkoci przeskoczy ze wzniesionym mieczem ku stojcej najbliej Bestii, chcc zada miertelne pchnicie, jednak krpujce stop linki sprawiy, e zamiast pogry ostrze gboko w ciele wroga, ci pytko, otwierajc w bulwiastym brzuchu szerok, mocno krwawic ran. Sparowa wymierzony w gow cios, przysiad i zoy si do nastpnego ataku, gdy ciao przeszy mu ostry bl, a zbrojna w miecz rka opada bezwadnie. Zdrowym ramieniem wyszarpn tkwicy powyej okcia dziryt, przez co nie zdy osoni lewej strony twarzy przed uderzeniem, ktre rozdarszy skr, zalao oczy gorc krwi. Poczu pod stopami wirujc coraz szybciej ziemi, po czym zapad si w czarn nico.
Ockn si pod wpywem potwornego blu. Mia wraenie, e w jego yach szaleje dobywajcy si z rozdartej rany ogie. Sprbowa lekko poruszy nog i natychmiast poczu ucisk w okolicy kostki. By skrpowany, lea na plecach, a szeroko rozrzucone rce i nogi mia przywizane do wbitych w ziemi palikw.
Otworzenie oczu sprawio mu wielk trudno. Lew powiek krzepnca krew przykleia do policzka, tak e po kilku okupionych zawrotem gowy prbach popatrzy w niebo tylko jednym okiem. Wic jednak jeszcze yj, pomyla ospae. Po prawej stronie widzia zielon koron drzew, musia wic nadal znajdowa si w pobliu miejsca pojmania. Chcc rozejrze si dookoa, unis nieznacznie gow. Szybko wrci do poprzedniej pozycji, zamykajc przy tym oczy, aby uspokoi rozkoysane niebo i ziemi.
Pniej, poprzez rozsadzajce gow dzwonienie dotar do niego haas, intrygujcy na tyle, e mimo mdoci zdecydowa si jeszcze raz otworzy oczy. Bestie przyprowadziy nowego jeca. Sdzc po stroju, musia to by Koczownik. Jego rwnie rozcignito na ziemi obok Forsa. Bestie uraczyy go kilkoma potnymi kopniakami, po czym odeszy, wygraajc winiom zacinitymi piciami.
Umys Forsa ogarn zamt. Gowa zacza mu ciy, nie by w stanie zebra w caoci rozpezajcych si we wszystkie strony strzpkw myli. Ich miejsce zajmowa coraz bardziej bl, wypeniajc bez reszty umczone ciao. Lea nieruchomo wsuchany w siebie, prbujc zwalczy cierpienie.
W pewnej chwili z odrtwienia wyrwa go przenikliwy pisk. Ktem oka dostrzeg, jak nowo przybya Bestia z westchnieniem ugii ciga z plecw wiklinow klatk z miotajcymi si wewntrz duymi szczurami i stawia j opodal. Pozbywszy si ciaru, odgia do tyu przygarbiony kark, po czym doczya do rozcignitej pod pobliskim drzewem czwrki kompanw. Rozlegy si przypominajce szczekanie, gardowe dwiki mowy, ktra dla Forsa bya zupenie niezrozumiaa.
W szczelinach pomidzy prtami kosza raz po raz zapalay si czerwone iskierki maych, dzikich oczu, wpatrujcych si w niego przenikliwym, inteligentnym spojrzeniem.
Inteligencj gryzoni zdawao si rwnie potwierdza ich zachowanie. W chwili gdy rozleg si pisk, zwierzta cichy i nieruchomiay, wsuchujc si jakby w padajce polecenia, czy komentarze. Jak dugo trway te wzajemne ogldziny? Czas w swym normalnym wymiarze przesta dla Forsa istnie. Bestie rozpaliy ogie i umieciy nad nim krwawe strzpy misa, niektre wci jeszcze pokryte kosk skr. Gdy w powietrzu rozszed si zapach pieczeni szczury oszalay, skaczc po klatce z sigajcym granic syszalnoci cienkim piskiem, co jednak zupenie nie poruszyo ich ucztujcych panw. Dopiero po skoczonym posiku jeden z nich podnis si, podszed do kosza i potrzsajc nim, krzykn co gono. Zwierzta uspokoiy si, a po chwili pomidzy prtami ponownie ukazay si przekrwione oczy - ze, godne oczy, podliwe wpatrzone w winiw.
W umyle Forsa zaczo kiekowa straszliwe podejrzenie. Chopak chcia przekona siebie samego, e jego domysy s nieprawdziwe, e to, co podsuwa mu wyobrania jest tylko wytworem udrczonego cierpieniem mzgu. Przecie to niemoliwe, aby Bestie chciay da ich szczurom na poarcie. Nie chcc dopuci tej myli do wiadomoci, czu narastajc wewntrz panik. Wie, e jeli si zaamie i uwierzy, to przestanie nad sob panowa. Jak jednak nie uwierzy, gdy te przeklte szczury patrz i patrz. Od czasu do czasu widzia byski pazurw i drobnych biaych zbw. Najgorsze jednak byy te czujne, bez chwili wytchnienia patrzce oczy.
Nie dziao si nic i tylko wyduajce si coraz bardziej cienie wskazyway upyw czasu. Zrobio si pne popoudnie, gdy do obozu dotara ostatnia grupa Bestii, przyprowadzona przez wodza caej wyprawy. Nie by to wyszy od pozostaych czonek plemienia, niemniej widoczna na kadym kroku pewno siebie oraz nie pozbawiona arogancji wynioso sprawiay, e zdawa si growa nad pobratymcami. Cz twarzowa ysej czaszki nie wyrniaa si niczym niezwykym w stosunku do pozostaych osobnikw - takie same wyduone, wskie szczki z mnstwem ostrych kw, tak samo umieszczone szparki nozdrzy, takie same oczy ukryte pod grubym waem kostnym. Natomiast tyln cz gowy tworzya, kryjca mzg, kulista puszka, przynajmniej o poow przewyszajca rozmiarami czaszki reszty hordy. W wyrazie oczu przywdcy czaia si jaka przebiego, co, co sprawiao, e patrzy na wiat inaczej i widzia wicej, ni zwyka Bestia. Cho tudno byoby go nazwa czowiekiem, wida byo wyranie pewn powcigliwo w zachowaniu. Fors by pewien, e yje do tej pory tylko i wycznie dziki postawie wodza. Z kad chwil umacniao si w nim przekonanie, e to wanie ta posta bya si sprawcz niespotykanej aktywnoci mieszkacw zrujnowanych miast.
W trakcie tych rozwaa Bestia skoczya posiek i zbliywszy si do pojmanych, stana midzy nimi. Fors oderwa wzrok od klatki, po czym spojrza gboko w niezwyke oczy. Patrzy w napiciu, usiujc przenikn do wiadomoci obcego, lecz cho zebra wszystkie siy osabego umysu, nie zdoa odczyta choby najmniejszej zrozumiaej myli. Zarwno oczy, jak i obramowana sterczcymi szczkami twarz, nie kryy w sobie adnych, widocznych dla czowieka emocji. Wodzc wzrokiem od Forsa do Koczownika i z powrotem musia co przeywa, czy jednak byo to podniecenie, czy gniew, czy zwyka ciekawo, nie sposb byo powiedzie. W kadym razie, krzyujc dugie nogi, usiad pomidzy rozcignitymi na ziemi jecami, a po chwili wskie usta poruszyy si i po raz pierwszy w yciu chopak usysza dwik ludzkiej mowy wypowiadanej przez zamieszkujce miejskie nory stworzenia.
- Ty skd? - rozkazujco zwrci si do Koczownika, ktry nie mg lub nie chcia udzieli odpowiedzi. Mino kilka wypenionych milczeniem chwil, a gdy stao si oczywiste, e odpowied nie padnie. Bestia pochylia si nad przesuchiwanym i z zimnym okruciestwem uderzya pici w usta. Z warg natychmiast trysna krew.
Teraz przysza kolej na Forsa. Przywdca powtrzy pytanie, a chopak bez namysu odpowiedzia:
- Z poudnia - udao mu si wychrypie.
- Poudnia - powtrzy przywdca, dziwacznie przekrcajc sowa.
- Co na poudniu?
- Ludzie - wielu, wielu ludzi. I namioty. Dziesitki, dziesitki namiotw.
Lecz albo ta ilo przekraczaa zdolno pojmowania Bestii, albo te stworzenie nie wierzyo w szczero jeca, do, e zakrztusio si krtkim demonicznym rechotem, po czym mocno cisno zranione rami. Fors poczu mdlcy zawrt gowy, zrobio mu si ciemno przed oczami i zemdla.
Obudzi go przeraliwy krzyk. Jego echo nadal dzwonio mu w uszach, gdy z trudem otworzy oczy i prbowa co dojrze poprzez wirujce plamy wiata i cienia. Jeszcze jeden peen blu i przeraenia okrzyk i wiat znieruchomia.
Przywdca Bestii wci jeszcze klcza pomidzy winiami, w wycignitej rce trzymajc wyrywajcego si, godnego szczura. Zwierz miao umazany krwi pysk, czerwone krople byo wida na jego piersi i przednich apach. Gryzo ze wszystkich si stara si uwolni z uchwytu, oddzielajcego go od lecego tu pod nim Koczownika. Wzdu ramienia i boku tego ostatniego bieg rzd drobnych, silnie krwawicych ran - okrutny zapis historii przesuchania. Twarz wojownika przypominaa wykrzywion blem mask. Przeklina nieustannie, a za kadym razem, gdy Bestia opuszczaa w d szczura, jego bekotliwy gos przeradza si w chrapliwy wrzask.
W pewnej chwili ponad zorzeczenia torturowanego wzbi si inny, peen zoci okrzyk. Krzycza wielkogowy przywdca, zaskoczony bolesnym ukszeniem miotajcego si szczura, ktremu w kocu udao si dosign ciskajcych go palcw. Gono warczc, Bestia zgniota w doni wijce si ciao. Rozleg si trzask miadonych koci, po czym bezwadne zwoki zostay odrzucone daleko w traw, a oprawca podnis si z klczek i ssc zakrwawiony palec doczy do podwadnych.
Nareszcie chwila spokoju, lecz na jak dugo? Bestie zdaway si czu zupenie bezpiecznie w tym zaktku. Wszystko wskazywao na to, e zostan tu na noc, zaledwie jednak Fors o tym pomyla, sytuacja ulega cakowitej zmianie. Z zaroli wypada nowa para wrogw, cignc w popiechu pokiereszowane ciao trzeciego czonka zwiadu. Wok zwok zebray si natychmiast wszystkie obecne w obozie stworzenia i dyskutoway nad czym gorczkowo, zawzicie wymachujc przy tym rkami. Po chwili dowdca rzuci krtki, przypominajcy szczeknicie rozkaz i wszystko si upokoio. Opiekun szczurw podszed do klatki i zarzuciwszy j na plecy. ruszy przed siebie, za cztery najwysze Bestie zbliyy si do pojmanych. posugujc si noami, szybko rozciy krpujce ich rzemienie, po czym, ponaglajc kopniakami i szturchacami, postawiy na nogi. Wkrtce okazao si jednak, e aden z nich nie jest w stanie i o wasnych siach. Doszo do kolejnej sprzeczki, w ktrej, sdzc z gestw, wikszo opowiadaa si za umierceniem opniajcych marsz ludzi, natomiast przywdca obstawa z uporem przy zabraniu ich ze sob. W kocu jego gos przeway.
Dwjka Bestii znikna w zarolach, skd po chwili dobieg gos amanych gazi, a zaraz potem stworzenia wyoniy si z krzakw, niosc grube, oczyszczone z listowia drgi. Przywizano do nich niezwocznie jecw, tak e Fors zawis z wykrconymi ramionami, twarz do ziemi, koyszc si w rytm drugich krokw nioscych go wrogw.
Niewiele zapamita z tej koszmarnej nocy. Zapad w gorczkowy sen budzc si od czasu do czasu pod wpywem bolesnego zetknicia z gruntem, gdy kadli go zmieniajcy si tragarze. Mijay drugie, wypenione rozkoysan czerni godziny. Wreszcie ruch usta. Przez jaki czas trwa w pnie, a nagle ockn si z niejasn wiadomoci docierajcego z oddali dwiku. Lea na plecach, przetoczy si wic na bok, mocno przytykajc ucho do powierzchni ziemi. Usysza cikie dudnienie. Z pocztku pomyla, e to szumi rozgrzana gorczk krew, lub e to jeszcze jeden nocny koszmar, jednak w miar jak ttent narasta - coraz mocniejszy, coraz bliszy i w jaki sposb przyjazny - zmieni zdanie. Kiedy, dawno temu sysza ju co takiego i wwczas odgos ten mia proste, dobrze znane znaczenie. Teraz znaczenie gdzie si zataro i pozosta tylko ten omot. Zatar si zreszt cay zewntrzny wiat, umykajc w spowite ciemn mg to. Teraz istniao ju tylko umczone ciao i szarpicy je coraz silniej ostry bl.
Forsa nie byo. Odszed gdzie daleko, poza bl i udrk, pozostawiajc za sob zawieszone w ciemnej przestrzeni, znieksztacone cierpieniem ciao. W odlegy ttent wdar si teraz nieoczekiwanie inny odgos, gbszy i ciszy. Od tej chwili dwa dwiki wwiercay mu si pod czaszk. Kiedy zna oba, lecz w tym momencie aden z nich nie mia znaczenia. Musia strzec si byskajcych ku niemu ze szczelin pomidzy wiklinowymi prtami klatki czerwonych, godnych oczu, ktre bezustannie patrzyy z nieznonym wyrazem oczekiwania, z kad chwil stajc si bardziej godne i niecierpliwe. W kocu oczy te zaczn si zblia, bd coraz bliej i bliej, a potem, zamiast nich - pojawi si drobne, biae zby, lecz ostatecznie to take niewiele go obchodzio.
Kto gdzie krzykn, a wywoany tym haas zdawa si rozsadza mu gow, wypeniajc uszy obdnym dzwonieniem. Spojrza z nadziej na klatk, jednak od razu napotka apczywy wzrok przyczajonych tu za prtami szczurw. Najwyraniej niczego si nie bay.
Tupot nasili si, wypeniajc powietrze niemal wyczuwalnym dreniem. Jak przez mg dotaro do niego, e silne rce podnosz go i stawiaj na ziemi, a potem mocno do czego przywizuj, cho by zbyt odrtwiay, aby odczu ucisk wizw. Po chwili sta ju w miar prosto, z grzbietu wzgrza patrzc na to, co dzieje si na dole. A w dole rozgrywa si pikny sen. Sen, ktry nie mg zdarzy si naprawd, ktry nie mia nic wsplnego z jego obecnym pooeniem. Widzia nacierajcych jedcw, wirujcym piercieniem otaczajcych podstaw wzniesienia. Przymkn przeraone sonecznym blaskiem oczy. Koowrt ludzi i zwierzt zdawa si porusza niemal zgodnie z omoccym rytmem
- niemal, lecz niezupenie. Dwik ten nie pochodzi od jedcw, mia jakie inne rdo.
Osabiony zawis bezwadnie, lecz gdzie w gbi krwawicego, obolaego ciaa tlia si jeszcze iskierka prawdziwego Forsa. To wanie ona sprawia, e pokonujc opr cicych niesamowicie powiek, spojrza ponownie, a w jego oczach pojawi si bysk zrozumienia.
Jedcy nadal okrali wzgrze i za kadym razem, gdy mijali Forsa, ciskali w gr oszczepami. Spojrza uwaniej i teraz pomidzy konnymi zauway pochylone w biegu sylwetki zbrojnych w uki ludzi. Dotarszy do podstawy zbocza, ucznicy zbili si w gromad i napili uki. wisny strzay, tworzc chmur, ktra na moment przysonia soce. Wyranie byo wida, e ptla atakujcych zacienia si coraz bardziej.
Przytomniejc nieco. Fors uwiadomi sobie, e jego ciao stanowi cz barykady. Przywizany do wkopanego w ziemi supa suy Bestiom za tarcz, spoza ktrej mogy bezkarnie rzuca dzirytami. A dziryty, wprawnie celowano, zbieray w dole bogate niwo. Co chwila czowiek lub ko wali si na ziemi. Czasami lej ranny porusza si jeszcze i krzycza, czasami od razu nieruchomia na zawsze. W ferworze walki atakujcy zdawali si tego nie dostrzega, ani na chwil nie zwalniajc tempa natarcia.
Gdzie za jego plecami rozleg si gony okrzyk zoci, a zaraz po nim usysza guchy odgos padajcego na ziemi ciaa. Rozwcieczona Bestia, pezajc na czworakach w d zbocza, kierowaa si w stron jednego z najbliej stojcych ucznikw. Rozgorzaa krtka walka, zanim jednak zwyciska Bestia zdya stan na nogi, nadjecha Koczownik i pochyliwszy si w siodle zada lanc miertelne pchnicie. Gdy odjeda, w wysokiej trawie leay nieruchomo dwa ciaa.
Potne uderzenie wstrzsno bokiem Forsa. Spojrza w to miejsce i natychmiast zapomnia o bitwie. Cice okropnie rami opado swobodnie w d i tylko wok nadgarstka wida byo wpijajcy si gboko w opuchnite, sine rami kawaek rzemienia. Widocznie strzaa lub wcznia musiaa przeci krpujc link. Poczu przypieszone bicie serca. Nie widzia bitwy, nie widzia niczego, co dziao si wok. W jednej chwili wiat zawzi si do bezwadnej, uwolnionej rki. Nie mia w niej czucia, nie mg wykona najmniejszego ruchu, a jednak to bya jego szansa. Skupi si na palcach
- musi poruszy kciukiem, choby o cal, choby potrze nim tylko o drugi palec - musi. Uffi. Chciao mu si krzycze z radoci. Co prawda rami nadal zwisao bezwadnie wzdu boku, za to palce, posuszne jego woli, zacisny si w pi. Szczliwy przypadek sprawi, e oswobodzona zostaa prawa rka, a wic zdrowa. Popatrzy w lewo. Drugi nadgarstek rwnie przywizany by do osadzonego w ziemi supa. Wzniesione ku grze rami byo mocno zgite w okciu, tote Fors by pewien, e jeli zdoa unie praw rk i zmusi palce do pracy, poradzi sobie z rozwizaniem wza. Fakt, e uyto go jako czci barykady stanowi teraz okoliczno sprzyjajc, gdy pitrzce si z tyu pakunki osaniay go czciowo przed wzrokiem nieprzyjaciela. Ponadto Bestie byy zbyt pochonite walk, aby powici mu wicej uwagi.
Po paru okupionych mrowicym blem prbach, udao mu si dwign rami i przenie je ku lewemu nadgarstkowi. Zacisn bezwadnie palce na twardym rzemieniu, jednak ostatnia cz zadania okazaa si trudniejsza, ni przypuszcza. Pozbawione czucia palce zelizgiway si nieustannie z grubego wza. Czu jak po czole i policzkach spywaj mu kropelki potu.
Wok szalaa zaarta walka, lecz on zdawa si tego nie widzie, bez reszty pochonity swoim nie mniej wyczerpujcym zmaganiem ze saboci zmalteretowanego ciaa. W drewno zapory raz po raz wbijay si strzay, mijajc go tak blisko, e niemal czu podmuch rozcinanego nimi powietrza. Drzewce rzuconej z boku wczni uderzyo go z ca si, pozostawiajc na skrze nabrzmia, sin prg. Nawet wwczas nie przerwa jednak swych mozolnych wysikw. Nie przerwa take wtedy, gdy powracajce krenie objo rk fal blu i gorca, a on musia skupi na tych obolaych palcach wszystkie myli, jakby samej tylko siy mini mao byo na wykonanie tej pracy.
Gmera wic cierpliwie przy nadgarstku, gdy nagle wizy puciy. W prawej doni pozosta mu luny koniec rzemienia, podczas gdy lewe rami opado bezwadnie w d, wywoujc na twarzy grymas blu. Nie spojrza nawet na ran. Opatrzy j pniej. Szybko przypad do ziemi i obejrza krpujce nogi pta. W popiechu Bestie zwizay mu kostki pojedynczym rzemieniem. Uama grot znalezionej w pobliu strzay, po czym kilkoma pocigniciami przeci skrzan link.
By wolny, lecz rozsdek podpowiada mu, eby przez chwil pozosta jeszcze na miejscu. Bestie, chcc si do niego dosta, musiayby przej przez barier, wysuwajc si tym samym na strzay atakujcych, ktrych z kolei on, pasko rozcignity wrd gazw mg si nie obawia.
Po jakim czasie poprzez zgiek bitwy dotar do niego jeszcze inny dwik. Zwrci gow w jego kierunku i natychmiast zetkn si z wypenion szczurami klatk - Bestie uyy jej do budowy swoich umocnie. Wewntrz kotoway si szalejce ze strachu i nienawici gryzonie, a wydawane przez nie piski przebijay si momentami poprzez panujcy dookoa haas.
Na widok tych brudnych, nazbyt tustych cia, ogarny go mdoci, wic czym prdzej odsun si w bok.
Gdzie mg by drugi jeniec? Fors unis si ostronie na okciach i natychmiast dostrzeg nieruchome ciao ze zwieszon na rami gow. Opad z powrotem, zastanawiajc si gorczkowo nad dalszym postpowaniem. Mg porusza si przy pomocy obu ng i rki - powoli, nie do pewnie. Gdyby tak stoczy si w d zbocza...
Nie mg jednak pozostawi wystawionego na pewn mier Koczownika. Zacz pezn obok klatki ze szczurami, min popiesznie narzucon stert gazi i pakunkw, z ktrych Bestie zbudoway kolaw barykad, majc chroni przed strzaami i lancami. Posuwa si powoli, robic czste przerwy, lecz w ostatecznym rezultacie zdobywa teren.
Tu przed jego wycignit, drc z wysiku rk, zary si w ziemi czarny dziryt. Bestie dostrzegy wreszcie obecno zbiega i usioway go powstrzyma, lecz zaledwie tylko najzacieklejsza z nich wychylia si zza osony, eby cisn dzirytem, natychmiast osuna si w d, charczc gono z przebitego strza garda. Byo oczywiste, e rozrzuceni w dole ucznicy uwanie obserwowali barykad, gotowi trafi kady, nawet najmniejszy cel. Bestie pojy to rwnie, gdy Fors pez dalej bez przeszkd, a im duej to trwao, tym wiksz mia pewno, e zdoa dotrze do towarzysza niedoli. Skoncentrowa si na pozostajcej do przebycia drodze. Nie zwraca ju uwagi na to, co dzieje si poniej, ani wewntrz umocnie. Wiedzia, e potrzebowa bdzie wszystkich pozostaych mu jeszcze si.
Zatraci poczucie upywajcego czasu. W pewnej chwili uwiadomi sobie, e klczy tu przy skrpowanych kostkach ng. Wycign rce ku wzom oplatajcego nadgarstki rzemienia i niemal natychmiast opuci je z powrotem. Dwie strzay przyszpilajce ciao do supa unieruchomiy je na zawsze skuteczniej, ni najlepsze pta. Koczownik nie potrzebowa ju adnej pomocy.
Fors powoli osun si na stratowan ziemi. Popychajce go do przodu pragnienie niesienia pomocy znikno teraz i czu tylko narastajce z kad chwil zmczenie, tak jakby przez otwart ran zaczy nagle wypywa resztki energii. Ze zdumiewajc obojtnoci pomyla, e niewiele go to wszystko obchodzi.
Wok wyrosy grskie szczyty, a ponad postrzpionymi skaami grani pojawiy si szybko przemykajce strzpki szarych obokw. Nadchodzia burza. Sysza zawodzcy w wskiej dolinie wiatr, widzia gromadzce si w oddali czarne chmury. Musiaa by zima, gdy kolejny podmuch lodowatego wichru przynis pierwsze patki niegu. Dobrze by byo zawrci do dajcego bezpieczne schronienie Eyrie, do ognia i mocnych, kamiennych cian - zej w dolin zanim zacznie si nieyca.
Wrci do Eyrie. Nie wiedzia, e by na nogach i chwiejnie posuwa si naprzd, nie sysza nagego wybuchu okrzykw zmieszania i zoci, gdy trafiony celn strza przywdca Bestii pad bez ycia u podny barykady. Nie wiedzia, e z wycignitymi przed siebie rkami szed w d zbocza, a za nim stado oszalaych z wciekoci Bestii wypado na otwart przestrze. chcc kami i pazurami pomci mier wodza. Zalepione, zupenie zapomniay o dotychczasowej ostronoci, cho tylko dziki niej pozostaway przy yciu.
Fors szed grskimi szlakami, a tu za nim podaa Lura. Kot chwyci w pysk jego do i wysun si do przodu, obejmujc przewodnictwo - zawsze tak robi, gdy sypa nieg lub wia olepiajcy wiatr i trudno byo utrzyma si na szlaku. Na szczcie, w dole wida byo ju Eyrie. Zaraz zobaczy Langdona i tak, jak si umawiali, bd oglda skrawek mapy lecego nad brzegiem jeziora miasta. Wkrtce Langdon wyruszy, aby sprawdzi map, a gdy on, Fors zostanie przez Rad pasowany na Gwiadzistego, rwnie bdzie bada stare mapy i ktrego dnia znajdzie wielkie miasto.
Niepewnym gestem wznis rk do czoa. Lura naglia do popiechu
- chciaa si ogrza i nasyci gd. Take Langdon nie powinien dugo czeka. Przecie gdzie tam leao miasto, pene wysokich wie i wielkich sklepw, spkanych ulic i wielu innych zapomnianych cudw. Musi opo-wiedzi o tym Langdonowi. Nie, to nie tak - miasto naleao do Lang-dona, a on sam nigdy nie widzia ruin. To chyba przez t burz zaczyna mu si mci w gowie.
Zachwia si, gdy pdzca w stron walczcego teraz w dole tumu Bestia uderzya go mocno w rami.
Dookoa tyle ska - mia kopot z utrzymaniem rwnowagi, gdy zawadzi barkiem o jedn z nich. Musi bardziej uwaa. Najwaniejsze, e wraca do domu. Widzia ju byskajce w ciemnoci jasne plamki ognisk. Lura nadal ciskaa jego do. eby tylko wiatr zela troch
- jego dzikie zawodzenie byo jakie dziwne - przypominao chwilami bitewn wrzaw walczcych armii. Ale tam byo Eyrie - wanie tam.
Rozdzia 18
Nowa gwiazda
Byo pne popoudnie. Ponad uroczystym ogniem krtymi smukami powoli unosi si dym. Fors spoglda w d zbocza, w stron koa zdeptanej, wgniecionej w ziemi setkami stp trawy, gdzie na tle brudnej zieleni ciemniay gsto rozrzucone plamy zeschej krwi. Po obu stronach ogniska zasiaday naprzeciwko siebie dugie szeregi wojownikw - dwie linie patrzcych czujnie ludzi. W ich rkach poyskiwaa obnaona bro. Wewntrz wyznaczonego przez siedzcych szpaleru znajdowali si wodzowie obu plemion. Patrzc uwanie, tak w jednym, jak i w drugim szeregu dostrzec mona byo nieregularne wyrwy - wiadectwo poniesionych w niedawnej walce strat, ktrych ju nigdy nie da si uzupeni.
Fors zapomnia o wasnym blu, gdy ujrza Arskane'a kroczcego u boku ojca. Wadczyni, ktra przyja go do plemienia, bya tam rwnie, a jasna plama jej sukni ju z daleka wyrniaa si spord monotonnej szaroci skrzanych strojw mczyzn.
Na wprost nich sta Marphy i jego towarzysz w dugiej szacie. Brakowao tylko Cantrula. Miejsce wodza zaj ktry z pomniejszych szefw klanw.
- Cantrul?
- Cantrul by wojownikiem - odpowiedzia stojcy obok Jari - i wyruszy w dug drog w godny wojownika sposb, zabierajc ze sob wielu wrogw. Do tej pory nie wybrali jeszcze nowego Najwyszego Wodza na jego miejsce.
Reszta sw Wodza Gwiadzistych utona w omocie bbnw, ktry po chwili powrci, zwielokrotniony - echem z pobliskich wzgrz. Wreszcie ostatni werbel ucich w oddali, a wwczas do przodu wysun si wsparty na ramieniu syna Lanard. Jego nog od kolana po kostk spowija biay banda.
- Ho, wojownicy - rozleg si podobny do grzmotu gos. - Nasze wcznie siay dzi mier i day ptakom mierci up, o jakim nie syszano od czasw ojcw naszych ojcw. Przyszlimy z poudnia, aby stoczy t bitw i teraz zwycistwo jest nasze. Nasze strzay trafiay celnie, a miecze a po jelce pokryy si posok wrogw. Czy nie tak, moi bracia?
Od strony siedzcych za jego plecami wojownikw nadlecia niski pomruk potwierdzenia. Z drugiego szeregu poderwao si kilku co zapal-czywszych modzikw, tu i wdzie rozlegy si bojowe zawoania poszczeglnych klanw. Jakby w odpowiedzi, spord Koczownikw podnis si jeden z pomniejszych wodzw i gniewnie spogldajc na sprzymierzecw zacz z dum:
- Lanca uderza rwnie gboko, jak miecz, a Koczownicy nigdy nie bali si walki. Ptaki mierci poywiy si take i nasz ofiar.
Kto zaintonowa wojenn pie. Fors sysza j ju wczeniej, gdy jako jeniec znalaz si pomidzy namiotami. Rozgorczkowani wojownicy signli po uki i lance. Fors powoli stan na nogi, starajc si narzuci sw wol opornemu ciau. Odtrci usiujc go powstrzyma rk Wodza Gwiadzistych.
- To, co widzimy, to nic innego, jak tlce si zarzewie nowej wojny - powiedzia z namysem. - Jeli ten pomie rozgorzeje z pen si, to wszyscy jestemy zgubieni. Pu mnie.
Ruszy zboczem w stron ogniska rady, czujc, e Jari cay czas poda o krok za nim.
- Walczylicie.
Usysza wypywajcy gdzie z gbi garda swj czysty, opanowany gos i gos ten by niczym zimny wiatr, ktry rozpdza unoszce si nad bagnem opary. Poczu, jak zasiane dawno temu przez Arskane'a myli ukadaj mu si w gowie we wzory tak proste i jasne, e nie mg duej wtpi w ich suszno.
- Walczylicie.
- Ahhh - nadeszo w odpowiedzi, a by to dwik tak delikatny, e przywodzi na myl pomruk polujcej Lury.
- Walczylicie - powtrzy po raz trzeci wiedzc, e skupi na sobie uwag wszystkich. - Bestie zostay zabite. Te Bestie - podkreli z moc, patrzc w znieruchomiae twarze.
- Kady z was oglda zabitych nieprzyjaci. Nieprzyjemny widok, prawda? Ot ja byem w ich niewoli i wierzcie mi, e przeyem okropnoci dziesi razy gorsze. Tkwi one gboko w mojej pamici i nie pozbd si ich chyba do koca ycia. Myl, e na dzisiejsze zwycistwo powinnicie patrze nie tylko z dum, ale take i z obaw, gdy wrd zabitych znajduje si straszna zapowied - zwiastun gronej dla nas wszystkich potgi. Ju ojcowie naszych ojcw walczyli z tymi stworzeniami w czasach, gdy kryy si one w ciemnych norach. Mj ojciec zgin od ich kw i pazurw. Tak, znamy je od dawna, lecz teraz zrodzio si wrd nich co nowego i silniejszego, co, co niesie ze sob zagroenie wiksze, ni miao to miejsce kiedykolwiek przedtem. Zapytajcie o to swych mdrcw, wojownicy. Niech opowiedz wam, co znaleli pord zabitych Bestii w obrbie barykady, tam w grze. A co takiego moe si przecie w kadej chwili powtrzy. Powiedz o tym swoim ludziom, uzdrawiaczu -zwrci si w stron ubranego w bia szat Koczownika. - A ty, o Pani? - zapyta wadczyni ludu Arskane'a - co ujrzaa?
Pierwsza odezwaa si kobieta.
- Widziaam wiele rzeczy, a o wikszej ich liczbie tylko syszaam. To, co widziaam na grze nie zostawia cienia wtpliwoci. Z caego serca pragn tylko, aby twoje przypuszczenia okazay si bdne. Pomidzy martwymi Bestiami ley jedna, ktra znacznie rni si od pozostaych. Jeli los nie bdzie nam sprzyja, to co takiego moe si od czasu do czasu wrd nich odradza i jeli za kadym razem zdoa posi wiedz poprzednikw stanie si najwikszym zagroeniem dla wszystkich ludzkich istot. W tej chwili me mamy pewnoci, czy tak si wanie stanie i dlatego uwaam, e wszyscy ludzie powinni si zjednoczy, aby skutecznie odpiera ataki stworze zrodzonych z pradawnego za, zasianego niegdy przez Przodkw w miastach.
- To prawda, zmutowana rasa moe tworzy nowe mutacje - wida byo, e Koczownik mwi niemal wbrew sobie. - Bestie, z ktrymi walczylimy, byy zorganizowane jak nigdy dotd, za kiedy ich niezwyky dowdca zosta zabity, poszy w rozsypk, jakby wraz ze mierci znika trzymajca je w karbach sia. Jeli yje wicej takich jak on, to rasa Bestii moe sta si si, z ktr trzeba si liczy. Tak mao o nich wiemy. Kt zgadnie, co zgotuj nam za rok, czy dziesi lat? Jest to rozlegy kraj, a w jego gbi moe czai si wiele niebezpieczestw.
- Tak, jest to rozlegy kraj - powtrzy Fors. - Czego ty i twoje plemi szukacie w tych stronach, Lanardzie?
- Ojczyzny. Chcemy znale miejsce, gdzie postawimy nasze domy i na nowo obsiejemy pola, gdzie bdziemy mogli pa nasze owce i y w pokoju. Wdrujemy ju wiele lat od czasu, gdy plujce ogniem gry i trzsca si ziemia wygnay nas z doliny naszych ojcw - uwiconego miejsca, w ktrym wyldoway latajce maszyny pod koniec wojny Przodkw i dopiero teraz, wrd rozrzuconych wzdu rzek zielonych pl odkrylimy to, za czym tak dugo daremnie tsknilimy. Tu bdzie nasz dom i adna sia od tego nas me odwiedzie - zakoczy dobitnie, kadc rk na gowni miecza.
Fors zwrci si z kolei do Marphy'ego:
- A czego szuka twoje plemi, synu Rwnin?
Opiekun Zapisw przesta studiowa zagmatwany wzr poamanych dbe trawy u swych stp i popatrzy na chopca.
- Od czasw Przodkw ludzie Rwnin wdrowali z miejsca na miejsce. Pocztkowo dziao si tak z powodu czajcej si w wielu miejscach niewidzialnej mierci. Chcc unikn zarazy i niebieskiego ognia, czowiek musia nieustannie szuka wolnych od skae terenw. Dzisiaj, po tylu latach, wdrwka wesza nam w krew. Stalimy si Koczownikami - myliwymi i hodowcami, wojownikami nie znoszcymi myli o przywizaniu na duej do jednego obozowiska. Przenika nas pragnienie dalekich podry, odkrywania nowych rwnin i nowych, wznoszcych si wysoko w niebo gr.
- Prawda.
Fors rzuci tylko to jedno sowo w cisz, jaka ogarna wrzce jeszcze przed chwil szeregi.
Upyno kilka wypenionych napitym milczeniem minut, zanim odezwa si ponownie.
- Ty - wskaza na Lanarda - chcesz osiedli si i zbudowa dom. Tak masz natur i sposb ycia. Ty - palec chopca przenis si w stron Marphy'ego - jeste w cigym ruchu, polujesz i wypasasz stada koni. One - skrzywi si z blu, wznoszc zesztywniae rami ku widocznej w grze zbocza stercie ziemi i kamieni, pod ktrymi ukryto zwoki Bestii - postawiy sobie za cel zniszczenie kadego z was. Ten kraj jest rozlegy i...
Lanard chrzkn gono, szykujc si do powiedzenia czego wanego.
- Bdziemy yli w pokoju z kadym, kto nie wzniesie przeciwko nam miecza. W czasie pokoju rozwija si handel, a handel wszystkim przynosi korzyci. Gdy nadchodzi zima, a zbiory s sabe, wanie handel moe uratowa ycie plemienia.
- Jestecie wojownikami i mczyznami - wtrcia wadczyni Ciemnego Plemienia. Ze wzniesion dumnie gow patrzya w zwrcone ku niej dwa rzdy twarzy. - Wojna jest dla mczyzn chlebem powszednim, to prawda - ale to wanie wojna doprowadzia do zguby Przodkw. Jeszcze jedna wojna, a wyniszczycie nasz rodzaj do reszty. Koci nasze sprchniej, a my sami pjdziemy w zapomnienie, tak e nie zostanie najmniejszy lad po zamieszkujcym te ziemie czowieku, a cay wiat dostanie si im we wadanie - wskazaa na kryjcy zwoki Bestii pagrek. - Jeli teraz w naszym szalestwie podniesiemy przeciwko sobie miecze, bdzie to znak, e ciy na nas przeklestwo i powinnimy szybko wymrze, aby uwolni od swego ciaru ziemi.
Zapanowaa cisza i dopiero po jakim czasie przez szeregi Koczownikw przebieg cichy szmer. Szmer narasta, rozszerza si coraz bardziej, obejmujc w kocu zgromadzone na uboczu kobiety. Chr wysokich gosw szybko zacz przybiera na sile, kobiety oywiy si i oto spord nich podniosa si wysoka posta. Musiaa to by ona wodza, gdy wosy jej podtrzymywaa zota opaska.
- yjemy w pokoju, uprawiajc ziemi, ktrej wystarczy dla kadego. Uprawiamy handel, przynoszcy korzyci kademu z naszych plemion. Umiejmy w naszej rnorodnoci odnale to, co nas czy, nie rezygnujc z naszej tosamoci. Wrd szeregw rozleg si aprobujcy pomruk, potwierdzony w chwil pniej rytmicznym uderzeniem mieczy o tarcze.
Najpierw pomidzy wodzami, a pniej wrd reszty wojownikw obu plemion zacza kry czarka krwi - znak zawieranego braterstwa. Rytua ten zczy w jeden szereg Koczownikw i Ciemnoskrych, gwarantujc, e nigdy w przyszoci czonek szczepu nie podniesie rki na swego brata z drugiego plemienia.
Fors opad na pasko zakoczon ska. Podtrzymujce go dotychczas siy nagle odpyny. Nie czu ju podniecenia, nawet widok zlewajcych si w akcie pojednania sztywno dotd siedzcych rzdw wojownikw nie zdoa wyrwa go z odrtwienia.
- To jest dopiero pocztek - rozpozna wzruszony gos Marphy'ego. Z trudem podnis gow i powid dookoa ponurym wzrokiem.
Koczownik mwi do Jarla, wymachujc w zapale rkami. Widzia ponce w jego oczach podniecenie. Wdz Gwiadzistych pozosta jednak jak zawsze chodny i opanowany.
- Masz racj, Marphy. Nadal jednak mamy wiele do zrobienia. Chciabym obejrze wasze zapisy z pnocy. Gwiadzici nigdy nie zapuszczali si tak daleko.
- Oczywicie I - Marphy wyranie zawaha si, zanim z kolei on wyjawi sw prob - Ta klatka ze szczurami Przeniosem j do mego namiotu. Trzy z nich jeszcze yj, moe si wic bdzie czego mona dowiedzie.
Fors zadra Nie mia najmniejszej ochoty oglda tej zdobyczy.
- Chcesz wic, aby tobie przypad ten up? Marphy rozemia si.
- Tak. Poza tym chcemy ci prosi o znacznie wikszy dar. Ten oto wasz zwiadowca - Pooy agodnie rk na pochylonym ramieniu Forsa - Posiada rzadk umiejtno zjednywania ludzi sw mow i ma otwart, wszystko widzc dusz. Bdzie naszym przewodnikiem. - wida byo, e Koczownik odnalaz w chopcu bratni dusz i teraz dawa upust od dawna skrywanym mylom. - W zamian pokaemy mu dziwne, odlege strony. Ma bowiem co z wdrowca, podobnie jak i my.
Jari w zamyleniu szczypa doln warg.
- Tak, urodzi si jako wdrowiec, pynie w nim przecie krew Koczownikw. Jeeli...
- Zapominacie - Fors nie prbowa si nawet umiechn - e jestem mutantem.
Zanim ktrykolwiek z mczyzn zdoa co odpowiedzie, nadszed Arskane. Jego twarz nadal znaczyy lady walki, a idc, wyranie chroni rami. Gdy si odezwa, jego gos zabrzmia pewnie i stanowczo. Wida byo, e nie liczy si w ogol z odmow.
- Koczmy zwija obz i ruszamy w drog. Przyszedem po mojego brata. Marphy a zasapa ze zoci.
- On jedzie z nami.
miech Forsa by pozbawiony wesooci.
- Poniewa nie dam rady i o wasnych siach, bd kademu tylko zawad.
- Zrobimy nosze i zaprzgniemy do nich konia - odpar szybko Arskane.
- My take mamy takie nosze - zazdronie wtrci Marphy. Jari poruszy si.
- Wyglda na to, e musisz dokona wyboru - zauway spokojnie. Przez chwil Fors mia wraenie, e w tym miejscu znajduj si tylko oni dwaj, reszta skrya si w rozedrganej mgle. Zapanowaa cisza - ani
Arskane, ani Marphy nie ponawiali swych propozycji. Fors przycisn do do gorcego czoa. Po matce odziedziczy krew Koczownikw, to prawda. Pene przygd ycie pocigao go. Jeli pjdzie z Marphym pozna wszystkie sekrety tego kraju. Zdobdzie rozleg wiedz i bdzie rysowa mapy, o jakich Gwiadzici nawet nie nili. Dotrze do nowych miast i zbada je, cigle dc ku nowym horyzontom.
Jeli przyjmie pomocn do Arskane'a, opowie si tym samym za braterstwem i silnymi wizami rodzinnego klanu, za czym, czego przez cae ycie mu brakowao. Pozna wwczas ciepo uczucia i zostanie budowniczym - najpierw osady, pniej moe miasta, stawiajc pierwszy krok na drodze, ktre grzechy Przodkw zamkny przed ich potomkami. Bdzie to ycie trudne lecz wartociowe i rwnie pene przygd, cho pozbawione dalekich podry.
Istniaa jeszcze jedna moliwo. W gbi ducha zdecydowa si na ni ju dawno. Gdy w czasie bitwy zdawao mu si, e umiera, jego stopy same wybray kierunek, a droga wioda w stron onieonych szczytw, ku wiecznie oniemielajcej krainie surowego chodu. Opuci rk. Starajc si nie patrze na Arskane'a i Marphy'ego odszuka nieustpliwy wzrok Jarla.
- Czy to prawda, e zostaem wyjty spod prawa? - zapyta.
- Trzykrotnie wywoano twoje imi przy ogniu Rady. Takie byo prawo i chopak si z tym pogodzi. Mia jednak jeszcze jedno pytanie:
- Poniewa nie mogem stan na wezwanie Rady, mam chyba prawo odwoa si od jej decyzji w cigu szeciu miesicy?
- Masz.
Fors zacisn palce na podtrzymujcym lewe rami temblaku. Po zbadaniu rany Lekarz obieca mu, e po wyleczeniu odzyska w rku dawn moc.
- Myl wic - musia przerwa, aby odzyska panowanie nad gosem - e pjd i skorzystam z tego prawa. Sze miesicy jeszcze nie mino. Wdz Gwiadzistych potakujco skin gow.
- Jeli bdziesz mg i, to po trzech dniach powiniene dotrze na miejsce.
- Fors.
Chopak zadra, syszc rozpaczliwy protest Arskane'a. Gdy jednak zwrci si w jego stron, gos mia spokojny.
- Pamitasz, przecie to wanie ty mwie kiedy o obowizku.
Rami olbrzyma opado w bezsilnym gecie.
- Pamitaj, zawsze bdziemy brami. Ty i ja. Gdzie ponie moje ognisko, tam zawsze czeka miejsce na ciebie.
Odszed, nie ogldajc si za siebie i wkrtce znikn w tumie wspplemiecw.
Marphy wyglda, jakby ockn si 'z gbokiego snu. Otrzsn si i rozejrza dokoa. Dusz jego ju zaprztay inne plany. Chcc oddali moment rozstania, trwa jaki czas w milczeniu, po czym odezwa si z wyranym ociganiem:
- Od tej chwili w mym stadzie biega twj ko, a w moim namiocie czeka na ciebie jedzenie i schronienie. Gdy bdziesz potrzebowa pomocy, poszukaj proporca Czerwonego Lisa, mj mody przyjacielu.
Odszed, krelc rk znak pozdrowienia. Fors popatrzy na Jaria.
- Pjd ju.
- Ja te. Musz zoy raport przed Rad. Pjdziemy wic razem. Chopak nie wiedzia, czy cieszy si, czy smuci na tak wiadomo. W innych okolicznociach nie byoby wikszej przyjemnoci, ni wsplna podr z Wodzem Gwiadzistych. Teraz jednak czu si jego winiem. Siedzia, ponuro wpatrzony w pole dawnej bitwy. Pomyla, e dla wadajcych samolotami w powietrzu i potnymi kolumnami na ldzie Przodkw byaby to zaledwie nic nie znaczca potyczka. Tym niemniej, bya to dla nich prawdziwa wojna i to wanie w jej wyniku zrodzia si myl, ktra by moe zapocztkuje ponowny rozwj wiata. Moe si zdarzy, e nawet praprawnuki walczcych dzi ludzi ujrz zaledwie niemiae przebyski zaczynajcego si wzrostu. Moe te si zdarzy, e wiat, ktry nadejdzie, bdzie lepszy od swego pierwowzoru.
Koczownicy i Ciemnoskrzy nadal okazywali sobie nieufno, majc si na bacznoci. Wkrtce bezmiar stepu rozdzieli oba plemiona, jednak po jakmi czasie konni zwiadowcy ponownie rusz na poudnie z zamiarem odwiedzenia zakola rzeki, a wtedy ich zdumionym oczom uka si zabudowania osady. Ktry z jedcw wymieni dobrze wyprawion skr na gliniany talerz lub naszyjnik z kolorowych paciorkw, aby po powrocie zadziwi swoj kobiet. Pniej zjawi si nastpni, bdzie ich wicej i wicej, a ktry z nich wemie sobie za on ciemnoskr dziewczyn. Taki bdzie pocztek, a za pidziesit lat powstanie jeden nard.
- Kiedy bdzie tu jeden nard.
Fors pochyli si w siodle otrzymanego od Marphy'ego konia. Zwierz byo stare i spokojne, wic jadc chopak szybko odzyskiwa siy. Miny ju dwa dni od opuszczenia zakrtu rzeki, a oni wci jeszcze napotykali na swojej drodze odcinite w mikkiej ziemi lady.
Jari zmierzy wzrokiem przebyt tego dnia drog.
- Ile lat trzeba bdzie czeka na taki cud? - zapyta z waciw sobie ironi.
- Myl, e przynajmniej pidziesit.
- Jeli nic nie stanie im na przeszkodzie, to tak - moesz mie racj.
- Masz na myli zmutowanego przywdc Bestii? Wdz wzruszy ramionami.
- Myl, e jest to ostrzeenie, ktrego nie wolno nam lekceway. Musimy liczy si z tym, e na swej drodze napotkamy jeszcze wiele trudnoci.
- Jestem mutantem - z gorycz przypomnia Fors. Pamita czasy, gdy ze wszystkich si stara si ukry wanie przed tym czowiekiem sw inno. Zwaszcza przed nim. Jari nie podj wezwania.
- Duo nad tym ostatnio mylaem i doszedem do wniosku, e wszyscy moemy by mutantami. Kt dzisiaj powiadczy, e jestemy tacy sami jak Przodkowie? Moim zdaniem nadszed czas, aby otwarcie o tym pomwi. Natomiast co do tej Bestii...
Zasypa Forsa pytaniami, ktre wydobyy z niego wszystko, co zauway w niewoli.
W dwa dni pniej na horyzoncie zarysoway si ostre szczyty gr. Gdyby udao si im utrzyma dotychczasowe tempo marszu, to przed zapadniciem ciemnoci powinni wymin zewntrzne posterunki Eyrie. Chopak przystan, pogmera przy pasie i z trudem wydoby z pochwy miecz. Gdy Jar si z nim zrwna, wycign bro w jego stron gowni do przodu.
- Teraz jestem twoim winiem.
Nie mia adnego kopotu z opanowaniem gosu. Ogarn go spokj, jakby to, co stanie si z nim w cigu najbliszych dni, nie miao adnego znaczenia. Po prostu do zamknicia tego fragmentu ycia brakowao jeszcze kilku elementw. Ogarna go niecierpliwo. Chcia ju mie to za sob - niech ogosz go wyjtym spod prawa i naka opuci plemi. Ruszy w wiat znw na Rwniny. Pogodzi si z t myl i by na tak ewentualno przygotowany.
Jar! bez sowa przyj bro chopca. Za jego plecami pojawia si drca z niecierpliwoci Lura. Umys Forsa odbiera naglc prob zwierzcia. Teraz, gdy niebezpieczestwo mino, czce j z czowiekiem wizy posuszestwa zaczy coraz bardziej ciy. Tsknia za grami i nieskrpowan wolnoci. Zwolni j jedn szybk myl i w tej samej chwili wielki kot znikn. Wiedzia, e skoro tak szybko speni jej pragnienie, to Lura wrci, gdy tylko nasyci si swobod.
Pniej Fors jecha jak we nie. Od czasu do czasu z zaroli wychodzili stranicy, penicy sub na najbardziej wysunitych posterunkach Eyrie i pozdrawiali Jarla. aden z nich nie odezwa si do chopca, a on sam rwnie nie widzia powodu, aby z nimi rozmawia. Bez reszty pochono go pragnienie, aby jak najszybciej stan przed sdem Rady.
Pod wieczr wjechali do osady, gdzie szybko dotarli do Domu Gwiazdy. Tam wreszcie pozostawiono Forsa samego, w tym samym pomieszczeniu, ktre zbeszczeci na pocztku ucieczki. Pusty hak po wiszcym tam kiedy worku Langdona by niemym przypomnieniem jego wystpku. Szkoda, e wyprawa zakoczya si kompletnym fiaskiem. Teraz ju nigdy nie uda si wykaza susznoci marze ojca. Zdumiony spostrzeg, e nawet ta myl niezbyt go poruszya. Moe przecie wyruszy na wasn rk, nie czekajc na askawe pozwolenie Rady.
Na pobliskiej cianie skalnej zapega odblask ognia Rady. Starsi zbierali si, aby go osdzi. Jednak w jego sprawie decydujcy gos bd mieli Gwiadzici, gdy zrabowa ich wasno oraz naruszy ich zwyczaje i tajemnice.
Na dwik ostronych krokw w przedsionku Fors obrci gow. Przyszed po niego jeden z odbywajcych nowicjat - Stephen z klanu Jastrzbia. Ruszy za nim i pp chwili wkroczyli w krg wiata, otoczony wznoszcymi si w gr rzdami gsto uoonych biaych plam. Byy to twarze, setki przypatrujcych mu si z chodnym zainteresowaniem twarzy. Starcy byli ju w komplecie: Kronikarz, Zarzdca Pl, Wodzowie Myliwych i Obrocw. Za nimi za w zwartych kolumnach zasiedli rolnicy, myliwi i stranicy. Naprzeciw nich zebraa si liczna grupa Gwiadzistych z Jarlem na czele.
Ze wzniesion dumnie srebrzyst gow Fors wszed na wygadzon skaln pk.
- Forsie z Klanu Pumy - rozleg si gos Horsforda, Stranika Eyrie - stoisz tu, gdy naruszye tradycje Eyrie. Poniewa jednak twj postpek wymierzony by przede wszystkim przeciwko Gwiadzistym, wic Rada wanie im przyznaje prawo decydowania o twym dalszym losie.
Krtko i treciwie. I prawd mwic - cakiem uczciwie - myla, e bdzie gorzej. Ciekawe, co postanowi Gwiadzici. Wszystko zaleao od Jarla.
Spojrza na wodza, ktry wydawa si by bez reszty pochonity obserwacj drgajcych jzykw pomieni. Nastpia duga cisza, a gdy w kocu Jari przemwi, jego sowa przykuy uwag wszystkich suchaczy.
- My, ludzie Eyrie, doszlimy do miejsca, w ktrym otwieraj si przed nami dwie drogi. Tylko od nas zaley wybr waciwej, a tym samym przyszo nie tylko zebranych tu klanw, lecz take wszystkich ludzi zamieszkujcych ten kraj, a moe nawet ca ziemi. Dlatego te tej nocy zami zoon we wczesnej modoci uroczyst przysig i odsoni przed wami tajemnic, ktra oddzielaa nas od reszty plemienia. Posuchajcie wszyscy historii naszego znaku.
Dzisiaj noszcy Gwiazd ludzie przemierzaj dalekie szlaki, poszukujc zapomnianej wiedzy. Kiedy jednak to - jego rka dotkna zawieszonej na szyi metalowej gwiazdy, lnicej i ciepej od blasku ognia - miao inne znaczenie. Nasi przodkowie znaleli si w tej grskiej kryjwce, gdy naprawd mieli zosta Gwiezdnymi Ludmi, tutaj za oswajali si z yciem, jakie mieli prowadzi w innych wiatach. Nasze zapisy mwi, e czowiek sta u progu podry ku gwiazdom, gdy ogarnity szalestwem sign po miercionon bro.
My, ktrzy mielimy lecie do gwiazd, chodzimy pieszo po spustoszonej ziemi. Ale ponad nami nadal przecie wisz inne wiaty, a ich blask wci przyzywa nas z oddali, niosc nieustannie obietnic na przyszo. Jeli uda si nam unikn bdw Przodkw, to z czasem poznamy wicej, ni tylko przecinajce t ziemi szlaki. Oto tajemnica, ktr odsaniamy dzisiaj przed wszystkimi, aby kady czowiek wiedzia, co stracilimy przez szalestwo Przodkw oraz do czego moemy doj, jeli nie powtrzymy ich bdw.
Fors zacisn donie do blu. Wic czowiek utraci a tyle. Powrcio niejasne uczucie tsknoty, takie samo, jak wtedy na wymarym lotnisku. Jacy wielcy byli Przodkowie w swych marzeniach. Trzeba zrobi wszystko, co moliwe, aby te wspaniae sny ponownie oyy.
- Stoimy na rozdrou - powtrzy powoli Jar! - i tym razem nie moemy si pomyli. Dlatego te wol Gwiadzistych jest, aby Fors z Klanu Pumy, zrodzony z mieszanej krwi rnych plemion, by od tej chwili traktowany na rwni z reszt spoecznoci, cho prawo naszych ojcw chce inaczej. Najwysza pora zmieni takie prawo. Od dzi Fors wyrnia si bdzie w inny sposb. Bdzie wdrowa wrd rnych ludzi, niosc ze sob wiedz i pokj.
Mutant moe posiada cechy przydatne dla caego szczepu - wiemy o tym od dawna. Dlatego te ogaszamy nowe prawo, zgodnie z ktrym mutant rwny jest zwykemu czowiekowi. Jeli w klanie urodzi si mutant, bdzie zaliczony w poczet czonkw tego klanu. Kt z nas ma pewno - Jari powid wzrokiem po ludzkiej cibie, ponad ktr zacz narasta pomruk, nie wiadomo - aprobaty, czy sprzeciwu - kto ma pewno, e niczym nie rnimy si od Przotkw? Czy chcemy zreszt by dokadnie tacy, jak oni? Wyrzec si gwiazd? Pomylcie o tym.
Odpowiedzia mu Lekarz.
- Z punktu widzenia praw natury, to, co mwisz jest prawd. Dzisiejsi ludzie s najprawdopodobniej inni ni przed Wybuchem. - Mutant zakaszla. Dokadniej mwic, kadego z tu obecnych mona w wikszym lub mniejszym stopniu okreli tym mianem.
Horsford wznis rk, chcc uciszy nag wrzaw. Przez haas przebija si jego donony gos.
- Staa si rzecz doniosa, moi bracia. Gwiadzici zerwali wreszcie wizy przeszoci. Czy moemy by gorsi? Syszelimy o dwch drogach. Ja z kolei chc mwi o rozwoju. Zapucilimy korzenie w wskiej, grskiej dolinie. Ziemia tu kamienista i nieurodzajna, i cho zawsze musielimy wkada wiele trudu w jej upraw, to trzymalimy si tego miejsca z uporem. Teraz jednak, chcc utrzyma si przy yciu, musimy j opuci, gdy nie jest w stanie nas duej wykarmi. Zahamowanie rozwoju to mier, a ja, w imieniu Rady wybieram ycie. Skoro niegdy obiecano nam gwiazdy, powinnimy znowu po nie sign.
Gdzie z boku rozleg si gony wiwat. Krzyk dochodzi z tylnych rzdw, gdzie zebraa si modzie. Po chwili doczy nastpny gos i nastpny... Ludzie podrywali si na nogi w nagym wybuchu radoci, a w oczach ich zapalay si od dawna nie widziane blaski. Nigdy jeszcze ci opanowani i nazbyt powani ludzie nie przypominali tak bardzo swych krewniakw z Rwnin. Plemi budzio si do nowego ycia.
- I tak ju bdzie - poprzez haas przedar si gos Jarla. Na jego rozkazujcy gest wrzawa nieco ucicha. - Dzisiejszego wieczoru wkroczylimy na now drog. Dla upamitnienia naszego wyboru wrczamy Forsowi Gwiazd niepodobn do adnej innej, a on z kolei, gdy nadejdzie czas, przekae j wybranemu przez siebie nastpcy. Dziki temu pord nas zawsze bdzie kto, kto bdzie rozmawia z ludmi jak przyjaciel, bezstronnie ich ocenia i troszczy si o utrzymanie midzy nimi pokoju.
Jari podszed do Forsa, w podniesionej rce trzymajc ozdobny acuch, z ktrego zwisaa Gwiazda. Nie miaa jak zwykle, piciu ramion, lecz wykonana bya z wielu promieni, tak, e przypominaa wskazujc wszystkie kierunki jednoczenie ig kompasu. Odznaka zimnym ciarem spocza na szyi chopca.
Na ten widok zebrani mczyni wykrzyknli zgodnie nalene nowo wybranemu Gwiadzistemu pozdrowienie. W potnym chrze gosw zabrzmiaa nieznana nuta. Oto bowiem zabysa nowa gwiazda i nikt ze stojcych wok ognia nie mg przewidzie, co z tego wyniknie. Prawd mwic, nie wiedzia tego nawet sam Fors.
Posowie
S autorzy, ktrych ksiki rwnie szybko zdobywaj uznanie, jak i je trac.
Podobni s kometom, ktre mknc po nieboskonie powoduj o wiele wicej zamieszania nili radoci. S autorzy, ktrych za ycia obsypuje si nagrodami, pisze si o nich tomy ksiek, a ktrzy bardzo szybko trac na znaczeniu. Choroba ta atakuje nawet najwikszych - wystarczy przejrze listy laureatw Nagrody Nobla, by stwierdzi, e tylko nieliczni przeszli zwycisko prb czasu. Mijaj mody, przebrzmiewaj problemy, a czas nieubaganie demaskuje wielko pozornych gigantw. S wreszcie inni, nie dbajcy o uudn saw chwili, o zmienne upodobania krytykw. S jak wiekowe drzewa, trwaj mimo zmiennych warunkw, wbrew przeciwnoci mody. Andre Norton naley do tych pisarek, ktrych wielko tkwi w ponadczasowym znaczeniu jej ksiek. Jak pisze Ann McCaffrey - jedna z najwikszych gwiazd wiatowej science-fiction - Andre Norton bdzie czytana nawet wwczas, gdy "o wielu z nas nie bdzie ju nikt pamita". Bez cienia ryzyka mona stwierdzi, e ksiki Andre Norton bd czytane i za kilkadziesit lat, przez nasze dzieci i przez naszych wnukw. Zajm miejsce obok ksiek takich autorw, jak Verne czy Haggard. Oczywicie trudno jest powiedzie, kto z tumu wspczesnych pisarzy science-fiction przejdzie prb czasu. Ja jestem pewien, e najwiksze szans na to ma Andre Norton.
ANDRE NORTON (waciwie Alice Mary Norton, urodzia si 17 kwietnia 1912 roku w Cleveland w stanie Ohio. W latach 1930-32 studiowaa na Attended Western Reserve University (obecnie Case Western Reserve University). W latach 1930-41 pracowaa w bibliotece dla dzieci w Cleveland. W 1942-51 bya sprzedawc i bibliotekark w Mystery House. Od 1950 roku utrzymuje si z pisarstwa. W midzyczasie pracowaa jako wydawca w Gnom Press (1950-58). Otrzymaa m. in. nastpujce nagrody:
- w 1951 Boy's Ciubs ofAmerica Medal za Bullard of the Space Patrol,
- w 1962 nominacj do Hugo za powie Star Hunter i w 1964 to samo, za najgoniejsz jej ksik " wiat Czarownic",
- w 1963 roku Invisible Littie Ma (przyznany na Westemcon XVI) za caoksztat twrczoci;
- w 1965 Boy's Ciubs ofAmeca Certificate of Merit za Night ofMask;
- w 1976 Phoenix Award za caoksztat twrczoci;
- w 1977 otrzymuje jedn z najbardziej prestiowych nagrd Gandalf Master of Fantasy przyznan na wiatowym Konwencie Science-Fiction;
- w 1979 Barog Fantasy Award and Ohioana Award za caoksztat twrczoci;
- w 1981 Fritz Leiber Award za wkad do fantasy;
- w 1984 E.E. Smith Award;
- w 1984 roku otrzymuje tytu Wielkiego Mistrza SF (Nebula Grand Master Award) oraz w tym samym roku Jules Yerne Award.
* * *
Mimo, i trudno znale gatunek literacki w literaturze masowej, w ktrym by Andre Norton nie opublikowaa swych ksiek, to jednak w wiecie znana jest gwnie jako pisarka science-fiction oraz fantasy. Jej pierwsz ksik sf bya powie Star Mans Son, 2250 A. D. (1952) (pniej ukazywaa si ona pod tytuem Daybreak: 2250 A. D. (1954)), ktra obecnie trafia do rk polskich czytelnikw. Od tego czasu opublikowaa ponad sto powieci (poza sf i fantasy byy to powieci detektywistyczne, romanse, powieci gotyckie, a nawet obecnie z Robertem Blochem napisaa horror), sprzedanych w ponad milionie egzemplarzy. Wielu me wyobraa sobie sf i fantasy bez jej ksiek. Jest autork m. in. nastpujcych najgoniejszych cykli sf: Solar Queen, Time War, Beast Master, Time Travel, Moon Magie, Forerunner, Star Kaat (napisane wsplnie z Dorothy Madlee).
Ale najwikszy rozgos przyniosy jej ksiki fantasy, w tym najsynniejszy cykl "wiat Czarownic".
Ksiki niektrych pisarzy science-fiction czy fantasy czyta si dlatego, e naley, e mona o nich dyskutowa, ksiki Andre Norton czyta si po prostu dla przyjemnoci. Charakteryzuj si one bowiem czym nieuchwytnym, czym, co mona by byo nazwa czarem rzucanym na czytelnika, ktry zniewala go i powoduje, e czyta si je bez wytchnienia. Niezalenie od tego, czy ma si kilkanacie, czy kilkadziesit lat, zawsze znajdziemy w nich co dla siebie. Andre Norton zachwyca nas rozmachem opisywanego wiata, bogactwem przyrody, urod ycia, gosi pochwa dobra i pikna, opisuje denie do prawdy i szczcia. Wierzy, e wiat jest z natury dobry, a czowiek mdry, e kady problem moe by rozwizany, jeli tylko czowiek pragnie tego i postpuje godziwie.
Jej twrczo w doskonay wrcz sposb spenia wymogi stawiane przez czytelnikw przed science-fiction. Nie znajdziemy w jej ksikach rozmaitych "udziwnie" czy to formalnych, czy treciowych, dlatego te jest tak chtnie czytana przez miliony czytelnikw na wiecie. Andre Norton jest nie tylko pisark, twrczyni cudownych wiatw, ale jest take przewodnikiem, ktry prowadzi nas przez ycie, jej ksiki to rodzaj osobliwej inicjacji w ycie dorose. Ten wymiar jej twrczoci doskonale ilustruje "wit, 2250 A. D.", gdzie gwny bohater, mody mutant, odrzucony przez spoeczestwo yjce w zniszczonym przez kataklizm atomowy wiecie odbywa wrcz rytualn podr o charakterze inicjacyjnym, dziki ktrej dojrzewa, odnajduje siebie i uzyskuje akceptacj innych. "wit, 2250 A. D." mwi o chopcu, ktry peen zwtpienia, lku i niepewnoci - tak charakterystycznych dla okresu dojrzewania - osiga pewno siebie, zdecydowanie i poczucie sensu, tak konieczne dla dorosego ycia. Jest to historia przechodzenia od dziecistwa do dojrzaoci. W powieci tej czytelnik take znajdzie inne charakterystyczne dla Andre Norton rysy jej twrczoci, takie jak denie do samopoznania, do akceptacji innych, do szacunku wobec odmiennych i odrzuconych (to wanie Andre Norton wprowadzia do powieci science-fiction, innych ni tylko biaych protestantw bohaterw).
O Andre Norton i jej ksikach mona pisa wiele - o tym, i jest niekwestionowanym moralnym autorytetem w tej literaturze - ale w niczym to nie zastpi tego, co mona przey czytajc jej ksiki.
Tadeusz Zysk
| |